sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 223.

Soundtrack do rozdziału:

• Taylor Swift - Red
• Daughter - Kisses
• Bastille - Flaws


Tessa's POV:

- Temperatura spadła o przynajmniej dziesięć stopni - mówi Robert, kiedy otwiera drzwi wejściowe restauracji. Zimne powietrze omiata mnie i owijam się ramionami, by się rozgrzać. - Nie mam żadnej kurtki do zaoferowania, bo nie sądziłem, że będzie aż tak zimno. Mógłbym ciebie chociaż podrzucić do domu, ale piłem. Jak widać, tej nocy kiepski ze mnie dżentelmen.
- Jest w porządku, serio - uśmiecham się. - Jestem pijana, więc jest mi ciepło, co nie ma najmniejszego sensu - chichoczę i podążam za nim przez restaurację. - Aczkolwiek sądzę, iż powinnam nosić inne buty.
- Może chcesz się zamienić? - żartuje. Lekko ściskam jego ramię, na co się rumieni chyba z setny raz podczas tego wieczoru.
- Twoje wyglądają na bardziej komfortowe niż te, które nosi Harry. Jego buty są ciężkie i zawsze zostawia je pod drzwiami, więc... nieważne - kręcę głową w różne strony, by skutecznie pozbyć się tematu Harry'ego i jego butów.
- Wolę ten styl, bo jestem chłopakiem, który interesuje się sportem.
- Ja też, ale chłopakiem nie jestem - śmieję się. Moja głowa wręcz pływa w winie, a usta pozwalają mówić każdą myśl, jaka przyjdzie mi do głowy, niezależnie od tego, czy jest niedorzeczna. - Jak dojdę do domków letniskowych?
-  A o jakie chodzi ci konkretnie? W tym mieście jest ich pełno - przytrzymuje mnie, kiedy prawie potykam się o krawężnik.
- Uhm, jest to ulica z małą tabliczką, potem są trzy albo cztery domki, następnie kolejna uliczka - próbuję odtworzyć drogę, jaką jechałam do restauracji, ale nie ma to najmniejszego sensu.
- Za dużo mi to nie mówi... - śmieje się - ale możemy się przejść i go poszukać, dobrze?
- Okej, ale jeśli nie znajdziemy go w dwadzieścia minut, idę do hotelu - jęczę, bojąc się spaceru i wybitnej dyskusji z Harrym, która na mnie czeka po powrocie. Chodzi mi o totalną i  wykańczającą awanturę z jego strony. Zwłaszcza, kiedy się dowie, że piłam z Robertem.
- Czy denerwują cię osoby, którą mówią ci co masz robić? - zwracam się do niego, kiedy idziemy przez ciemne ulice.
- Jeszcze nie miałem takiej sytuacji, ale z pewnością by mnie wkurzały.
- Jesteś szczęściarzem. Wiem jak to jest, kiedy ktoś dyktuje ci co masz robić, gdzie  pójść, z kim rozmawiać, gdzie mieszkać. To strasznie działa mi na nerwy.
- Wiem, o co ci chodzi.
- Chce coś z tym zrobić, ale jestem bezradna.
- Może Seattle ci w tym pomoże.
- Może... Chciałabym coś zrobić, uciec czy na kogoś nakrzyczeć
- Nakrzyczeć? - śmieje się i zatrzymuje, by zasznurować swoje buty. Przystopuję parę metrów przed nim i przyglądam się otoczeniu. Teraz w mojej głowie jest natłok myśli z ewentualnym potencjalnym i lekkomyślnym zachowaniem, którego nie mogę powstrzymać.
- Tak, w szczególności na pewną osobę - twarz Harry'ego przewija mi się przez głowę.
- Powinnaś rozegrać to wolniej. Wiem, że takie wyładowanie złości jest dobre i w ogóle, ale może lepiej zacząć od czegoś lżejszego? - mówi. Zajmuje mi to chwilę, by zrozumieć, że mi docina, ale i tak widzę w tym coś humorystycznego.
- Mam na myśli, w tej chwili chcę zrobić coś... szalonego - umieszczam górna wargę między zębami, głębiej rozmyślając nad tym pomysłem.
- To przez to wino, jest mocne i wypiłaś dosyć dużą dawkę w krótkim czasie - nie mogę się powstrzymać i oboje wybuchamy śmiechem. Jedyną rzeczą, która przywraca mnie do normalności, są małe lampiony w stylu jakieś restauracji wiszące z małego budynku.
- To nasz bar - Robert mnie informuje. - Jedyny w mieście.
- Jest bardzo mały!
- Tak, ale chociaż jest tam zabawa. Barmanki tańczą na barze i w ogóle.
- Jak w filmie 'Wygrane Marzenia'?
- Tak, ale te kobiety są po czterdziestce i mają na sobie więcej ubrań - jego uśmiech się rozjaśnia.
- Powinniśmy wejść do środka i zobaczyć to na własne oczy! - łapię go za rękaw koszuli i wręcz ciągnę w stronę baru.

Harry's POV:

- Nie, jeśli powiedziałem, że jeden, to miałem na myśli jednego drinka - wywracam oczami i bawię się lodem w mojej pustej szklance.
- Skoro tak mówisz - macha w stronę barmana i zamawia dwa dodatkowe drinki.
- Mówiłem, że nie...
- Kto powiedział, że są one dla ciebie? - przerywa mi.
- Więc życzę miłej zabawy, idę po Tessę - wstaję z barowego stołku, a ona łapie mnie za koszulkę. Ponownie. - Nie dotykaj mnie.
- Przestań być chujem, chciałam tylko powiedzieć, byś pozwolił mi dokończyć te drinki. Czy ty w ogóle wiesz, co chcesz jej powiedzieć albo, w jaki sposób chcesz tam trafić w tych egipskich ciemnościach?
- Nie - ponownie siadam. Nawet nie pomyślałem o tym, co zamierzam powiedzieć. Nie muszę mówić nic oprócz tego, że idziemy. - A co ty byś powiedziała? - ośmielam się zapytać.
- Gdyby to była Lillian? Po pierwsze: żeby nie siedziała w restauracji z jakąś inną dziewczyną... lub chłopakiem. Spaliłabym to miejsce do cna.
- Wcześniej poradziłaś, żebym przyszedł tutaj na jednego drinka, zanim pójdę po Tessę.
- Nie powiedziałam, że mój sposób będzie dobry, po prostu to zaproponowałam - wzrusza ramionami.
- To jest pomylone. Ty jesteś pomylona. Wynoszę się stąd.
Przyprawiająca o ból głowy muzyka country stopniowo zaczyna grać głośniej i głośniej, podczas gdy jestem w drodze do drzwi wyjściowych. Wiem co to oznacza. Nie powinienem tutaj przychodzić, tylko od razu iść po Tessę. Ludzie wewnątrz baru zaczynają dopingować, kiedy dwie kobiety w średnim wieku zaczynają wspinać się na bar. To jest cholernie niezręczne, zabawne i zarówno dziwne.
- Ominie cię całe przedstawienie - rechocze Riley ze swojego miejsca.
- Widziałem je dwa razy, odkąd tutaj przyjechałem. Uwierz, nie ma czego żałować... - moje usta się wysuszają, a krew zaczyna natychmiast wrzeć, kiedy Tessa gramoli się przez wejście małego baru. Wraz z nim.
Wracam z powrotem do baru i podchodzę do Riley. 
- Ona tu jest, w jego towarzystwie. To ona - prycham.
- Jasna cholera, jaka gorąca - gapi się na nią, a ja wraz z Riley.
- Przestań. Nie patrz się tak.
- Lillian mówiła, że jest ładna, ale kurwa, spójrz na jej cy...
- Lepiej tego nie kończ - spoglądam na Tessę. Jest cholernie gorąca, zdaję sobie z tego sprawę, a co najważniejsze jest pijana i śmieje się, kiedy przechodzi między stolikami. Wybiera ten najbliżej łazienki, a następnie zajmuje miejsce. - Idę tam - oznajmiam Riley.
Nie mam bladego pojęcia, czemu cokolwiek jej powiedziałem, ale pewna część mnie chciałby wiedzieć, co zrobiłaby na moim miejscu. Wiem, że Tessa jest na mnie zła przez całą listę rzeczy, które zrobiłem, i z pewnością nie chcę już nic do tego dokładać. Ale nie ma żadnej podstawy, by być na mnie wkurzona, skoro sama spotyka się z tym frajerskim kelnerem z kolacji, i teraz przychodzi tu pijana i rozbawiona. Wraz z nim.
- Czemu po prostu nie poczekasz... Poobserwuj ją troszkę - sugeruje.
- Co za beznadziejny pomysł, czemu mam oglądać jej spotkanie z tym palantem? Jest moja i...
- Czy ona nie wpada w szał, gdy nazywasz ją swoją własnością? - oczy Riley buzują ciekawością.
- Nie, ona to lubi, tak myślę - powiedziała mi to kiedyś, kiedy jęczała pode mną z rozkoszy.
'Twoja Harry, tylko twoja' - jęczała do mojej szyi, kiedy przesuwałem się wzdłuż jej ud, by głębiej do niej dotrzeć.
- Lillian jest zawsze wściekła, kiedy jej tak mówię. Sądzi, że odbieram ją jako swoją własność lub coś w tym stylu - Riley mówi obok mnie, ale wszystko na czym mogę się skupić to Tessa. Ten sposób, w jaki przegarnia swoje długie włosy na jedno ramię. Moja złość rośnie, a irytacja się wzmaga, przez to, że mnie nie dostrzega. Jak ona może nie wiedzieć, że tutaj jestem? Zawsze wiem, kiedy wchodzi do pomieszczenia, bo czuję zmianę powietrza, albo jakieś inne gówno. Jest zbyt zajęta rozmową z nim. Pewnie jej wyjaśnia jak poprawnie wlać wodę do szklanki.
- Tessa jest moja i nie obchodzą mnie jej gadki na temat 'własności'.
- Mówisz jak prawdziwy dupek - odzywa się, spoglądając kątem oka na Tessę. - Musisz iść na kompromis. Jeśli jest choć trochę podobna do Lillian, wykończy się tym i to będzie koniec z twoim ultimatum.
- Że co? - odrywam od niej wzrok, co jest prawdziwą torturą.
- Lillian była wykończona moim zachowaniem, więc mnie zostawiła. Ona - unosi swoją szklankę w stronę Tessy - zrobi to samo, jeśli czasem nie wysłuchasz jej potrzeb.
- Nic nie wiesz na temat naszego związku, więc tego nie pojmujesz - ponownie spoglądam na Tessę, która siedzi sama i bawi się samotnym pasmem włosów. Rozglądam się wokół, by odnaleźć wzrokiem tamtego kelnera, który stoi teraz na końcu baru. Nerwy trochę mi puszczają, kiedy zauważam dzielący ich dystans. Zauważam, że porusza ramionami w rytm muzyki.
- Nie muszę znać szczegółów, spędziłam z tobą... prawię godzinę. Wiem, że jesteś kretynem, a ona potrzebuje... - kontynuuje, kiedy otwieram buzię, by ją wyzwać. - Lillian jest taka sama, więc nie pozwól, by była na ciebie ciągle zła. Ona ma swoje potrzeby i ty to wiesz. Ale czy ty wiesz, czego potrzebuje dziewczyna? Oprócz częstego seksu oczywiście - jej uśmiech jest nikczemny.
- Do rzeczy - wywracam oczami i znowu spoglądam na Tessę. Jej policzki są czerwone, a oczy rozszerzone z rozbawienia, kiedy kobieta zaczyna tańczyć na barze naprzeciwko nas. Może mnie zobaczyć w każdej chwili.
- Największą częścią jest to, że potrzebują nas, nie w ten sposób, w jaki oczekujesz. Tak naprawdę chcą, byśmy ich wspierali. Lillian robiła wszystko, co w swojej mocy, by uratować mi tyłek i cokolwiek ona uczyniła, i tak jej potrzeby nie zostały spełnione. Mam na myśli,  że przeoczyłam jej urodziny i nic jej nie podarowałam. Myślałam, że było okej, ponieważ byłam koło niej i czasami mówiłam jej 'kocham cię', ale to nie było wystarczające.
- Ale ona jest z tobą teraz, prawda? - niepożądany dreszcz rozprzestrzenia się u dołu kręgosłupa.
- Tak, ale tylko dlatego, że pokazałam jej, że może na mnie polegać i nie jestem tą samą suką, którą byłam na początku - patrzy na Tessę, a potem z powrotem na mnie. - Wiesz co te wszystkie głupie dziewczyny publikują w internecie? Mam na myśli, że jak coś zrobisz... albo czegoś nie zrobisz... kurwa. Nie pamiętam, ale jest tam coś o tym jak najlepiej traktować dziewczynę i wiele więcej.
- Nie traktuję jej źle - przynajmniej do tego czasu.
- Stary, tylko mówię. Spójrz, nie jestem święta. Nadal nie traktuję Lillian, tak jak powinnam, ale to moja sprawa. Jesteś skończonym idiotą, jeśli siedząc tutaj myślisz, że nie traktujesz jej jak gówno. Gdyby tak nie było, ona by nie siedziała z dupkiem, który zachowuje się inaczej niż ty, i muszę przyznać, że jest ładny.
Nie mam nawet odpowiedniego argumentu, w większej części ma racje. Nie traktuję jej źle przez cały czas, tylko wtedy, kiedy sprawi, że jestem na nią wkurzony. Jak teraz. I wcześniej.
- Patrzy się tutaj - oznajmia Riley, a moja krew zamarza. Odwracam głowę najwolniej jak to możliwe, by na nią spojrzeć.
Jej oczy są skupione na mnie, płoną i mogę przyrzec, że widzę w nich krztę złości, kiedy patrzy na Riley, a potem  z powrotem na mnie. W ogóle się nie rusza, nawet nie mruga. Jej wzrok szybko tłumi zaskoczenie, a ja odwracam się ponownie od tych morderczych spojrzeń skierowanych w moją stronę i Riley.
- Jest wkurzona - śmieje się i ledwo się powstrzymuję, by nie wylać na nią drinka.
- Zamknij się - chwytam wolny napój naprzeciw Riley i idę w stronę Tessy.
Ten kelner nadal stoi w kolejce do baru, kiedy dochodzę do Tessy. 
- Wow, nigdy się nie spodziewałam, że znajdę ciebie w barze pijącego z inną dziewczyną. Jaka niespodzianka - mówi z sarkastycznym uśmiechem.
Co do cholery?
- Czemu tutaj przyszłaś? - pytam się, podchodząc do niej bliżej. Odsuwa się jeszcze bardziej.
- A ty?
- Tessa - ostrzegam, na co wywraca oczami.
- Nie dzisiaj, Harry, to się nie wydarzy - wstaje z krzesła i obciąga w dół sukienkę.
- Nie odchodź ode mnie - mój ton głosu brzmi jak komenda, ale to tak naprawdę prośba.
Łapię ją za ramię, ale się odsuwa. 
- Czemu nie? Zawsze mi to robisz. Oboje jesteśmy tutaj z innymi ludźmi - spogląda ponownie na Riley.
- Co? - podążam za jej wzrokiem i trafiam na dziewczynę. - Kurwa, to nie tak, to dziewczyna Lillian - jej ramiona wyraźnie się rozluźniają.
- Aha - patrzy w moje oczy i przygryza wargę zębami.
- Musimy się stąd wynosić.
- To idź.
- Ty i ja - wyjaśniam.
- Nigdzie się wybieram, nigdy się tak dobrze nie bawiłam, odkąd tu przyjechaliśmy, a ty zawsze zabierasz mi całą frajdę. Jesteś jak policjant dobrej zabawy - śmieje się i kontynuuje - Taki właśnie jesteś. Jesteś jak strażnik stypy. Powinnam ci kupić jakąś odznakę, by każdy wokół wiedział, że psujesz zabawy - mamrocze, po czym wpada w chichot. Jezu, ona jest kompletnie pijana.
- Ile wypiłaś? - krzyczę do niej przez tę ogłuszającą muzykę.
- Nie wiem - wzrusza ramionami. - Daj mi to - wyrywa szklankę z mojej ręki, zanim jeszcze mogę zareagować i z powrotem siada na swoje miejsce.
- Nie powinnaś już pić. Jesteś kompletnie nawalona.
- Nie jestem - wysuwa wargę jak dziecko, po czym chichocze. Tessa przykłada naczynie do ust i bierze dużego łyka trunku. Szklanka jest do połowy pusta w mniej niż minutę.
- Będziesz ci niedobrze.
- Bla, bla, bla - drwi i macha głową w różne strony z każdym kolejnym słowem. - Znasz Roberta, prawda? - mały uśmieszek uwidacznia się na jej twarzy.
Ten dupek stoi teraz obok mnie z drinkami w obu rękach. 
- Miło cię znowu widzieć - w połowie się uśmiecha, jego oczy są przekrwawione. Także jest pijany. Wykorzystał już ją? Pocałował?
Jego ojciec jest szeryfem.
Jego ojciec jest szeryfem.
Jego ojciec jest szeryfem.
Tylko raz...
Jego ojciec jest pieprzonym szeryfem tego zadupia.
- Idziemy - spoglądam z powrotem na Tessę, na co wywraca oczami. Zapomniałem jaka odważna potrafi być, kiedy alkohol krąży jej w żyłach.
- Nie idę - mówi zadziornym tonem, a on siada na krześle obok niej. - Nie masz przypadkiem swojego towarzysza? - drwi ze mnie.
- Nie mam, idziemy do domu - ledwo kontroluję mój temperament. Gdyby to była inna noc, rozwaliłbym jego głowę o stół.
- Ten domek nie jest moim prawdziwym domem. Jesteśmy parę godzin drogi od niego - kończy pić drinka, którego mi zwędziła. - I od poniedziałku i tak nie mam gdzie mieszkać, a to wszystko dzięki tobie - przypomina mi.

Tessa's POV:

- Porozmawiamy o tym później, idziemy - nalega. Jego nozdrza się rozszerzają, co świadczy o tym, że ledwie kontroluje swój gniew.
- Nigdzie nie idę, chce się zabawić - spoglądam na Roberta. Wygląda niekomfortowo w tej sytuacji, ale przynajmniej nie jest zastraszany przez Harry'ego.
- Jeśli celowo próbujesz mnie wkurzyć, to wiedz, że to działa.
- Nie mam takiego zamiaru, po prostu nie chcę stąd iść. Chcę się napić, poczuć się młoda i dobrze się bawić - mówię, kiedy muzyka się wycisza. Każdy odwraca się w moją stronę, a ja nie jestem pewna, co mam zrobić z taka druzgocącą uwagą, więc niezręcznie macham ręką w powietrzu. Robert się śmieje, a Harry patrzy spode łba.
- Tobie już wystarczy picia - mówi, przypatrując się do połowy pustej szklance, którą Robert dla mnie przyniósł.
- Gdybyś jeszcze nie wiedział - jestem dorosła - odpowiada dziecinnym głosem.
- Cholera, Tessa.
- Może powinienem pójść - Robert wstaje z krzesła.
- Oczywiście - Harry mówi w tym samym czasie, kiedy ja mówię 'nie'.
Jestem zadowolona ze spędzania czasu z Robertem, tak samo jak wiem, że Harry będzie tutaj stać przez cały czas i prawić niegrzeczne uwagi wraz z grożeniem mu i próbowaniem wielu innych sposobów, by się go pozbyć. Lepiej, żeby poszedł.
- Przepraszam, to ja pójdę, a ty możesz tutaj zostać - mówię do Roberta.
Potrząsa przecząco głową. 
- Nie przejmuj się tym. I tak miałem długi dzień - Robert jest taki spokojny i wszystko łatwo mu przychodzi. To orzeźwiające.
- Przejdę się jeszcze z tobą - mówię mu. Nie jestem pewna, czy jeszcze kiedykolwiek go zobaczę, a przecież był dzisiaj dla mnie taki dobry.
- Nie, nigdzie nie idziesz - Harry wcina się w rozmowę, ale ignoruję go i podążam wraz z Robertem do wyjścia z małego baru. Kiedy się odwracam, dostrzegam Harry'ego opartego na krześle z zamkniętymi oczyma. Mam nadzieję, że przy głębokich oddechach trochę się uspokoi, bo nie mam nastroju na awanturę z nim.
- Naprawdę cię przepraszam. Nie wiedziałam, że tutaj przyjdzie. Chciałam tylko, byśmy miło spędzili czas - mówię mu od razu, kiedy wychodzimy na zewnątrz.
- Pamiętasz, kiedy powiedziałem ci, żebyś przestała mnie za wszystko przepraszać? - uśmiecha się. Sięga do kieszeni, po czym wyjmuje mały notesik i długopis. - Nie oczekuję niczego, ale jeśli pewnego dnia będzie ci nudno albo samotnie w Seattle możesz do mnie zadzwonić. Albo i nie, zrobisz co zechcesz - kopie kamyk na chodniku.
- Okej - nie mogę składać mu obietnic, których nie mogę dotrzymać, więc po prostu się uśmiecham i umieszczam kawałek papieru w kieszeni sukienki. - Przepraszam - piszczę, gdy uświadamiam sobie, że właściwie tylko wykorzystałam go jako osobę do wysłuchiwania czyiś problemów.
- Przestań przepraszać. A tym bardziej przez to - śmieje się. - Cóż, lepiej pójdę. Miło było cię poznać, może zobaczymy się kiedyś ponownie?
Przytakuję i uśmiecham się, kiedy idzie wzdłuż chodnika.
- Jest zimno na zewnątrz - głos Harry'ego mnie zaskakuje.
Prycham na niego i wracam z powrotem do tego baru. Stolik, przy którym siedziałam poprzednio, jest teraz zajęty przez pewnego łysego mężczyznę i jego kufel piwa.
- Chodźmy stąd, proszę - Harry stoi za mną. Znowu.
- Mogę mieć chociaż dwa metry przestrzeni osobistej? Nie chcę być teraz w twoim towarzystwie. Zbyt dużo zawistnych rzeczy mi powiedziałeś - przypominam mu.
- Wiesz, że nie miałem tego na myśli - broni się, próbując wyłapać ze mną kontakt wzrokowy. Na marne.
- To nie oznacza, że można tak mówić - spoglądam na te dwie kobiety na barze, które były wcześniej obserwowane przeze mnie i Harry'ego. - Nie chcę z tobą teraz o tym rozmawiać. Miałam miły wieczór, a ty tego nie zepsujesz.
- Nie chcesz mnie tutaj? - jego oczy święcą bólem, a ja się wycofuję.
- Nie powiedziałam tego, ale jeśli chcesz mi ponownie gadać, że mnie nie kochasz i traktujesz mnie jako zabawkę do seksu, to możesz stąd iść. Albo ja pójdę - ze wszystkich sił próbuję utrzymać mój szampański, rozbawiony nastrój zamiast się załamywać i pozwolić, by ból i frustracja wyszły na wierzch.
- To ty jesteś osobą, która zaczęła cały ten syf, przychodząc tutaj z nim pijana i jeszcze... - zaczyna.
- Chodźmy - wzdycham. Harry jest królem podwójnych standardów. Jego towarzyszka właśnie do nas podchodzi.
- Jezu, moglibyście się zamknąć. Jesteśmy w miejscu publicznym - piękna dziewczyna, z którą Harry siedział, przerywa nam.
- Nie teraz - Harry naskakuje na nią.
- Chodź, zajmijmy miejsce przy barze - mówi, kompletnie go ignorując.
- Jestem jeszcze za młoda - informuję ją. Picie drinka kupionego dla mnie to jedno, a siedzenie przy barze i zamówienie własnego to zupełnie inna sprawa.
- I co? Z tą sukienką bez problemu kupisz drinka - patrzy się na mój dekolt, więc lekko go podciągam.
- Jeśli mnie stąd wykopią, to będzie twoja wina - mówię jej, a ona kręci swoją głową z rozbawienia.
- Opłacę twoją kaucję w więzieniu - mruga do mnie, na co Harry sztywnieje. Patrzy na nią z ostrzeżeniem w oczach, a ja nic nie mogę poradzić na mój śmiech. Przez cały wieczór chciał, bym była zazdrosna o Lillian, a teraz jest zazdrosny o to, że jej dziewczyna do mnie mrugnęła.
Podczas całego zamieszania z naszym młodzieńczym związkiem, on jest zazdrosny, ja jestem zazdrosna, ta starsza pani na barze jest zazdrosna, każdy jest zazdrosny - to wkurzające. Nieco zabawne, zwłaszcza teraz, ale irytujące.
- Tak przy okazji, jestem Riley. Jestem pewna, że twój nieuprzejmy i dupny chłopak nie ma zamiaru nas sobie przedstawić - zajmuje miejsce na końcu baru. Odwracam się do Harry'ego, spodziewając się jakiegoś wyzwiska w odpowiedzi, ale on tylko wywraca oczami. Jak dziwnie...
Harry chce zająć miejsce pomiędzy nami, ale łapię je za oparcie, zanim jeszcze może to zrobić. Umieszczam moją dłoń na jego ramieniu, by pomógł mi się wspiąć na wysokie siedzenie baru. Wiem, że nie powinnam w ogóle go dotykać, albo siadać obok niego, ale nie mogę się w sobie zebrać, by wszcząć kłótnie. Zamiast tego, będę tutaj siedzieć i cieszyć się ostatnią nocą moich mini- wakacji, które zmieniły się katastrofę.
Harry przeraził mojego nowego przyjaciela, a Liam zapewne już śpi. Nie mam żadnej innej opcji oprócz siedzenia samotnie w domku.
- Co mogę ci podać? - pyta mnie barmanka w miedzianych włosach.
- Weźmiemy trzy kieliszki Jacka, żeby ich rozruszać - Riley odpowiada za mnie. Kobieta skanuje moją twarz przez parę sekund, a moje serca zaczyna mocniej walić.
- Już się robi - w końcu mówi i wyciąga trzy kieliszki spod baru.
- Nie zamierzałem pić. Wypiłem tylko jednego przed twoim przyjściem - Harry pochyla się nade mną i szepcze mi na ucho.
- Pij to, co chcesz, tak jak ja - w ciszy modlę się, żeby nie był tak samo pijany. Nigdy nie wiadomo jak się zachowa, kiedy się nawala.
- Właśnie widzę - patrzę na jego usta, kiedy próbuje mnie skarcić. Czasem mogę siedzieć i po prostu gapić się na powolne ruchy jego warg, jest to jedna z moich ulubionych rzeczy do roboty. - Wciąż jesteś na mnie wkurzona? - pyta.
- Tak, bardzo.
- To czemu udajesz, że nie jesteś? - jego usta poruszają się jeszcze wolniej. Naprawdę muszę poznać nazwę tego wina.
- Już ci powiedziałam, chce się zabawić - powtarzam. - A ty jesteś na mnie zły?
- Zawsze jestem - odpowiada.
- To nie jest prawda - śmieję się do siebie.
- Co powiedziałaś?
- Nic - uśmiecham się niewinnie, a on pociera ręką kark, ściskając go kciukiem i palcem wskazującym.
Kieliszek brązowego trunku jest umieszczony przede mną parę sekund później, a Riley go unosi w naszą stronę. 
- Wypijmy za dysfunkcyjne, niepewne i psychiczne związki - uśmiecha się i odchyla głowę do tyłu, by wypić alkohol.
- Ona mówi o jej własnych - kłamie i powtarza tę czynność.
Biorę głęboki oddech i witam przyjemne ciepło rozchodzące się po moim gardle.

***

- Jeszcze jeden - Riley krzyczy i podsuwa mi kolejny kieliszek.
- Nie wiem, czy jeszcze zdołam - mamroczę. - To oficjalne, że nigdy nie byłam bardziej pijana, nigdy.
Whiskey oficjalnie przejęło mój umysł, zakotwiczyło się i nie ma zamiaru odpuszczać przez dłuższy czas. Harry wypił pięć kieliszków, ja przestałam u siebie liczyć po trzech, a Riley powinna już leżeć na ziemi z zatrucia alkoholowego.
- To whiskey smakuje bardzo dobrze - komentuję, zamaczając język w kieliszku.
Harry śmieje się obok mnie, a ja opieram się o jego ramię i kładę rękę na jego udzie. Jego oczy natychmiastowo zwracają uwagę na moją dłoń, więc szybko ją zabieram. Nie powinnam wcześniej udawać, że nic się stało, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zwłaszcza, gdy ledwo mogę racjonalnie myśleć, a Harry wygląda tak dobrze w tej białej koszuli z guzikami. Zajmę się naszymi problemami jutro.
- Widzicie, potrzebowaliśmy tylko trochę whiskey, by się rozluźnić - Riley uderza swoim pustym kieliszkiem o stół, a ja chichoczę.
- Co? - warczy Riley.
- Ty i Harry jesteście tacy sami - zakrywam moje usta, by ukryć mój nieznośny chichot.
- Nie, nie jesteśmy - Harry mówi jeszcze wolniej, kiedy jest pijany. Tak jak Riley.
- Tak, jesteście. Jak lustrzane odbicia - śmieję się. - Czy Lillian wie, że tutaj jesteś? - pytam ją.
- Teraz śpi, ale mam zamiar ją obudzić, kiedy wrócę - oblizuje swoje usta, więc wiem, co ma na myśli.
Muzyka robi się coraz głośniejsza, a miedzianowłose kobiety ponownie wchodzą na bar.
- Znowu - Harry szczypie nasadę nosa i się śmieje.
- Myślę, że to zabawne - teraz uważam, że wszystko jest zabawne.
- To jest kiepskie i przeszkadza mi przez całe trzydzieści minut - mówi monotonnie.
- Powinnaś tam iść - Riley trąca mnie ręką.
- Iść gdzie?
- Na bar, powinnaś tam zatańczyć.
- Nic z tego - kręcę przecząco głową.
- No dalej, przecież narzekałaś, że chcesz się zabawić i czuć się młodo. Teraz masz szansę, by to zmienić.
- Nie umiem tańczyć - to prawda. Tańczyłam parę razy, ale były to tylko wolne tańce, szybszy zdarzył mi się tylko w Seattle.
- Nikt nie zwróci większej uwagi, wszyscy są pijani jeszcze gorzej niż ty - unosi brew, zachęcając mnie.
- Nie ma pieprzonej mowy - mówi Harry.
Przez moje pijane zamglenie jestem pewna jednego, że nie pozwolę mu sobie dyktować, co mogę, a czego nie.
Bez słowa pochylam się, a następnie rozpinam paski niewygodnych szpilek i pozwalam bezwładnie opaść im na podłogę.
- Co ty robisz? - jego oczy się rozszerzają, kiedy wchodzę na stołek, a następnie na bar.
- Tess - Harry wstaje i spogląda za nas na wiwatujących klientów.
Piosenka staje się głośniejsza, a kobieta, która serwuje nam drinki uśmiecha się do mnie złośliwie i chwyta mnie za dłoń.
- Znasz jakieś ruchy taneczne, skarbie? - krzyczy.
- Nie!
- Nauczę cię! - wydaje się być uprzejma. Gdy staję na barze, zastanawiam się, co ja, do cholery, wyprawiam. Wychodzi na to, że chcę tylko udowodnić Harry'emu swoją rację i przy okazji spróbować czegoś nowego. Przyjrzałabym się bardziej tamtym kobietom, gdybym wiedziała, że do nich dołączę.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

wtorek, 18 listopada 2014

Oficjalny fanpage na facebooku!

Witajcie! Wydawnictwo Znak utworzyło właśnie polski, oficjalny fanpage After na facebooku! Zachęcam wszystkich fanów do polubienia strony, ponieważ kontakt z czytelnikami jest bardzo istotny. Na stronie otrzymacie najświeższe informacje dotyczące serii, autorki, czyli Anny Todd, a także będziecie mieli szansę na wzięcie udziału w konkursach, które na pewno w przyszłości się pojawią. Oprócz tego nie zabraknie najlepszych cytatów, czy grafiki. Będziecie mogli podzielić się swoimi poglądami co do biegu historii, czy związku Tessy i Hardina. 

LAJKUJCIE, UDOSTĘPNIAJCIE STRONĘ I POSTY, I ZAPRASZAJCIE ZNAJOMYCH DO POLUBIENIA! POKAŻMY ANNIE, ŻE POLSKA SIĘ WYRÓŻNIA!