niedziela, 21 grudnia 2014

Nowe konta na Twitterze!

Zayn i Liam mają nowe konta na twitterze, ponieważ poprzednie nie są już czynne. Jeśli chcecie, możecie przestać obserwować stare profile, za to zapraszam na ich nowe! :)

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 227.

Harry's POV:

- Jestem pewny, że znajdziesz jakiś nocleg do poniedziałku - mówię do niej. Moje usta wypowiadają te słowa, chociaż umysł jest temu przeciwny, ale nie mam nad tym żadnej kontroli.
To jasne, że nie chcę, by ode mnie odchodziła. Chcę uwięzić ją w moich ramionach i pocałować ją we włosy. Chcę jej powiedzieć, że zrobię dla niej wszystko, że zmienię się dla niej i będę ją kochać, aż do dnia mojej śmierci. Zamiast tego, odwracam się na pięcie i zostawiam ją samą.
Słyszę jej krzątanie się w pokoju i wiem, że powinienem tam pójść i zatrzymać jej pakowanie, ale czy to ma jakiś sens? I tak wyjeżdża w poniedziałek, więc równie dobrze może odejść teraz. Nadal jestem zdumiony, że chciała spróbować związku na odległość. To, by nie zadziałało. Jej pobyt kilometry stąd, z dwoma-trzema telefonami na dzień, bez spania w tym samym łóżku. Nie wytrzymałbym tego.
Będę robić wszystko niezależenie. Teraz, kiedy nasz związek jest już skończony, nie będę siebie winił za picie oraz przejmował się każdym błędem, jaki popełnię. To nie jest to, co oczywiście chciałbym robić. Wolałbym siedzieć na kanapie z nią, zmuszającą mnie do ciągłego oglądania 'Przyjaciół', niż spędzić chociaż jedną minutę bez niej.
Chwilę później pojawia się w korytarzu, taszcząc za sobą dwie walizki, jej torebka jest przewieszona przez ramię, a twarz ma bladą jak ściana.
- Nie sądzę, bym czegoś zapomniała, z wyjątkiem paru książek, ale mogę zakupić nowe egzemplarze - mówi niskim i drżącym głosem.
To jest ten moment, którego obawiałem się, odkąd poznałem tę dziewczynę. Zostawia mnie, a ja nie mogę nic zrobić, by ją zatrzymać.
- Dobrze.
- Dobrze - przełyka ślinę i prostuje swoje ramiona. Kiedy dociera do drzwi, unosi swoją rękę, by chwycić swoje kluczyki z haczyka, a jej torebka lekko zsuwa się z jej ramienia. Nie wiem, co jest ze mną nie tak, powinienem ją zatrzymać, albo jej pomóc.
- Czyli te wszystkie kłótnie, płacze, budowanie miłości, uśmiechy i cała reszta poszło na marne - mówi cicho, złość już nie przejawia się w jej głosie.
Przytakuję, nie jestem w stanie nic powiedzieć. Jeśli bym to zrobił, stałoby się to dla nas sto razy trudniejsze, przeczuwam to.
Potrząsa swoją głową i otwiera drzwi, przytrzymując je nogą, by przeciągnąć za sobą walizki.
- Zawsze będę cię kochać, mam nadzieję, że to wiesz - mówi tak cicho, że ledwie mogę usłyszeć.
Przestań gadać, Tesso, proszę.
- Ale ktoś inny też będzie, mam nadzieję, że tak samo jak ja.
- Ćśś - lekko ją uciszam. Nie mogę tego słuchać.
- Nie będziesz zawsze sam. Wiem to, mówię tylko, że jeśli chciałbyś sobie pomóc czy coś, nauczyć się kontrolować gniew, mógłbyś znaleźć jakieś... - próbuje mi coś zasugerować, a ja przełykam rosnącą gulę w moim gardle.
- Wyjdź, po prostu wyjdź - zamykam jej drzwi przed nosem i słyszę gwałtowny wdech po drugiej stronie drewna. Co jest ze mną, do kurwy nędzy, nie tak?
Zaczynam panikować i pozwalam, by ból rozprzestrzenił się po całym moim ciele. Trzymałem go w sobie zbyt długo, ledwie go kontrolowałem, aż do jej wyjścia. Targam się za włosy i upadam na kolana na betonową podłogę. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Jestem oficjalnie największym chujem na świecie i nic nie mogę na to poradzić. To wszystko brzmi tak prosto, wystarczyło wyjechać z nią do Seattle oraz żyć długo i szczęśliwie, ale w rzeczywistości to nie jest takie łatwe. Wszystko by się tam zmieniło, byłaby za bardzo zajęta stażem i zajęciami, zdobyłaby nowych przyjaciół, doświadczyła nowych rzeczy i zapomniała o mnie. Nie byłbym jej dłużej potrzebny.
Że co?
Pierwszy raz zdałem sobie sprawę, jakim jestem egoistą. Zdobyć nowych przyjaciół? Co jest takiego złego w nowych znajomościach i próbowaniu nowych rzeczy? Powinienem być tam, obok niej i razem z nią ich doświadczać. Dlaczego przez taki długi okres czasu chciałem odciągnąć ją od Seattle zamiast po prostu z nią wyjechać? To wszystko, czego ode mnie oczekiwała, a ja nie mogłem jej tego zapewnić.
Gdybym teraz do niej zadzwonił, mogłaby zawrócić samochód, a ja bym spakował moje fatałaszki i znalazłbym nam jakiekolwiek miejsce do zamieszkania w Seattle.
Nie, ona nie wróci. Dała mi szansę, by ją zatrzymać, a ja nawet nie spróbowałem. Próbowała nawet sprawić, bym poczuł się lepiej, ale ja tylko oglądałem umierający płomyk nadziei w jej oczach. Powinienem był ją pocieszyć, a zamiast tego zatrzasnąłem jej drzwi przed nosem.
'Nie będziesz zawsze sam' - twierdzi. Jest w błędzie. Będę zawsze samotny, bo wiem, że ona nie będzie. Znajdzie kogoś, kto będzie ją kochać w sposób, jaki ja nie mogłem tego zrobić. Nikt nie będzie bardziej kochać tej dziewczyny niż ja, ale być może ktoś pokaże jej, jak to jest być kochaną, jak to jest kogoś kochać pomimo całego gówna. Zasługuje na to. Myślenie o tym sprawia, że ledwo mogę złapać oddech, ale tak właśnie powinno być. Powinienem pozwolić jej odejść dawno temu, zamiast wbijać w nią swoje szpony i pozwolić, by marnowała na mnie swój czas.
Jestem rozdarty, jedna część mnie wierzy, że wróci do mnie dzisiaj, może jutro i wszystko mi wybaczy, ale druga część mi podpowiada, że to ma na celu naprawienie mnie.
Nie wiem, ile czasu minęło, zanim podniosłem się z podłogi i poszedłem do sypialni. Kiedy to robię, prawie znowu się załamuję. Bransoletka, którą jej dałem leży na stercie papieru, jej czytnik i egzemplarz 'Wichrowych Wzgórz' również. Łapię bransoletkę, bawię się jej nutami i klnę na siebie. Czemu to tutaj zostawiła? To był prezent ode mnie w czasie, kiedy byłem zdesperowany, by pokazać jej, jak bardzo ją kocham. Potrzebowałem jej miłości i przebaczenia, a ona mi je dała. Ku mojemu przerażeniu, kawałkiem papieru spod bransoletki, był ręcznie napisany list, który jej podarowałem. Moja klatka piersiowa powoli się rozpruwa i cała jej zawartość upada na podłogę, kiedy zaczynam go czytać. Wspomnienia zalewają mój umysł; ten pierwszy raz kiedy wyznałem jej swoją miłość, a następnie to wycofałem; randka z blondynką, która miała mi zastąpić Tessę; to uczucie, kiedy zobaczyłem ją w korytarzu po przeczytaniu tego listu. Kontynuuję śledzenie wzrokiem kartki.
'Kochasz mnie, a nie powinnaś, właśnie dlatego cię potrzebuję. Zawsze cię potrzebowałem i zawsze będę. Kiedy mnie zostawiłaś w ubiegłym tygodniu, prawie mnie to zabiło, byłem kompletnie zagubiony. Jestem kompletnie zgubiony bez ciebie. Poszedłem wtedy na randkę, nie zamierzałem ci o tym mówić, ale nie mogę ryzykować tego, że znów cię stracę'
Moje palce drżą, ledwo trzymam ten kruchy papier, ale staram się wytrzymać, aż nie skończę czytać.
'Wiem, że jesteś lepsza ode mnie. Nie jestem romantykiem, nie napiszę ci wiersza, ani nie zaśpiewam ci piosenki, nie jestem nawet miły. Nie mogę ci obiecać, że cię znów nie zranię, ale mogę ci przysiąc, że będę cię kochał, aż do dnia mojej śmierci. Jestem okropny i nie zasługuję na ciebie, ale mam nadzieje, że pozwolisz mi przywrócić twoją wiarę we mnie. Przepraszam za cały ból, który ci przysporzyłem i wiedz, że zrozumiem, jeśli nie potrafisz mi wybaczyć'
Mimo wszystko i tak mi wybaczyła, ona zawsze przebaczała mi moje krzywdy, ale nie tym razem. Miałem przywrócić jej wiarę we mnie, ale zamiast tego w kółko ją ranię. Moje ręce szybko rozdzierają papier na kawałki, które opadają na betonową podłogę i wirują wokół siebie, dopóki nie powstaje z tego stosik.
Jak mogłem zniszczyć ten list? Wiem, ile ta gówniana kartka papieru dla niej znaczyła, a ja bez skrupułów zamieniłem ją w nicość.
- Nie! Nie, nie, nie! - rzucam się na ziemię i rozpaczliwie próbuję pozbierać kawałki, by poskładać papier w całość. Jest ich za dużo, żadny z nich nie tworzy wyraźnych wersów, więc upuszczam je ponownie na podłogę. Tak samo musiała się czuć, kiedy próbowała mnie naprawić. Kopię moim butem cały stos papierów, po czym zbieram je ponownie, kładę na biurko i przykrywam książką, by nic nie mogło ich zdmuchnąć. Tą książką jest oczywiście 'Duma i Uprzedzenie', bo jakżeby inaczej.
Kładę się na łóżko i czekam na kliknięcie w drzwiach, które sygnalizowałoby jej powrót, lecz to nigdy nie nadchodzi.

Tessa's POV:

- Wszystko u mnie w porządku. Ja po prostu... Harry... on wyjechał ze swoim ojcem i zamknął mnie od zewnątrz, więc muszę się gdzieś zatrzymać, dopóki nie wróci w poniedziałek do domu - kłamię Steph. Nie chcę nikogo informować o moich problemach w związku, zwłaszcza teraz, kiedy nie miałam jeszcze szansę, by sobie to wszystko przetworzyć. To jest oczywiste, czemu zadzwoniłam do Steph, Liam jest zbyt blisko sytuacji i nie chcę mieć z nim ponownie problemów. Nie miałam innej opcji, to się dzieje, kiedy twój jedyny przyjaciel jest przybranym bratem twojego chłopaka. Cóż, byłego chłopaka...
- Dobra, chodź. Dalej mieszkam w tym samym pokoju, co wcześniej. Będziesz się czuła jak za starych, dobrych czasów - mówi, a ja staram się zaśmiać.
Super. Stare, dobre czasy.
- Miałam się później spotkać z Tristanem w centrum handlowym, ale może przyjść tutaj, albo do nas dołączysz. To zależy od ciebie.
- Mam mnóstwo rzeczy do przygotowania w związku z moim wyjazdem do Seattle, więc po prostu zostanę w pokoju.
- Mam nadzieję, że jesteś gotowa na jutrzejszą imprezę!
- Imprezę? - pytam. O tak, impreza. Byłam tak bardzo wszystkim zajęta, że zapomniałam o imprezie pożegnalnej organizowanej przez Steph. Jestem pewna, że i tak urządzą ją, niezależnie od tego, czy się na niej pojawię, ale Steph naprawdę chce, bym na nią poszła. Harry nie chciał iść, od razu odrzucił ten pomysł, ale nie ma go tutaj, a ja nie chcę odmawiać Steph, tym bardziej, że zgodziła się mnie przenocować przez weekend.
- Ten ostatni raz, proszę! Wiem, że Harry pewnie się nie zgodzi, ale...
- Harry nie decyduje o tym, co mi wolno - przypominam jej, na co się śmieje.
- Wiem! Chciałam tylko powiedzieć, że pewnie już więcej się nie zobaczymy. Ja się przeprowadzam i ty też - skomli.
- Pomyślę o tym. Jestem teraz w drodze - mówię jej. Jeżdżę w kółko, zanim podejmuję się dwudziestominutowej drogi na kampus, do pokoju Steph, by zostać tam na noc. Muszę się upewnić, że będę w stanie być na tyle silna, by się przy niej nie rozkleić. Nie płacz. Nie płacz. Przygryzam środek policzka, by powstrzymać się od złamania mojego postanowienia. Na szczęście jestem tak przyzwyczajona do bólu, że teraz praktycznie go nie odczuwam.
Kiedy dochodzę do pokoju Steph, właśnie się ubiera. Ma na sobie czerwoną sukienkę i czarne pończochy, kiedy otwiera drzwi z uśmiechem.
- Tak za tobą tęskniłam - przyciąga mnie do uścisku, a ja prawię tracę swoją emocjonalną stabilność.
- Też za tobą tęskniłam, minęło tyle czasu - uśmiecham się, na co przytakuje. Czuję się, jakby minęły lata od naszego spotkania w studiu tatuażu, a nie tydzień.
- Myślę, że tak tylko nam się wydaje - łapie parę butów do kolan ze swojej szafy i usadawia się na łóżku. - Nie powinnam za długo tam siedzieć, czuj się jak u siebie w domu i w żadnym wypadku nic nie sprzątaj - mówi, kiedy skanuję oczami cały bałagan w pokoju.
- Nie mam zamiaru - kłamię.
- Nic się nie zmieniłaś. I taka już pewnie zostaniesz - śmieje się, a ja staram się u siebie wymusić to samo. Nie wychodzi mi i wydaję jakiś szmer pomiędzy parsknięciem a kaszlem, ale Steph dalej tego nie ciągnie.
- Tak przy okazji, już poinformowałam wszystkich, że będziesz na imprezie - dodaje, kiedy wychodzi z pokoju. Otwieram buzię, by zaprotestować, ale już jej nie ma w pomieszczeniu.
Ten pokój przywraca wiele wspomnień. Nienawidzę go, ale też kocham w tym samym czasie. Moja stara część pokoju nadal jest pusta, oprócz łóżka, gdzie umieściła ciuchy i torby na zakupy. Przebiegam palcem po oparciu, wspominając czasy, kiedy Harry po raz pierwszy spał ze mną w tym małym łóżku.
Nie mogę się doczekać, kiedy odejdę z tego kampusu, całego miasta i ludzi mieszkających tu. Miałam złamane serce już pierwszego dnia mojego pobytu i żałuję, że w ogóle tu przyjechałam.
Nawet tutejsze ściany przypominają mi o Harrym i dniu, w którym porozrzucał moje notatki, przez co chciałam go spoliczkować, ale potem przywarł mnie do ściany i mocno pocałował. Moje place dotykają moich ust, obrysowują kształt i drżę na samą myśl, że już nigdy go nie pocałuję.
Nie sądzę, bym mogła zostać na noc. Mój umysł będzie mnie przez cały czas katować wspomnieniami, które będą mi się przewijać przez oczy. Muszę znaleźć jakieś zajęcie, by się od tego odciągnąć, więc wyjmuję swojego laptopa i szukam miejsce zamieszkania w Seattle. Tak jak podejrzewałam - to przegrana sprawa. Jedyny apartament, jaki znajduję mieści się trzydzieści minut drogi od nowego biura Vance'a i jest lekko ponad mój budżet, jednakże nie zmienia to faktu, że zapisuję numer właściciela. Po kolejnej godzinie poszukiwań, chowam swoją dumę do kieszeni i wybieram numer Kimberly. Nie chciałam jej pytać, czy mogłabym przez chwilę u nich pomieszkać, ale Harry nie dał mi wyboru. Jak to Kimberly, radośnie mnie zapewnia, że będzie zachwycona, jeśli zostanę w ich nowym apartamencie w Seattle. Dodaje, że jest nawet większy, niż ten tutaj.
Obiecuję jej, że nie zostanę dłużej niż dwa tygodnie, mając nadzieję, że to wystarczający czas, by znaleźć sobie jakiś apartament, który bez problemu utrzymam. Prawie zapomniałam o wcześniejszym bałaganie i o tym, jak ktoś wszedł do domu pod naszą nieobecność. Chciałabym myśleć, że to nie mój ojciec, ale nie wiem czy w to wierzę. Jeśli tak było i nic nie ukradł, to może po prostu potrzebował noclegu, bo nie miał się gdzie podziać. Mam tylko nadzieję, że Harry nie próbował go znaleźć i o coś oskarżać. Zapewne powinnam go poszukać, ale boję się przebywać w tamtej części miasta bez Harry'ego.
Będziesz musiała się do tego przyzwyczaić, szydzi ze mnie moja podświadomość, na co wywracam oczami. Nie może mi chociaż raz dać spokój?
Budzę się, kiedy Steph wtacza się do pokoju koło północy. Potyka się o własne nogi, a następnie opada na łóżko.
- Nie zapomnij o jutrzejszej imprezie - mamrocze i prawie natychmiast zasypia. Podchodzę do niej i ściągam z niej buty, a kiedy zaczyna chrapać, cicho dziękuję jej za bycie dobrym przyjacielem i za nocleg.
Jęczy coś niezrozumiale i mamrocze, po czym przewraca się na drugi bok i zaczyna ponownie chrapać.
Przez cały dzień leżę na łóżku i czytam. Nie chcę nigdzie iść, z nikim rozmawiać, a zwłaszcza nie chcę natrafić na Harry'ego, chociaż nie sądzę, by się to wydarzyło.  Nie ma powodu, by być tutaj w pobliżu, ale jestem paranoikiem i mam złamane serce, więc nie chcę ryzykować.
Steph obudziła się dopiero o czwartej popołudniu.
- Zamawiam pizzę, też chcesz? - pyta, usuwając eyeliner z zeszłej nocy.
- Tak, poproszę - burczy mi w brzuchu, a ja przypominam sobie, że nic dzisiaj nie jadłam.
Steph i ja spędzamy kolejne dwie godziny na rozmowie o nadchodzącej przeprowadzce dziewczyny do Luizjany i o tym, jak rodzice Tristana są niezadowoleni, że zmienia szkołę ze względu na nią.
- Jestem pewna, że zmienią zdanie. Przecież ciebie lubili, prawda? - pytam.
- Tak jakby. Ale jego rodzina ma obsesje na punkcie WSU oraz nad czymś, co się nazywa tradycją, bla, bla, bla - wywraca oczami, a ja wybucham śmiechem, nie chcąc jej poprawiać i wyjaśniać, jak bardzo tradycja jest ważna dla niektórych rodzin.
- Masz co założyć na imprezę? Czy chcesz coś ode mnie pożyczyć, jak za starych, dobrych czasów? - uśmiecha się łobuzersko, a ja kręcę głową.
- Nie wierzę, że w ogóle pozwoliłam na imprezę, po tym jak... - prawie wspominam o Harrym, ale w porę się powstrzymuję - ...po tym jak zmuszałaś mnie do chodzenia na nie w przeszłości.
- To już ostatni raz, przecież wiesz, że nie znajdziesz takich fajnych ludzi do imprez na kampusie w Seattle - trzepocze swoimi długimi, sztucznymi rzęsami, a ja jęczę.
- Pamiętam, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłam. Otworzyłam drzwi do tego pokoju i prawie dostałam zawału. Bez obrazy - uśmiecham się, a ona odpowiada tym samym. - Powiedziałaś, że tutaj są bardzo huczne imprezy, a moja mama prawie zemdlała. Chciała mnie przenieść do innego pokoju, ale się nie zgodziłam.
- Dobrze, że tego nie zrobiłaś. Nie poznałabyś wtedy Harry'ego - uśmiecha się i nawet się na mnie nie patrzy.
Przez chwilę rozmyślam nad tym, co by się stało, gdybym zmieniła pokój i więcej go nie zobaczyła. Pomimo wszystkich wydarzeń, nie zamieniłabym tego na nic innego.
- Dosyć wspominek, chodźmy się przygotować na imprezę! - krzyczy, klaszcząc w ręce przed moją twarzą, po czym łapie mnie za rękę i wyciąga z łóżka

***

- Teraz sobie przypominam, dlaczego nienawidziłam tych pryszniców - jęczę, podczas wycierania włosów ręcznikiem.
- Nie są takie złe - Steph się śmieje, a ja wywracam oczami, myśląc o prysznicu w apartamencie. Każda mała rzecz przypomina mi o Harrym i robię co w mojej mocy, by utrzymać fałszywy uśmiech na twarzy, podczas, gdy w środku płonę z rozpaczy.
Nakładam makijaż i kręcę włosy, po czym Steph pomaga mi zapiąć suwak od sukienki. Jest to żółto-czarna kreacja, którą kupiłam jakiś czas temu i perfekcyjnie nadaje się na tę imprezę. Jedyna rzecz, która mnie podtrzymuje, by stabilnie stać i się uśmiechać, to fakt, że mogę się dobrze bawić i zapomnieć o moim bólu.
Tristan przyjeżdża po nas chwilę po ósmej. Steph odmawia mi samodzielnej jazdy, bo zaplanowała, że będę pić do momentu, kiedy nie utrzymam się na własnych nogach. Myślę, że jest to dobry pomysł. Jeśli się upiję, nie będę mieć przed oczami uśmiechu Harry'ego, ani jego grymasów. Nie mogę nic na to poradzić, ale widzę jego twarz przed sobą, nawet jeśli mam zamknięte oczy.
- Gdzie się dzisiaj podziewa Harry? - pyta Niall z miejsca pasażera, a ja przez chwilę dostaję ataku paniki.
- Wyjechał ze swoim ojcem i wróci jutro - kłamię.
- Oboje wyjeżdżacie do Seattle, prawda? - pyta.
- Taki jest plan - czuję jak pocą mi się dłonię. Nie znoszę kłamać i źle mi z tym.
- Życzę wam powodzenia, mam nadzieję, że jeszcze go zobaczę przed waszym wyjazdem - Niall odwraca się do mnie i słodko uśmiecha.
- Dziękuję, wyślę wiadomość do Harry'ego - wewnętrzny ból się wzmaga.
Kiedy dojeżdżamy do domu bractwa, zaczynam automatycznie żałować decyzji przyjechania tu. Wiedziałam, że to będzie zły pomysł, ale nie mogę myśleć jasno i muszę się trochę rozluźnić. Jestem świadoma tego, że nie jest to dobry sposób, ponieważ to miejsce przypomina mi o tym, co przeszliśmy, a następnie, co straciliśmy.
To bardzo śmieszne, za każdym razem żałuję przyjechania tu, ale zawsze tu wracam, nawet pod długim okresie czasu.
- Przedstawienie czas zacząć - Steph łapie mnie pod ramię i wysyła dziki uśmiech. Przez moment jej oczy się rozjaśniają i czuję, że kryje się coś więcej za doborem jej słów.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: Polub polski, oficjalny fanpage serii After! Pierwszy tom na polskich półkach już pod koniec stycznia. Więcej informacji o książce i kolejnych częściach znajdziesz na: www.facebook.com/seriaAfter :) Zapraszam!