wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 201.

- Co ty tu robisz? - pytam Harry'ego, kiedy wchodzę do sypialni po prysznicu.
- Siedzę na łóżku... - odpowiada sarkazmem.
- A dlaczego nie tam?
- Wystarczająco długo przebywałem już z naszym gościem.
- Mógłbyś przestać? Jesteś wredny.
Kładzie się plecami na łóżku, a ja odwieszam swoje ubrania.
- Co się stało, kiedy byłam pod prysznicem? - pytam.
- Nic takiego, zacieśnialiśmy więzy.
- Błagam, powiedz, że nie zachowywałeś się okropnie wobec niego - ledwo go znam i ostatnią rzeczą jaką potrzebuję to jeszcze więcej napięcia między nami.
- Nie zachowywałem. Znaczy, nie byłem do końca miły, ale trzymałem łapy przy sobie - zamyka oczy.
- Idę mu zanieść koc i przeprosić za twoje zachowanie, jak zwykle - parskam i opuszczam pomieszczenie.
Mój ojciec siedzi na podłodze i dłubie palcem w dziurach od spodni. Spogląda na mnie z ciepłym uśmiechem na twarzy od razu, gdy mnie zauważa.
- Możesz siedzieć na kanapie - oznajmiam i kładę koc na oparciu sofy.
- Ja... Cóż, nie chciałem ci jej wybrudzić - jego mina jest pełna zażenowania, na co boli mnie serce.
- O to się nie martw... Możesz tu wziąć prysznic i jestem pewna, że Harry ma jakieś ubrania, które możesz założyć do spania.
- Nie chcę was wykorzystywać - nie patrzy na mnie.
- Nic nie szkodzi, naprawdę. Przyniosę jakieś ubrania, nie krępuj się i weź prysznic. Ręczniki i myjki są w szafce obok drzwi.
- Dziękuję. Cieszę się, że cię znów widzę. Tak bardzo za tobą tęskniłem i patrzcie państwo - lekko się uśmiecha.
- Co tam robiłeś? Przed salonem tatuażu? - nie jestem jeszcze gotowa na przyjacielską pogawędkę.
- Kręciłem się tylko po otoczeniu. Wszyscy moi znajomi tam mieszkają, więc i ja. Wiem, że nie jest to najlepsza część miasta, ale na razie musi mi to wystarczyć.
- Och, tylko się zastanawiałam.
- Możesz mnie zapytać o co chcesz, Tessie. Chcę cię poznać.
- Przepraszam, jeśli Harry był dla ciebie niemiły. On jest...
- Opiekuńczy? - dokańcza za mnie.
- Taa, na to wygląda. Czasem potrafi być bardzo wredny.
- Nic nie szkodzi, jestem facetem, potrafię to znieść. On po prostu się tobą opiekuje i nie mam mu tego za złe. Nie zna mnie, cholera, nawet ty mnie nie znasz. Przypomina mi kogoś, kogo kiedyś znałem - uśmiecha się mój ojciec.
- Kogo?
- Mnie, byłem taki sam jak on. Nie szanowałem nikogo, kto na to nie zasłużył i piekliłem się na tych, którzy wpadali mi na drogę. Miałem taki sam statek na ramieniu, co on, tyle, że Harry ma więcej tatuaży niż ja - chichocze, a dźwięk ten przypomina mi czasy, o których już dawno zapomniałam.
Śmieję się razem z nim, póki nie wstaje z podłogi i nie chowa dłoni do kieszeni w spodniach.
- Pójdę skorzystać teraz z prysznicu.
Daję mu znać, że pójdę po ubrania i zostawię je pod drzwiami od łazienki. Harry nadal leży na łóżku z zamkniętymi oczami i zgiętymi kolanami, kiedy wracam do pokoju.
- Bierze prysznic. Powiedziałam mu, że będzie mógł założyć coś z twoich ubrań.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zmienia pozycję na siedzącą.
- Ponieważ sam nie ma żadnych.
- Pewnie, Tesso. Nie krępuj się i daj mu moje ciuchy. Czy powinienem też mu oddać moją część łóżka? - ton jego głosu jest ostry.
- Musisz natychmiast przestać. To mój ojciec i chciałabym zobaczyć jak sprawy się potoczą. Tylko dlatego, że nie potrafisz wybaczyć swojemu ojcu, nie znaczy, że musisz sabotować naprawianie relacji z moim własnym - odpowiadam równie ostro.
Gapi się na mnie, mrużąc swoje zielone oczy i jestem pewna, że obecnie w jego głowie roi się od przekleństw, które rzuca w moim kierunku.
- To nie to, na co wygląda. Jesteś taka naiwna. Ile razy mam ci to powtarzać? Nie wszyscy zasługują na twoją dobroć, Tesso.
- Tylko ty, racja? Jesteś jedyną osobą, której powinnam wybaczyć i dać ten przywilej? Jest to gówno prawda i nieźle samolubne z twojej strony - parskam i przekopuję się do dolnej szuflady Harry'ego, by sięgnąć po parę spodni dresowych.
- I wiesz co? Wolałabym być naiwna i zdolna do widzenia samego dobra w ludziach, niż zachowywać się jak kretynka wobec wszystkich i myśleć, że starają się oni tylko do mnie dobrać - kontynuuję obrażanie go, póki nie zostawiam pod drzwiami ubrań.
Słyszę, jak ojciec cicho nuci przez strumień wody. Przystawiam ucho do drzwi i nie mogę powstrzymać uśmiechu na ten przecudowny dźwięk. Pamiętam, jak moja matka zawsze powtarzała, że jego śpiew jest strasznie nieznośny, jednak moim zdaniem jest uroczy.
Włączam z powrotem telewizor w salonie i odkładam pilot na stolik, by zachęcić go do oglądania tego, na co ma ochotę. Czy ogląda TV? Jak często śpi na ulicy? Sprzątam kuchnię, lecz zostawiam trochę resztek po kolacji na blacie w razie, gdyby nadal był głodny. Kiedy ostatnim razem zjadł prawdziwy posiłek?

***

Harry trzyma na kolanach skórzany segregator, który mu kupiłam, kiedy w końcu wracam do sypialni. Wciąż słychać wodę lecącą strumieniem z prysznica, więc wygląda na to, że się nim naciesza. Przechodzę obok Harry'ego, nie nawiązując kontaktu wzrokowego, a po chwili czuję jak jego palce owijają się wokół mojego ramienia.
- Możemy pogadać? - pyta, przyciągając mnie do siebie tak, bym stanęła między jego nogami. Rękoma szybko odrzuca segregator.
- Nie krępuj się, wyduś to z siebie.
- Przepraszam, że zachowywałem się jak chuj, okej? Po prostu nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.
- O czym niby? Nic się przecież nie zmieniło.
- Owszem, zmieniło. Człowiek, który jest nam obu obcy, siedzi w moim domu i chce się do ciebie zbliżyć po tych wszystkich latach nieobecności. Coś mi tu nie gra i dobrze wiesz, że moim pierwszym instynktem jest obrona - wyjaśnia.
- Nie możesz być nienawistny i mówić do mnie takie rzeczy, jak nazywanie go żebrakiem. To naprawdę rani moje uczucia.
Roztwiera moje dłonie i owija palce ze swoimi, po czym przyciąga mnie do siebie jeszcze bliżej.
- Przepraszam, kochanie, naprawdę przepraszam - pochyla się nad naszymi splecionymi dłońmi i powoli całuje każdy z moich kłykci. Mój gniew stopniowo znika z każdym dotykiem jego ust.
- Przestaniesz rzucać te złośliwe komentarze?
- Przestanę - obraca moją rękę w swojej i śledzi na niej linie.
- Dziękuję - oglądam jak jego długi palec jeździ po mojej skórze od opuszków do nadgarstka i z powrotem.
- Bądź ostrożna, dobrze? Ponieważ nie zawaham się...
- Aczkolwiek wydaje się okej, nieprawdaż? Jest taki miły - mówię cicho.
Palce Harry'ego przestają kreślić linie.
- Nie wiem, chyba jest aż za miły.
- Nie był dla mnie miły, kiedy byłam mniejsza.
- Proszę, nie gadaj mi o tym, kiedy jest tak blisko. Staram się jak mogę, więc mnie nie prowokuj - ton głosu ma delikatny.
Wspinam się na jego kolana, a on odchyla się ze mną na jego ciele.
- Jutro wielki dzień - wzdycha.
- Taa - szepczę mu w ramię, wtulając się w ciepło jego ciała.
Wiadomość od Zayna przyprawia mnie lekko o panikę. Prawie o niej zapomniałam po tym, jak wpadłam na mojego ojca przez salonem tatuażu. Telefon zawibrował mi w kieszeni, kiedy czekaliśmy na powrót Steph i Tristana, a Harry gapił się na mnie, gdy odczytywałam wiadomość.
'Musimy jutro rano pogadać. W cztery oczy, proszę?' - wysłał Zayn.
Nie wiem, co mam zrobić w związku z tą wiadomością. Nie mam pojęcia, czy powinnam z nim pogadać po tym, jak powiedział Tristanowi, że wniesie zarzuty przeciwko Harry'emu. Mam nadzieję, że powiedział to tylko po to, by mu zaimponować czy utrzymać swoją reputację. Nie wiem, co zrobię jak Harry wpakuje się w kłopoty, prawdziwe kłopoty. Powinnam wysłać Zaynowi wiadomość zwrotną, jednak nie sądzę, że jest to dobry pomysł, by się z nim spotkać, czy pogadać na osobności. Harry i tak ma wiele na głowie, pomimo mojej osoby.
- Słuchasz mnie? - szturcha mnie, więc na niego spoglądam.
- Nie, przepraszam.
- Co cię boryka?
- Wszystko. Jutrzejszy dzień, zarzuty, wydalenie, Anglia, Seattle, mój ojciec. Po prostu wszystko - wzdycham.
- Pójdziesz ze mną, nie? By dowiedzieć się, jaką decyzję podjęli? - mówi spokojnie, lecz w jego głosie słychać zdenerwowanie.
- Jeśli chcesz.
- Potrzebuję cię tam.
- W takim razie pójdę. Nadal nie mogę uwierzyć, że zrobiłeś sobie ten tatuaż. Pozwól mi jeszcze raz zerknąć - żądam, na co delikatnie mnie z siebie zsuwa i obraca się tyłem.
- Podnieś moją koszulkę do góry.
Robię to, co mówi i podwijam ją, póki nie mam jego całych pleców przez oczami. Palcami odrywam biały bandaż, który zakrywa nowo-wytatuowany napis.
- Na bandażu jest trochę krwi - oznajmiam mu.
- To normalne - słyszę jak się uśmiecha, wypowiadając te słowa.
Skupiam się na zaczerwienionym miejscu i czytam idealne słowa; słowa, które mają dla mnie wielkie znaczenie i najwyraźniej dla niego, jednak zostały one wytatuowane przy zatajaniu przeze mnie informacji. Powiem mu o Seattle jutro, gdy tylko dowiemy się co z wydaleniem Harry'ego. Obiecuję sobie to po raz setny. Im dłużej czekam, tym bardziej się wścieknie.
- Czy to jest dla ciebie wystarczające zobowiązanie, Tessie?
- Nie nazywaj mnie tak.
- Nie znoszę tego zdrobnienia - mówi, podnosząc na mnie wzrok.
- Ja też, ale nie chcę mu tego mówić. A wracając do twojego pytania, tak, jest to dla mnie wystarczające zobowiązanie.
- Jesteś pewna? Bo jak nie, to mogę tam wrócić i zrobić sobie pod tym twoją podobiznę - śmieje się.
- Nie, błagam, nie rób tego! - kręcę głową, a jego śmiech staje się donośniejszy.
- Serio myślisz, że to wystarczy? - prostuje się i obniża koszulkę, by zakryć swoje ciało.
- Bez małżeństwa - dodaje.
- A więc o to ci chodziło? Wymieniłeś małżeństwo na tatuaż? - nie wiem, jak się z tym czuć.
- Nie, nie do końca. Zrobiłem sobie tatuaż, bo chciałem i dlatego, że dawno żadnego nie wydziarałem.
- Jakie to troskliwe z twojej strony.
- Jest on także dla ciebie, by pokazać ci, że pragnę tego - wskazuje ręką na to, co jest między nami, po czym bierze moją dłoń w swoją. - Nie chcę nigdy stracić tego, co jest między nami. Już raz zdarzyło mi się to doświadczyć i nawet teraz, nie odzyskałem tego całkowicie, jednak mogę stwierdzić, że jestem coraz bliżej, by osiągnąć swój cel.
- Po raz kolejny użyte przeze mnie słowa sprawiły, że stałem się o wiele większym romantykiem niż w rzeczywistości jestem i udowodniłem to, co chciałem - szczerzy się jak może, ale gdzieś pod tym widzę panikę.
- Myślę, że Darcy byłby przerażony, gdyby usłyszał jak wykorzystujesz jego sławne słowa - droczę się.
- Moim zdaniem przybiłby mi piątkę.
- Piątkę? Fitzwilliam Darcy przenigdy by czegoś takiego nie zrobił.
- Myślisz, że jest ponad to? A więc się mylisz. Siedziałby tu ze mną i pił piwo. Rozmawialibyśmy o tym, jak nieznośnie uparte nasze kobiety są.
- Szczęściarze z was, ponieważ nawet Pan wie, że żadna inna nie chciałby mieć z wami do czynienia.
- Co ty nie powiesz? - stawia mi wyzwanie, uwydatniając swoje dołeczki.
- A jakże.
- Przypuszczam, że masz rację, jednak wymieniłbym cię na Elizabeth w mgnieniu oka.
Zaciskam usta i unoszę brew, oczekując na wyjaśnienie.
- Tylko dlatego, że ma podobne poglądy co do małżeństwa.
- Ale jest zamężna - przypominam mu.
- Koniec tego! Darcy może sobie wziąć was obie - następuje moment w nie-jego stylu. Chwyta mnie za biodra i przekręca na plecy tak, że głowę opieram na kupce dekoracyjnych poduszek, których Harry nie znosi i za każdym razem mi o tym przypomina. Jego śmiech wypełnia całe pomieszczenie, a mój jest równie głośny, co jego.
Momenty, w których wykłócamy się o fikcyjnych bohaterów, a jego śmiech przypomina śmiech dziecka, są momentami, które pozbywają się wszystkich okropnych wspomnień. Pokazuje to przez co przeszliśmy i jakie przeszkody nadal na nasz czekają.
- Wyszedł z łazienki - mówi obrończym tonem.
- Idę powiedzieć dobranoc - wygrzebuję się z uścisku Harry'ego i składam mu szybki pocałunek na czole, zanim opuszczam sypialnię.
Jego ubrania wyglądają dziwnie na moim ojcu, ale leżą lepiej niż sądziłam.
- Jeszcze raz dzięki za ciuchy, zostawię je tu, gdy będę rano wychodził - oznajmia mi.
- Nie trzeba, możesz je zaprać... jeśli potrzebujesz.
- Już i tak wystarczająco dużo dla mnie zrobiłaś, niż na to zasługuję - siada na kanapie, a dłonie kładzie na swoich kolanach.
- Nie ma problemu, naprawdę.
- Jesteś bardziej wyrozumiała niż twoja mama - uśmiecha się.
- Nie jestem pewna, czy aktualnie wszystko rozumiem, ale nie zmienia to faktu, że chcę zrozumieć.
- To wszystko, o co proszę, trochę czasu, bym miał szansę poznać swoją małą... cóż, dorosłą córkę.
- Z chęcią - przyznaję.
Wiem, że ma przed sobą długą drogę i nie wybaczę mu wszystkiego w jeden wieczór, jednak jest moim ojcem i nie mam tyle energii, by go nienawidzić. Chcę wierzyć, że potrafi się zmienić, ponieważ widziałam to już wcześniej. Na przykład, ojciec Harry'ego wywrócił swoje życie do góry nogami i stał się lepszym człowiekiem, lecz chłopak nie potrafi mu odpuścić.
- Z Harry'ego to będzie twardy orzech do zgryzienia - jego poczucie humoru jest zaraźliwe.
- Tak, wygląda na to, że tak - śmieję się i spoglądam na osobę stojącą w korytarzu, która patrzy na nas piorunującym spojrzeniem z nutą podejrzliwości.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

niedziela, 27 lipca 2014

A message.

Cześć, misiaki! Chciałam Wam o czymś powiedzieć, ponieważ uznałam, że to byłoby nie fair, gdybym nie dała Wam znać. A więc, teraz rozdziały będą pojawiać się ciut rzadziej, dlatego że od jutra zaczynam stałą pracę. Oczywiście, to nie znaczy, że rozdział będzie się pojawiać raz na ruski rok, po prostu czasem nie będą tak mega szybko :)
Dzięki za uwagę i pozdrawiam,
Angie ♥