wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 207.

Harry’s POV:

- Tesso, jeżeli nie oddzwonisz do mnie, przyjdę cię szukać, nawalony czy nie – grożę, za mocno naciskając klawisz w mojej komórce.
- Wróci – zapewnia mnie jej ojciec.
- Wiem! – krzyczę na niego i przechodzę do sypialni.
Dlaczego, do cholery, on znowu tu jest?
Nic dobrego nie może wyjść z Molly i Tessy przebywających w tym samym pomieszczeniu.
Kiedy tylko zaczynam knuć jak wydostać się z mieszkania, by ją znaleźć, nie mając ani kluczy, ani samochodu, za to posiadając poziom alkoholu we krwi, który znacznie przekracza dozwoloną ilość, słyszę jak otwierają się frontowe drzwi.
- Jest w pokoju – mówi głośno Richard. Podejrzewam, że próbuje dać mi coś w rodzaju ostrzeżenia o przybyciu jego córki.
Otwieram drzwi, zanim ona to robi i przesuwam się na bok, aby mogła wejść. Nie wygląda na ani trochę onieśmieloną, ani zaniepokojoną głębokim grymasem na mojej twarzy.
- Dlaczego nie odpowiadałaś, kiedy dzwoniłem do ciebie? – pytam.
- Bo powiedziałam ci, że na chwilę wychodzę, więc wyszłam.
- Powinnaś była odebrać, byłem zmartwiony.
- Zmartwiony? – jest ewidentnie zaskoczona moim doborem słów.
- Tak, zmartwiony. Dlaczego, do diabła, byłaś z Molly?
- Nie wiem, Steph zaprosiła mnie na lunch i zabrała ją ze sobą.
- Dlaczego, do cholery, miałaby to robić?
Pieprzona Steph.
- Co ci powiedziały? Była wredna? – przyciszam głos.
- Nie bardziej niż zwykle – unosi brew i spogląda na mnie.
- Straszna suka ze Steph za to, że ją zabrała. Co ci mówiły?
- Nie jestem pewna, ale myślę, że ludzie rozsiewają o mnie plotki – marszczy brwi i siada na krześle, by zdjąć buty.
- Co? Jakiego typu plotki?
Tak naprawdę to chciałem zapytać: ‘Kogo muszę zabić?’. Kurwa mać, wciąż jestem pijany. Jak to możliwe? Minęły co najmniej trzy godziny.
Mgliście pamiętam jak jakiś czas temu powiedziano mi, że każdy drink to godzina trzeźwienia, co znaczy, że jestem narąbany przez jakieś kolejne dziesięć godzin. Nie wydaje mi się, żebym liczył dokładnie.
- Słyszałeś mnie? – głos Tessy jest taki spokojny, może nawet zmartwiony.
- Nie, przepraszam – mamroczę.
- Myślę, że ludzie mówią, że Zayn i ja… no wiesz? – na jej policzki wstępuje rumieniec.
- Wy, co?
- Że my… spaliśmy ze sobą – jej oczy są zmęczone, a głos miękki.
- Kto tak mówi? – próbuję utrzymać mój głos na takim samym poziomie jak Tessa, pomimo że krew mnie zalewa.
- Prawdopodobnie jest taka plotka, Steph i Molly o tym mówiły.
Nie wiem czy mam starać się ją pocieszyć, czy pozwolić mojemu gniewowi dać upust. Jestem zbyt pijany na takie bzdury.
- Nie chcę, aby ludzie myśleli o mnie w ten sposób.
- Nie słuchaj ich, są pierdolonymi idiotami. Jeśli jest taka plotka, upewnię się, że zostanie wyciszona. Nie martw się – siadam obok niej na łóżku.
- Nie jesteś na mnie zły? – pyta, a jej szaro-niebieskie oczy spotykają moje.
- Tak, jestem na ciebie wkurzony, bo nie odbierałaś i Steph, kurwa, też nie, jednak nie jestem wkurzony o to gówno z plotką, przynajmniej nie na ciebie. Prawdopodobnie rozpuścili ją, bo chcieli być dupkami – myśl o nich dwóch opowiadających Tessie bzdury celowo, żeby urazić jej uczucia, naprawdę cholernie mnie drażni.
- Nie rozumiem, dlaczego zabrała ją ze sobą. Potem oczywiście Molly musiała przypomnieć mi, że z tobą spała – wzdryga się. Ja też.
- To pieprzona dziwka, która nie ma co robić, oprócz wspominania całymi dniami, że miałem w zwyczaju ją pieprzyć do nieprzytomności.
- Harry – jęczy Tess przy opisowym przypomnieniu.
- Przepraszam, wiesz co miałem na myśli.
- Wciąż jesteś pijany? – odpina zapięcie swojej bransoletki i kładzie ją na biurku.
- Troszkę.
- Troszkę?
- Troszkę bardziej niż troszkę – uśmiecham się.
- Jesteś dziwaczny – przewraca oczami i wyciąga ten cholerny organizer z szuflady biurka.
- W jaki sposób? – podchodzę i staję za nią.
- Jesteś pijany i taki miły w stosunku do wszystkiego, tak jakbyś był zły za to, że ci nie odpowiadałam, ale teraz jesteś taki… - spogląda na moją twarz. – Wyrozumiały? Wydaje mi się, że to odpowiednie słowo na tę całą sprawę z Molly.
- Czego ode mnie oczekiwałaś?
- Nie wiem, że się na mnie wydrzesz? Nie jesteś w najlepszym nastroju, kiedy jesteś pijany – odpowiada cicho. Wiem, że próbuje mnie nie zdenerwować.
- Nie zamierzam się na ciebie wydrzeć, po prostu nie chciałem, żebyś przebywała w ich pobliżu. Wiesz jakie są, zwłaszcza Molly, a ja nie chcę, aby ktokolwiek cię skrzywdził, w jakikolwiek sposób – staram się podkreślić każde słowo.
- Cóż, nie skrzywdziły mnie, ale moje uczucia są trochę urażone, że Steph zabrała ją bez ostrzegania mnie. Wiem, że to głupie, ale chociaż raz chciałam normalnego lunchu z przyjaciółką.
Mam ochotę powiedzieć, że Steph to nie jest dobry wybór na przyjaciółkę, ale wiem, że nie ma żadnych przyjaciół poza Liamem i mną.
I Zaynem.
Nigdy więcej. Koniec tej gadaniny o nim. Jestem całkiem pewien, że nie będzie pokazywał swojej buźki w pobliżu przez jakiś czas.

Tessa’s POV:

- Steph chce urządzić imprezę pożegnalną – mówię mu i czekam na jego reakcję.
- Dokąd wyjeżdża? Na LSU?
- Dla mnie – wyjaśniam, opuszczając mały szczegół powiedzenia Steph i Molly, że Harry jedzie ze mną do Seattle.
- Powiedziałaś im, że się wyprowadzasz? – zniża swój głos.
- Tak, dlaczego miałabym to przemilczeć?
- Bo jeszcze nie zdecydowałaś, prawda?
- Harry, jadę do Seattle.
- Wciąż masz trochę czasu, aby to przemyśleć.
- W każdym razie – zmieniam temat; wciąż jest nietrzeźwy i wygląda, jakby mnie nie słuchał. – Co myślisz o tym przyjęciu? Steph powiedziała, że to mogłaby być impreza z obiadem u Nialla i Tristana, zamiast imprezy w domu bractwa – wyjaśniam i spoglądam na mój harmonogram przeprowadzki na następny tydzień. Naprawdę liczę, że Sandra oddzwoni do mnie niebawem w sprawie tego mieszkania, bo w przeciwnym razie nie będę miała gdzie mieszkać, kiedy tam pojadę i utknę z walizką w małym, hotelowym pokoju.
- Nie, nie idziemy.
- Dlaczego nie? Jeżeli to obiad, to nie będzie tak źle, żadnej prawdy czy wyzwanie, ani ssij i chuchaj, rozumiesz?
Harry tłumi śmiech i spogląda na mnie z ewidentnym rozbawieniem na twarzy.
- Ssij i dmuchaj, Tess.
- Wiesz o co mi chodziło! To będzie ostatni raz, kiedy my… cóż, ja ich zobaczę, a byli czymś w rodzaju moich przyjaciół, w naprawdę przedziwny sposób – nie chcę myśleć o początku mojej 'przyjaźni' z tą grupą.
- Porozmawiamy o tym później, to gadka przyprawia mnie o ból głowy – jęczy.
Wzdycham pokonana. Po jego tonie mogę uznać, że nie zamierza kontynuować tej dyskusji.
- Chodź tu – siada na materacu i rozwiera swoje ramiona w oczekiwaniu na mnie.
Zamykam organizer i wstaję z krzesła, aby dołączyć do niego na łóżku. Kiedy staję pomiędzy jego nogami, przesuwa ręce na moje biodra.
- Nie powinnaś być na mnie wkurzona, albo coś? – spogląda na mnie z krzywym uśmiechem.
- Staję się przytłoczona, Harry – przyznaję.
- Czym przytłoczona?
- Wszystkim. Seattle, przeniesieniem na inny kampus, wyjazdem Liama, twoim wydaleniem.
- Skłamałem.
- Co? – wplatam palce w jego włosy i unoszę jego głowę, by na mnie spojrzał.
- Skłamałem na temat wydalenia.
Że jak?
- Dlaczego? – odsuwam się od niego. Próbuje mnie przyciągnąć z powrotem, ale nie pozwalam mu na to.
- Nie wiem, Tesso – wstaje. – Byłem wkurzony, że wyszłaś na zewnątrz z Zaynem i na to całe pieprzone Seattle.
- Więc powiedziałeś mi, że zostałeś wydalony, bo byłeś na mnie wkurzony? – wytrzeszczam na niego oczy.
- Taa, cóż, dlatego i z innego powodu.
- Jakiego innego powodu?
- Wkurzysz się – wzdycha, jego oczy wciąż są czerwone, ale wygląda na to, że szybko trzeźwieje.
- Powiedz mi.
- Pomyślałem, że będzie ci mnie żal i pojedziesz do Anglii.
Nie wiem co myśleć o tym wyznaniu. Powinnam być niezadowolona, jestem niezadowolona, ale także rada, że przyznał się, zanim musiałabym się dowiedzieć z innego źródła. Prawie mam ochotę poklepać go po plecach i pogratulować mu szczerości.
- Szczerze, jestem zaskoczona, że przyznałeś się, zanim ktoś inny mi powiedział.
- Ja też – niweluje lukę pomiędzy nami i przykłada dłoń do mojej szyi, jego palce nakrywają mój podbródek. – Proszę, nie bądź na mnie zła, jestem dupkiem.
-  To okropna obrona.
- Nie bronię się, chuj ze mnie, wiem to, ale kocham cię i wariuję przez te pierdoły. Pewnie i tak dowiedziałabyś się prędzej czy później, zwłaszcza na tej strasznej wycieczce, na którą wybierasz się z moim ojcem.
- Więc powiedziałeś mi, bo wiedziałeś, że to odkryję?
- Tak.
- Chowałbyś to przede mną i wciąż próbował nakłonić mnie do wyjazdu do Anglii bez poczucia winy?
- Właściwie…
Co, do diabła, mam na to odpowiedzieć? Mam ochotę powiedzieć mu, że jest szalony, nie jest moim ojcem i musi przestać mnie kontrolować, ale zamiast tego tylko stoję z ustami rozdziawionymi jak głupek.
- Wiem, że to popieprzone, nie mam pojęcia dlaczego jestem, jaki jestem. Ja po prostu nie chcę cię stracić i jestem zdesperowany – po jego mimice mogę stwierdzić, że naprawdę nie widzi, jak kontrolowanie brzmi.
- Nie możesz próbować zmusić mnie do rzeczy poprzez kłamstwo i manipulacje.
- Wiem.
- Nie, nie wiesz, inaczej byś nie skłamał.
- Przepraszam, naprawdę. Musisz przyznać, że stajemy się coraz lepsi w tych gównianych, związkowych sprawach.
Ma rację, w pokręcony sposób jesteśmy naprawdę o wiele lepsi w komunikowaniu się, niż byliśmy. Jesteśmy jeszcze daleko w tyle za normalnie funkcjonującymi związkami, ale normalność nigdy nie była naszym przymiotem.
- Więc sprawa z małżeństwem, ona nie sprawi, że pojedziesz?
- Pogadamy o tym, kiedy nie będziesz pijany – moje serce bije niekontrolowanie w klatce piersiowej i jestem pewna, że Harry to słyszy.
- Nie jestem do tego stopnia pijany.
- Zbyt pijany na rozmowę tego rodzaju.
- Kiedy wracasz z Sandpoint?
- A ty nie jedziesz?
- Nie wiem.
- Powiedziałeś, że pojedziesz. Nigdy dotąd razem nie podróżowaliśmy.
- Seattle – mówi.
- Pokazałeś się tam w sumie niezaproszony i wyjechałeś następnego ranka.
- Formalności – drugą ręką chwyta mój bok.
- Bardzo chciałabym, żebyś pojechał, Liam niedługo się wyprowadza – te słowa zadają mi ból.
- No i?
- Twój ojciec byłby bardzo zadowolony, gdybyś pojechał, jestem tego pewna.
- Jest zdenerwowany sam sobą, bo dali mi gównianą karę i umieścili mnie na akademickim okresie próbnym. Najmniejsza wpadka i jestem skończony.
- Więc dlaczego nie przeniesiesz się ze mną na kampus w Seattle?
- Nie chcę już słyszeć tego słowa przez resztę dnia. Był on długi, a teraz piekielnie boli mnie głowa.
- Upiłeś się z moim ojcem i skłamałeś na temat wydalenia, rozmawiamy o Seattle – prycham.
- Założyłaś te spodnie na wyjście, po droczeniu się ze mną i nie odpowiadałaś na moje telefony – uśmiecha się.
Nie mogę nadążyć za nastrojem żadnego z nas.
- Nie droczyłam się z tobą i nie musiałeś dzwonić do mnie aż tyle razy. To przytłaczające.
- Przytłaczające? – przewraca oczami, błądząc kciukiem po mojej dolnej wardze.
- Tak, Molly nazwała cię prześladowcą – uśmiecham się pod jego delikatnym dotykiem.
- Doprawdy? – kontynuuje śledzenie konturów moich warg, w czym uczestniczą dobrowolnie.
- Tak – oddycham.
- Hmm...
- Wiem, co robisz – sięgam w dół i usuwam jego rękę z mojego biodra, gdzie zaczął wsuwać palce pod gumkę moich spodni.
- Cóż to takiego? – uśmiecha się.
- Starasz się mnie rozproszyć, żebym nie była na ciebie zła.
- No i jak to działa?
- Niewystarczająco dobrze. Poza tym, mój ojciec tu jest i nie ma mowy, żebym uprawiała z tobą seks, kiedy on jest w pokoju obok.
- Och, masz na myśli jak wtedy, gdy pieprzyłem cię dokładnie tutaj – wskazuje na łóżko – kiedy moja mama spała na sofie? Albo ten raz, kiedy pieprzyłem cię w łazience u mojego ojca, albo te rozliczne przypadki, kiedy  pieprzyłem cię, podczas gdy Karen, Liam i mój ojciec byli po drugiej stronie holu? Och, poczekaj, musi ci chodzić o to, jak wtedy, gdy przeleciałem cię na twoim biurku w pracy.
- Okej! Okej! Kumam! – rumienię się, a on się śmieje.
- No dalej, Tessie, połóż się.
- Jesteś chory – śmieję się i odsuwam się od niego.
- Gdzie idziesz? – mówi z nadąsaną miną.
- Zobaczyć co robi mój ojciec.
- Czemu? Skoro możesz wrócić tutaj i…
- Nie! Jezu, idź spać albo coś – jestem zadowolona, że wciąż jest filuterny, ale wciąż jestem wnerwiona, że skłamał mi i za to, że jest taki uparty, jeśli chodzi o Seattle. Byłam pewna, że kiedy wrócę do domu po lunchu, będzie wściekły na mnie za nieodbieranie, nigdy bym nie przypuszczała, że omówimy to, a on będzie taki wyrozumiały i przyzna się do kłamstwa o wydaleniu. Może Steph uprzedziła go, że byłam w drodze, więc miał czas, aby się uspokoić, ale jednak telefon Steph był na stole, kiedy obróciłam się, wychodząc.
- Powiedziałeś, że Steph nie odebrała, kiedy dzwoniłeś? – pytam go.
- No, a co?
- Tylko się zastanawiam – prawdopodobnie chciała tylko go zdenerwować i sprawić, by był jeszcze bardziej nabuzowany.
Nie jestem pewna jak się z tym czuję.
- Dlaczego? – jego głos jest cichy.
- Powiedziałam jej, żeby uprzedziła cię, że jestem w drodze.
- Aha – odwraca wzrok.
- Wychodzę stąd, możesz do nas dołączyć, jeśli chcesz.
- Dołączę, tylko się przebiorę.
Kiwam głową i naciskam na klamkę.
- Co z twoim tatą? Dopiero co wrócił do twojego życia, a ty zamierzasz wyjechać? – jego słowa zatrzymują mnie w drodze.
Zajmuje mi moment, aby dojść do siebie przed opuszczeniem pokoju. Kiedy wchodzę do salonu, mój ojciec znowu śpi. Popijawa w południe musi być wyczerpująca. Wyłączam telewizor i podążam do kuchni po szklankę wody. Słowa Harry’ego o tak szybkim wyjeździe po zobaczeniu się z moim ojcem nie przestają krążyć po mojej głowie. Nie mogę zostawić mojej przyszłości na rzecz mojego ojca, którego nie widziałam przez dziewięć lat. Gdyby okoliczności były inne, rozważyłabym ponowne przemyślenie tego, ale to on jest tym, który mnie zostawił. Kiedy docieram do sypialnianych drzwi, słyszę głos Harry’ego.
- Co to, do cholery, było dzisiaj? – mówi przyciszonym głosem.
Przyciskam ucho do drzwi, powinnam po prostu wejść, ale mam wrażenie, że nie powinnam usłyszeć tej konwersacji.
- Gówno mnie to obchodzi, to się nie powinno stać. Teraz ona jest całkowicie przybita tą paplaniną i macie powinność… - nie wychwytuję reszty zdania.
- Nie spieprzcie tego – prycha.
Z kim rozmawia? I jaką powinność mają? Czy to Steph?
Albo gorzej, Molly?
Słyszę jego kroki zbliżające się do drzwi i przechodzę przez korytarz do łazienki, po czym zamykam drzwi.
- Tessa? – jego kłykcie stukają w drewno.
Otwieram drzwi, wiem, że muszę wyglądać na wytrąconą z równowagi. Moje serce tłucze w klatce piersiowej, a mój żołądek jest zasupłany.
- Rozmawiałeś z kimś przez telefon? – mówię zbyt cichym głosem.
- Czemu?
- Po prostu pytam, wydawało mi się, że słyszałam jak rozmawiasz – wzruszam ramionami, a on odwraca wzrok.
- Gdzie jest twój tata? Śpi? – szybko zmienia temat.
Paranoja zaczyna przedostawać się do moich myśli, kiedy idę za Harrym z powrotem do sypialni.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: Olu, serdeczne pozdrowienia i cieplusie uściski!

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 206.

Tessa's POV:

Kiedy idę do samochodu już zaczynam żałować, że nie zostałam w sypialni z Harrym i jego żartobliwym nastrojem, ale mam dużo do zrobienia. Musze zadzwonić do tej kobiety w sprawie apartamentu, kupić parę rzeczy na wyjazd z rodzina Harry'ego i co najważniejsze, oczyścić głowę w związku z Seattle. Harry zaoferował mi małżeństwo, prawie mnie przekonał, ale wiem co będzie sądzić na ten temat, kiedy wytrzeźwieje. Rozpaczliwie próbuję wyrzucić jego słowa z głowy, ale jest to trudniejsze niż się spodziewałam.
'Ożenię się z tobą, jeśli mnie wybierzesz'
Byłam zaskoczona i naprawdę zszokowana, kiedy wypowiedział te słowa. Wydawał się być spokojny, jego głos był neutralny, jakby oznajmiał to przy obiedzie. Wiedziałam, że był bardzo pijany i zdesperowany. Alkohol i jego desperacja były za plecami tej obietnicy. Mimo to, nie mogę przestać odtwarzać tego w swojej głowie. Żałosne, ale jest mi z tym dobrze.
Kiedy dochodzę do Targetu, dalej nie dzwonię do tej kobiety, Sandry, by porozmawiać o apartamencie. To ładne mieszkanie, nawet w przybliżeniu nie tak duże jak moje i Harry'ego, ale wystarczające, bym mogła żyć na własną rękę. Nie ma półki na książki i ceglanej ściany, które pokochałam, ale i tak jest wystarczające.
Zadzwonię do niej jak skończę zakupy, obiecuję sobie. Jestem na to gotowa, gotowa na Seattle. Gotowa na krok ku mojej przyszłości. Czekałam na to, odkąd tylko pamiętam.
Mój koszyk jest pełen przypadkowych rzeczy, które nie przydadzą się na wycieczkę, tylko do domu. Środki do zmywarki, pasty do zębów i szufelka. Po co to kupuję, skoro się przeprowadzam? Odkładam szufelkę, a następnie sięgam po kilka par kolorowych skarpetek. Gdyby Harry się ze mną nie przeniósł, musiałabym zacząć od nowa i kupić naczynia oraz wszystkie inne rzeczy. Jestem wdzięczna, że apartament jest urządzony. Jest to wielka ulga, bo załatwia tuzin spraw przed przeprowadzką.

***

Kiedy wychodzę z Targetu, nie wiem co ze sobą zrobić. Nie chcę wracać do apartamentu, gdzie jest Harry i mój ojciec, ale nie mam gdzie indziej iść. Mam spędzić trzy dni z Liamem, Kenem i Karen, więc nie chce teraz zawracać im głowy. Naprawdę potrzebuję przyjaciół. Albo chociaż jednego. Mogłabym zadzwonić do Kimberly, ale zapewne jest zajęta planowaniem ich przeprowadzki i wesela. Szczęściara. Nie ze względu na wesele, tylko dlatego, że Christian wyprowadza się z nią do Seattle. Oczywiście - otwiera tam swoją firmę, ale po tym jak na nią spogląda widać, że robi wszystko dla niej.
Kiedy przesuwam listę kontaktów, by zadzwonić do Sandry, jestem bliska przyciśnięcia imienia Steph na ekranie. Ciekawe co porabia. Harry najprawdopodobniej straciłby rozum, gdybym do niej zadzwoniła. Kim on jest, żeby mi mówić, co mam robić?
Zadzwonię do niej, decyduję, kiedy słyszę głos połączenia.
- Tessa! Co tam porabiasz? - mówi głośno, próbując uciszyć głosy w tle.
- Nic, siedzę na parkingu przed Targetem.
- Fajnie jest? - śmieje się.
- Nie całkiem, co robisz?
- Nic, idę na lunch z kumpelą.
- W porządku. Zadzwoń do mnie później czy coś - mówię.
- Możesz się z nami spotkać, jeśli chcesz. Idziemy do Applebee's tuż koło kampusu - Applebee's przypomina mi Zayna. Jedzenie jest tam przepyszne, ale od tamtego dnia nic nie zamawiałam.
- Okej, przyjdę. Nie będzie problemu? - pytam.
- Jasne, że nie. Rusz tutaj swoją dupę. Będziemy za piętnaście minut lub coś koło tego - słyszę trzask drzwi w samochodzie.

***

Dzwonię do Sandry podczas mojej drogi w stronę kampusu i zostawiam jej wiadomość głosową. Mówię jej, żeby do mnie zadzwoniła, kiedy będzie miała szansę. Nie mogę zignorować ulgi, którą odczuwam przy usłyszeniu sekretarki zamiast jej głosu.
W Applebee's o tej porze jest naprawdę tłoczno. Nie widzę Steph, kiedy skanuję pokój za jej jasnoczerwonymi włosami.
- Ilu osobowy stolik? - pyta mnie kelnerka z przyjacielskim uśmiechem.
- Myślę, że trzy - Steph powiedziała, że przychodzi z kumpelą, więc zakładam, że miała na myśli jedną osobę.
- Dam ci większy na wszelki wypadek - dziewczyna uśmiecha się i chwyta cztery menu ze stolika za sobą.
Idę za nią w stronę miejsca na końcu restauracji. Sprawdzam swój telefon za jakąś wiadomością od Harry'ego, ale nic nie ma. Zapewne z tego wszystkiego już zasłabł. Kiedy podnoszę wzrok, moja adrenalina natychmiast wzrasta na widok różowych włosów.

Harry's POV:

- Gdzie ona poszła? - pyta Richard, kiedy wchodzę do kuchni.
- Naprawdę nie wiem, pewnie do sklepu - otwieram szafkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Muszę ochłonąć po alkoholu.
- Jest na nas wściekła - odpowiada.
- Owszem, jest - nie mogę nic na to poradzić, ale uśmiecham się na wspomnienie jak jej twarz była czerwona ze złości, albo jak jej małe piąstki były zaciśnięte po bokach.
To nie jest śmieszne... przynajmniej nie powinno być.
- Długo chowa urazę?
- Oczywiście, że nie. Zjadłeś moje cholerne płatki - potrząsam pustym pudełkiem, a on się tylko uśmiecha.
- Chyba masz rację.
- Zazwyczaj mam - komentuję.
To nie mogło być dalsze od cholernej prawdy.
- Nie sądzisz, że to do bani, że pojawiłeś się teraz, kiedy się wyprowadza za mniej niż tydzień? - umieszczam jakiś pojemnik z jedzeniem w mikrofalówce. Nie jestem do końca pewien, co się w nim znajduje, ale jestem za bardzo pijany i głodny, by sobie coś ugotować. Nie ma także Tessy, by mogła coś dla mnie przyrządzić.
Co ja wtedy zrobię, kiedy jej nie będzie?
- I tak jestem zadowolony. Do Seattle nie jest wcale daleko.
- Z Anglii? Owszem.
- Ona nie wyjedzie do Anglii - mówi mi.
- A co ty, kurwa, wiesz? Znasz ją przecież dwa dni - nieprzyjemny dźwięk z kuchenki mikrofalowej zagłusza nas.
- Wiem, co by zrobiła Carol i z pewnością nie pojechałaby do Anglii.
- Tessa nie jest jej matką, a ja nie jestem tobą - wraca do bycia wkurzającym pijakiem, jakim był wczoraj.
- Jak chcesz - wzrusza ramionami.

Tessa's POV:

Molly.
Modlę się, żeby jej tutaj nie spotkać, ale kiedy widzę ją u boku Steph, zanurzam się w siedzeniu.
- Hej, Tesso - Steph siada na przeciwko i przysuwa się do ściany, by jej 'kumpela' mogła usiąść tuż obok.
Czemu zaprosiła mnie na lunch z Molly?
- Dawno się nie widziałyśmy - Molly do mnie mówi.
Nie wiem co mam im odpowiedzieć. Chcę po prostu wstać i wyjść, ale zamiast tego w połowie się uśmiecham. 
- Prawda - odpowiadam.
- Zamawiałaś coś? - pyta Steph, kompletnie ignorując fakt, że zabrała ze sobą mojego jedynego wroga.
- Nie - sięgam do mojej torebki, by wyjąć komórkę.
- Nie musisz dzwonić do tatusia, nie gryzę - Molly uśmiecha się złośliwie.
- Nie dzwoniłam do Harry'ego - mówię jej. Miałam zamiar do niego napisać. To stanowcza różnica.
- Jasne - śmieje się.
- Przestań! Powiedziałaś, że będziesz miła - Steph upomina ją.
- Dlaczego w ogóle przyszłaś? - pytam dziewczyny, której brzydzę się bardziej niż kogokolwiek na świecie.
- Jestem głodna - wzrusza ramionami, wyraźnie mnie naśladując.
- Powinnam chyba iść - chwytam mój sweter i wstaję, by ruszyć w kierunku drzwi.
- Nie, zostań! Proszę, wyprowadzasz się i nie wiem, kiedy cię znów zobaczę - Steph mówi z nadąsaną miną.
- Że co?
- Wyprowadzasz się za parę dni, co nie?
- Kto ci to powiedział?
Molly i Steph na siebie spoglądają, zanim czerwonowłosa nie odpowiada. 
- Zayn, myślę, że to nie ma znaczenia. Sądziłam, że mi powiesz.
- Miałam zamiar to zrobić, ale dużo się działo - wyjaśniłabym wszystko, gdyby nie było tu Molly.
- Dalej jestem na ciebie zła, że mi nie powiedziałaś. To ja stałam się twoją pierwszą przyjaciółką na kampusie - wysuwa swoją dolną wargę i jestem wdzięczna, kiedy kelnerka podchodzi do naszego stołu, by przyjąć zamówienie.
Podczas, gdy Steph i Molly zamawiają napoje, piszę do Harry'ego.
'Pewnie już odleciałeś, ale jestem na lunchu ze Steph, a ona zabrała ze sobą Molly :/' - wysyłam i ponownie na nie spoglądam.
- Jesteś podekscytowana przeprowadzką? Co ty i Harry zamierzacie zrobić? - pyta Steph.
Wzruszam ramionami i odwracam wzrok, kierując go na pomieszczenie. Nie mam zamiaru rozmawiać o moim związku w obecności córki szatana.
- Możesz przy mnie gadać, zaufaj mi, nie obchodzi mnie twoje dupne życie - Molly parska i bierze łyk drinka ze słomki.
- Zaufać ci? - śmieję się, a w tym czasie telefon mi wibruje.
'Chodź do domu'
Nie wiem czego się spodziewałam, ale jestem rozczarowana jego odpowiedzią lub raczej jej brakiem.
'Nie, jestem głodna'
- Słuchaj, ty i Harry jesteście tacy słodcy i w ogóle, ale mam już w dupie ten wasz związek. Muszę dbać teraz o swój - informuje mnie.
- Lepiej dla ciebie - wysyłam wyrazy współczucia dla tego idioty, z którym jest.
- Kiedy spotkamy się z tym tajemniczym facetem? - pyta ją Steph.
- Nie wiem, jeszcze nie teraz - Molly ucina ten temat.
- W każdym razie, jak bardzo jesteś wkurwiona na Zayna za to, że planuje umieścić Harry'ego w więzieniu? - odzywa się Molly, a ja prawie wypluwam wodę.
- Staram się temu zapobiec - pomysł wsadzenia Harry'ego za kratki mrozi moją krew w żyłach.
- Powodzenia, chyba, że planujesz przelecieć Zayna, bo nic oprócz tego nie możesz zrobić - uśmiecha się bezczelnie, stukając neonowymi paznokciami o blat.
- Nie ma opcji - warczę.
'Jest coś, co mogłabyś tu skosztować. A tak serio, wróć do domu, zanim się coś stanie, bo nie mam jak cię ochornić'
Ochronić? Przed kim? Molly i Steph? Steph jest moją przyjaciółką i już raz udowodniłam, że mogę pobić Molly, więc dam radę zrobić to ponownie w mgnieniu oka. Jest irytująca i nie boję się jej jak kiedyś.
Widać po jego zboczonej wiadomości, że nadal jest pod wpływem alkoholu.
'Mówię serio, wyłaź stamtąd' - dostaję wiadomość, kiedy mu nie odpisuję.
Chowam telefon do torebki i przenoszę swoją uwagę na ich rozmowę.
- Robiłam to już wcześniej, więc co to za różnica? - mówi Molly.
- Że co, proszę?
- Nie osądzam cię, też spałam z Zaynem i  Harrym - przypomina mi.
Jestem tak sfrustrowana, że chce mi się krzyczeć. 
- Nie spałam z Zaynem - mówię przez zęby.
- Jasne - przewraca oczami, a Steph się na nią gapi.
- To tylko plotka - rzuca czerwonowłosa.
- Mhmm...
- Ktoś tak mówił? Że spałam z Zaynem? - pytam je.
- Nie - Steph odpowiada, zanim Molly zdoła coś wydusić.
- Wystarczy rozmowy o Zaynie. Lepiej pogadajmy o Seattle. Harry jedzie z tobą?
- Tak - kłamię.
Nie chcę tego przyznać, zwłaszcza przy Molly, że Harry nie chcę się ze mną przeprowadzić.
- Nikogo z was tutaj nie będzie? To takie dziwne - mówi Steph.
Będzie dziwnie zacząć wszystko od nowa na kampusie, po tym, co tutaj przeszłam. To jest dokładnie to, czego potrzebuję - nowy początek. To całe miejsce jest skażone wspomnieniami zdrady i fałszywych przyjaźni.
- Powinniśmy się wszyscy razem spotkać w ten weekend, ostatni raz - sugeruje Steph.
- Na pewno nie na żadnej imprezie - jęczę.
- Żadnej imprezy, tylko nasza grupa. Bądźmy szczerzy, pewnie się już nie spotkamy, a Harry musi się jeszcze raz zobaczyć ze swoimi przyjaciółmi - mówi.
- Mnie tam nie będzie, nie przejmuj się - Molly przewraca oczami.
Zamówienie dociera do naszego stolika, a ja tracę apetyt. Naprawdę ludzie mówili, że spałam z Zaynem? Harry słyszał tę rzekomą pogłoskę? Czy Zayn umieści Harry'ego w więzieniu? Boli mnie głowa.
- Porozmawiaj z Harrym i daj mi znać. Możemy to urządzić w czyimś mieszkaniu. Nawet u Nialla i Tristana. Nikt nieznajomy się nie pojawi, tylko my - oznajmia Steph.
- Nie wiem czy ten pomysł się jemu spodoba - moje oczy lądują na ekranie telefonu. Trzy nieodebrane połączenia.
'Odbierz swój telefon'
'Spokojnie, wrócę jak zjem. Ochłoń trochę'
- Powinien spodobać mu się ten pomysł. Byliśmy jego kumplami, póki się nie pojawiłaś i nie zmieniłaś go na gorsze - rzuca Molly.
- Wcale go nie zmieniłam.
- Owszem, zrobiłaś to. Teraz jest inny, nawet nie dzwoni do nikogo ze swoich przyjaciół.
- Przyjaciół - szydzę. - Wy też do niego nie dzwonicie, tylko Niall utrzymuje z nim kontakt - komentuję, pamiętając jak zobaczyłam jego imię u Harry'ego w ostatnich połączeniach.
- Tak, bo wiemy, że... - Molly zaczyna, ale Steph podnosi rękę w powietrze.
- Boże, wystarczy - jęczy czerwonowłosa, pocierając swoje skronie.
- Zamierzam poprosić o pudełko na wynos i pójść do domu, to był zły pomysł - mówię do niej.
Nie wiem co sobie myślała, zabierając ze sobą Molly. Powinna była chociaż mnie ostrzec.
- Przepraszam, myślałam, że się dogadacie, ponieważ Molly nie biega już za Harrym tylko po to, by go przelecieć - Steph spogląda na dziewczynę.
- Dogadujemy się lepiej niż przedtem - ta zauważa.
Mam ochotę zmazać jej ten jej uśmieszek z twarzy.
Telefon Steph przerywa moje gwałtowne myśli. 
- To Harry, dzwoni do mnie - pokazuje mi swój telefon, bym mogła zobaczyć.
- Nie odpisywałam mu, oddzwonię do niego za minutę - oznajmiam, na co ignoruje połączenie.
- Jezu, co za prześladowca - rzuca Molly i w międzyczasie je frytki.
Gryzę się w język i zamawiam pudełko na wynos. Ledwo ruszam swoje jedzenie, a nie chcę robić afery na środku restauracji.
- Proszę, pomyśl o sobocie, możemy iść na obiad zamiast imprezy - Steph oferuje.
- Proszę? - darzy mnie swoim najlepszym uśmiechem.
- Zobaczę co da się zrobić, jednak do soboty rano będziemy na wycieczce.
- Możesz przecież zmienić plany.
- Dam ci znać - odpowiadam i płacę za rachunek.
Nie podoba mi się ten pomysł, ale ma rację, że prawdopodobnie już więcej się nie zobaczymy. Harry też wyjedzie, niekoniecznie do Seattle, ale nie zostanie tutaj, ponieważ został wydalony. Powinien zobaczyć swoich przyjaciół ten ostatni raz.
- Znowu dzwoni - mówi do mnie Steph i nawet nie próbuje ukryć rozbawienia.
- Powiedz mu, że jestem w drodze - wstaję, po czym idę w stronę drzwi.
Kiedy się odwracam, Steph i Molly rozmawiają, a telefon czerwonowłosej spoczywa przed nimi.

* Tupperware - firma wytwarzająca rzeczy potrzebne do kuchni, np.: pojemniki, narzędzia.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •