wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 283.

Soundtrack do rozdziału:

• Coldplay - Yellow
• Damien Rice - Volcano
• Mat Kearney - Here We Go


Harry’s POV:

- Styles! – znajomy głos Nialla rozlega się w wąskim korytarzu. Kurwa, wiedziałem, że nie przejdę przez to gówno bez widzenia się z jednym z nich.
Przyszedłem na kampus, aby porozmawiać z moimi profesorami. Chciałem się upewnić czy mój ojciec mógłby podrzucić im moje ostatnie zadania. Posiadanie przyjaciół, albo rodziców, na wysokich stanowiskach naprawdę pomaga, a ja mam zezwolenie na opuszczenie reszty zajęć w tym semestrze. I tak już wiele opuściłem, nie będzie za dużej różnicy.
Blond włosy Nialla są teraz dłuższe, postawione w jakiś rodzaj nieuporządkowanego irokeza z przodu.
- Hej, człowieku, w tej chwili mam wrażenie jakbyś próbował mnie unikać – mówi, patrząc mi prosto w twarz.
- Ależ jesteś percepcyjny, co? – wzdycham, bo nie ma sensu kłamać.
- Zawsze nienawidziłem twoich wielkich słów – śmieje się.
Mógłbym się obyć bez widzenia go dzisiaj, albo właściwie kiedykolwiek ponownie. Nie mam nic do niego, zawsze jakby lubiłem go bardziej niż kogokolwiek innego spośród moich przyjaciół. Tak czy siak, skończyłem z tym gównem.
On bierze moją ciszę za kolejny moment, w którym może się odezwać.
- Nie widziałem cię na kampusie od wieków. Nie kończysz niedługo?
- Tak. W połowie przyszłego miesiąca.
- Louis tak samo. Masz zamiar przyjść, prawda? – idzie koło mnie wolnym krokiem.
- Cholera, nie – śmieję się. – Naprawdę właśnie mnie o to zapytałeś? – grymas Tessy pojawia się w mojej głowie i przygryzam dolną wargę, aby się nie uśmiechnąć. Wiem, że ona chce, żebym poszedł na własną ceremonię zakończenia szkoły, ale nie ma żadnego jebanego sposobu, żebym tam się zjawił.
Może powinienem przynajmniej to rozważyć?
- O co chodzi z gipsem? – wskazuje na moją rękę, a ja podnoszę czarny gips.
- Długa historia – taka, której nie mam zamiaru ci opowiadać, dodaję w myślach.
Widzisz Tesso, nauczyłem się trochę samokontroli.
Nawet jeśli, to mówię do ciebie wewnątrz mojej głowy, a ciebie nawet tutaj nie ma. Wciąż jestem szalony, ale jestem milszy dla ludzi. Byłabyś dumna.
Kurwa, bardzo ze mną źle.
On kręci głową i przytrzymuje dla mnie drzwi, kiedy wychodzimy z budynku administracyjnego.
- A więc, jak się mają rzeczy? – pyta Niall. Zawsze był najbardziej gadatliwy z paczki.
- W porządku.
- A co u niej? – moje buty przestają poruszać się po betonowym chodniku, a on stawia krok w tył, trzymając ręce w górze w obronnym geście. – Tylko pytam, jako przyjaciel. Nie widziałem żadnego z was, ty przestałeś odbierać nasze połączenia jakiś czas temu. Tylko Zayn rozmawia z Tessą.
Czy on próbuje mnie wkurwić?
- Zayn z nią nie rozmawia – odpyskuję, wkurzony, że pozwoliłem Niallowi i jego wzmiance o Zaynie tak łatwo zaleźć mi za skórę.
Niall unosi dłoń do czoła w nerwowym geście:
- Nie mówiłem tego w takim sensie, ale on powiedział nam o jej tacie i powiedział, że był na pogrzebie, więc…
- Więc nic. On jest dla niej niczym. Odejdźmy od tego – ta konwersacja zmierza do nikąd, a ja dostaję przypomnienie, dlaczego nie marnuję już czasu na spotkania z żadnym z nich.
- W porządku – gdybym spojrzał na niego, wiem, że wywracałby oczami. – Ja nigdy ci nic nie zrobiłem – przypomina mi. Za jego słowami kryje się krztyna emocji, brzmiąca trochę jakbym zranił jego uczucia czy coś.
Kiedy obracam się do niego, z całą pewnością wyraz jego twarzy pasuje do głosu.
- Nie próbuję być chujem – oznajmiam, czując się nieco winnym. On jest miłym chłopakiem, milszym niż ja i większość naszych przyjaciół. Jego przyjaciół, moich już nie.
- A tak się wydaje.
- Cóż, nie próbuję. Po prostu skończyłem to gówno. Wiesz? – zatrzymuję się i staję z nim twarzą w twarz. – Skończyłem z całym gównem. Imprezami, paleniem, piciem, ruchaniem. Po prostu zakończyłem to wszystko, więc nie próbuję być dupkiem w stosunku do ciebie personalnie, ale po prostu skończyłem z tymi wszystkimi bzdurami.
Niall wyciąga papierosa z kieszeni i jedynym dźwiękiem pomiędzy nami jest kliknięcie jego zapalniczki. Tak odległe wydają się czasy, kiedy chodziłem po kampusie z nim i resztą naszej grupy. Tak odległe wydają  się czasy, kiedy wygadywanie gówna o ludziach i leczenie kacy były moim porannym standardem. Tak odległe wydają się czasy, kiedy moje życie kręciło się wokół czegokolwiek innego niż ona.
- Rozumiem, co mówisz. Nie mogę uwierzyć, że to mówisz, ale naprawdę to rozumiem i mam nadzieję, że wiesz, że jest mi przykro za moją część z tym gównie ze Steph i Danem. Wiedziałem, że coś planują, ale nie miałem pojęcia co.
Ostatnią rzeczą, o której chcę myśleć są Steph i Dan oraz gówno,  przez które przewlekli Tessę.
- Tak, moglibyśmy iść dalej i rozmawiać o tym, ale świat zewnętrzny będzie taki sam. Oni nawet nie zbliżą się do tego, by odważyć się oddychać tym samym powietrzem, co Tessa.
- Steph i tak odeszła – mówi Niall.
- Odeszła dokąd? – odeszła w sensie…
- Do Luizjany.
Dobrze. Chcę ją tak daleko od Tessy, jak to możliwe.
Mam nadzieję, że Tessa niedługo do mnie napisze, tak jakby zgodziła się napisać do mnie dzisiaj i trzymam ją za słowo. Jeśli nie napisze do mnie niebawem, to ja zrobię to pierwszy.
Próbuję dać jej przestrzeń, ale nasze sms-y wczoraj były najfajniejszą rzeczą, odkąd… cóż, odkąd byłem w niej tylko kilka godzin wcześniej. Wciąż nie mogę uwierzyć, jakim fortunnym skurwysynem jestem, że dopuściła mnie blisko siebie.
Po czym zachowałem się jak chuj, ale nie o tym mowa.
- Tristan wyjechał z nią – informuje mnie Niall. Wiatr się teraz wzmaga, a cały kampus wydaje się po prostu lepszym, pieprzonym miejscem teraz, kiedy wiem, że Steph opuściła stan.
- On jest gnojem.
- Nie, nie jest – Niall broni swojego przyjaciela. – On naprawdę ją lubi. Dobra, kocha ją, jak myślę.
- Tak jak powiedziałem, jest gnojem – fukam.
- Może on zna ją w sposób, w jaki my nie znamy.
Jego słowa doprowadzają mnie do śmiechu, cichego i zdenerwowanego śmiechu.
- Co tu więcej wiedzieć? Ona jest szaloną suką – nie mogę uwierzyć, że on naprawdę broni Steph, cóż, Tristana, który znowu chodzi ze Steph, pomimo faktu, że ona jest jebaną psychopatką.
- Nie wiem, ale Tristan jest moim ziomkiem, więc ja go nie oceniam. Większość ludzi prawdopodobnie powiedziałaby to samo o tobie i Tessie.
- Lepiej nie porównuj mnie i Steph, ani Tessy do Steph.
- Oczywiście – wywraca oczami i otrzepuje za sobą z popiołów swojego papierosa. – Powinieneś pojechać ze mną do domu. Tylko na wspomnienie starych czasów. Nie będzie wiele ludzi, tylko kilkoro nas.
- Dan? – pytam. Mój telefon wibruje w kieszeni, więc wyciągam go, by ujrzeć imię Tessy na ekranie.
- Nie wiem, ale mogę się upewnić, że nie pojawi się, kiedy tam będziesz.
Teraz stoimy na parkingu. Mój samochód jest tylko kilka metrów stąd, a jego motocykl stoi w pierwszym rzędzie. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie zniszczył tego cholerstwa. Upuścił ten szajs przynajmniej pięć razy w dniu, w którym dostał na niego zezwolenie i wiem, że nie nosi kasku kiedy pędzi ulicami miasta.
- Dam sobie radę. I tak mam plany – kłamię. Mam nadzieję, że moje plany mogłyby obejmować rozmawianie z Tessą godzinami. Prawie zgodziłem się zajechać do tego cholernego domu bractwa, ale fakt, że moi starzy „przyjaciele” wciąż spotykają się z Danem przypomina mi dokładnie, dlaczego przestałem się z nimi umawiać.
- Jesteś pewien? Moglibyśmy gdzieś wyjść przynajmniej jeden ostatni raz, nim skończysz szkołę i zaciążysz swoją dziewczynę. Wiesz, że to nadchodzi, prawda? – droczy się. Jego język błyszczy w słońcu, a ja odpycham jego ramię.
- Zrobiłeś sobie kolczyk w języku? – pytam, nieobecnie przejeżdżając palcem po małej bliźnie obok mojej brwi.
- Tak, z miesiąc temu. Wciąż nie mogę uwierzyć, że wyjąłeś te kolczyki i to był całkiem niezły unik przed odpowiedzią na drugą część moich słów – śmieje się, a ja próbuję sobie przypomnieć, co takiego on powiedział.
Coś o mojej dziewczynie… i ciąży.
- Och, nie, cholera. Nikt nie będzie zachodził w ciążę, dupku. Idź do piekła nawet za próbę przeklinania mnie tym gównem – kuksam go w ramię, a on śmieje się mocniej.
Małżeństwo to jedna rzecz. Dzieciaki, zupełnie, cholera, inna.
Gapię się w dół, na mój telefon i ponownie odpowiadam Tessie. Tak, jak miło pogawędzić sobie z Niallem, tak bardzo chcę się skupić na Tessie i jej wiadomościach.
- Tam jest Louis – Niall odrywa mnie od mojego telefonu, a ja wodzę oczami, odnajdując Louisa idącego w naszym kierunku. – Cholera – dodaje, a moje oczy skupiają się na lasce idącej obok niego. Wygląda znajomo, a jednak nie.
Molly. To Molly, ale jej włosy są teraz czarne, a nie różowe. Moje szczęście dziś jest naprawdę niezwykłe.
- Cóż, to dla mnie znak. Mam coś do zrobienia – mówię mu, unikając potencjalnej katastrofy zmierzającej w moim kierunku. W chwili, kiedy odwracam się, by odejść, Molly pochyla się do Louisa, a on oplata ramionami jej talię.
Co do cholery?
- Oni? – wytrzeszczam oczy. – Ta dwójka? Pieprzą się? – patrzę na Nialla. Ten chujek nawet nie próbuje ukryć swojego rozbawienia.
- Tak. Już od jakiegoś czasu. Nie powiedzieli nikomu do około trzech tygodni temu, ale ja załapałem wcześniej. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy, kiedy ona przestała być przez cały czas taką suką.
Molly zarzuca swoimi czarnymi włosami i uśmiecha się do Louisa. Nawet nie pamiętam, żeby ona się uśmiechała, kiedykolwiek. Nie cierpię jej, ale nie nienawidzę jej tak, jak to było wcześniej. To ona pomogła Tessie…
- Nawet nie myśl o odjeżdżaniu, zanim mi powiesz, dlaczego nas unikałeś! – głos Louisa roznosi się po parkingu.
- Miałem lepsze rzeczy do roboty! – odkrzykuję, po raz kolejny sprawdzając swój telefon. Chcę wiedzieć, dlaczego Tessa znowu jest u lekarza. Właśnie uchyliła się od pytania, a ja potrzebuję odpowiedzi. Jestem pewien, że z nią w porządku, po prostu jestem wścibskim dupkiem.
- Lepsze rzeczy? Jak pieprzenie Tessy do nieprzytomności w Seattle? – wargi Molly zwijają się w uśmieszku, a ja unoszę w jej stronę środkowy palec.
- Odpierdol się.
- Nie bądź taką cipeczką. Wszyscy wiemy, że wy dwoje nie przestaliście się ruchać odkąd się poznaliście – dręczy mnie. Patrzę na Louisa w ten „zmuś ją, żeby się zamknęła, albo ja to zrobię” sposób, a on wzrusza ramionami.
- Wy dwoje tworzycie znamienitą parę – unoszę brew na mojego starego przyjaciela i teraz nadeszła jego kolej, aby potraktować mnie palcem.
- Przynajmniej teraz zostawia cię samego, prawda? – Louis odszczekuje się, a ja śmieję się. Tutaj ma rację.
- Gdzie ona jest, tak w ogóle? Nie, żeby mnie to obchodziło, nie lubię jej.
- Wiemy – mówi Niall, a Molly wywraca oczami.
- Ona też cię nie lubi. Właściwie nikt cię nie lubi – przypominam jej.
- Auć – uśmiecha się szeroko i opiera na ramieniu Louisa. Niall mógł mieć rację, naprawdę wydaje się mniej dziwkarska. Trochę.
- Cóż, miło was widzieć, naprawdę – sarkastycznie zaznaczam i odwracam się, by odejść. – I tak mam lepsze bzdety do zrobienia, więc bawcie się dobrze, robiąc cokolwiek robicie i Louis… naprawdę powinieneś ją dalej pieprzyć – kiwam do nich i wdrapuję się do mojego auta. Kiedy tylko zamykam drzwi, słyszę mieszankę składającą się z: 'on jest w lepszym nastroju', 'ocipiały pod pantoflem', 'cieszę się z nim'.
Najdziwniejsze, że ostatnie zdanie padło od Złej Suki we własnej osobie.

Tessa’s POV:

- Pani Young, doktor zobaczy się z panią za chwilę – zostaję poinformowana przez starszą pielęgniarkę. Jest słodką kobietą, ze swoim ciepłym uśmiechem i miękkim głosem przypomina mi trochę Karen.
Czuję się niekomfortowo, jestem zdenerwowana i trochę mi zimno, kiedy siedzę tu, ubrana tylko w cienką, szpitalną koszulę, wewnątrz małego pokoju badań, który jest identyczny, jak inne po obu stronach korytarza. Powinni dodać trochę kolorów w pomieszczeniach, nawet trochę farby by coś zmieniło, albo zdjęcie w ramce, jak w każdym innym pokoju badań, w którym do tej pory byłam. Poza tym. Ten nie ma w sobie nic, oprócz bieli. Białe ściany, białe biurko, biała podłoga.
Powinnam była skorzystać z propozycji Kimberly oferującej swoje towarzystwo na dzisiaj. Jest w porządku samej, ale posiadanie małego wsparcia, nawet odrobiny humoru Kimberly, dziś ze sobą pomogłoby mi ukoić nerwy. Obudziłam się dziś rano, czując się o wiele lepiej, niż na to zasługuję, bez śladu kaca, i czuję się poniekąd dobrze. Usnęłam z uśmiechem na twarzy spowodowanym przez wino i Harry’ego i spałam spokojniej, niż zdarzało mi się to od tygodni.
Ciągle krążę i krążę w swojej głowie, jak zwykle, jeśli chodzi o Harry’ego. Czytanie i ponowne odczytywanie naszej swawolnej konwersacji z poprzedniej nocy nie zawiodło w wywoływaniu mojego uśmiechu, nie ważne, jak wiele razy przeglądam te wiadomości.
Lubię tego miłego, cierpliwego, filuternego Harry’ego. Bardzo chciałabym poznać go lepiej, ale obawiam się, że nie będzie go w pobliżu dostatecznie długo, by to zrobić. Mnie nie będzie w pobliżu dostatecznie długo, ja wylatuję do Nowego Jorku z Liamem, a im bliższa jest ta data, tym bardziej niespokojne staje się zamieszanie wewnątrz mnie. Nie umiem określić, czy to dobre, czy złe zamieszanie, ale dzisiaj zupełnie wymknęło się spod kontroli, a w tym momencie jest powielone.
Stopy zwisają mi z krawędzi tej niewygodnej leżanki i nie mogę się zdecydować, czy chcę je skrzyżować, czy też nie. To trywialna decyzja, ale przynajmniej odwraca moją uwagę od zimna i dziwnych motylków atakujących mój brzuch.
Wyciągam telefon z torebki i wystukuję wiadomość do Harry’ego, tylko, żeby się czymś zająć podczas czekania, rzecz jasna.
Wysyłam zwykłe 'Hej' i czekam, krzyżując i prostując nogi.
'Cieszę się, że do mnie napisałaś, bo właśnie miałem odczekać kolejną godzinę, nim napiszę do ciebie' – odpowiada.
Uśmiecham się do ekranu, nawet jeśli nie powinna mi się podobać potrzeba ukryta za jego słowami, lubię ją. On ostatnio jest taki szczery, a ja to uwielbiam.
'Jestem u lekarza i już od jakiegoś czasu czekam. Jak się masz dzisiaj?'
'Przestań być taka formalna. U mnie ok. Spałem naprawdę dobrze, dzięki za to. Wpadłem na Nialla, a on chce mnie przekonać, żebym później gdzieś wyskoczył.'
Nienawidzę sposobu, w jaki boli moja klatka piersiowa na myśl o Harrym spotykającym się ze swoimi starymi przyjaciółmi. To, co robi, to nie mój biznes; to, z kim spędza czas, też nie, ale nie mogę się otrząsnąć z chorego uczucia, które dostaję, gdy myślę o wspomnieniach związanych z nimi.
'Dlaczego jesteś u lekarza? Wszystko w porządku? Nie powiedziałaś mi, że idziesz?'
Kilka sekund później:
'Nie to, że musiałaś, ale mogłaś. Poszedłbym z tobą?'
'Jest ok. Dobrze mi samej' – łapię się na tym, że żałuję, że nie dałam mu możliwości.
'Byłaś sama za długo, odkąd cię spotkałem'
'Niekoniecznie' – nie wiem, co innego powiedzieć, głowa mi spuchła i czuję się poniekąd szczęśliwa, że on martwi się o mnie i jest taki otwarty.
Słowo 'kłamczucha' przychodzi z parą jeansów i kulą ognia. Zasłaniam usta dłonią, aby zagłuszyć dźwięk, gdy doktor wchodzi do pokoju.
'Doktor tu jest, napiszę później'
'Daj mi znać, gdyby nie trzymał rączek przy sobie'
Odkładam telefon i próbuję pozbyć się z twarzy roztrzepanego uśmieszku, gdy Doktor West zakłada na obie dłonie lateksowe rękawiczki.
- Jak się pani miewa? – pyta mnie. Jak się miewam?
On nie chce znać na to odpowiedzi, ani nie ma czasu, aby posłuchać. Jest lekarzem medycyny, nie psychiatrą, przypominam sobie.
- Dobrze – odpowiadam, wzdrygając się na myśl o krótkiej pogawędce, kiedy on przysuwa się, aby mnie zbadać.
- Przejrzałem badania krwi z pani ostatniej wizyty, ale nie było w nich nic budzącego niepokój – mówi, a ja wypuszczam z ulgą oddech. – Jednakże…
Powinnam była wiedzieć, że będzie jakieś 'jednakże'.
- Kiedy oglądałem obrazy z pani badania, wywnioskowałem, że pani szyjka macicy jest bardzo wąska i z tego, co widzę, bardzo krótka. Chciałbym pani pokazać, o czym mówię, jeśli to w porządku? – Doktor West poprawia swoje okulary, a ja potakuję, zgadzając się. Krótka i wąska szyjka macicy. Rozeznałam się w Internecie na tyle, by wiedzieć, co to znaczy.
Długich dziesięć minut później, lekarz pokazał mi ze wszystkimi detalami rzeczy, które już wiedziałam. Wiedziałam, że powie te rzeczy, wiedziałam w momencie, gdy opuściłam jego gabinet dwa i pół tygodnia temu.
Kiedy się ubieram, jego słowa odtwarzają się ponownie w moim umyśle.
'Nie niemożliwe, ale wysoce nieprawdopodobne'
'Są inne opcje, adopcja, czasami w takich sytuacjach skutkuje stenoza szyjna'
'Wciąż jest pani bardzo młoda, z biegiem lat pani i pani parter możecie eksplorować najlepsze dla siebie opcje'
'Przykro mi, pani Young'
Bez myślenia, wybieram numer Harry’ego po drodze do samochodu. Zostaję przywitana przez jego pocztę głosową trzykrotnie, nim zmuszam się do odłożenia telefonu.
Nie potrzebuję go, ani nikogo w tej chwili. Mogę sobie z tym sama poradzić. Już to wiedziałam. Już sobie z tym wewnętrznie poradziłam i zanotowałam sobie w aktach.
Nieważne, że Harry nie odebrał telefonu. Ze mną w porządku. Kogo obchodzi, że nie mogę zajść w ciążę? Mam tylko dziewiętnaście lat, a wszystkie plany, które do tej pory zrobiłam, i tak spaliły na panewce. To tylko wpasowuje się w rozbicie na kawałki mojego ostatecznego planu.
Droga powrotna do domu Vance’a i Kimberly jest długa, ulice znowu są zakorkowane. Zdecydowałam, że nienawidzę prowadzenia samochodu. Nienawidzę osób, które dostają szału na drogach. Nienawidzę tego, że tu zawsze pada. Nienawidzę tego, jak młode dziewczyny nastawiają muzykę głośną na cały regulator i jadą z opuszczonymi oknami, nawet w czasie deszczu. Po prostu zamknijcie okna.
Nienawidzę tego, że próbuję zostać pozytywnie nastawiona i nie przeobrazić się w żałosną Tessę, którą byłam w zeszłym tygodniu. Nienawidzę tego, że to takie trudne, myśleć o czymkolwiek innym, poza tym, że moja ciało zdradziło mnie w najbardziej  kompleksowy i intymny sposób. Taka się urodziłam, jak powiedział Doktor West. Oczywiście, że tak.
Zupełnie jak moja matka, nie ważne, jak perfekcyjna staram się być, to nigdy się nie zdarzy. To ma też swoje dobre strony. Chore, ale przynajmniej nie przekażę żadnej z cech, które odziedziczyłam po niej, dziecku. Podejrzewam, że nie mogę obwiniać mojej matki za ułomność mojej szyjki macicy, ale naprawdę chcę. Chcę zrzucić winę na kogoś lub coś, ale nie mogę.
Tak działa świat. Jeśli chcesz czegoś dostatecznie mocno, zostaje ci zabrane i jest trzymane poza twoim zasięgiem. Dokładnie tak jest z Harrym. Nie będzie Harry’ego i nie będzie dzieci. Te dwa i tak nigdy by się nie pokrywały, ale miło było udawać, że mogłabym otrzymać luksus posiadania obydwu.
Kiedy wchodzę do budynku, odczuwam ulgę, dowiadując się, że jestem sama w domu. Nie w domu, ale tutaj. Nie sprawdzając telefonu, rozbieram się i wchodzę pod prysznic. Nie wiem, jak długo stoję w kabinie, obserwując, jak wodny krąg spływa raz po raz. Kiedy wreszcie stamtąd wyszłam, woda była zimna. Ubrałam się w jedyny t-shirt Harry’ego, który zostawił dla mnie w walizce, kiedy odsyłał mnie z Londynu.
Teraz po prostu leżę tutaj, w tym pustym łóżku i po jakimś czasie zaczynam chcieć, by Kimberly była w domu. Dostaję jednak od niej wiadomość, że spędzą całą noc na przedmieściach, a Smith zostanie u opiekunki. Mam cały dom dla siebie i nic do zrobienia, nikogo do porozmawiania.
Ciągle użalam się nad sobą i wiem, że to niedorzeczne, ale nie umiem tego powstrzymać.
'Napij się wina i wypożycz film, na nasz koszt' – odpowiada Kimberly na mojego sms-a z życzeniami dobrej zabawy tej nocy.
Mój telefon zaczyna dzwonić w chwili, gdy wysyłam Kimberly podziękowanie. Numer Harry’ego pojawia się na ekranie, a ja rozważam, czy odebrać. Do czasu, kiedy docieram do lodówki z winami w kuchni, on nagrał się na moją pocztę głosową, a ja zarezerwowałam bilet do Centrali Żałosnych Imprez.
Butelkę wina później, jestem w połowie okropnego filmu akcji, który wypożyczyłam w salonie. Wydawał się być jedynym filmem na liście, który nie miał nic wspólnego z miłością, dziećmi, ani niczym szczęśliwym.
Kiedy stałam się takim wrakiem? Upijam kolejny łyk wina, prosto z butelki. Porzuciłam kieliszek pięć haustów temu.
Mój telefon znowu dzwoni i tym razem przypadkowo odbieram.

Harry’s POV:

- Tess? – mówię do słuchawki, próbując ukryć swoją panikę. Ignorowała moje rozmowy przez cały wieczór, a mnie doprowadzało do szaleństwa zastanawianie się, co mogłem zrobić źle.
- Taak – jej głos jest przyćmiony, powolny i nieobecny. Po jednym słowie mogę określić, że piła.
- Znowu wino? – dławię śmiech. – Powinienem już zrobić ci wykład? – droczę się z nią i słucham ciszy na linii. – Tess?
- Ta?
- Co jest nie tak?
- Nic. Tylko oglądam film.
- Z Kimberly? – mój brzuch robi fikołka na myśl, że ktokolwiek inny mógłby z nią być.
- Tylko ja. Jestem sama w tym duuuużym domu – jej głos jest płaski, nawet kiedy przesadnie zaznacza słowa.
- Gdzie są Kimberly i Vance? – nie powinienem tak się martwić, ale coś w jej głosie jest wyłączone, a to doprowadza mnie natychmiastowo na krawędź.
- Wyszli na noc. Smith też. A ja jestem sobie tutaj, oglądając film w samotności. Historia mojego życia, nie? – śmieje się, ale nie ma nic poza tym. Żadnych emocji.
- Tesso, co się dzieje? Ile wypiłaś? - ona wzdycha do telefonu, a ja przysięgam, że naprawdę słyszę, jak wypija więcej wina. – Tesso. Odpowiedz mi.
- Wszystko dobrze. Wolno mi pić, prawda? – próbuje zażartować, ale zupełnie jak wcześniej, nie ma nic za jej głosem.
- Jeśli chcesz technicznych informacji, to właściwie nie wolno ci pić. W każdym razie nie legalnie – jestem ostatnią osobą, która może ją pouczać, ale w sumie to moja wina, że ona zaczęła pić regularnie. Nienawidzę płonącej paranoi, rozszarpującej w tej chwili moje podbrzusze. Ona pije sama i brzmi na tyle smutno, bym poderwał się na nogi.
- Tak – mówi.
- Ile wypiłaś? – powtarzam pytanie. Wysyłam wiadomość do Vance’a, czekając na jej odpowiedź.
- Nie za dużo. Daję radę. Wiesz co jest dziwne? – mamrocze Tessa. Biorę swoje kluczyki. Jebać Seattle za to, że jest tak cholernie daleko.
- Co takiego? – wkładam stopy w moje Vansy. Zakładanie wysokich butów zajmuje za dużo czasu, a czas jest czymś, na co nie mogę sobie teraz pozwolić.
- Dziwne, jak ktoś może być dobrą osobą, ale po prostu ciągle zdarzają się jej złe rzeczy. Wiesz?
Kurwa. Znowu piszę do Vance’a, tym razem, żeby sprowadził swoją dupę do domu. W tej chwili.
- Tak, wiem. To nie działa w sprawiedliwy sposób – zapewniam ją. Nienawidzę tego, że ona czuje się w ten sposób. Ona jest dobrą osobą, najlepszą, jaką kiedykolwiek spotkałem, a w jakiś sposób skończyła otoczona bandą popierdoleńców, włącznie ze mną. Kogo ja oszukuję, ja jestem najgorszym z gorszycieli.
- Może już nie powinnam być dobrą osobą.
Co? Nie. Nie, nie, nie. Ona nie powinna mówić w ten sposób, czy myśleć w ten sposób.
- Nie, nie myśl tak – niecierpliwie macham do Karen, która stoi na progu kuchni, z pewnością zastanawiając dokąd pospieszam o tak późnej porze.
- Próbuję, ale nie mogę temu zaradzić. Nie wiem, jak przestać.
- Co się dziś stało? – pytam ją. Trudno uwierzyć, że rozmawiam z moją Tessą, tą samą dziewczyną, która zawsze widzi w innych to, co najlepsze, w sobie także. Była taka pozytywna, taka szczęśliwa, a teraz nie jest.
Brzmi tak beznadziejnie, tak pokonanie. Brzmi jak ja.
Krew dosłownie zamarza mi w żyłach. Wiedziałem, że to się stanie. Wiedziałem, że ona nie będzie taka sama po tym, jak wbiję w nią swoje pazury. Jakoś wiedziałem, że po mnie ona będzie inna.
Miałem nadzieję, że to się nie sprawdzi, ale dziś, z cholerną pewnością tak się wydaje.
- Nic ważnego – kłamie. Vance wciąż mi nie odpowiedział. Lepiej, żeby jechał właśnie do domu.
- Tesso, powiedz mi, co jest nie tak. Proszę.
- Nic. Tylko karma mnie uderza, tak myślę – mruczy, a dźwięk wyjmowanego korka rozbrzmiewa ponad ciszą na linii.
- Karma za co? Oszalałaś? Nigdy nie zrobiłaś nic, aby zasłużyć na cokolwiek z gówna, które ci się przydarzyło.
Ona nic nie mówi.
- Tesso, myślę, że powinnaś skończyć picie na dziś. Jestem w drodze do Seattle. Wiem, że potrzebujesz przestrzeni, ale martwię się o ciebie i… cóż, nie mogę trzymać się z dala, nigdy nie mogłem.
- Tak – w tym momencie ona już nawet mnie nie słucha.
- Już nie lubię, jak tak dużo pijesz – mówię, wiedząc, że ona mnie nie usłyszy.
- Tak – powtarza.
- Jestem w drodze, napij się trochę wody. Dobrze?
- Tak.
Podróż do Seattle nigdy nie wydawała się tak cholernie długa i wreszcie to widzę. Ten cykl, o który Tessa zawsze się pruje. Ten cykl kończy się tutaj, to jest ostatni jebany raz, kiedy jadę do innego miasta, by być blisko niej. Nigdy więcej niekończącego się cyklu złożonego z mojego gówna. Nigdy więcej uciekania od moich problemów i nigdy więcej żadnych pierdolonych wymówek, nigdy więcej w chuj długich jazd przez cholerny stan Waszyngton.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

62 komentarze:

  1. Proszeproszeprosze dodaj szybko nowy rozdział bo to jeden z lepszych 😂
    Harry, nie spieprz tego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy Tessa powie mu w końcu o NY i o lekarzu mam nadzieję że w przyszłym rozdziale. Tłumaczenie jak Zawsze świetne

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :)
    czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A już myślałam że może okaże się że jest w ciąży a tu dupa. Fajnie ze tak szybko następny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny;*
    Blondiii199

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedna Tessa...a Harry naprawdę rośnie w moich oczach :-) dziękuje za tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń
  7. BOZE SWIETY
    JAK TO TESSA NIE MOZE MIEC DZIECI
    JAK?! NIRMALNIE RYCZE JAK PIERDOLONY BOBR I JEZU NIE
    AAAAAAAAAAA
    MOJE SERCE KRWAWI
    TAK KURWA HARRY NIGDY WIECEJ MASZ JEJ NIE ZOSTAWIAC A ONA MUSI MU POWIEDZIEC MUSI!

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedna Tessa 😐 Swoją drogą było do przewidzenia że tak ta wizyta u lekarza może się skończyć 😐

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda mi Tess :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem ciekawa reakcji 'harrrego' gdy juz mu powie :'))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  12. Superrrr rozdzial!!! Wchodze tu kilka razy dziennie i sprawdzam czy jest już nowy rozdzial :)) Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurczę zakończenie jest w takim miejscu. No nie. Rozdział super jak zwykle. Dzieki za tłumaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ooo jejuuu.! Jestem..... Wstrząśnięta? Tak. Chyba tak. Szkoda mi Tessy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Harryyy
    Biedna Tessa eww
    Dzięki za tłumaczenie xx

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję Ci za następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  17. Super dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  18. O świetny rozdział, dziekuję :)

    OdpowiedzUsuń
  19. ??? czekam z wielka niecierpliwością na następny rozdział , co będzie z Nimi . Dzięki za tak wspaniale tłumaczenie .

    OdpowiedzUsuń
  20. Znam ten stan, Tess.. Nie martw się, mili ludzie zawsze tak kończą, jestem na to żywym dowodem.
    Harry, ratuj ją póki możesz, bo później będzie już tylko gorzej. Teraz ty jesteś tym, który musi jej pomóc.
    Dziękuję, że tak szybko tłumaczysz. Kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
  21. swietny rozdzial:) czekam na nastepny i dziekuje za tlumaczenie xx

    OdpowiedzUsuń
  22. No wielkie są postępy w zachowaniu Harrego ;)
    Dziękuję za tłumaczenie <3 czekam na kolejny rozdział ;D

    OdpowiedzUsuń
  23. Niech już będą razem! Ile zostało do konca?

    OdpowiedzUsuń
  24. Wow. Niezle sie porobilo. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Omg kiedy następny? *-* :O
    *super tłumaczenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. O cholerka. Tylko tyle przychodzi mi do głowy. Wow... Jestem w szoku, więc tylko się powtórzę:
    O cholerka.

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetny ... dzięki za tłumaczenie czębami na następny xd

    OdpowiedzUsuń
  28. To jest straszne ze to sie juz konczy, dziękuję za tłumaczenie ♥

    OdpowiedzUsuń
  29. A to dopiero pewnie cisza przed burza....

    OdpowiedzUsuń
  30. To takie straszne że Tess nie może mieć dzieci i normalnej rodziny :"'c

    OdpowiedzUsuń
  31. Coo?? To nie miało tak być! Ona miała zajść w ciążę i urodzić małe stajlsy! :(((((((((((((((((((((((((((((

    OdpowiedzUsuń
  32. Współczuje Tess....;( Biedulka;((
    @blanka1499

    OdpowiedzUsuń
  33. Biedna Tess, ale niech mu już powie o Ny.
    Tłumaczenie jak zawsze świetne

    OdpowiedzUsuń
  34. boże, jestem załamana, nie chcę końca, oki :C
    ale jeju, tess :c

    OdpowiedzUsuń
  35. swietnee ! myslalam ze Tessa bedzie w ciazy , bo to przewidywalne ale nie . Troche mi jej zal . Nie moge doczekać sie nastepnego . (a czy wie może ktos ile jeszcze zostało do konca rozdziałów ?) \

    Dzieki za tłumaczenie i czekam na nastepny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nienawidzę sposobu w jaki oni obaj obwiniają sie za wszystko. To więcej niz cholernie pewne,ze oni są dla siebie stworzeni. Nie rozumiem popieprzonego cyklu uciekania Harrego i załamywania sie Tessy. To straszne jak z każdym razem Oni oddalają sie od siebie. Błagam,błagam niech Tessa nie obwinia sie o to,ze nie będzie mogla miec dziecka 😡 Świetnie,ze Harry jest juz w drodze - ona potrzebuje pocieszenia. Pocieszenia od Harrego - a tak właściwie jego ciepłych ramion i miłości,ktora jest tak wielka,ze wystarcza za ich oboje,by ja kochac 😏 Świetnie tłumaczenie 👌💕 Dziękuję,ze to robisz 😊

    OdpowiedzUsuń
  37. Och, tak bardzo pragnę nexta, a zarazem tego by after się nie kończyło! 😞😊😉 uwielbiam, Ola! ❤❤❤❤❤🍡🔞🎵🎶🎼🔞❤🍡👪💑❤

    OdpowiedzUsuń
  38. Niech oni się już pogodza! :) Uwielbiam , kocham ta historie :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Świetne! Tylko szkoda, że to juz za jakiś czas sie konczy. Mam nadzieje, że skończy się dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja cię kręcę. To się porobiło. Jakaś totalna masakra. Ale Harry widać że się stara, podoba mi się to. A Tessa musi wziąć się w garść i stawić czoła życiu, przecież ono nie jest kolorowe. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  41. Biedna tessa :""(

    OdpowiedzUsuń
  42. Biedna Tessa . A Harry taki opiekuńczy .
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Boże to jest świetne!
    ale mam pytanie.. kiedy to ma się skończyć? bo wszyscy piszą że ma sie skończyć a ja nic o tym nie wiem :(

    OdpowiedzUsuń
  44. Harry nie spieprz tego! Prosze cię....
    Nie no Tessa dasz rade!
    Świetny xx

    OdpowiedzUsuń
  45. Właściwie to 2 dni temu skończyłam czytać After. Bez siebie nie przetrwamy, ale i tak będę czytać bloga. Nie wiem czy jest ktoś kto płakał tak dużo i długo jak ja...

    OdpowiedzUsuń
  46. Uwielbiam♡
    Jak najszybciej nastepne, plissss♥

    OdpowiedzUsuń
  47. Jestem pod wrażeniem jak szybko nabijają się wyświetlenia ^^
    Nikt chyba nie może doczekać się kolejnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  48. Świetny nie mogę się doczekać nexta! Dzięki za tłumaczenie ❤💋

    OdpowiedzUsuń
  49. Jejuśku. Ten ff jest najlepszy. Nie wyobrażam sobie, że nie będę wchodzić codziennie, po kilka razy żeby zobaczyć czy jest nowy rodział. Nie chcę żeby After się skończył... Ale z jednej strony chcę wiedzieć jak to wszystko się zakończy :) Już sama nie wiem czego chcę. Ale wiem jedno... to był, jest i będzie najlepszy fanfiction jaki czytałam. Dziękuję Ci za to że to tłumaczysz, bo gdyby nie ty to nigdy bym tego nie przeczytała po angielsku. Weny i do następnego:**

    OdpowiedzUsuń
  50. Jesteś wielka, że nam tłumaczysz ! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń