wtorek, 20 października 2015

Rozdział 293.

Soundtrack do rozdziału:

• Taylor Swift - All Too Well
• Kodaline - All I Want
• The Fray - Fall Away
• Bon Iver - Blood Bank
• One Direction - Something Great


Harry’s POV:

Komplikacje.
Życie jest ich pełne. Moje wydaje się przepełnione, krztuszące się nimi, ma ich nadmiar, wylewają się od góry nigdy niekończącą się kipielą. Fala za falą komplikacji koliduje z najważniejszymi momentami i rzeczami w moim życiu, a ta chwila jest jedną z tych, którym nie mogę pozwolić pójść na dno.
Jeśli będę spokojny, jeśli będę, kurwa, spokojny i spróbuję się wytłumaczyć, mogę powstrzymać przypływ, który ma za chwilę przetoczyć się przez mały salon w każdej chwili.
Widzę w jej szarych oczach jak się gotuje. Widzę dezorientację wirującą z wściekłością, tworząc  wielki sztorm, który wygląda jak morze tuż przed uderzeniem błyskawicy i hukiem grzmotu. Woda jest spokojna, nie porusza się, tylko lekko faluje na powierzchni. Tessa w tym momencie jest taka sama. Stoi z kawałkiem białego papieru ściskanego drżącymi dłońmi, a jej wyraz twarzy jest złowróżbny, ostrzega mnie przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.
Szczerze, nie mam jebanego pomysłu, co mam jej powiedzieć, od czego zacząć. To taka skomplikowana historia, a ja jestem totalnym gównem w rozwiązywaniu problemów. Muszę się czegoś uchwycić, muszę powziąć większy wysiłek, by zebrać i ukształtować swoje słowa, sformułować wyjaśnienie, które powstrzyma ją przed kolejną ucieczką.
- Co to jest? – jej oczy przesuwają się po stronie, nim wyrzuca ją w powietrze jedną ręką i gniecie rogi małego stosiku, który został w jej dłoniach.
- Tesso – ostrożnie podchodzę do niej na krok.
- Nie podchodź bliżej – jej twarz jest ostra, ostrożna w sposób, do którego nie jestem przyzwyczajony, kiedy jej stopy posuwają się wstecz.
- Musisz mnie wysłuchać - błagam, szukając jej zamglonych rysów. Czuję się jak gówno, kompletne i całkowite gówno. Dopiero co wróciliśmy do nas, a ja nareszcie dotarłem z powrotem do mnie, a teraz wychodzi to.
- Och, słucham, w porządku - mówi głośnym, sarkastycznym tonem.
- Nie wiem od czego zacząć, daj mi tylko chwilę, a wyjaśnię.
Moje palce przebiegają po włosach, ciągnąc cebulki, żałując, że nie mogę wykupić jej bólu i wyrwać sobie włosów prosto z czaszki. Tak, popierdolona wizja.
Tessa stoi, niecierpliwie cierpliwa, jej oczy przesuwają się ze strony na stronę. Jej brwi unoszą się i opadają, źrenice zwężają się i rozszerzają, kiedy zaczynam.
- Przestań to czytać - stawiam krok w jej stronę i wyrywam manuskrypt z jej dłoni. Kartki upadają na podłogę, dołączając się do reszty gówna płożącego się u jej stóp.
- Wytłumacz. W tej chwili - naciska. Jej oczy są zimne, w barwie piorunującej szarości, która naprawdę mnie przeraża.
- Okej, okej - chwieję się na piętach. - Okej. Pisałem - wyznaję.
- Jak długo? - podchodzi w moją stronę. Jestem zdumiony tym, jak moje ciało reaguje, jak gdyby bało się jej.
- Długo - unikam prawdy.
- Powiesz mi, i to powiesz mi teraz.
- Tess.
- Ja ci dam 'Tess'. Nie jestem tą samą, małą dziewczynką, którą poznałeś rok temu. Powiesz mi teraz, albo wyniesiesz się stąd do diabła! - celowo następuje na stronę, a ja nie obwiniam jej. - Cóż, nie mogę cię wykopać, bo to mieszkanie Liama, ale zostawię cię, jeśli mi tego nie wyjaśnisz. W tej chwili - dodaje pokazując, że pomimo swojego gniewu, wciąż jest słodka.
- Pisałem od dawna, od naszych samych początków, ale nie miałem zamiaru nic z tym robić. Wyładowywałem się tylko, używałem papieru, aby wyjaśnić, co do cholery działo się w mojej głowie, ale później wpadłem na ten pomysł...
- Kiedy? - jej palec naciska na moją klatkę piersiową, dźgając mnie w geście, który może wydawać jej się mocny, ale ona nie mogłaby mylić się bardziej. Nie powiem jej tego, nie teraz.
- Zacząłem po naszym pocałunku.
- Pierwszym? - rozkłada ręce, odsuwając moją klatkę piersiową. Chwytam je, kiedy one znowu mnie odpychają. - Bawiłeś się mną - wyrywa swoje dłonie i zakopuje rozczapierzone ręce w swoich długich włosach.
- Nie, nie bawiłem się! To nie było tak! - próbuję nie unosić na nią głosu, ale nie udaje mi się.
- 'Ledwie mógł znieść dźwięk jej głosu o drugiej nad ranem' - przedrzeźnia ze złością.
Chwilę zajmuje mi rozpoznanie jej słów.
- To nie było o tobie. Ten kawałek nie jest o tobie, przysięgam.
- Naprawdę, Harry? Nie o mnie? Do czyjego jeszcze mieszkania przychodziłeś o drugiej w nocy?
- Dobrze, był o tobie, ale to nie ja mówiłem. W tamtym momencie tylko pisałem gówno, wiesz, że moja głowa była wtedy popierdolona.
- Więc... - wpatruje się we mnie - więc napisałeś o mnie okropne rzeczy, tyle, żeby zapełnić całą książkę, o której ja nic nie wiedziałam, a ja mam nie mieć nic przeciwko temu, bo z twoją głową nie było wszystko w porządku? Nieważne, jak się miała twoja głowa, to nie jest wymówka do ukrywania tego do tej pory - krąży po małym salonie, ciskając się i skręcając. Jej dłonie zwierają się u boków jej ciała, nim ponownie wyrzuca je w powietrze. - Tyle sekretów, tyle sekretów. Mam tego dość.
- Masz tego dość? - gapię się na nią. Jej ciało wciąż bez spoczynku porusza się po pokoju. - Mów do mnie, powiedz mi, jak się z tym wszystkim czujesz.
- Jak się czuję? - kręci głową. Jej oczy są dzikie. - Czuję się, jakby to była pobudka, struna, która przywróciła mnie do rzeczywistości i oddaliła od niedorzecznych nadziei ostatnich kilku dni. Tacy jesteśmy my - wymachuje rękami w tę i z powrotem. - Zawsze jest jakaś bomba, czekająca na eksplozję, a ja nie jestem na tyle głupia, aby czekać, aż ulegnę zniszczeniu. Już nie.
- To nie jest bomba, Tesso. Zachowujesz się, jak gdybym pisał to, żeby naumyślnie cię skrzywdzić!
Ona otwiera swoje usta, by przemówić, nim zamyka je z powrotem z braku słów, czego jestem pewien. Kiedy zbiera się do kupy, mówi:
- A co myślałeś, że poczuję, kiedy to zobaczę? Wiedziałeś, że w końcu bym się dowiedziała, dlaczego po prostu mi o tym nie powiedziałeś? Nienawidzę tego uczucia.
- Jakiego uczucia? - pytam z rozwagą.
- Tego uczucia, które wypala moją klatkę piersiową, kiedy wywlekasz takie rzeczy, a ja tego nienawidzę. Nie czułam się tak od tak dawna i nie chciałam tego czuć nigdy więcej, a jednak to się dzieje - odczucie porażki jest ewidentne w jej delikatnym głosie, a na mojej skórze pojawiają się ciarki, kiedy ona odwraca się ode mnie.
- Chodź tu - sięgam po jej ramię i przyciągam tak blisko do siebie, jak na to pozwoli. Jej ręce splatają się przed nią, kiedy przybliżam ją do swojej klatki piersiowej.
Nie zwalcza mnie, ale także nie przytula mnie. Stoi sztywno,  a ja nie jestem pewny, czy najgorsze minęło.
- Powiedz mi, co czujesz - mój głos wychodzi niezręczny i urywany - co myślisz.
Ona ponownie napiera na moją pierś, tym razem z mniejszą siłą, a ja ją puszczam. Tessa klęka i zbiera jedną ze stron.
Na początku, zacząłem pisać to jako forma ekspresji i, szczerze, stchórzyłem przed przeczytaniem. Byłem pomiędzy książkami, a Tessa, Theresa Young w tamtym czasie, zaczęła mnie intrygować. Zaczęła mnie denerwować i wkurwiać, a ja przyłapywałem się na myśleniu o niej coraz więcej i więcej.
Kiedy ona była w mojej głowie, wydawało się, że nie ma w niej przestrzeni na nic innego. Ona stała się obsesją, a ja przekonałem się, że to była część gry. Wiedziałem, że to nieprawda, ale nie byłem gotowy tego przyznać. Pamiętam, jak po raz pierwszy ją ujrzałem - to, jak jej usta wyglądały na takie kapryśne i to, jak wzdrygnąłem się na jej strój.
Jej spódnica dotykała ziemi, a jej płaskie buty sprawiały, że powłóczyła się po podłodze. 'Umm, tak, mam na imię Tessa' - wlepiła wzrok w podłogę , kiedy wymówiła swoje imię po raz pierwszy. Pamiętam, jak myślałem nad tym, że ma dziwne imię, ale później nie zwracałem na to tak dużej uwagi. Niall był dla niej miły, a ja byłem zirytowany tym, jak się na mnie gapiła, oceniając mnie tymi szarymi oczami.
Dokuczała mi każdego dnia, nawet kiedy ze mną nie rozmawiała. Zwłaszcza wtedy.
- Czy ty w ogóle mnie słuchasz? - jej głos przebija się przez wspomnienia, a ja podnoszę wzrok, by zobaczyć ją znowu złą.
- Słuchałem... - waham się.
- Nawet nie słuchałeś - oskarża mnie, właściwie słusznie. - Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. To robiłeś za każdym razem, kiedy wracałam do domu, a ty odkładałeś swój segregator, to znalazłam w szafie, tuż przed tym, jak mój ojciec...
- Nie będę się wymawiał, ale połowa rzeczy tutaj to dziadostwo, kompletne dziadostwo.
- Dziadostwo? - jej oczy przemierzają stronę w jej dłoni:
'Nie mogła utrzymać w sobie alkoholu, zataczała się po pokoju w nieogarnięty sposób, w który dziewczyny bez smaku poruszają się, kiedy wypiją za dużo, by zaimponować innym'.
- Przestań czytać to gówno! - wyrywam jej kartkę, ale ona szybko ją odzyskuje.
- Nie! Nie możesz spisywać mojej historii i mówić mi, że nie mogę jej przeczytać. Wciąż niczego nie wyjaśniłeś - porusza się po pokoju, podnosząc buta z dywaniku przy drzwiach frontowych. Wkłada obie stopy w buty i poprawia swoje szorty.
- Dokąd idziesz? - pytam ją, gotowy pójść za nią.
- Na spacer - mogę przysiąc, że mentalnie wyklina się za danie mi najmniejszego kawałka informacji.
- Pójdę z tobą.
- Nie. Nie pójdziesz - z kluczami w dłoni, podnosi swoje włosy do góry, nad głowę, zakręcając je i zbierając do tyłu, próbując je kontrolować.
- Jesteś ledwo ubrana - przypominam jej. Ona posyła mi mordercze spojrzenie, takie, jak wiedziałem,  ze to zrobi i na sekundę przysięgam, że dosłownie mogę, kurwa, zobaczyć, jak kontempluje zupełne pozbycie się ubrań.
Bez słowa wychodzi z mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami.
Jeszcze nic nie było skończone, rozwiązane. Plan, w którym musiałem kontrolować komplikacje, zamienił się w pierdoloną katastrofę, a teraz to całe bagno jest nawet jeszcze bardziej skomplikowane. Klękam na podłodze, zmuszając się, by nie podążyć za nią, przerzucić ją sobie przez ramię, kiedy ona krzyczy i kopie, i zamknąć ją w jej pokoju, nim nie będzie gotowa ze mną porozmawiać.
Nie, nie mogę tego zrobić. To cofnęłoby cały 'postęp', jaki poczyniłem. Zamiast tego, zbieram pomieszane strony z posadzki i ponownie czytam niektóre słowa, przypominając sobie, czemu zdecydowałem się spróbować i zrobić coś z tym gównianym pisaniem.

***

- Co ty ciągle próbujesz tutaj ukryć? - Niall pochylił się, będąc tak wścibskim, jak zawsze.
- Nic, ziom, pilnuj własnego nosa - zmarszczyłem brwi, patrząc na drugą stronę dziedzińca. Nie wiedziałem, jak zacząłem siadać tutaj codziennie, w dokładnie tym czasie. To nie miało nic wspólnego z Tessą i wkurzającym dupkiem Liamem spotykającymi się w kawiarni każdego ranka. Zupełnie nic wspólnego z tym.
Nie chciałem widzieć tej okropnej dziewczyny. Naprawdę nie chciałem.
- Słyszałem w nocy ciebie i Molly na korytarzu, ty chory pojebie - Niall strzepał popiół ze swojego papierosa i zrobił do mnie minę.
- Cóż, nie miałem zamiaru wpuszczać jej do swojego pokoju, a ona nie chciała przyjąć odmowy do wiadomości - zaśmiałem się, dumny, że ona była taka chętna do obciągnięcia mi w każdej chwili, nawet w korytarzu obok mojego pokoju. Nie powiedziałem im, że zbyłem ją i skoczyłem waląc konia, myśląc o pewnej blondynce.
- Jesteś dupkiem - Niall kręci głową. - Ale z niego dupek, co nie? - zapytał podchodzącego do stolika piknikowego Louisa.
- O tak - Louis wyciągnął rękę po papierosa od Nialla, a ja próbowałem nie patrzeć na dziewczynę w spódnicy z worka na ziemniaki, czekającą na przejściu dla pieszych.
- Pewnego dnia zakochasz się, a ja będę trząsł się ze śmiechu. To ty będziesz komuś robił orala w korytarzu, a laska nie wpuści cię do swojego pokoju - Niall dostał kopa za wkurzanie mnie w ten sposób, ale ja ledwo go słyszałem. 
'Dlaczego ona się tak ubrała?' - zastanawiałem się, gdy podwijała długie rękawy swojej koszuli. Obserwowałem, z długopisem w ręku, jak zbliżała się z oczami wlepionymi w chodnik przed sobą i przeprosiła za wiele razy, kiedy zderzyła się z żałosnym chłopakiem sprawiając, że książka wypadła mu z dłoni.
Ona schyliła się, by mu pomóc i przeprosiła kolejne milion razy. Uśmiechnęła się do niego, a ja nie mogłem zapomnieć, jak miękkie były jej usta, kiedy wpiła się we mnie kilka nocy wcześniej. Byłem zaskoczony jak cholera, nie miałem jej za typ, który zrobi pierwszy krok i byłem bardzo pozytywnie nastawiony do tego, że przede mną całowała tylko swojego lamerskiego chłopaka-dupka. Jej dyszenie i gorliwość, z jaką dłonie pragnęły mnie dotykać uczyniły to oczywistym.
- Więc co tam z zakładem? - Louis kiwa głową w stronę Tessy w chwili, kiedy ona uśmiecha się promiennie, zauważając Liama w całej jego kujońskiej glorii, plecaku i wszystkim.
- Nic nowego - odpowiedziałem natychmiast, zakrywając papier przed sobą ręką. Skąd miałem wiedzieć, co działo się z pyskatą, słabo ubraną dziewczyną? Ledwo ze mną rozmawiała, odkąd jej szalona, dupna matka i lamerski chłopak-dupek pokazali się na jej progu w sobotę rano.
Dlaczego jej imię było wypisane na tej kartce? I dlaczego czułem się, jakbym miał się cały zapocić, gdyby Louis nie przestał gapić się na mnie, jak gdyby wiedział coś, czego ja nie wiem.
- Jest wkurzająca, ale przynajmniej wydaje się lubić mnie bardziej niż Zayna.
- Jest gorąca - powiedzieli obaj w tym samym czasie. - Gdybym był dupkiem, zgłosiłbym się naprzeciw wam obojgu. I tak jestem bardziej atrakcyjny - droczył się Niall, po czym razem z Louisem się zaśmiali.
- Nie chcę mieć nic wspólnego z tym gównem. To wszystko jest naprawdę cholernie głupie, nie powinieneś był się pieprzyć z jego dziewczyną - Louis spróbował mnie strofować.
- To było tego warte - zaśmiałem się, spoglądając z powrotem na chodnik po drugiej stronie dziedzińca. Ona zniknęła, a ja zmieniłem temat, pytając o nachodzącą weekendową imprezę.
Podczas gdy ich dwójka sprzeczała się na temat tego, ile beczek alkoholu zamówić, przyłapałem się na spisywaniu opisu jej przerażenia z ubiegłego piątku. Niemalże waliła w moje drzwi tylko po to, by uciec od tego psychola, Neila, który się do niej dobierał. Drań z niego. Byłem pewien, że będzie na mnie wkurwiony za wylanie wybielacza na jego łóżko w zeszłą niedzielę. Nie żebym się nią przejmował, po prostu chodziło mi o samą sytuację.
Po tym słowa już same leciały. Nie potrafiłem nad tym zapanować i po każdej styczności, miałem o niej coraz więcej do powiedzenia. Przykładem było to, jak zmarszczyła nos, gdy opowiedziała mi, że nie znosi ketchupu. Z każdym krokiem, gdy dowiadywałem się o niej więcej, moje uczucia wobec niej rosły. Wcześniej bym zaprzeczył na ten temat, ale taka była prawda.
Kiedy zaczęliśmy ze sobą mieszkać, trudniej było mi wciąż pisać, więc skończyło się na tym, że rzadziej się za to zabierałem, lecz kiedy już to robiłem, manuskrypty zawsze chowałem w szafie, w pudełku po butach. Aż do teraz, nie miałem bladego pojęcia, że Tessa znalazła to cholerstwo, co sprawia, że zaczynam się zastanawiać, czy kiedykolwiek przestanę sobie komplikować moje pierdzielone życie.
Coraz więcej wspomnień napływa mi do głowy. Zaczyna mi się marzyć możliwość przyłączenia jej do mojego mózgu tylko po to, by mogła odczytać moje myśli i intencje.
Gdyby siedziała w moim łbie, mogłaby zobaczyć rozmowę, która doprowadziła do tego, że postanowiłem udać się do wydawnictwa w Nowym Jorku. Nie było to czymś, co planowałem od dłuższego czasu, po prostu się stało. Spisałem tak wiele chwil, naszych chwil, które były warte zapamiętania. Pierwszy raz, kiedy powiedziałem jej, że ją kocham; drugi raz i to, że tego nie odwołałem... Rozmyślanie o tym wszystkim w tej chwili jest przytłaczające i nie mogę tego powstrzymać.

***

Opierałem się o bramkę, wkurzony i poraniony. Dlaczego w ogóle wszcząłem bójkę w trakcie tego dupnego ogniska? Ach, tak, ponieważ Tessa poszła sobie z Zaynem, gdzie ten zostawił mnie z niczym innym jak jego sarkastycznym głosikiem i świadomością, że ona jest w jego mieszkaniu.
Doprowadzało mnie to do szału bardziej niż powinno. Chciałem o tym wszystkim zapomnieć, wymazać czy poczuć fizyczny ból zamiast tej zazdrości. Czy pieprzyła się z nim?, rozmyślałem. Czy wygrał?
Czy nadal chodziło o wygraną? Nie potrafiłem stwierdzić, co nie zmienia faktu, że w większości byłem wszystkiego świadomy.
Usiadłem na trawie, wycierając krew z ust, kiedy Tessa się do mnie zbliżyła. Obraz mi się nieco zamazywał, jednak jej sylwetka była dla mnie wyraźna i dobrze to pamiętam. Podczas jazdy powrotnej do domu Kena była niespokojna, niepewna i zachowywała się jak jakieś rozjuszone zwierzę.
Ona skupiła się na drodze i spytała 'Kochasz mnie?'.
Byłem zaskoczony, cholera, byłem naprawdę w chuj zaskoczony i nieprzygotowany, by odpowiedzieć na jej pytanie. Już proklamowałem swoją miłość do niej, potem to odwołałem, a ona była tu, szalona jak zawsze, pytając mnie, czy ją kocham, kiedy moja twarz puchła i siniała.
Oczywiście, że ją kochałem. Kogo ja, kurwa, chciałem oszukać?
Unikałem odpowiedzi na jej pytanie przez jakiś czas, nim to stało się nieuniknione, po czym słowa same ze mnie wypłynęły:
'To ty. Ty jesteś osobą, którą kocham najbardziej na świecie' - wyznałem. Było to prawdziwe, tak samo jak żenujące i niewygodne do przyznania, kochałem ją, i od tego momentu wiedziałem, że moje życie nigdy nie będzie już takie samo po niej.
Jeśli ona mnie zostawi, jeśli spędzi resztę mojego życia beze mnie, wciąż nigdy nie będę taki sam. Zmieniła mnie, a ja stałem tutaj, z krwawiącymi kłykciami i wszystkim, chcąc być dla niej lepszym. 
Następnego dnia złożyło się, że nadałem stosowi pogniecionych, poplamionych kawą stron tytuł: After.

***

Wciąż nie byłem gotowy, ani nawet nie rozważałem publikowania tego, nim popełniłem błąd przyniesienia skryptu na jedną z moich sesji terapii grupowej kilka miesięcy temu. Luke wziął segregator z mojego plastikowego krzesła, gdy opowiedziałem historię spalenia domu mojej matki. Słowa były wymuszone, nienawidzę gadać o tym gównie, ale nie patrzyłem w ciekawskie oczy lustrujące mnie i udawałem, że Tessa tam była, w pokoju, uśmiechając się do mnie, dumna z tego, że dzielę się swoimi najmroczniejszymi chwilami z grupą nieznajomych, którzy byli tak samo pojebani, jak ja jestem... byłem.

***

Schyliłem się po segregator, gdy Doktor Tran zwolnił naszą grupę. Szybko wpadłem w panikę, kiedy ujrzałem Luke'a z segregatorem w dłoniach.
- Co to jest? - spytał mnie, oczami wodząc po stronie.
- Gdybyś spotkał mnie miesiąc temu, zbierałbyś teraz swoje pieprzone zęby - spojrzałem na niego, zabierając segregator z jego uścisku.
- Sorry, stary, nie jestem dobry w społecznych manierach - jego uśmiech był niewygodny i z jakiegoś powodu to sprawiło, że mu uwierzyłem.
- Ewidentnie - wywróciłem oczami, wkładając wszystkie luźne strony z powrotem do koszulek. 
- Powiesz mi co to jest, jeśli postawię ci piwo korzenne w lokalu obok? - zaśmiał się.
- Jak bardzo smutni jesteśmy? Para alkoholików na odwyku, namawiająca, by przeczytać historię życia - pokręciłem głową, zastanawiając się, jak dotarłem do tego punktu w tak młodym wieku, ale byłem tak wdzięczny za Tessę. Gdyby nie ona, wciąż chowałbym się w ciemności, powoli gnijąc.
- Cóż, piwo korzenne nie sprawi, że spalisz jakiekolwiek domy ani, że ja powiem coś krzywdzącego do Kaci - odpowiedział. Wiedziałem, że chodził do Doktor Tran po więcej niż doradztwo dla par, ale postanowiłem nie być kompletnym kutasem i go za to wyzywać. 
- Ok. Piwo korzenne może być - zgodziłem się i poszliśmy do restauracji mieszczącej się obok. Skończyłem zamawiając ogromną górę żarcia, na jego rachunek, i pozwalając mu przeczytać kilka stron mojego wyznania.
Dwadzieścia minut później musiałem to zakończyć. Przeczytałby wszystko, gdybym mu pozwolił.
- To jest świetne, stary, naprawdę. To jest... popieprzone w pewien sposób, ale rozumiem to. To nie ty przemawiałeś, to demony.
- Demony, co? - przeciągnąłem, kończąc piwo korzenne z mojego kufla.
- Tak, demony. Kiedy jesteś pijany, pełno ich w tobie. Część z tego, co właśnie przeczytałem... wiem, że nie została napisana przez ciebie. To musiały być demony - uśmiechnął się, a ja pokręciłem głową. On miał rację, oczywiście, ale nie mogłem pozbyć się widoku małego, przerażającego, czerwonego smoka na moim ramieniu, piszącego popieprzone rzeczy, które były wydrukowane na niektórych z tych stron.
- Pozwolisz jej to przeczytać, kiedy skończysz, prawda? - spytał. Zamoczyłem paluszek serowy w sosie i spróbowałem go nie wykląć za zrujnowanie moich wesołych wyobrażeń o małych demonicznych stworach.
- Nie, w żadnym wypadku, ona nie powinna czytać tego gówna - wskazałem palcem skórzany segregator, przypominając sobie, jak podekscytowana była Tessa, bym go używał, kiedy go kupiła. Oczywiście, walczyłem z tym pomysłem, ale teraz uwielbiam tę głupotę.
- Powinieneś. Mam na myśli, wytnij trochę tej pokręconej treści, szczególnie o tym, że jest bezpłodna. To było po prostu niepoprawne.
- Wiem - nie patrzyłem na niego, patrzyłem w dół, na stół, i wzdrygnąłem się, zastanawiając się, co do cholery miałem w głowie, kiedy napisałem to gówno.
- Powinieneś rozważyć zrobienie z tym więcej, nie jestem ekspertem w dziedzinie literatury ani Heningswaya, ale wiem, że to, co przeczytałem było naprawdę, naprawdę dobre.
Przełykam, decydując się nie komentować złego wypowiedzenia nazwiska Hemingwaya.
- Opublikować to? - zakrztusiłem się. Nie ma, kurwa, mowy -  w tym momencie zakończyłem rozmowę.
Wywiad o pracę za wywiadem o pracę, byłem znudzony. Tak cholernie znudzony, a opuszczałem każdy kolejny widząc przed sobą nawet mniejsze wyzwanie niż poprzednio. Nie mógłbym sobie wyobrazić siedzenia w tych gównianych biurach. Chciałem pracować w wydawnictwie, naprawdę, ale znalazłem się odczytującego stronę po stronie tych moich popieprzonych myśli i im więcej czytałem i przypominałem sobie, tym bardziej chciałem... nie, potrzebowałem zrobić coś z tym.
To po prostu tam leżało, błagając mnie, abym przynajmniej spróbował i miałem tę myśl, że gdyby ona to zobaczyła, po tym, jak mógłbym wyciąć część z ostrzejszych kawałków, bardzo by jej się to spodobało. To stało się obsesją, a ja byłem zaskoczony zainteresowaniem, jakie ludzie wydawali się okazywać w obserwowaniu czyjejś drogi do poprawy siebie.
Popierdolone, ale połknęli to. Przesłałem każdemu potencjalnemu wydawcy kopię przez pocztę elektroniczną. Najwyraźniej czasy przynoszenia stosu w połowie odręcznie napisanych, w połowie wydrukowanych kartek się skończyły.
Myślałem, że to by było na tyle. Myślałem, że ta książka będzie wspaniałym gestem, że ona musiała mnie zaakceptować z powrotem do swojego życia. Zakładając, że myślałem, że miną miesiące od tej pory, kiedy książka będzie wydana, a ona dostanie więcej czasu, aby zrobić to, co do cholery robiła tu, w Nowym Jorku.
Nie mogę dłużej tu wysiedzieć. Moja nowo odnaleziona cierpliwość ma swoje granice, a ja je osiągnąłem. Nienawidzę, absolutnie nie cierpię myśli o Tessie spacerującej po tym ogromnym mieście samej, ubranej w pidżamę po południu. Już wystarczająco długo jej nie ma, a ja mam wyjaśnienia do zrobienia, dużo wyjaśnień.
Biorę ostatnią kartkę książki i wkładam ją do swojej kieszeni, nie trudząc się składaniem jej. Później piszę do Liama i mówię mu, żeby zostawił otwarte drzwi, jeśli będzie opuszczał mieszkanie, po czym wychodzę, by ją znaleźć.
Nie muszę iść daleko. Kiedy wychodzę na zewnątrz, ona siedzi na schodach prowadzących do budynku. Wpatruje się w nicość oczami skupionymi i zaciętymi. Nie zauważa mnie, kiedy do niej podchodzę. Dopiero, kiedy siadam obok niej podnosi na mnie wzrok, jej oczy wciąż są odległe, ale z bliska obserwuję, jak powoli miękną.
- Musimy porozmawiać - mówię. Ona kiwa głową i odwraca wzrok, czekając na wytłumaczenie.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

czwartek, 8 października 2015

Rozdział 292.

Soundtrack do rozdziału:

• The Civil Wars - The One That Got Away
• The Civil Wars - Same Old, Same Old
• The Fray - Never Say Never
• Ed Sheeran - Give Me Love


Tessa’s POV:

- Dzień dobry, skarbie – czarny tusz w kształcie jaskółki jest pierwszą rzeczą, którą widzę otworzywszy oczy. Skóra Harry’ego jest bardziej opalona niż kiedykolwiek wcześniej, a muskuły na jego klatce piersiowej są o wiele bardziej znaczące, niż ostatnim razem kiedy go widziałam.
On zawsze wyglądał niesamowicie dobrze, ale teraz wygląda lepiej, niż kiedykolwiek, a najsłodszą torturą jest leżenie tutaj, napierając na jego nagi tors, z jedną z jego rąk zarzuconą wokół moich pleców, a drugą unoszoną, aby odgarnąć włosy z mojej twarzy.
- Dzień dobry – opieram brodę na jego klatce piersiowej, co daje mi idealny kąt, aby podziwiać jego twarz.
- Dobrze spałaś? – jego palce delikatnie prześlizgują się przez moje włosy, a uśmiech jest wciąż perfekcyjnie na miejscu.
- Tak – zamykam oczy na chwilę, by oczyścić umysł, który nagle zmienił się w papkę.
On nic nie mówi, tylko patrzy się na mnie. Czuję, jak jego oczy palą mnie i wiem, że uśmiecha się, nawet jeśli nie mogę go zobaczyć.
Otwieram oczy, kiedy słyszę, że drzwi do sypialni Liama się otwierają, a kiedy poruszam się, by usiąść, Harry ciaśniej oplata mnie ramieniem.
- Ani się waż – śmieje się. Opiera się plecami o kanapę i podnosi swoje ciało, pociągając za nim moje.
Liam wchodzi do salonu bez koszulki, a za nim podąża Sophia. Jest ubrana w swoje wczorajsze ubranie z pracy. Czarny uniform wraz z olśniewającym uśmiechem świetnie jej pasują.
- Hej – policzki Liama rumienią się, a Sophia sięga po jego rękę i uśmiecha się do mnie. Wydaje mi się, że mruga do mnie, ale wciąż jestem trochę przyćmiona pobudką z Harrym.
- Zadzwonię do ciebie po mojej zmianie – pochyla się i składa czuły pocałunek na policzku Liama. Owłosienie na jego twarzy to coś, do czego ciągle się przyzwyczajam, ale bardzo dobrze w nim wygląda. Liam uśmiecha się do Sophii i otwiera jej drzwi frontowe.
- Cóż, teraz przynajmniej wiemy, dlaczego Liam wczoraj nie wyszedł ze swojego pokoju – szepcze mi Harry do ucha, przy czym muska mnie jego gorący oddech. Przewrażliwiona i nakręcona, próbuję wydostać się z jego ciała.
- Potrzebuję kawy – argumentuję. On potakuje i pozwala mi zejść ze swoich kolan.
Ignoruję to, jak Liam kręci głową, uśmiechając się, i wchodzę do kuchni. Rondel z ostatniej nocy, pełny niezjedzonego sosu z wódki wciąż stoi na kuchence, a kiedy otwieram piekarnik, dowiaduję się, że naczynie z piersią kurczaka wciąż jest w środku.
Nie pamiętam wyłączania kuchenki ani piekarnika, ale w sumie, to zeszłej nocy za dużo nie myślałam. Mój mózg nie wydaje się wykazywać chęci myślenia przy Harrym i tym, jakie uczucie dawały jego usta na moich po miesiącach deprawacji.
- Dobrze, że wyłączyłem ogień, co? – Harry wchodzi do kuchni ze spodniami wiszącymi nisko na jego biodrach. Jego nowe tatuaże podkreślają nagość jego torsu, ściągając moje oczy w dół jego wyrzeźbionego brzucha.
- Och, tak – czyszczę gardło i próbuję dociec, dlaczego nagle buzuje we mnie tyle hormonów.
- O której dzisiaj pracujesz? – opiera się o blat naprzeciwko mnie i obserwuje, jak zaczynam sprzątać bałagan.
-  W południe – odpowiadam, wylewając niespożyty sos do zlewu. – Tylko jedna zmiana, powinnam być w domu około piątej.
- Zabieram cię na kolację – uśmiecha się, krzyżując ręce na piersi. Ja odchylam głowę, unosząc na niego brew i klikam przycisk kosza na śmieci. – Myślisz o wepchnięciu tam mojej głowy w tej chwili, prawda? – jego śmiech jest miękki i czarujący, i przyprawia mnie o zawroty głowy.
- Może – uśmiecham się. – Musisz to ująć jeszcze raz, tym razem w formie pytania.
- No i mamy bezczelną Theresę, którą znam i kocham – droczy się, ślizgając dłońmi po blacie.
- Theresę, znowu? – próbuję posłać mu grymas, ale przedziera się przez niego uśmiech.
- Tak, znowu. Więc, czy uczynisz mi, proszę, zaszczyt poświęcenia mi swego czasu na zjedzenie kolacji w popularnym miejscu dzisiaj wieczorem? – jego figlarny sarkazm doprowadza mnie do śmiechu, a kiedy Liam wchodzi do kuchni, tylko rzuca na nas okiem i opiera się o blat.
- Wszystko w porządku? – pytam.
- Tak, jestem tylko zmęczony – odpowiada.
- Mogę sobie wyobrazić – Harry porusza brwiami, a Liam szturcha go ramieniem.
Ja tylko patrzę się, czując się, jakbym była w jakimś alternatywnym wszechświecie. Takim, gdzie Liam kuksa Harry’ego, a Harry się śmieje, nazywając go dupkiem, zamiast piorunować go wzrokiem albo mu grozić.
Podoba mi się ten wszechświat. Myślę, że mogłabym tu zostać na jakiś czas.
- To nie tak. Zamknij się – Liam dosypuje kawy w ziarnach do dzbanka i wyciąga z szafki trzy filiżanki, które umieszcza na blacie.
- Jasne, jasne – Harry przewraca oczami, a Liam drażni go, imitując jego akcent.
Słucham ich, przekomarzających się i niewinnie zaczepiających, gdy sięgam po pudełko płatek śniadaniowych z najwyższej półki w szafce. Staję na palcach, kiedy czuję palce Harry’ego, pociągające moje szorty, naciągając je w dół, aby zakryły więcej mojej wyeksponowanej skóry.
Część mnie chce je podciągnąć wyżej, albo nawet zdjąć je zupełnie, tylko aby zobaczyć jego wyraz twarzy po tym, ale, na szczęście Liama, decyduję się tego nie robić.
Zamiast tego, odnajduję zabawną stronę jego gestu i wywracam na niego oczami, otwierając paczkę płatków kukurydzianych.
- Frosted Flakes? – pyta Harry.
- W szafce – odpowiada Liam. Zamglone wspomnienie Harry’ego i mojego ojca sprzeczających się o to, że ojciec zjadł wszystkie płatki Harry’ego pojawia się w mojej głowie. Uśmiecham się do tego wspomnienia i odkładam je z powrotem.
Godzinę później, jestem ubrana i gotowa, aby rozpocząć swój spacer do restauracji. Harry siedzi na sofie, wkładając buty, gdy wchodzę do salonu.
- Gotowa? – spogląda na mnie z uśmiechem.
- Na co? – biorę swój fartuch z oparcia krzesła i wkładam telefon do kieszeni.
- Spacer do pracy, oczywiście.
Uwielbiając ten gest, kiwam głową na potwierdzenie, szczerząc się jak idiotka i wychodząc za nim przez frontowe drzwi.
Spacer do pracy jest przyjemny, Harry zadaje pytanie za pytaniem dotyczące tego, co robiłam przez ostatnie pięć miesięcy, a ja opowiadam mu o mojej matce, Davidzie i jego córce. Mówię mu o miejscu Noah w drużynie piłkarskiej w jego college’u w Kalifornii i o tym, jak moja matka i David zabrali mnie ponownie do tego miasta, które odwiedziłam z rodziną Harry’ego.
Opowiadam mu o pierwszych dwóch nocach w Nowym Jorku i o tym, że przez całą noc nie mogłam spać przez hałas, i jak trzeciej nocy wygrzebałam się z łóżka i przeszłam się wokół bloku. Wtedy właśnie spotkałam po raz pierwszy Joego. Zwierzam się mu z tego, że ten słodki, bezdomny człowiek w pewien sposób przypomina mi mojego ojca i lubię myśleć, że przynoszenie mu jedzenia pomaga mu w sposób, w jaki nie mogłabym pomóc mojemu ojcu.
To wyznanie pchnęło Harry’ego do sięgnięcia po moją dłoń. Ja nie próbowałam się wyrywać.
Opowiadam mu o tym, jak martwiłam się przeprowadzką tutaj i że cieszę się z jego odwiedzin. On nie wspomina o tym, jak odmówił uprawiania ze mną seksu i droczył się ze mną, aż w końcu usnęłam w jego ramionach. Nie napomina o swojej propozycji małżeństwa, a ja się dobrze z tym czuję. Wciąż próbuję ułożyć to w sensowną całość, tak jak zawsze próbowałam uchwycić sens w tym, jak się czuję, odkąd on wdarł się do mojego życia rok temu.
Kiedy Robert spotyka mnie na rogu, tak jak dzieje się to, gdy pracujemy na tę samą zmianę, Harry przysuwa się bliżej, trzyma moją dłoń trochę ciaśniej. Żaden z nich nie mówi wiele, tylko łypią na siebie, a ja przewracam oczami na to, jak mężczyźni zachowują się w obecności kobiety.
- Będę tutaj, gdy skończysz – Harry pochyla się, by przycisnąć swoje usta do mojego policzka i używa swoich palców, aby założyć mi włosy za ucho. – Nie pracuj za ciężko – szepcze w mój policzek. Słyszę po jego głosie, że się uśmiecha, ale wiem także, że w jego wskazówce jest nieco powagi.
Słowa Harry’ego przeklęły całą moją zmianę. Byliśmy zasypani pracą – stolik za stolikiem mężczyzn i kobiet pijących za dużo wina albo brandy i przepłacających za malusieńkie porcje jedzenia na udekorowanych talerzach. Nie miałam przerwy przez całą zmianę, a moje stopy zabijają mnie do czasu, aż wreszcie kończę pracę po pięciu godzinach.
Tak jak obiecał, Harry czeka na mnie w lobby. Sophia stoi obok ławki, na której siedzi.
- Stopy mi odpadają – jęczę, zdejmując buty i rzucając je za siebie. Oczy Harry’ego podążają za nimi i praktycznie widzę sarkastyczne komentarze formujące się pod tą włochatą głową. – Oczywiście, odłożę je za chwilę.
- Tak myślałem – uśmiecha się i siada obok mnie na łóżku. – Chodź tutaj – zbiera moje kostki w dłonie, a ja odwracam twarz w jego stronę, kiedy on kładzie moje stopy na swoich kolanach. Jego ręce zaczynają pocierać moje obolałe stopy, więc kładę się na materacu, próbując zignorować fakt, że moje stopy były uwięzione w tych butach przez wiele godzin.
- Dziękuję – na pół jęczę. Moje oczy chcą się zamknąć od natychmiastowej relaksacji, która pochodzi od dłoni Harry’ego masujących moje stopy, ale chcę też na niego patrzeć. Przeszłam ciężkie miesiące bez patrzenia na niego i teraz nie chcę odwracać wzroku.
- Nie ma za co. Mogę sobie poradzić z zapachem, aby zobaczyć to zrelaksowane, cholernie rozmarzone spojrzenie – podnoszę dłoń, uderzając z liścia powietrze, a on śmieje się i kontynuuje odprawianie swoich czarów na moich stopach.
Jego dłonie przesuwają się do moich łydek i dalej w górę, do ud. Nie trudzę się powstrzymywaniem odgłosów płynących z moich warg. To po prostu takie relaksujące i uspokajające – posiadanie go przy sobie, dotykającego mnie, rozmasowującego bolące muskuły mojego ciała.
- Usiądź przede mną – instruuje, delikatnie spychając moje stopy ze swoich kolan. Siadam, wdrapuję się na niego i moszczę pomiędzy jego nogami. Jego dłonie chwytają najpierw moje ramiona, wciskając koniuszki palców w spięte mięśnie i rozcierając każdą drobinkę napięcia zawartą w nich.
- Gdybyś nie miała na sobie koszuli, to byłoby o wiele lepsze – komentuje Harry.
Śmieję się przez chwilkę, ale jestem uciszona przez wspomnienie jego przedrzeźniającego mnie ubiegłej nocy w kuchni. Pochylając się do przodu, sięgam po koniec mojej luźnej koszuli do pracy i wykasuję ją ze spodni. Słyszę zduszony okrzyk Harry’ego, gdy podciągam ją, razem z podkoszulką, a następnie zdejmuję przez głowę.
- No co? To był twój pomysł – przypominam mu, ponownie opierając się o niego. Jego dłonie są teraz bardziej szorstkie, celowo napierające na moją skórę, a moja głowa opada do tyłu i spoczywa na jego piersi.
On mruczy coś pod nosem, a ja mentalnie poklepuję się po plecach za założenie porządnego stanika.
Zakładając, że jest to jeden z dwóch porządnych staników, które noszę, ale nie widzi ich nikt poza mną i Liamem z powodu kilku zawstydzających, niefortunnych wypadków przy praniu.
- Nowy – palec Harry’ego wślizguje się pod jedno z ramiączek. Podnosi paseczek i opuszcza go z powrotem w dół.
Nie mówię nic, tylko nieco zmieniam pozycję, przyciskając plecy do jego rozwartych nóg. On jęczy, oplatając rozpiętością swojej dłoni nasadę mojej szyi. Jego palce delikatnie ocierają się o dół mojej szczęki i z powrotem w dół, do delikatnej skóry pod moim uchem.
- Przyjemnie? – pyta, znając odpowiedź.
- Mhm – oto jedyny spójny dźwięk, na jaki mogę się zdobyć. Kiedy on chichocze, przyciskam się mocniej do niego, koniecznie ocierając moje ciało o jego krocze, po czym unoszę dłoń do ramiączka swojego stanika i zsuwam je z ramienia. Jego dłoń zacieśnia się na moim gardle.
- Bez droczenia – ostrzega, nakładając ramiączko z powrotem na swoje miejsce dłonią, która masowała moje ramiona.
- Mówi mistrz tej sztuki – narzekam i ponownie opuszczam ramiączko. Siedzenie przed nim bez koszulki, zdejmując biustonosz, podczas gdy jego dłoń wciąż utrzymuje mnie w miejscu, doprowadza mnie do szału. Jestem nakręcona, a Harry podjudza moje hormony dyszeniem i ocieraniem się o mnie.
- Bez droczenia – przedrzeźniam jego słowa. Nie mam szansy, aby zaśmiać się jego kosztem, nim on umieszcza swoje ręce na moich ramionach i obraca moją głowę w swoją stronę.
- Nie pieprzyłem się od pięciu miesięcy, Thereso, podżegasz każdą drobinkę mojej samokontroli – szepcze ostro, tuż nad moimi wargami. Robię pierwszy krok, przyciskając swoje usta do niego i przypomina mi się pierwszy raz, kiedy się pocałowaliśmy w jego pokoju w tym cholernym domu bractwa.
- Nie? – wybałuszam oczy, dziękując opatrzności, że nie był z nikim w trakcie naszej separacji. Czuję się, jakbym w jakiś sposób to wiedziała. Wiedziałam, że nie zrobiłby tego. Albo to, albo zmusiłam się do przekonania, że nigdy nie dotknąłby innej. On nie jest tą samą osobą, którą był rok temu. Nie wykorzystuje pożądania i ostrych słów, aby dotrzeć do ludzi. Nie potrzebuje innej dziewczyny co noc, teraz jest silniejszy. Jest tym samym Harrym, którego kocham, ale teraz jest o wiele silniejszy.
- „Nie zauważyłem, jak szare są twoje oczy” – powiedział mi wtedy. Tyle wystarczyło. Pomiędzy alkoholem i jego nagłą uprzejmością, nie mogłam się powstrzymać od pocałowania go. Jego usta smakowały jak mięta, bo cóż by innego, a jego kolczyk w wardze był taki zimny w dotyku moich ust. To wydawało mi się nieznajome i dziwne, ale kochałam to.
Teraz wspinam się na kolana Harry’ego tak samo, jak nie robiłam od tak dawna, a jego ręce chwytają moją talię, popychając mnie lekko do poruszania się wzdłuż wraz z jego ciałem kładącym się na łóżko.
- Tess – jęczy, zupełnie tak, jak to zapamiętałam. To dalej mnie napędza, popycha mnie dalej w przytłaczającą pasję pomiędzy nami. Jestem w niej zagubiona i cholernie pewna, że nie chcę znaleźć drogi ewakuacyjnej.
Moje uda znajdują się po obu stronach jego torsu, a moje dłonie wplatają się w jego włosy. Jestem potrzebująca, rozszalała i pospieszna i jedyne, o czym mogę myśleć, to sposób, w jaki jego palce podążają, tak delikatnie, po moim kręgosłupie.

Harry’s POV:

Mój cały plan diabli wzięli. Nie ma cholernego sposobu, abym ją zatrzymał. Powinienem był wiedzieć, że nie mam szans. Kocham ją, kochałem ją przez okres, który wydaje się całym moim życiem, i tęskniłem za byciem z nią w ten sposób.
Tęskniłem za diabelnie seksownymi odgłosami, które opuszczają te przyciągające wargi. Tęskniłem za tym , jak porusza swoimi pełnymi biodrami, zsuwając je po mnie, sprawiając, że jestem tak kurewsko twardy, że jedyne, o czym mogę myśleć, to kochanie się z nią, pokazywanie jej jak cholernie dobre odczucia mi daje, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
- Pragnąłem cię każdej sekundy każdego pieprzonego dnia – mówię w jej otwarte usta. Jej język przejeżdża po moim, a ja oplatam go ustami, filuternie go ssąc. Wstrzymuje oddech, a jej dłonie sięgają po dół mojej koszulki, którą podciąga do moich ramion. Siadam, pociągając jej wpół odziane ciało za sobą i ułatwiam jej ściągnięcie ze mnie ubrania.
- Nie masz pojęcia jak wiele czasu myślałem o tobie, jak wiele razy pieściłem swojego kutasa, mając na myśli dotyk twoich dłoni na mnie i to, jak twoje gorące wargi zaciskają się na mnie.
- O Boże – jej jęk jedynie wyolbrzymia moje słowa.
- Tęskniłaś za tym, prawda? Za tym, jak moje słowa na ciebie działają, za tym, jak sprawiają, że jesteś totalnie, cholernie mokra?
Ona potakuje i ponownie jęczy, kiedy mój język przesuwa się w dół jej szyi, powoli całując i ssąc jej skórę.  Tak cholernie za tym tęskniłem, za sposobem, w jaki ona może kompletnie i całkowicie objąć nade mną kontrolę, wziąć mnie pod swoje władanie i wyciągnąć mnie znowu na powierzchnię swoim dotykiem.
Obejmuję rękami jej talię i przekręcam nasze ciała, by móc ułożyć ją pod sobą. Rozpiąłem palcami jej spodnie i wciągu kilku sekund opuściłem je do kostek. Tessie kończy się cierpliwość i porusza stopami, zrzucając spodnie na podłogę.
- Zdejmij swoje – rozkazuje, mając rumiane policzki, drżące dłonie spoczywające w dole moich pleców. Kocham ją, cholernie ją kocham i kocham to, że ona wciąż kocha mnie, po całym tym czasie.
Jesteśmy naprawdę, kurwa, nieodzowni dla siebie. Nawet czas nie może wejść pomiędzy nas.
Robię to, co mi powiedziano i wspinam się z powrotem na nią, zdejmując jej majtki, podczas gdy ona wygina się do tyłu, aby rozpiąć stanik.
- Kurwa – podziwiam sposób, w jaki jej usta zaokrąglają się, a jej uda po prostu, kurwa, krzyczą, aby być ściskanymi przez moje dłonie. Po prostu to robię, a ona wpatruje się we mnie tymi szarymi, pieprzonymi oczami, dzięki którym przeszedłem przez godziny gówna z Doktor Tran. Te oczy doprowadziły mnie nawet do zadzwonienia kilka razy do Vance’a.
- Proszę, Harry – kwili Tessa, podnosząc swój tyłek z materaca.
- Wiem, skarbie – unoszę palce do szczytu jej ud i pocieram ja palcem wskazującym, zbierając jej wilgoć. Mój kutas drga, a ona wzdycha, pragnąc większego zaspokojenia. Wkładam palec do środka i używam kciuka do gładzenia jej łechtaczki, sprawiając, że skręca się pode mną i prowokując najseksowniejszy, cholerny odgłos, jaki kiedykolwiek słyszałem, kiedy dokładam kolejny palec.
Kurwa.
Kurwa.
-Tak dobrze – dyszy, jej palce wpijają się w ohydną pościel z kwiatowym nadrukiem na jej malutkim łóżku.
- Tak? – ponaglam ją, przesuwając kciuk szybciej po miejscu, które doprowadza ją do pieprzonego szaleństwa. Ona jęczy w obłędzie, a jej dłoń przesuwa się do mojego kutasa, wykonując ruchy w górę i w dół, powolne, ale mocne.
- Chciałem cię zasmakować, minęło tak wiele czasu, ale jeśli nie wejdę w ciebie teraz, dojdę na twoje prześcieradła.
Jej oczy mocniej się rozszerzają, a ja jeszcze kilka razy wgłębiam swoje palce w niej, po czym równam swoje ciało z jej. Ona wciąż ściska mnie, prowadząc mojego kutasa do siebie, a jej oczy zamykają się, kiedy ją wypełniam.
- Kocham cię, kocham cię kurewsko tak cholernie bardzo – mówię i opieram się na łokciach, wciskając się głębiej i wychodząc. Ona jedną ręką wpija się w moje plecy, a drugą wplata w moje włosy. Ciągnie za nie, kiedy zmieniam ułożenie bioder, rozpychając szerzej jej biodra.
Po miesiącach polepszania siebie, dostrzegania jaśniejszej strony życia i tego całego gówna, jest tak cholernie dobrze być z nią. Wszystko w moim życiu oscyluje wokół tej kobiety i niektórzy mogliby powiedzieć,  że to niezdrowe i obsesyjne, a nawet szalone, ale wiecie co?
Nie obchodzi mnie to ani trochę. Kocham ją, ona jest dla mnie wszystkim. Jeśli ktokolwiek ma jakieś bzdury do powiedzenia, mogą zabrać swoje krytykanckie gówno gdzieś indziej, bo nikt nie jest pieprzonym ideałem, a Tessa przybliża mnie na tyle do ideału, na ile się da.
- Kocham cię, Harry, zawsze kochałam – jej słowa sprawiają, że się zatrzymuję, a kolejny fragment mnie jest wklejony na swoje miejsce. Tessa jest dla mnie wszystkim i słyszenie, jak opowiada to gówno i to, jak jej twarz wygląda, kiedy na nią patrzę, jest dla mnie wszystkim.
- Musiałaś wiedzieć, że zawsze będę cię kochał, uczyniłaś mnie… mną, Tesso i nigdy tego nie zapomnę – wchodzę w nią ponownie mając nadzieję, że nie skończę rycząc jak dziewczynka, kiedy się z nią kocham.
- Ty też uczyniłeś mnie… mną – przyznaje, uśmiechając się do mnie.
- Nam zostaw odbywanie sentymentalnych konwersacji w chwilach takich, jak ta – droczę się, całując ją w czoło.  – Ale jednak, jaki czas jest lepszy na ten rodzaj konwersacji – całuję jej uśmiechnięte usta, a ona oplata mnie udami w pasie.
Jestem już blisko, czuję mrowienie w plecach i czuję, że z każdą chwilą zbliżam się do dojścia, kiedy jej oddech się pogłębia,  przyspiesza, a ona zacieśnia swoje uda.
- Dojdziesz – szepczę jej do ucha. Jej palce ciągną za moje włosy, spychając mnie na samą krawędź. – Dojdziesz teraz, ze mną, a ja cię wypełnię – obiecuję, wiedząc, jak bardzo ona kocha moje pierdolone, sprośne usta. Mogę być mniejszym dupkiem, ale nigdy nie przekroczę swoich granic.
Tessa dochodzi, wołając moje imię. Dołączam do niej i to jest najbardziej odprężająca, pieprzone, krańcowe, magiczne uczucie na całym jebanym świecie. To był najdłuższy czas, jaki przeszedłem bez pieprzenia kogoś, a z chęcią spędziłbym kolejny rok, oczekując na nią.
- Wiesz – zaczynam, schodząc z niej i kładąc się obok – kochając się ze mną, właśnie zgodziłaś się za mnie wyjść.
- Cicho – marszczy nos. – Rujnujesz moment.
Śmieję się.
- Tak bardzo, jak przed chwilą doszłaś, wątpię, że cokolwiek mogłoby zrujnować twój moment.
- Nasz moment – naśmiewa się ze mnie, szczerząc się jak szalona kobieta z mocno zamkniętymi oczami.
- Ale serio, zgodziłaś się, więc kiedy zamierzasz kupić sukienkę? – brnę dalej.
Ona przetacza się, jej cycki lądują prosto w moją cholerną twarz i muszę zebrać wszystko w sobie, żeby się nie pochylić i polizać je. Naprawdę, ona nie mogłaby mnie za to obwiniać, byłem seksualnie uśpiony przez kurewsko długi czas.
- Wciąż jesteś tak szalony, jak zawsze – mówi.
- Terapia działa tylko na mój gniew, nie na obsesję posiadania cię na zawsze.
Wywraca oczami i unosi rękę, aby zakryć twarz.
- To prawda – śmieję się i filuternie wyciągam ją z łóżka.
- Co ty robisz? – piszczy, kiedy przerzucam ją sobie przez ramię. – Zrobisz sobie krzywdę nosząc mnie! – próbuje się wydostać, ale zacieśniam swoje ramię na tyle jej nóg.
Nie wiem, czy Liam tu jest, czy nie, więc ostrzegam, krzycząc, na wszelki wypadek. Ostatnią rzeczą, jaką potrzebuje zobaczyć, jestem ja, niosący nagą Tessę po korytarzu tego mieszkanka. – Liam, jeśli tutaj jesteś, zostań w swoim cholernym pokoju!
- Postaw mnie! – po raz kolejny mnie kopie.
- Potrzebujesz prysznica – daję jej klapsa w tyłek, a ona skamle, pacając mój w odwecie.
- Mogę pójść do prysznica! – teraz się śmieje, chichocząc i skrzecząc jak uczennica, a ja to tak cholernie kocham. Kocham to, że wciąż mogę ją rozśmieszyć, że wynagradza mnie takimi pięknymi dźwiękami.
W końcu ją stawiam, tak delikatnie, jak się da, na podłodze w łazience i włączam wodę.
- Tęskniłam za tobą – patrzy na mnie z podłogi. Moja klatka piersiowa zaciska się. Kurewsko potrzebuję spędzić moje życie z tą kobietą. Muszę opowiedzieć jej wszystko, przez co przeszedłem, odkąd mnie zostawiła, ale teraz nie na to czas. Jutro. Powiem jej jutro.
Dzisiaj będę się cieszył z jej bezczelnych uwag, delektował się jej śmiechem i będę próbował uzyskać jak najwięcej form miłości z jej strony.

Tessa’s POV:

Kiedy budzę się w poniedziałkowy poranek, Harry nie znajduje się w moim łóżku. Wiem, że ma coś w stylu wywiadu, czy spotkania, ale nie wspomniał dokładnie o co dokładnie chodzi, ani w której części miasta się odbywa. Nie mam pojęcia, czy wróci, nim będę musiała wyjść do pracy.
Przekręcam się, przylegając do pościeli, która wciąż ma jego aromat, i przyciskam policzek do materaca. Zeszłej nocy…. cóż, zeszła noc była wspaniała. Harry był wspaniały, my byliśmy wspaniali. Chemia, wybuchowa chemia pomiędzy nami wciąż jest tak niezaprzeczalna, jak nigdy, a teraz wreszcie znajdujemy się w takich miejscach naszych żyć, skąd możemy zauważyć nasze winy, winy drugiej osoby, zaakceptować je i pracować nad nimi w sposób, w jaki nie mogliśmy w przeszłości.
Potrzebowaliśmy tego czasu osobno, potrzebowaliśmy być w stanie stanąć samodzielnie, nim będziemy mogli stanąć razem i jestem taka wdzięczna, że przeszliśmy przez ciemność, kłótnie, ból i wyłoniliśmy się ramię w ramię, silniejsi niż kiedykolwiek.
Kocham go. Bóg wiem, że kocham tego mężczyznę, mimo wszystkich separacji, chaosu, on wkradł się do mojej duszy i naznaczył ją jako swoją, co ma nie być nigdy zapomniane. Nie mogłabym zapomnieć nawet, gdybym próbowała i próbowałam miesiącami pójść dalej, dzień po dniu, będąc ciągle zajętą, próbując odciągnąć moje myśli od niego.
Oczywiście, to nie podziałało i myśli o nim nigdy nie odeszły za daleko od mojego umysłu i teraz, kiedy zgodziłam się popracować nad wszystkim, na nasz własny sposób, nareszcie czuję, że wszystko może nam się udać. Moglibyśmy być tym, czego niegdyś chciałam bardziej niż czegokolwiek.
„Musiałaś wiedzieć, że zawsze będę cię kochał, uczyniłaś mnie… mną, Tesso i nigdy tego nie zapomnę”- powiedział, wchodząc we mnie.
Nie miał tchu, był delikatny i pełen pasji. Byłam zagubiona w jego dotyku, w sposobie, w jaki jego palce podróżowały w dół moich pleców.
Dźwięk otwierających się frontowych drzwi wreszcie wyrywa mnie z moich snów na jawie i wspomnień zeszłej nocy. Wychodzę z łóżka, sięgam po szorty z podłogi i wciągam je. Moje włosy są zmierzwionym bałaganem, gdyż pozwoliłam im samoczynnie wyschnąć po prysznicu z Harrym, co było fatalnym pomysłem. Są poplątane i pokręcone, ale jak najlepiej przeczesuję je palcami,  po czym związuję w kucyka.
Kiedy wchodzę do pokoju, Harry stoi w salonie z telefonem przyciśniętym do ucha. Jest ubrany w swoim zwykłym stylu – cały na czarno, a jego długie włosy są dzikim bałaganem, jak moje, aczkolwiek na nim to wygląda perfekcyjnie.
- Tak, wiem. Ben da ci znać, co zdecyduję – mówi, po czym zauważa, że stoję nieopodal kanapy. – Oddzwonię – jego ton jest urywany, prawie niecierpliwy, i kończy rozmowę. Zdenerwowany wyraz twarzy znika, kiedy przybliża się do mnie o krok.
- Wszystko w porządku? – pytam.
- Tak – potakuje, znowu patrząc się w swój telefon. Przeczesuje palcami włosy, a  ja zaciskam dłoń na jego nadgarstku.
- Jesteś pewien? – nie chcę być nachalna, ale on wydaje się wyłączony. Jego telefon dzwoni, a on spogląda na ekran.
- Muszę to odebrać – wzdycha. – Zaraz wracam – całuje mnie w czoło, po czym wychodzi na korytarz i zamyka za sobą drzwi wejściowe.
Moje oczy podążają do segregatora na stole. Jest otwarty, wystają z niego rogi sterty papierów. Rozpoznaję w nim segregator, który dla niego kupiłam i uśmiecham się na fakt, że on wciąż go ma.
Ciekawość wybija się na pierwszy plan, otwieram segregator i sięgam po pierwszą stronę.
'AFTER: napisał Harry Styles'
To jest wydrukowane na pierwszej stronie. Przerzucam na kolejną.
Kiedy on ją spotkał, była jesień. Większość ludzi miała obsesje na punkcie tego, jak liście opadały i zapachu płonącego drewna, który zawsze zdaje się unosić w powietrzu o tej porze roku. Ale nie on. On martwił się tylko o jedną rzecz – siebie samego.
Co? Przeczesuję stronę za stroną, szukając jakiegoś wyjaśnienia, aby uspokoić chaotyczne myśli i dezorientację. To nie może być to, o czym myślę…
Jej narzekania wydawały się mu przytłaczające, ledwie mógł znieść dźwięk jej głosu o drugiej w nocy, kiedy wtoczył się do ich apartamentu.
Łzy wypełniają mi oczy i wzdrygam się, gdy część papierów spada na podłogę.
W geście zainspirowanym Darcym, ufundował pogrzeb jej ojca, tak jak Darcy zapłacil za ślub Lydii. W tym wypadku, on próbował ukryć zażenowanie rodziny spowodowane przez narkomana, a nie spontaniczny ślub małoletniej siostry, ale zakończenie było takie samo. Jego Elisabeth wróciła z powrotem do niego, kiedy wyrzucił trochę kasy, zupełnie jak Darcy.
Czuję, jak kwas zbiera się w moim przełyku. Wrócić do niego po tym, jak wyrzucił trochę kasy? Nie miałam pojęcia, że zapłacił za pogrzeb mojego ojca.
Nawet jeśli ona była niezdolna, aby mieć dzieci, nie potrafiła porzucić marzenia o nich. On i tak wiedział, że ją kocha. Próbował nie być samolubny, ale nie mógł powstrzymać myśli o małych wersjach siebie, które mu wykradła.
Dokładnie w chwili, kiedy decyduję, że nie zdołam przyjąć więcej, drwi frontowe się otwierają, a do środka wkracza Harry. Jego oczy wędrują prosto do pobojowiska białych kartek, zadrukowanych obrzydliwymi, czarnymi słowami, a jego telefon upada na podłogę, dołączając do bałaganu.



• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

sobota, 19 września 2015

Rozdział 291.

Soundtrack do rozdziału:

• Mat Kearney - Nothing Left to Lose
• James Bay - Move Together
• Keaton Henson - Sweetheart What Have You Done to Us
• Taylor Swift - Treacherous



WRZESIEŃ.

Tessa's POV:

- Jesteś pewna, że wszystko w porządku, prawda? Pamiętaj, Sophia powiedziała, że możesz zostać z nią na weekend, jeśli nie czujesz się komfortowo - Liam mówi do mnie, umieszczając stos czystych, złożonych ręczników w szafie. Jego mieszkanie jest małe i prawie wcale nie ma miejsca na meble, ale to działa dla niego. Cóż, na nas. Za każdym razem przypominam Liamowi, że to jego mieszkanie, nie moje, a on z kolei przypomina mi, że ja tu teraz żyję, w tym mieszkaniu, w Nowym Jorku.
- Jest w porządku, naprawdę. I tak muszę pracować przez większość weekendu - kiwam głową do niego, ukrywając palący niepokój na zbliżające się dni. To drugi piątek września, a samolot Harry'ego może wylądować w każdej chwili. Nie pytałam go, dlaczego przylatuje, nie mogłam się zmusić, a kiedy Liam niezręcznie powiedział, że chce tu zostać, po prostu kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się.
- Bierze taksówkę z Newark, więc będzie tutaj za około godzinę. Czuję, że to nie pójdzie dobrze, że nie powinienem się na to godzić - Liam przebiega dłonią po brodzie zanim chowa twarz w dłoniach. Sięgam po jego ręce i zabieram je, żeby widzieć jego twarz. 
- W porządku. Jestem dużą dziewczynką, poradzę sobie trochę z Harrym Stylesem - drażnię go, wiedząc, że jestem nerwowa jak cholera, ale komfort pracy i świadomość, że Sophia jest na dole w bloku, będzie trzymać mnie przez weekend.
- Czy wszyscy-wiemy-kto będzie się kręcić przez te dni? Nie wiem, jak Harry na to zareaguje... - Liam wygląda na spanikowanego, jakby w każdej chwili miał zacząć płakać lub krzyczeć.
- Nie, on też pracuje przez cały weekend - podchodzę do kanapy i podnoszę mój fartuch ze stosu czystych ubrań. Życie z Liamem jest łatwe, mimo jego ostatnich problemów w związku, i kocha sprzątać, więc dobrze dogadujemy się w tej sprawie. Nasza przyjaźń szybko wróciła i nie było niezręcznych momentów odkąd przyleciałam cztery tygodnie temu. Lato spędziłam z moją matką, jej chłopakiem Davidem i jego córką Heather. Wysyłałam wiadomości i nawet uczyłam się przez Skype'a z Liamem i spędziłam moje dni na planowaniu lotu. To było to lato, kiedy zasypiasz czerwcowej nocy, a budzisz się sierpniowego poranka. Minęło bardzo szybko, a dużo mojego czasu spędzałam na przypominaniu sobie Harry'ego. Davis wynajął chatkę na tydzień w lipcu i skończyliśmy mniej niż pięć mil od  chatki Stylesów, gdzie udałam się z Harrym i jego rodziną. Szłam tą samą drogą, tym razem z córką Davida, która zatrzymywała się przy każdym bloku, żeby zerwać dla mnie kwiaty. Jedliśmy w tej samej restauracji, w której miałam jeden z najbardziej napiętych dni mojego życia i mieliśmy nawet tego samego kelnera, Roberta. Byłam zaskoczona, kiedy powiedział mi, że on również przeprowadza się do Nowego Jorku, na studia medyczne. Zaproponowano mu znacznie większy zasiłek do uczestniczenia na uniwersytecie w Nowym Jorku niż na jego poprzedni wybór w Seattle, więc go wziął. Wymieniliśmy się numerami telefonów i pisaliśmy ze sobą latem, oboje przenieśliśmy się do miasta w tym samym czasie. Przyleciał tydzień przede mną i teraz pracuje w tym samym miejscu, co ja. Pracuje również prawie tyle co ja, na razie przez najbliższe dwa tygodnie, dopóki nie zacznie szkoły w pełnych godzinach. Chciałabym robić to samo, ale niestety było już za późno, aby dostać się na semestr zimowy na NYU. Ken poradził mi, żeby poczekać przynajmniej do letniego semestru, żeby pójść do innej uczelni. Powiedział, że nie powinnam wracać tam z powrotem, to tylko pogorszy moje transkrypty, a NYU jest wybredne. Nie przeszkadza mi przerwa, pomimo faktu, że będe musiała pracować ciężej, żeby wszystko nadrobić, ponieważ mam zamiar wykorzystać czas pracy i spróbuję zapoznać się z miastem. Harry i ja rozmawialiśmy tylko kilka razy od jego ukończenia studiów, kiedy wyjechał bez pożegnania. Pisał do mnie kilka razy i wysłał kilka e-mailów. E- maile były sztywne, niezręczne i formalne, więc odpowiedziałam tylko na niektóre.
- Macie jakieś plany na weekend? - pytam Liama, kiedy próbuje zawiązać sznurki od fartucha wokół mojej tali.
- Nic o tym nie wiem. Myślę, że on po prostu będzie tu nocował i wyjedzie w poniedziałek po południu.
- Dobrze. Dzisiaj pracuję na dwie zmiany, więc nie czekaj na mnie. Nie wrócę do domu przed drugą.
Liam wzdycha. - Naprawdę chciałbym, żebyś tak dużo nie pracowała. Nie musisz płacić, żeby pomóc, mam wystarczająco dużo pieniędzy z dotacji i wiesz, że Ken nie pozwolił mi za dużo płacić.
Daję Liamowi mój najsłodszy uśmiech i wiążę moje włosy znowu w niski kucyk, opada tuż nad moim czarnym kołnierzem zapinanej koszuli. - Nie będę znowu z tobą o tym rozmawiać - kręcę głową i chowam koszulę do spodni roboczych. Mój strój roboczy nie jest taki zły, czarny zapinany na guziki, czarne spodnie i czarne buty. Jedyną częścią stroju, której nie lubię jest neonowo zielony krawat, który muszę nosić. Zajęło mi dwa tygodnie, żeby przyzwyczaić się do tego wyglądu, ale jestem wdzięczna, że Sophia załatwiła mi pracę jako kelnerka w tak prestiżowej restauracji, kolor krawatu nie ma znaczenia. Ona jest szefem kuchni w Lookout, nowo otwartej i bardzo drogiej, nowoczesnej restauracji na Manhatanie. Trzymam się z dala od jej i Liama... przyjaźni? Zwłaszcza po spotkaniu z jej współlokatorami, jednego z nich spotkałam już w Waszyngtonie. Liam i ja mamy ten sam rodzaj 'To naprawdę bardzo mały świat' szczęścia.
- Napiszesz do mnie, kiedy wyjdziesz? - Liam zabiera klucze z wieszaka i umieszcza je w mojej ręce. Zgadzam się, zapewniając go, że przybycie Harry'ego nie zdenerwuje mnie i nie opuszczę pracy. Nie mam nic przeciwko dwudziestominutowemu spacerze w jedną stronę, wciąż uczę się mojej drogi przez to potężne miasto, za każdym razem kiedy gubię się w tłumie zapracowanych ludzi, jednak w jakiś sposób czuje się bardziej związana z tym miastem. 
Hałas z ulic, ciągłe głosy, syreny i rozbrzmiewające klaksony utrzymywały się w pierwszym tygodniu. Teraz to prawie uspokajające w pewien sposób, rodzaj wtopienia się w tłum. Oglądanie ludzi w Nowym Jorku jest niepodobne do niczego, co kiedykolwiek doświadczyłam. Każdy wydaje się tak ważny jak urzędnik, kocham zgadywać ich historie, skąd pochodzą, dlaczego tutaj są. Nie wiem, jak długo zamierzam tutaj zostać, nie na stałe, ale lubię to teraz. 
Najlepszą i szczerze mówiąc jedyną dobrą rzeczą tutaj w byciu samotnym jest to, że jestem wolna i mogę mieszkać, gdzie chcę bez żadnych argumentów. Kogo ja oszukuję? Znalazłabym tysiąc argumentów, żeby mieć go tutaj teraz ze mną. Przestań. Muszę przestać myśleć w ten sposób, jestem teraz szczęśliwa, a on najwyraźniej ułożył sobie życie beze mnie. To w porządku, chcę tylko, żeby był szczęśliwy, to wszystko. Podobał mi się widok jego z nowymi przyjaciółmi na zakończeniu, podobał mi się sposób, w jaki był taki opanowany, taki... szczęśliwy. Po prostu nienawidzę sposobu, w jaki odszedł, kiedy za długo nie wracałam z toalety. Zostawiłam swój telefon na blacie i spędziłam pół godziny na szukaniu zguby i znalazłam dzięki temu, że poprosiłam strażnika o pomoc. Gdy już odzyskałam urządzenie, bateria całkowicie wysiadła. Starałam się znaleźć Harry'ego tam gdzie go zostawiłam, ale go nie było. Ken powiedział mi, że pojechał ze swoimi przyjaciółmi i wtedy coś zaskoczyło, to był koniec. Czy chciałam, żeby z powrotem do mnie wrócił? Oczywiście, ale tego nie zrobił, a ja nie mogę żyć swoim życiem, chcąc, żeby tak było. Celowo wzięłam dodatkowe zmiany w ten weekend, chcę być tak zajęta jak to możliwe i spędzić jak najmniej czasu w mieszkaniu. Ze względu na napięcie i kłótnie pomiędzy Sophią i jej współlokatorami mam zamiar jak najbardziej unikać pobytu tam, ale na pewno znajdę tam schronienie, jeśli rzeczy z Harrym staną się niezręczne.
Sophia i ja stałyśmy się bliższe, ale staram się trzymać z daleka od sytuacji jej i Liama... Jestem zbyt stronnicza ze względu na moją przyjaźń z Liamem i szczerze mówiąc, nie sądzę, że chcę poznać szczegóły. Patrzę w dół na mój telefon, aby sprawdzić czas, podczas oczekiwania na pasach, które prowadzą do Lookout i niemalże wpadam Roberta. Jego ręka sięga mnie i powstrzymuje mnie przed zderzeniem się z jego ciałem, a sygnalizacja zapala się na zielono.
- Rozproszona? - uśmiecha się podczas regulacji swojego limonkowo-zielonego krawatu. Na nim wygląda o wiele lepiej niż na mnie, a jego blond włosy są w nieładzie, stercząc prosto w niektórych miejscach. Zastanawiam się czy porozmawiać z nim o Harrym, ale pozostaję cicho, kiedy przechodzimy przez ulicę z grupką nastoletnich dziewczyn, wszystkie chichoczą i uśmiechają się do Roberta. Nie winie ich, jest bardzo przystojny.
- Trochę - w końcu przyznaję, kiedy skręcamy za rogiem.
- Przyjeżdża dzisiaj, prawda? - Robert otwiera dla mnie drzwi i wchodzę do ciemno oświetlnej restauracji. Pomimo faktu, że jest prawie południe, wnętrze Lookout jest ciemne, mija kilka sekund zanim moje oczy dostosowują się do różnicy, kiedy wchodzę do środka ze słonecznego południa. Idę za nim z powrotem na zaplecze, gdzie w małej szafce przechowuję torebkę. Wsuwa telefon na górną półkę.
- Tak - zamykam drzwi od szafki i opieram się o nią plecami.
- Wiesz, że możesz ze mną o nim rozmawiać. Nie bardzo za nim przepadam, ale możesz ze mną pogadać o wszystkim - Robert mówi, wyciągając rękę, żeby dotknąć mojego łokcia.
- Wiem - wzdycham. - Doceniam to, ale po prostu nie sądzę, że to dobry pomysł, aby otworzyć tę szufladę. Trzymałam ją zamkniętą zbyt długo - śmieję się i mam nadzieję, że wyszło bardziej autentycznie niż czuję. Wychodzę z zaplecza, a Robert idzie tuż za mną. Uśmiecha się i patrzy na zegar wiszący na ścianie. Jeśli nie świeciłby na czerwono z ciemnoniebieskimi numerami, nie sądzę, że mógłby odczytać godzinę na korytarzu. 
Korytarze to najciemniejsza część restauracji, a kuchnia i zaplecze to jedyne miejsca z normalnym oświetleniem. Moja zmiana zaczyna się jak zawsze, a godziny mijają szybko, kiedy tłum ludzi jedzących lunch wychodzi, a ludzie jedzący obiad przychodzą. Dotarłam do punktu, w którym prawie udało mi się zapomnieć o przyjeździe Harry'ego przez pięć minut, kiedy Robert przychodzi ze zmartwioną miną.
- Są tutaj. Liam i Harry - mówi. Jego ręce chwytają rąbek fartucha i ociera czoło szmatką. - Chcą siedzieć w twojej części.
Nie panikuję tak jak przypuszczałam, że będę, zamiast tego po porstu idę za Robertem w kierunku holu i szukam Liama. Mrużę oczy, żeby szukały tylko Liama i jego koszuli w kratę, a nie Harry'ego. Nerwowo rozglądam się wokół, patrząc na twarz po twarzy, ale żadna z nich to nie twarz Liama.
- Tess - ręka dotyka mojego ramienia, a ja odskakuję od kontaktu. To ten głos, głęboki, akcentowany głos, który grał w mojej głowie przez wiele miesięcy. - Tessa? - Harry dotyka mnie ponownie, tym razem jego ręka owija się wokół mojego nadgarstka w sposób, w jaki zawsze to robi. Nie chcę się odwrócić i stawić mu czoła, dobra, chcę, ale jestem przerażona. Jestem przerażona, żeby go zobaczyć, jego twarz, która na zawsze została oznaczona w moim umyśle, nigdy nie zostanie zmieniony czy rozcieńczony w sposób, w jaki myślałam, że będzie. Jego twarz, jego uśmiech, zawsze będą żywe jak wtedy, gdy po raz pierwszy go zobaczyłam. 
Szybko wychodzę z transu i odwracam się. Mam plan. Staram skupić się na znalezieniu oczu Liama zanim odnajdę oczy Harry'ego, ale to niemożliwe. Nie da się przegapić tych oczu, te zielone oczy, które nigdy nie będą zduplikowane.
- Cześć - Harry uśmiecha się do mnie, a ja stoję tam, nie będąc w stanie nic powiedzieć przez kilka minut. Muszę to zrobić.
- Cześć.
- Harry chciał tu przyjechać - Liam oznajmia. Słyszę jego głos, ale moje oczy wydaja się nie współpracować z moim umysłem. Harry patrzy na mnie tak samo, wciąż naciskając palcami na skórę mojego nadgarstka. Powinnam odciągnąć go, zanim wyczuję łomotanie mojego impulsu na jego widok po trzech miesiącach.
- Nie musimy zostawać i jeść tutaj, jeśli jesteś zajęta - Liam dodaje.
- Nie, w porządku. Naprawdę - zapewniam mojego najlepszego przyjaciela. Wiem co on myśli, wiem, że czuje się winny i obwinia się za przyprowadzenie tutaj Harry'ego, który zrujnuje nową Tessę. Tessę, która śmieje się i żartuje, Tessę, która odnalazła własną siebie, może nawet uparcie. Jednak to się nie stanie, mam się na baczości, pod kontrolą. Naprawdę. Delikatnie ciągnę mój nadgarstek z uścisku Harry'ego i łapię dwa menu z blatu.
- Jak długo tu pracujesz? - Harry idzie obok mnie w drodze do stolika. Jest ubrany w ten sam sposób, jak zawsze, ta sama czarna koszulka i te same czarne obcisłe dżinsy. Ta para ma małą dziurę na kolanie, a jego buty to ta para, którą zazwyczaj nosi. Muszę sobie przypomnieć, że minęło zaledwie pięć miesięcy odkąd wyjechałam do domu mojej matki. Wydaje mi się, że minęło dużo więcej czasu, nawet lata.
- Tylko trzy tygodnie.
- Liam powiedział, że jesteś tu dzisiaj już od południa - pyta, a ja kiwam głową. Gestem wskazuję na małą lożę przed tylną ścianą, Harry przesuwa się w bok, a Liam w drugą stronę.
- Kiedy będziesz wolna?
- Zamykamy o pierwszej, więc zazwyczaj jestem w domu około drugiej - ustawiam menu przed nimi, a Harry znowu łapie mnie za nadgarstek. Wycofuje się, udając, że tego nie widziałam.
- Drugiej nad ranem? - gapi się i otwiera usta w dramatyczny sposób.
- Tak, w godzinach porannych. Pracuje tak prawie codziennie - Liam mówi. Strzelam mu gniewne spojrzenie, żałując, że nie zachował tego dla siebie i zastanawiam się dlaczego tak się czuję. Dla Harry'ego nie powinno mieć znaczenia, ile godzin spędzę tutaj. 
Nie mówi dużo po tym, po prostu patrzy na menu, wskazuje ravioli z jagnięciny i zamawia wodę do picia. Liam zamawia to co zazwyczaj, pytając czy Sophia jest bardzo zajęta w kuchni i dając mi więcej przepraszających uśmiechów niż to konieczne. Mój następny stolik zatrzymuje mnie, ponieważ pijana kobieta nie może się zdecydować co chce jeść, a jej mąż jest zbyt zajęty swoim telefonem, aby zwrócić na to uwagę. Jednak jestem naprawdę wdzięczna pijanej żonie odsyłającej jej jedzenie trzy razy, dzięki czemu mogę zatrzymać się przy stoliku Liama i Harry'ego, napełnić ich szklanki i posprzątać talerze.

Harry's POV:

- Kurwa - mówię, kiedy nastaję na coś plastikowego. Mieszkanie jest ciemne, cholernie ciemne, że gówno widzę, a muszę sikać. Spanie na kanapie, wiedząc, że szafa Tessy, która strzeże jej pokoju jest pusta, doprowadza mnie do szaleństwa. Nienawidzę pomysłu jej spacerującej po mieście samotnie w środku cholernej nocy. Skarciłem Liama, że dał Tessie najmnieszy z dwóch pokoi, ale on przysięgał, że Tessa nie pozwoliła mu zmienić układu. Bądź tu mądry. Nie dziwi mnie, że nadal jest taka uparta jak była. Innym przykładem jest to, że pracuje do drugiej w nocy.
Powinienem pomyśleć o tym wcześniej, powinienem czekać przed tym śmiesznym miejscem, w którym pracuje od południa. Biorę mój telefon z kanapy i sprawdzam godzinę. Tylko teraz mogę wziąć taksówkę i dojechać tam w mniej niż dziesięć minut, nawet pomimo korku w piątkową noc. 

Piętnaście minut później stoję przed pracą Tessy, czekając na nią. Powinienem wysłać jej wiadomość, ale nie chcę dać jej szansy, żeby mi odmówić, zawłaszcza, że już tutaj jestem. Ludzie przechodzą przez ulicę, głównie mężczyźni i zaczynam zastanawiać się czy jest tu bezpieczna, opuszczając pracę o tak późnej porze. Podczas mojej analizy jej bezpieczeństwa, słyszę śmiech. Drzwi do restauracji otwierają się, a ona wychodzi, śmiejąc się i zasłaniając usta dłonią. Mężczyzna idący obok niej, przytrzymuje jej drzwi. Wygląda znajomo, zbyt znajomo... Kim, do cholery, jest ten facet? Przysięgam, że widziałem go wcześniej, ale nie pamiętam, gdzie widziałem kelnera... Kelnera. Jak to, do cholery, jest możliwe? Co, kurwa, ten facet robi w Nowym Jorku? Tessa pochyla się do niego, wciąż się śmiejąc i robi krok do przodu, a jej oczy natychmiast napotykają moje.
- Harry? Co ty tu robisz? - jej głos jest głośny.
- Przyszedłem, aby upewnić się, że bezpiecznie dotrzesz do domu.

Tessa i kelner patrzą na siebie, zanim on kiwa głową i wzrusza ramionami.
- Napisz do mnie jak wrócisz do domu - mówi, pocierając jej dłoń. Miesiące pracy w celu złagodzenia gniewu, miesiące rozmów z gównianym doktorem Tranem, aby kontrolować swoje emocje, znikają i nigdy nie mogłyby przygotować mnie na to. Myślałem trochę o Tessie mającej chłopaka, ale nie byłem przygotowany na to, że będę musiał się z tym zmierzyć.
- Nie - Tessa chichocze, machając ręką. - Zaprosiłeś mnie na kolację, Joe. Do zobaczenia jutro - uśmiecha się i macha do mnie, żebym szedł za nią, a kiedy skręcamy za rogiem, wpisuje kod do mieszkania Liama.
- Skąd znasz tego faceta? - pytam ją. Zatrzymuje się przed rzędem skrzynek pocztowych w holu i używa klucza, żeby jedną otworzyć, a ja czekam na jej odpowiedź.
- Mieszka tam za rogiem. Przychodzi tam każdej nocy i kiedy mamy resztki jedzenia w kuchni, staram się je zachować dla niego.
- Czy to bezpieczne? - pytam, kiedy idziemy pustym holem.
- Tak - śmieje się. - Nie jestem już tak krucha, jak kiedyś - jej uśmiech jest prawdziwy, wcale nieobrażony, a ja nie wiem co powiedzieć. Kiedy idziemy do mieszkania, Tessa ściąga swoje buty i krawat. Nie pozwoliłem sobie na zbyt wiele spojrzeń na jej ciało. Staram się utrzymać oczy na jej twarzy, włosach, cholera, nawet uszach, ale teraz, kiedy rozpina swoją czarną koszulę, ukazując tylko tank top pod spodem, jestem rozkojarzony i nie pamiętam, dlaczego nie miałem czasu na podziwianie tak pięknych rzeczy. Kurwa, jej ciało jest najbardziej idealne, a jej krągłe biodra mają coś o czym fantazjuję codziennie.
- Idę położyć się do łóżka, mam jutro poranna zmianę - mówi z kuchni.
- Jutro też pracujesz? - dołączam do niej w kuchni i czekam aż skończy swoją szklankę z wodą.
- Tak, pracuję cały dzień.
- Czemu? - pytam ją.
Wzdycha. - Mam rachunki do zapłacenia - kłamie.
- I? - naciskam.
- A może staram się ciebie unikać? - przyznaje.
- Unikałaś mnie wystarczająco długo, nie sądzisz? - podnoszę na nią brew, a ona przełyka ślinę.
- Nie unikałam cię. Ledwo się do mnie odzywałeś.
- To dlatego, że mnie unikałaś.
Przechodzi obok mnie, rozpuszczając kucyk. - Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam zraniona, kiedy zostawiłeś mnie na zakończeniu i...
- To ty odeszłaś. Nie ja - przerywam jej.
- Co? - odwraca się, zatrzymując się.
- Opuściłaś zakończenie, a ja szukałem ciebie przez trzydzieści minut.
- Szukałam cię - wygląda na obrażoną. - Szukałam. Nigdy nie opuściłabym tak po prostu twojego ukończenia.
- Dobra, wydaje mi się, że znam inną historię, ale nie ma sensu się teraz o to kłócić. - jej oczy słabną i wydaje mi się, że się ze mną zgadza.
- Masz rację - podnosi pustą szklankę i przesuwa ją pod strumień, aby ponownie napełnić ją wodą.
- Spójrz na nas, nie kłócimy się, ani nic z tych bzdetów - drażnię ją, a ona pochyla się na łokciach, żeby zakręcić kurek.
- Bzdetów - powtarza, śmiejąc się.
- Bzdetów - oboje śmiejemy się, patrząc na siebie.
- Nie jest tak niezręcznie, jak myślałam, że będzie - Tessa mówi. Próbuje odwiązać fartuch, ale jej palce napotykają węzeł.
- Potrzebujesz pomocy? - pytam ją.
- Nie - jej odpowiedź przychodzi szybko, gdy szarpie za sznurek ponownie.
- Jesteś pewna?
Po kilku minutach zmagań, w końcu krzywi się i odwraca, aby dać mi dostęp do jej pleców. W ciągu kilku sekund rozplątuję węzeł, a ona liczy pieniądze na ladzie.
- Dlaczego nie dostaniesz kolejnego stażu? Jesteś więcej niż kelnerką.
- Nie ma nic złego w byciu kelnerką i to nie jest moim ostatecznym celem. Pracuję jako kelnerka, ponieważ nie przeszkadza mi to i...
- I ponieważ nie chcesz pytać Vance'a o pomoc - jej oczy rozszerzają się. - Zachowujesz się, jakbym cię nie znał, Tess - kręcę głową, zarzucając moje włosy do tyłu.
- Nie tylko dlatego, ja po prostu lubię, że ta praca jest moja. Będzie musiał pociągnąć za poważne sznurki, żeby dostać dla mnie staż w Nowym Jorku, nie jestem nawet aktywnie uczestnicząca w studniach przez następne kilka miesiecy.
- Sophia pomogła ci zdobyć tę pracę - zwracam jej uwagę. Chcę tylko usłyszeć jak mówi prawdę. - Chciałaś coś niepowiązanego ze mną, mam rację?
Bierze kilka oddechów i patrzy wszędzie tylko nie na mnie. -Tak, masz rację.
Stoimy w ciszy, patrząc na siebie w malutkiej kuchni. Po kilku sekundach staje prosto, bierze swój fartuch i szklankę wody. - Muszę iść do łóżka. Muszę jutro pracować cały dzień i jest już późno.
- Zadzwoń do nich - od niechcenia sugeruję, choć chcę tego od niej żądać.
- Nie mogę tak po prostu do nich zadzwonić - kłamie.
- Owszem, możesz.
- Nigdy nie opuściłam żadnego dnia.
- Jesteś tam tylko trzy tygodnie. Nie miałaś czasu, żeby opuścić jakiś dzień i naprawdę właśnie to ludzie robią w soboty w Nowym Jorku, dzwonią do pracy i spędzają czas w lepszym towarzystwie.
- I ty jesteś tym lepszym towarzystwem? - figlarny uśmiech szarpie kąciki jej pełnych ust.
- Oczywiście - macham ręką nad moim torsem, aby udowodnić swój punkt widzenia.
Ona patrzy na mnie przez chwilę i mogę powiedzieć, że naprawę rozważa wzięcie wolnego dnia.
- Nie, nie mogę. Przepraszam, po prostu nie mogę. Nie mogę ryzykować, sprawia to, że źle wyglądam, a naprawdę potrzebuję tej pracy - marszczy brwi, cała radość właśnie odeszła i została zastąpiona przez nadmierne myślenie. Prawie mówię jej, że nie potrzebuje tej pracy, że to, co musi zrobić to spakować swoje manatki i wrócić ze mną do Seattle, ale gryzę się w język. Doktor Tran mówi, że kontrola jest negatywnym czynnikiem w naszej relacji i 'trzeba znaleźć równowagę między kontrolą, a kierowaniem'. Doktor Tran naprawdę mnie wkurza.
- Rozumiem - wzruszam ramionami, psychicznie przeklinając doktora Trana, zanim uśmiecham się do Tessy. - Powinienem pozwolić ci iść do łóżka.
Z tym zostawia mnie samego w kuchni i dąsam się tam ciągle, przeklinając cholernego lekarza mówiącego w mojej głowie.

Tessa's POV:

W moich snach słyszę głos Harry'ego, proszący mnie, żebym go zatrzymała. Błagając, aby go zatrzymać? Co? Otwieram oczy i siadam na łóżku.
- Stop! - jego głos brzmi ponownie. Chwilę zajmuje mi, aby uświadomić sobie, że wcale nie śpię, a głos Harry'ego jest prawdziwy. Pędzę z mojego pokoju korytarzem do salonu, gdzie Harry mówi przez sen. Nie krzyczy, ani nie miota się jak zazwyczaj, ale jego głos jest błagający. Kiedy mówi 'Proszę, przestań', moje serce tonie.
- Harry, obudź się. Proszę, obudź się. - spokojnie mówię, biegnąc palcami po jego mokrej skórze. Otwiera oczy, a jego ręce dotykają mojej twarzy. Jest zdezorientowany, kiedy siada i ciągnie mnie do siebie na kolana. Nie walczę z nim, nie mogłabym. Ciche minuty mijają, zanim opiera głowę na mojej klatce piersiowej.
- Jak często? - pytam go, moje serce skręca się i boli dla niego.
- Tylko raz w tygodniu albo jakoś tak. Teraz biorę na nie tabletki, ale w nocy jak ta, było już za późno, aby je wziąć.
- Przepraszam - zmuszam się, aby zapomnieć, że nie widzieliśmy się od miesięcy. Nie myślałam o sposobie, w jaki już spadliśmy z powrotem do dotykania siebie nawzajem. Nie obchodzi mnie to mimo, że nigdy nie wrócę do pocieszania go, bez względu na okoliczności.
- Nie przepraszaj. Jest w porządku - zagłębia głowę dalej w moją szyję, owijając ramiona wokół mnie. - Przepraszam, że cię obudziłem.
- Nie przepraszaj - powtarzam jego słowa i opieram się o tył kanapy.
- Tęskniłem za tobą - ziewa, przyciągając moje ciało do jego. Kładzie się z powrotem, ciągnąc mnie za sobą, a ja pozwalam mu na to.
- Ja też -  przyznaję się.
Czuję nacisk jego ust na moje czoło i drżę pod wpływem ciepła jego ust na mojej skórze. To nie ma dla mnie sensu, jak to może być takie proste, aby tak naturalnie znaleźć się w ramionach Harry'ego ponownie.
- Kocham jak prawdziwe to jest - szepcze. - To nigdy nie zniknie, wiesz czy nie wiesz o tym?
- Mamy teraz różne życia - staram się uchwycić skrawek logiki.
- Wciąż czekam, aż to zobaczysz, to wszystko.
- Co zobaczę? - pytam go. Kiedy nic nie odpowiada, spoglądam na niego i napotykam jego zamknięte oczy i lekko rozchylone wargi w śnie.

***

Budzę się na dźwięk kapania kawy do kubka w kuchni. Twarz Harry'ego jest pierwszą rzeczą, jaką widzę po otworzeniu oczu i nie jestem pewna jak się z tym czuję. Odłączam moje ciało od jego, podnosząc jego ramiona z mojego pasa, i wstaję. Liam wychodzi z kuchni, trzymając w dłoni filiżnakę kawy. Niepowtarzalny uśmiech maluje się na jego twarzy.
- Co? - pytam, wyciągając ramiona. Nie dzieliłam łóżka czy kanapy z nikim innym niż z Harrym.
- Nic - uśmiech Liama rośnie, stara się ukryć go, biorąc łyk parującej kawy. Przewracam na niego oczami, walcząc z uśmiechem i idę do mojego pokoju po telefon. Panikuję, kiedy widzę, że jest wpół do dwunastej, nie spałam nigdy tak długo odkąd się tu przeprowadziłam, a teraz nie mam czasu, aby wziąć prysznic przed wyjśćiem do pracy. Wlewam sobie kawę i wsadzam ją do lodówki, aby się schłodziła, kiedy myję zęby, twarz i ubieram się. Stałam się wielkim fanem kawy mrożonej, ale nienawidzę płacić zwyżonej ceny w kawiarni tylko za wrzucenie do niej kostek lodu. Moja smakuje prawie tak samo, a Liam zgadza się ze mną. Harry jeszcze śpi, kiedy wychodzę. Chwilę później pochylam się nad nim, gotowa pocałować go na pożegnanie. Co jest ze mną nie tak? Liam wchodzi do pokoju w odpowiednim czasie, powstrzymując moje szalone zachowanie. Mój spacer do pracy, wypełniony jest myślami o Harrym: jak czuję się śpiąc w jego ramionach; jak komfortowo jest budzić się wtulona w jego ciało. Jestem zdezorientowana, jak zawsze, i przyśpieszam, aby dotrzeć do pracy na czas. Robert jest na zapleczu, otwiera swoją szafkę, kiedy wchodzę do środka.
- Spóźniłam się, zauważą? - pytam, szybko wrzucając torebkę do szafki i zamykając ją.
- Nie, spóźniłaś się tylko pięć minut. Jak minęła noc? - pyta, jego niebieskie oczy błyszczą z ciekawości.
- Było w porządku - wzruszam ramionami. Wiem, co Robert czuje do mnie i to nie sprawiedliwe z mojej strony rozmawiać z nim o Harrym, czy popiera to czy nie.
- W porządku, co? - uśmiecha się.
- Lepiej niż myślałam - trzymam się krótkich odpowiedzi.
- W porządku, Tessa. Wiem co do niego czujesz - mówi, dotykając dłonią mojego ramienia. -  Wiem to od dnia, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.
Jestem teraz emocjonalna, chcąc, żeby Robert nie był taki łaskawy, chcąc, żeby Harry'ego nie było w Nowym Jorku na weekend, następnie biorąc go z powrotem i chcąc, żeby został na dłużej. Robert nie zadaje więcej pytań i jesteśmy tak zajęci w pracy, że nie mam czasu myśleć o niczym innym, niż podawaniu posiłków do pierwszej w nocy. Nawet moja przerwa mija szybko, mam tylko wystarczająco dużo czasu, aby zjeść talerz z klopsikami i serem.
Gdy zbliża się zamknięcie, jestem jedną z ostatnich osób, jakie wychodzą. Zapewniam Roberta, że nic się nie stanie, jak wyjdzie wcześniej na drinka z innymi kelnerami. Mam wrażenie, że gdy wyjdę z restauracji, Harry będzie na mnie czekał. Mam rację. Gdy wychodzę, stoi oparty o ścianę.
- Nie powiedziałaś mi, że Delilah i Sarah są współlokatorami - to pierwsze zdanie, jakie wychodzi z jego ust. Uśmiecha się, to ten uśmiech, kiedy jego nos zmienia się na końcu, ponieważ jego uśmiech jest tak duży.
- To wszystko jest strasznie pokręcone - kręcę głową, przewracając oczami.
Harry śmieje się. - Może to i dobrze, jednak - co to za cholerne prawdopodobieństwo? - podnosi rękę do piersi, kiedy jego śmiech wstrząsa ciałem. - To jest podobne do jakieś gównianej opery mydlanej.
- Czemu to mówisz? Musiałam sobie z tym poradzić. Biedny Liam, ale gdybyś widział jego twarz, kiedy spotkaliśmy Sophię z jej przyjaciółką na drinku w noc, gdy się dowiedział. Omal nie spadł z krzesła.
- To zbyt dużo - Harry chichocze.
- Nie śmiej się z tego przed Liamem, przechodził trudny okres czasu z nimi dwiema.
- Tak, tak. Wiem - przewraca oczami.
Zmieniam temat. - Czy mogę wiedzieć, co robisz w Nowym Jorku? - zaczyna wiać wiatr, a długie włosy Harry'ego latają wokół jego twarzy. Nic nie poradzę, ale wskazuję na jego twarz i zaczynam się śmiać.
- Moje włosy wyglądają lepiej w ten sposób i kobiety mają za co ciągnąć - dokucza mi, ale jego słowa uderzają prosto we mnie.
- Och - śmieję się razem z nim, nie chcąc aby widział, że moja głowa wiruje, a klatka piersiowa boli na myśl o kimś innym dotykającym go.
- Hej - łapie mnie i odwraca, abym spojrzała na niego, tak jakbyśmy byli sami na chodniku. - Żartowałem, gówniany, głupi, bardzo głupi, pieprzony żart.
- W porządku, nic mi nie jest - uśmiecham się do niego, chowając moje włosy za ucho.
- Możesz być niezależna od wszystkiego i na tyle odważna, żeby spędzać czas z bezdomnym mężczyzną, ale nadal jesteś gównianym kłamcą - stwierdza.
Staram się zachować spokój. - Hej, nie mów tak o Joe. Jest moim przyjacielem - zatrzymuję język za zębami, kiedy mijamy parę miziającą się na ławce.
- Pięć dolców, że wsadzi jej rękę pod spódnicę w mniej niż dwie minuty - Harry zauważa na tyle głośno, aby go zauważyli. Żartobliwie uderzam go w ramię, a on owija je wokół mojej tali.
- Nie bądź drażliwy, Joe będzie zadawał pytania - poruszam na niego brwiami, a on wybucha śmiechem.
- Co jest z tobą i bezdomnymi mężczyznami?
Myśli o moim ojcu wypełniają mój umysł i przestaję się śmiać. - Cholera, nie miałem tego na myśli - Harry mówi.
Podnoszę moją rękę i uśmiecham się. - Nie, jest w porządku. Naprawdę, mam tylko nadzieję, że Joe nie okaże się moim wujkiem - żartuję. Harry patrzy na mnie, jakby wyrosła mi jeszcze jedna para oczu, więc śmieję się z niego. - Czuje się dobrze! Też mogę sobie żartować, nauczyłam się nie brać siebie zbyt poważnie.
Wydaje mi się, że jest z tego zadowolony i nawet uśmiecha się do Joe, kiedy daje mu worek pełen sumów i kukurydzianych ciasteczek. Kiedy przyjeżdżamy w mieszkaniu jest ciemno, Liam prawdopodobnie śpi już od kilku godzin.
- Jadłeś coś? - pytam Harry'ego, kiedy idzie za mną do kuchni.
- Nie, właściwie to nie. Miałem ukraść torbę z jedzeniem dla Joe, ale zdecydowałem się tego nie robić - Harry siada przy stole dla dwóch osób i opiera łokcie o blat.
- Zrobić ci coś? - oferuję. - Też jestem głodna.
Dwadzieścia minut później zanurzam palec w sosie z nutą alkoholu, próbując go.
- Podzielisz się? - Harry pyta, stojąc za mną. - To nie pierwszy raz, kiedy będę jadł coś palcami - dokucza mi z uśmiechem. - I ta wisienka...
- Pamiętasz to? - pytam go, oferując mu trochę sosu na łyżce.
- Pamiętam wszystko, Tessa. Cóż, wszystko, kiedy nie byłem zbyt pijany - marszczę czoło i przyjmuję jego drażniący uśmiech, zanurzam palec w łyżce i oferuję ją Harry'emu. Jego uśmiech znowu powrca. Jego język jest ciepły na moim palcu, a jego oczy wypalają moje, kiedy liże sos od czubka mojego palca wskazującego. Ciągnie za niego między swoje wargi i ssie go ponownie, długo po tym, gdy sosu już nie ma.
- Chciałbym z tobą o czymś porozmawiać, to wiąże się z tym co powiedziałaś o mnie pamiętającym te rzeczy - mój palec jest nadal w jego ustach, co mnie rozprasza. 

- Teraz?
- Wkrótce, to nie musi być dzisiaj wieczorem - szepcze, jego język przenika przez mokry czubek mojego palca.
- Co my robimy? - pytam go.
- Zbyt często o to pytasz - uśmiecha się, robiąc kolejny krok.
- Nie widzieliśmy się tak długo, to nie jest dobry pomysł - mówię, nie mając na myśli tych cholernych słów.
- Tęskniłem za tobą i czekam aż ty zatęsknisz za mną - jego ręka spoczywa na moim biodrze, naciskając na tkaninę roboczej koszuli.
- Nie lubię widzieć cię całej w czerni, to nie pasuje do ciebie - pochyla głowę i trąca moją szczękę nosem.
Moje palce grzebią przy guzikach mojej koszuli, niezdarnie przesuwając małe plastikowe kulki. - Jestem szczęśliwa, że ty nie pojawiłeś się w innym kolorze - mówię mu.
Uśmiecha się przy moim policzku. - Nie zmieniłem się za bardzo, Tess. Mam kilku lekarzy i więcej chodzę na siłownię.
- Nadal nie pijesz? - pytam, upuszczając koszulę na podłogę za nami i wspinam się na kanapę.
- Trochę tak. Zazwyczaj jakieś wino lub jasne piwo. Nigdy ponownie nie zamierzam ponownie pić duszkiem butelki wódki.
Moja skóra jest w ogniu, mój mózg powoli stara się zrozumieć jak się tu znaleźliśmy, wszystkie te miesiące później. Czekam z rękami na pozwolenie, aby ściągnąć jego koszulę. Wydaje się, że czyta w moich myślach.
- To jest nasza miesięczna rocznica, wiesz? - podnoszę koszulkę Harry'ego nad głowę i podziwiam widok jego nagiej klatki piersiowej. Moje oczy skanują ją i szukają nowych tatuaży, ale na szczęście znajduję tylko liście, paproć, wierzę, że Harry tak je nazywa.
- Nie mamy miesięcznej rocznicy, ty popaprańcu - staram się uzyskać widok na jego plecy, ale wstydzę się, gdy się odwraca.
- Mamy - Harry nie zgadza się. - Ciągle jesteś tylko ty na moich plecach - krótko wyjaśnia, podczas gdy wpatruję się w nowo wypracowane mięśnie na jego ramionach i plecach.
- Cieszę się - po cichu przyznaję, moje usta są suche.
- Czy jesteś już na tyle szalona, aby zrobić sobie tatuaż? - jego oczy są pełne rozbawienia, gdy zadaje to pytane.
- Nie - uderzam go, a on cofa się przed ladą i sięga po mnie.
- Czy to w porządku, że dotykam cię w ten sposób?
- Tak - moje usta wypowiadają, zanim mój mózg ma czas na uzgodnienie tego.
Używa jednej ręki, aby wyznaczyć szlak do szczytu mojego tank topu. - Co takiego?
Kiwam głową. Moje serce bije tak głośno, że jestem pewna, że może je usłyszeć. Czuję się taka nastrojona, taka żywa, na jawie i spragniona jego dotyku. To było tak dawno temu, a teraz on jest przede mną, mówi i robi to co kiedyś tak bardzo kochałam, tylko tym razem jest trochę bardziej ostrożny i cierpliwy.
- Tak bardzo cię potrzebuję, Tess - jego usta są mniej niż dwa cale od moich, a jego palce rysują okręgi na gołej skórze moich ramion. Czuję się pijana, moja głowa jest mętna. Gdy jego usta docierają do moich, ciągnie mnie z powrotem w dół. Zabiera mnie do miejsca, w którym istnieje tylko Harry, tylko jego place na mojej skórze, jego usta pieszczą moje, jego zęby szarpią kąciki moich warg, z jego gardła wychodzą tylko miękkie jęki, gdy rozpinam jego dżinsy.
- Czy znowu próbujesz mnie wykorzystać? - uśmiecha się naprzeciwko mnie, popychając swój język tak, że nie mogę odpowiedzieć.
- Testuję cię - mamroczę. Moje ramiona poruszają się wokół jego szyi, a palce przeczesują jego włosy.
- Gdybym nie był dżentelmenem, pieprzyłbym cię na tej ladzie - jego ręce trzymają moje piersi, a jego palce wchodzą pod mój tank top i biustonosz.
- Chciałbym podnieść cię tutaj, ściągając ci te ohydne spodnie, rozłożyć uda i wziąć cię.
- Powiedziałeś, że jesteś dżentelmenem - biorę oddech i przypominam mu.
- Zmieniłem zdanie. Teraz jestem pół-dżentelmenem - dokucza mi. Jestem podekscytowana, że zaczynam myśleć, że mogę spalić się i zrobić bałagan w kuchni. Wciskam rękę w dół jego bokserek i przewracam oczami, kiedy mówi.
- Kurwa, Tess.
- Pół? Co to znaczy? - jęczę, gdy jego palce prześlizgują się przez moje luźne w talii spodnie.
- To znaczy, że niezależnie od tego jak bardzo cię pragnę, jak cholernie bardzo chcę pieprzyć cię na tej ladzie i sprawić, że bedziesz krzyczala moje imię, tak głośno, że caly blok dowie sie dzięki komu doszłaś - ssie skórę mojej szyi - nie zrobię żadnej z tych rzeczy, aż do dnia, kiedy za mnie wyjdziesz.
Moje ręce zatrzymują się, jedna w jego bokserkch, a druga na plecach. - Co? - chrząkam, oczyszczajac gardlo.
- Słyszałaś mnie. Nie będę cię pieprzył, aż do dnia, kiedy za mnie wyjdziesz - musi mnie drażnić. Prawda?
- Nie mówisz poważnie, prawda? - proszę, on nie może być poważny. Nie może, zerwaliśmy prawie miesiąc temu.
- To nawet nie jest blisko żartu. To nie są żadne brednie - jego oczy tańczą z rozbawienia, a ja dosłownie tupię nogą o płytki na podłodze.
- Ale my nie jesteśmy... nie mamy jeszcze... - zbieram moje włosy do jednej ręki i staram się zrozumieć co mówi.
- Och, nie sądziłaś chyba, że odpuszczę tak łatwo, prawda? - pochyla się i dotyka ustami mojego płonącego policzka. - W ogóle mnie nie znasz? - jego uśmiech sprawia, że chcę uderzyć go i pocałować w tym samym czasie.
- Ale ty się poddałeś.
- Nie, dałem ci przestrzeń, tak jak tego chciałaś. Ufam twojej miłości do mnie, która w końcu doprowadzi cię do centrum. Jednak zajmie ci to dużo czasu.
Co do cholery?
- Ale... - dosłownie tracę słowa.
- Skrzywdzisz siebie - śmieje się i podnosi ręce do mojego policzka. - Chcesz spać dzisiaj na kanapie ze mną jeszcze raz? Czy może to będzie zbyt kuszące dla ciebie? - przewracam oczami i idę za nim do salonu, starając się zrozumieć jak cokolwiek z tego mogło mieć sens dla niego lub dla mnie. Jest tak wiele rzeczy, o których musimy porozmawiać, tak wiele pytań i odpowiedzi, ale teraz idę spać na kanapie z Harrym i udawać, że wszystko może być dobrze w moim świecie, chociaż raz. 



• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •