niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 242.

Soundtrack do rozdziału:

• Taylor Swift - Red
• Ed Sheeran - Kiss Me
• John Mayer - Edge of Desire


Harry's POV:

- Harry! - Tessa piszczy i dosłownie biegnie przez cały pokój, ślizgając się na swoich skarpetkach po drewnianej podłodze, a ja prawie dostaję ataku serca. Upada na podłogę, uderzając się w kolano, ale szybko wstaje i wpada w moje ramiona.
To na pewno nie jest reakcja, jakiej się po niej spodziewałem.
Myślałem, że zostanę przywitany niezręcznym 'cześć' z uśmiechem i unikaniem mojego wzroku, ale byłem w błędzie. Wielkim błędzie. Zaciska ręce wokół mojej szyi, a ja chowam głowę w jej włosach. Słodki zapach szamponu wypełnia moje zmysły, momentalnie ogarnia mnie jej ciepła, przytulna aura w moich ramionach.
- Hej - nareszcie mówię, a ona na mnie spogląda.
- Jesteś przemarznięty - komentuje. Jej ręce wędrują do moich policzków, natychmiastowo je ogrzewając.
- To przez ten deszcz, jeszcze gorsza będzie podróż do naszego domu... mojego domu, mam na myśli - poprawiam się. Jej wzrok szybko wędruje na podłogę, po czym znowu na mnie spogląda.
- Co ty tutaj robisz? - szepcze do mnie; robi co w swojej mocy, by nasze towarzystwo nic nie usłyszało.
- Zadzwoniłem do Christiana, by mną pokierował - informuję Kimberly, która kontynuuje wpatrywanie się we mnie, uśmieszek widnieje na jej wyszminkowanych ustach.
- Nie mogłeś bez niej wytrzymać, prawda? - mówi do mnie zza pleców Tessy. Kimberly jest chyba najbardziej upierdliwą osobą na świecie, nie wiem, jak Christian z nią wytrzymuje.
- Możesz przenocować w pokoju naprzeciwko Tessy, pokaże ci go - Kimberly mówi głośno.
Zamiast jej odpowiedzieć, odrywam się od Tessy, a Kimberly cicho znika z korytarza, zostawiając nas samych.
- Przepraszam - Tessa zaczyna się jąkać, kiedy rozgląda się po pomieszczeniu. - Nie wiem czemu to zrobiłam. Miło jest widzieć znajomą twarz - rumieni się.
Nie pozwoliłem jej odejść, dlatego, że nie chciałem jej zatrzymać, odebrała to tylko w ten sposób.
- Też miło ciebie widzieć - mówię jej, próbując sprawić, by nie czuła się taka zawstydzona.
- Przewróciłam się na podłogę - ponownie się rumieni, a ja przygryzam środek policzka, by się nie roześmiać.
- Wiem, widziałem to - nie mogę nic na to poradzić, ale mały chichot ucieka z moich ust, na co ona kręci głową i się z siebie śmieje.
- Naprawdę tutaj zostajesz? - pyta.
- Tak, nie będę ci przeszkadzać? - jej oczy błyszczą innym odcieniem szarości niż zazwyczaj. Jej włosy są rozpuszczone, lekko pofalowane i kompletnie nieułożone. Nie ma ani śladu makijażu na jej twarzy i wygląda perfekcyjnie. Ilość godzin, jaką spędziłem na wyobrażeniu jej twarzy, kompletnie nie przygotowała mnie na moment, kiedy będę mógł ją faktycznie ujrzeć. Mój umysł nie umie sobie jej całej przyswoić; te wszystkie detale, takie jak: pieg tuż przy linii szyi czy lekko krzywe usta.
Jej koszula opada luźno na ciało, i ma te ohydne spodnie w chmurki, które przykrywają jej nogi. Chwyta koniec swojej koszulki, lekko szarpie ją w dół, bawiąc się kołnierzem. Jest chyba jedyną dziewczyną jaka znam, która bez względu na to, czy ma na sobie rozciągniętą koszulkę i tak wygląda strasznie seksownie. Jej koszulka jest biała, a pod nim ma czarny stanik.... czarny, koronkowy stanik. Zastanawia mnie tylko, czy zdaje sobie sprawę, że mogę zobaczyć, co ma pod koszulką.
- Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie? Gdzie jest reszta twoich rzeczy? - Tessa pyta, kiedy prowadzi mnie po korytarzu. - Pozostali domownicy mają pokoje na górze - dodaje, wybudzając mnie z moich dwuznacznych myśli.
- To wszystko, co zabrałem. Przyjechałem tylko na jedną noc - mówię jej, na co zatrzymuje się naprzeciwko mnie.
- Zostajesz tylko na jedną noc? - pyta mnie, jej oczy skanują moją twarz.
- Tak, a co myślałaś? Że przeprowadzam się tutaj?
Jasne, że tak myślała. Ona przelewa na mnie zbyt dużo swojej wiary.
- Nie - nawet na mnie nie spogląda. - Po prostu myślałam, że może na troszkę dłużej.
A teraz nadchodzi ten moment, kiedy zaczyna robić się niezręcznie. Wiedziałem, że tak będzie.
- Tutaj jest ten pokój - otwiera drzwi, ale nie wchodzę do środka.
- Twój pokój jest po drugiej stronie korytarza, tak? - mój głos się łamie i brzmię jak cholerny głupiec.
- Tak - mamrocze, spoglądając na swoje splecione palce.
- Fajnie - głupio komentuję. - Jesteś pewna, że nie przeszkadza ci moja obecność?
- Oczywiście. Wiesz, że za tobą tęskniłam.
Podekscytowanie na jej twarzy, kiedy tutaj wszedłem, wydaje się znikać i prawdziwe zamiary moich działań krążą ponad naszymi głowami. Nigdy nie zapomnę tego przywitania, dosłownie widziałem mnóstwo emocji wymalowanych na jej twarzy, mnóstwo tęsknoty i czułem to bardziej od niej. Wariowałem bez widoku jej osoby.
- Tak, ale ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy, wręcz wykopałem cię z mieszkania - patrzę, jak zmienia jej się wyraz twarzy za potokiem moich słów. Dosłownie mogę zobaczyć, jak staje między nami ściana, kiedy fałszywie się do mnie uśmiecha.
- Nie wiem, dlaczego się tutaj przypałętałem - wycieram nadgarstkiem czoło i podążam wzrokiem przez korytarz do innego pokoju, jej pokoju.
- Możesz tutaj położyć swoje rzeczy - bierze ode mnie torbę i ją rozpina. Przyglądam jej się, jak wyciąga zwiniętą w kłębek koszulkę oraz bokserki i marszczy nos.
- Te rzeczy są czyste? - pyta, a ja kręcę głową.
-  Bokserki są.
- Wypiorę je - trzyma moja torbę wręcz na wyciągnięcie ręki. - Nie chcę nawet wiedzieć, jak wygląda mieszkanie - w kąciku jej ust ukazuje się radosny uśmiech.
- To dobrze, że już go więcej nie zobaczysz - drażnię ją. Jej uśmiech momentalnie znika.
Ale gówniany żart, co jest ze mną nie tak? - Nie miałem tego na myśli - szybko staram się cofnąć mój niestosowny dobór słów.
- Nic nie szkodzi. Spokojnie, dobrze? To tylko ja  - mówi delikatnie.
- Wiem - biorę głęboki oddech i kontynuuję. - Po prostu czuję, że minął bardzo długi okres czasu i jesteśmy w tym głupim związku z 'przestrzenią', co jest dupne, i nie widywaliśmy się, ale ja tylko tęsknię i mam nadzieję, że ty też - wypuszczam powietrze, kiedy kończę moją szybką wypowiedź.
Uśmiecha się  
- Też.
- Też co? - naciskam na dokładne słowa.
- Tęskniłam za tobą, powtarzałam ci to każdego dnia.
- Wiem - podchodzę do niej bliżej. - Tylko chciałem to usłyszeć - sięgam do jej włosów i przegarniam je za ucho obiema rękoma, a ona się o mnie opiera.
- Kiedy przyjechałeś? - cieniutki głosik nam przerywa, a Tessa ode mnie odskakuje.
Super. Kurwa, zajebiście.
Smith stoi w drzwiach nowej sypialni Tessy. 
- Po prostu przyjechałem - odpowiadam, mając nadzieję, że szybko opuści pokój, bym mógł kontynuować to, co zacząłem parę chwil temu.
- Czemu? - pyta i wchodzi do pokoju.
- Przyjechałem ją zobaczyć - wskazuję na Tessę, która jest teraz w odległości większej niż pięć metrów, wyciąga moje rzeczy z torby i gromadzi je w swoich ramionach.
- Aha - cicho odpowiada, patrząc na swoje nogi.
- Nie chcesz mnie tutaj? - pytam to dziecko.
- Nie mam nic przeciwko temu - wzrusza ramionami, a ja się do niego uśmiecham.
- Dobrze, bo nawet jakbyś miał, to bym stąd nie wyjechał.
- Wiem - Smith uśmiecha się w odpowiedzi, po czym zostawia mnie i Tessę samych. Dzięki, kurwa, Bogu.
- Lubi cię - mówi Tessa.
- Jest w porządku - wzruszam ramionami, na co wybucha śmiechem.
- Też go lubisz - komentuje.
- To nieprawda. Powiedziałem tylko, że jest w porządku.
- Jasne - przewraca oczami. Ma rację, w pewien sposób go lubię. Bardziej niż jakiegokolwiek pięciolatka, jakiego poznałem. - Dzisiaj go pilnuję, kiedy Kim i Christian idą na otwarcie klubu.
- Czemu nie chciałaś z nimi iść?
- Nie wiem, po prostu nie chciałam.
- Hm - trzymam moją wargę między palcami, próbując ukryć mój uśmiech. Jestem zachwycony faktem, że nie chciała z nimi iść i mam nadzieję, że chciała spędzić wieczór, rozmawiając ze mną przez telefon.
- Ale jeśli chcesz, to możesz z nimi iść, nie musisz przesiadywać ze mną przez cały czas.
- Nie przyjechałam tylu kilometrów, by teraz chodzić po klubach bez ciebie. Nie chcesz ze mną zostać?
Jej oczy spotykają wzrok oraz ponownie gromadzi ubrania w ramionach. 
- Jasne, że chcę, byś ze mną został.
- To dobrze, ponieważ nigdzie się bez ciebie nie ruszam - żartuję, nie uśmiecha się tak jak Smith, ale przewraca oczami. - Gdzie idziesz? - pytam, kiedy zauważam, że podąża w kierunku drzwi.
- Zrobić pranie - Tessa mnie informuje. Pewne rzeczy się nie zmieniają i mam nadzieję, że tak pozostaną.

Tessa's POV:

Moje myśli są pokręcone, zdezorientowane i podekscytowane, kiedy uruchamiam pralkę. Harry przyjechał tutaj, do Seattle, i nie musiałam go o to prosić, ani błagać. Przyjechał tutaj z własnej woli. Nawet jeśli, to tylko jedna noc, to znaczy dla mnie bardzo wiele i mam nadzieję, że to będzie dobry krok w kierunku naszego związku. Dalej jestem rozdarta, jeśli chodzi o nasz związek, zawsze mamy zbyt dużo problemów i bezsensownych kłótni. Jesteśmy kompletnie różnymi osobami, ale teraz, jest tutaj ze mną, nie robiliśmy nic więcej, niż  próbowanie przyjaźni, długiego dystansu, 'pół-związku' i spójrzmy, gdzie to nas zaprowadziło.
- Wiedziałam, że się tutaj pokaże - kiedy się odwracam, zauważam Kimberly opartą o próg pralni.
- A ja nie - mówię jej.
- Musiałaś wiedzieć, że to zrobi. Nigdy jeszcze nie widziałem takiej pary jak wasza dwójka.
- Nie jesteśmy parą - wzdycham.
- Pobiegłaś w jego ramiona jak w jakimś filmie oraz jest tu mniej niż piętnaście minut, a już robisz mu pranie - wskazuje na pralkę.
- Jego ubrania są brudne - ignoruję pierwszą część jej komentarza.
- Wasza dwójka nie może bez siebie wytrzymać, to widać na pierwszy rzut oka. Fajnie, by było, gdybyś wyszła dzisiaj z nami i pokazała mu za czym tak naprawdę tęsknił - mruga do mnie i zostawia mnie samą w pralni.
Żałuję, że nie zostałam w żaden sposób poinformowana o jego przyjeździe, mogłabym chociaż wciągnąć na siebie jakąś parę spodni.
Ona ma rację na temat Harry'ego i mnie oraz tego, że nie możemy bez siebie wytrzymać. Zawsze tak było od dnia naszego pierwszego spotkania. Nawet jeśli próbowałam przekonać samą siebie, że nie chcę go widzieć, to i tak nie mogłam powstrzymać motylków w brzuchu na jego widok.
Harry wydawał się pojawiać wszędzie tam, gdzie ja. Szczerze, to przyjeżdżałam do jego domu bractwa za każdą możliwą okazją. Nienawidziłam tego miejsca, ale wiedziałam, że jeśli tam pojadę, to go zobaczę. Nie chciałam tego przyznać, nawet sobie, ale lubiłam przebywać w jego towarzystwie, pomimo tego, że bywał dla mnie okrutny. Te wspomnienia wydają się takie odległe i nierzeczywiste, kiedy przypominam sobie, jak patrzył na mnie w klasie, po czym przewracał oczami, kiedy chciałam się z nim przywitać.
Ślady dobiegające z góry przywołują mnie do rzeczywistości i spiesznie idę przez korytarz do pokoju, który został wyznaczony dla Harry'ego na tę noc. Pokój jest pusty, jego opróżniona walizka dalej leży na łóżku, a jego nigdzie nie ma w pobliżu. Idę przez korytarz i znajduję go stojącego nad biurkiem w moim pokoju. Jego opuszki palców wertują wersy na górze strony mojego zeszytu od kreatywnego pisania.
- Co tutaj robisz? - pytam go.
- Ja tylko chciałem zobaczyć jak tu... mieszkasz. Chciałem zobaczyć twój pokój.
- Aha - zauważam, jak marszczą mu się brwi na dźwięk słów 'twój pokój'.
- To na zajęcia? - pyta, trzymając czarny, skórzany zeszyt.
- Na kreatywne pisanie - wskazuję na niego. - Czytałeś to? - nie mogę nic na to poradzić, ale trochę się denerwuję tym, że mógł go przeczytać. Na razie skończyłam tylko jeden temat, ale jak wszystko inne w moim życiu, odniosło się w stronę Harry'ego.
- Troszkę.
- To tylko jedna praca, jako pierwszy temat mieliśmy napisać coś na dowolnego i... - grzebię się w tłumaczeniach.
- Jest dobre, naprawdę dobre - chwali mnie i umieszcza zeszyt na biurko, po czym chwyta go ponownie i otwiera na pierwszej stronie - Kim jestem... - zaczyna czytać pierwszą linijkę.
- Proszę, nie - błagam.
- Od kiedy jesteś taka nieśmiała, jeśli chodzi o twoje szkolne wypracowania?
- Nie jestem, tylko... ta część jest osobista. Nie jestem nawet pewna czy nie zmienię pewnych detali.
- Przeczytałem twój dziennik z religii - mówi, a moje serce się momentalnie się zatrzymuje.
- Że co? - modlę się, że nie usłyszałam tego poprawnie.
- Przeczytałem go. Zostawiłaś go w mieszkaniu, a ja go odszukałem.
Stoję w ciszy, podczas gdy on się we mnie wpatruje z drugiej części pokoju.
- Każdy wpis był o mnie - dodaje.
- Wiem, naprawdę nie miałam tego na myśli, ale kiedy zaczynałam pisać... - jestem zażenowana i zupełnie zbita z tropu na jego wyznanie. Sama myśl, że Harry znalazł mój dziennik i go przeczytał nigdy nie przeszła mi przez myśl, ale teraz, kiedy to zrobił, to nie mogę nic na to poradzić, ale czuję się bezradnie i bezbronnie.

Harry's POV:

- Przeczytałem go przynajmniej dziesięć razy - przyznaję.
- Naprawdę? - jej rozszerzone oczy nawet na mnie nie patrzą, kiedy otwiera usta ze zdziwienia.
- Nie wstydź się. To tylko ja, pamiętasz? - uśmiecham się do niej, a ona do mnie podchodzi.
- Wiem, ale to musiało brzmieć żałośnie... - naciskam palcami na jej usta, by ją uciszyć.
- Nie, wcale nie.
- Ja... - stara się coś powiedzieć przez mój palec, więc bardziej napieram na jej usta.
- Skończyłaś już? - uśmiecham się do niej, a ona przytakuje. Wolno ściągam palec z jej ust, a ona wysuwa język, by zwilżyć wargi, nie mogę nic na to poradzić, ale wpatruję się w nią.
- Chcę cię pocałować - szepczę; nasze twarze są od siebie oddalone tylko o parę centymetrów. Jej oczy napotykają moje, przełyka gulę i ponownie oblizuje wargi.
- Dobrze - szepcze w odpowiedzi.
Zanim nasze wargi złączają się w pocałunku, słyszymy pukanie do drzwi sypialni.
- Tessa? - wysoki głos Kimberly rozbrzmiewa przez pół-otwarte drzwi.
- Spław ją - szepczę do Tessy, a ona się ode mnie odsuwa.
Najpierw ten dzieciak, teraz ona. Może jeszcze Vance dołączy do tej zabawy?
- Wychodzimy za parę minut - informuje nas Kimberly.
Lepiej dla niej, a teraz wypieprzaj stąd...
- Dobrze, zaraz przyjdę - Tessa odpowiada, a moja irytacja rośnie.
- Nie powinnaś nawet... - zaczynam.
Kiedy Tessa na mnie spogląda, powstrzymuję siebie przed wygłoszeniem niegrzecznego komentarza. To nie może być prawda, nic nie może mnie odciągnąć od chęci pozostania tu.
- Muszę iść, jeśli chcesz tu zostać, to możesz to zrobić.
- Nie, chcę być tam gdzie ty - mówię jej, na co się uśmiecha.
Kurwa, tak bardzo chcę ją pocałować. Bardzo za nią tęskniłem, ona powiedziała, że też za mną tęskniła, dlaczego po prostu nie może... nagle niespodziewanie szarpie mnie za kołnierz mojej czarnej koszulki i przyciska swoje usta do moich. Czuję, jakby ktoś podłączył mnie do gniazdka elektrycznego, każda cząstka mnie rozpala się życiem. Jej język dostaje się do wnętrza moich ust, naciska i pieści, a ja owijam ręce w jej pasie.
Poruszam nogami po podłodze, ciągnąc ją ze sobą, dopóki nie napieram na wezgłowie łóżka. Kładę się, a ona delikatnie na mnie spada. Owijam ramionami jej ciało i odwracam ją tak, że teraz nad nią góruję. Wyczuwam jej bijący puls pod moimi ustami, kiedy całuję ją w szyję i miejsce tuż nad jej uchem. Nierówne oddechy i jęki dochodzą do moich uszu, więc zaczynam powoli, z torturą, napierać na nią moimi udami, wciskając ją głębiej w materac. Palce Tessy zaczynają dotykać moją rozgrzaną skórę pod koszulką, a jej paznokcie przejeżdżają po moich plecach. Kiedy całuję jej małżowinę uszną, obraz Zayna narasta w mojej głowię, więc w ciągu paru sekund jestem na nogach.
- Coś nie tak? - pyta. Jej usta są w kolorze głębokiego różu i trochę napuchnięte na skutek mojego ataku na nią.
- T-to... to nic takiego. Powinnyśmy... iść już na dół - gorączkowo odpowiadam.
- Harry - naciska.
- Tessa, odpuść. To nic.
No wiesz, tylko wyobrażam sobie Zayna pieprzącego cię na naszym łóżku i nie mogę wyrzucić tego obrazka z mojej głowy.
- Dobrze - podnosi się z łóżka i wyciera dłonie w miękki materiał spodni od piżamy.
Zamykam na chwilę oczy, by wyrzucić z głowy ten obrzydliwy obraz. Jeśli Zayn przerwie mi mój czas z Tessą, złamię mu każda kość w jego cholernym ciele.

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: Kochani, nawet nie wiem, co powiedzieć, ponieważ kompletnie odebrało mi mowę. 8 milionów wyświetleń! To jest niesamowite, obłędne i niewiarygodne! Mogłabym tak w nieskończoność wymyślać przymiotniki dla tego zjawiska, ale wątpię, że chciałoby się Wam to czytać. Jestem ogromnie wdzięczna tym, którzy nadal tu są i czytają tego bloga. Buziaki!

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 241.

Soundtrack do rozdziału:

• Coldplay - Shiver
• Coldplay - Yellow


Harry's POV:

- Harry? Wszystko w porządku? - głos Tessy jest chrypliwy od snu.
- Nie... Nie wiem - chrypię. Moje nagie stopy prowadzą mnie w tę i z powrotem po podłodze, a palce wbijają się w moje mokre od potu włosy.
- Co się stało?
- Jesteś w łóżku? - pytam jej.
- Tak, jest trzecia nad ranem. Gdzie miałabym być? Co się dzieje, Harry?
- Po prostu nie mogę spać, to wszystko.
- Och - wzdycha z ulgą. - Przez chwilę zaczęłam się martwić.
- Rozmawiałaś jeszcze z Zaynem? - pytam ją.
- Co? Nie, nie rozmawiałam z nim od kiedy powiedziałam ci, że chciał mnie odwiedzić.
- Zadzwoń do niego i powiedz, że nie może cię odwiedzić - brzmię jak psychopata, ale mam to gdzieś.
- Nie będę do niego dzwonić o tej porze, co cię napadło?
- Nic, Tesso. Nie ważne - prycham i rozłączam się. Próbuje mi oddzwonić, ale przyciskam wyłącznik i ekran robi się czarny.

Tessa's POV:

- Nie będziesz chyba cały dzień chodzić w piżamie, prawda? - pyta Kimberly. Wkładam sobie do ust pełną łyżkę granoli, żeby nie musieć odpowiadać.
Dokładnie to planuję dzisiaj zrobić. Nie spałam najlepiej po tym, jak Harry zadzwonił do mnie w środku nocy. Od tego czasu wysłał parę wiadomości, w żadnej nie wspomniał o swoim dziwnym zachowaniu wczorajszego wieczoru. Chcę do niego zadzwonić, ale nie spędziłam za dużo czasu z Kimberly, od kiedy tu przyjechałam. Większość swojego wolnego czasu rozmawiałam z Harrym przez telefon albo przygotowywałam pierwszą część zadań na moje nowe zajęcia. Mogę przynajmniej z nią porozmawiać przy śniadaniu.
- Nigdy nie masz na sobie normalnych ubrań - wtrąca się Smith, na co prawie wypluwam granolę na stół.
- To nieprawda - odpowiadam z pełnymi ustami.
- Masz rację, Smith - rechocze Kimberly, na co przewracam oczami. Christian wchodzi do pokoju i całuje ją w skroń, Smith uśmiecha się do swojego ojca i przyszłej przybranej matki, łapiąc za swoją piżamę ze Spidermanem.
- Lubisz Spidermana? - pytam, chcąc zagaić rozmowę.
- Nie - jego małe paluszki dłubią w toście.
- Nie? Ale masz to na sobie - wskazuję na jego ubranie.
- Ona je kupiła - kiwa głową w stronę Kim. - Nie mów jej, że nie znoszę tej piżamy, będzie płakać - szepcze, a ja wybucham śmiechem. Smith jest pięciolatkiem z głową dwudziestolatka.
- Nie powiem - obiecuję mu i kończymy posiłek w komfortowej ciszy.

Harry's POV:

- Co jest takie pilne, że musiałem tu przychodzić w ten lodowaty deszcz? - pyta Liam. Strzepuje wodę ze swej czapki na podłogę i kładzie parasolkę przy ścianie.
- On - macham w stronę Richarda, który śpi rozwalony na kanapie.
- Kto to jest? Czekaj... czy to jest ojciec Tessy? - gapi się.
- Nie, tylko jakaś kolejna, bezdomna szumowina, której pozwalam spać na mojej kanapie - wywracam oczami w odpowiedzi.
- Czemu on tu jest? Tessa wie?
- Tak, wie. Ale nie jest świadoma, że przez ostatnie pięć dni jest na głodzie i rzyga dookoła całego domu.
Richard jęczy przez sen, więc łapię Liama za rękaw jego gładkiej koszuli i wyciągam go na korytarz.
- Na głodzie? Narkotykowym?
- Tak, i alkoholowym.
- Nie znalazł jeszcze twojej wódki? Czy już ją pochłonął? - Liam unosi brew.
- Nie mam tu już żadnej wódki, kretynie.
Zagląda zza rogu na gościa śpiącego na mojej kanapie. 
- Dalej nie rozumiem, co ja mam do tego.
- Będziesz go pilnował - informuję go, na co robi krok w tył.
- Nie ma mowy! - próbuje mówić szeptem, ale wychodzi mu to bardziej jak ściszony krzyk.
- Wyluzuj - klepię go po ramieniu. - Tylko przez jedną noc.
- Zapomnij, nie zostanę tu z nim. Nawet go nie znam.
- Ja też nie - kłócę się.
- Ty znasz go lepiej niż ja, któregoś dnia byłby twoim teściem, gdybyś nie był takim idiotą - słowa Liama uderzają we mnie mocniej niż powinny. Teściem? Brzmi to strasznie dziwnie, gdy powtarzam to sobie w myślach.
- Chcę ją zobaczyć - tłumaczę.
- Kogo, Tess?
- Tak, Tessę - poprawiam go. - A kogo innego?
- Czemu ona nie może tu przyjechać? Nie wydaje mi się, że to jest dobry pomysł, bym tu z nim został.
- Nie bądź ciotą, nie jest groźny - mówię mojemu przybranemu bratu. - Upewnij się tylko, że nie wyjdzie z mieszkania. Mam pełno żarcia i wody na miejscu.
- On nie jest psem - zaznacza Liam.
- W tym momencie mógłby nim być - pocieram o skroń ze zdenerwowania. - Pomożesz mi czy nie?
Wpatruje się we mnie. 
- Dla Tessy? - używam jej przeciwko niemu, wiedząc, że to zadziała.
- Tylko jedna noc - zgadza się, a ja odwracam się od niego, żeby ukryć swój uśmiech.
Nie wiem, jak Tessa zareaguje na moje złamanie zgody na 'danie sobie przestrzeni', ale to tylko jedna noc. Jedna krótka noc z nią to to, czego mi teraz trzeba. Potrzebuję jej. Telefony i wiadomości wystarczają przez cały tydzień, ale po moim koszmarze muszę ją zobaczyć. Muszę się upewnić, że jej ciało nie ma żadnych śladów, oprócz tych zrobionych przeze mnie.
- Czy ona wie, że przyjeżdżasz? - pyta mnie Liam.
Szukam na podłodze mojej koszulki, żeby zakryć swój nagi tors. 
- Będzie wiedziała, jak przyjadę, prawda?
- Powiedziała mi o waszej dwójce przez telefon.
Serio?
- Czemu miałaby ci mówić, że robiliśmy sobie dobrze przez telefon? - zastanawiam się.
- Woah! Co! Ja nie... O, Boże - jęczy. Próbuje zatkać sobie uszy, ale jest za późno. Jego policzki mają kolor głębokiej czerwieni, a mój śmiech wypełnia sypialnię.
- Musisz być bardziej dokładny, gdy chodzi o mnie i Tessę, jeszcze się nie zorientowałeś? - uśmiecham się, przywracając w myślach wspomnienie jej jęków dochodzących przez telefon.
- Najwidoczniej nie - marszczy brwi. - Miałem na myśli, że rozmawiacie przez telefon.
- I...
- Uważasz, że jest szczęśliwa? - pyta mnie i mój uśmiech od razu znika.
- Czemu pytasz?
- Tylko się zastanawiam, trochę się o nią martwię. Nie wygląda na tak podekscytowaną i szczęśliwą z powodu Seattle, jak zakładałem - zmartwienie pojawia się na jego twarzy.
- Nie wiem - pocieram dłonią o tył mojej szyi. - Nie brzmi na bardzo szczęśliwą, ale nie jestem w stanie stwierdzić, czy to przez to, że jestem dupkiem, czy dlatego, że nie podoba jej się w Seattle aż tak bardzo jak zakładała - odpowiadam szczerze.
- Mam nadzieję, że to pierwsze. Chcę, żeby była szczęśliwa - mówi Liam.
- Ja też, powiedzmy - zaznaczam, a on odpycha parę brudnych czarnych jeansów spod swoich nóg.
- Miałem zamiar je ubrać - prycham i pochylam się, by podnieść jeansy.
- Nie masz żadnych czystych ciuchów?
- W tym momencie? Nie.
- Robiłeś jakieś pranie, od kiedy wyjechała?
- Tak... - kłamię.
- Nie wygląda na to - wskazuje na plamę na moim czarnym podkoszulku, być może z musztardy?
- Ja pierdolę - ściągam z powrotem koszulkę i rzucam ją na ziemię. - Nie mam, co na siebie włożyć - wysuwam dolną szufladę z szafy i oddycham z ulgą, gdy namierzam stos czystych czarnych T-shirtów na tyle szuflady.
- A te? - Liam wskazuje na ciemno niebieskie jeansy wiszące w szafie.
- Nie.
- Czemu nie? Nigdy nie ubierasz nic, co nie jest czarne.
- Dokładnie - odpalam.
- Cóż, jedyne jeansy, które nosisz są brudne, więc...
- Mam pięć par, po prostu tak wyszło, że wszystkie są w takim samym stylu - poprawiam go, ale mnie ignoruje.
Prychając, przepycham się koło niego, by sięgnąć do szafy i ściągam jeansy z wieszaka. Nie znoszę tych jebanych spodni, moja mama kupiła mi je na Gwiazdkę i przysiągłem, że nigdy ich nie ubiorę, a w tej chwili dokładnie to robię.
- Są lekko... ciasne - Liam przygryza dolną wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Odpierdol się - pokazuję mu środkowy palec i wkładam resztę rzeczy do torby.
Dwadzieścia minut później Richard nadal śpi, Liam w dalszym ciągu robi komentarze na temat moich pieprzonych spodni, a ja jestem gotowy, żeby jechać zobaczyć Tessę w Seattle.
- Co mam mu powiedzieć, jak się obudzi?
- Co chcesz. Byłoby śmieszne, gdybyś go trochę powkręcał. Możesz poudawać, że jesteś mną, albo że nie wiesz dlaczego tu jest, byłby taki zdezorientowany - śmieję się. Liam nie widzi nic zabawnego w moim pomyśle i praktycznie wypycha mnie za drzwi.
- Uważaj jak będziesz jechał, jest ślisko - ostrzega mnie.
- Kumam - przerzucam sobie torbę przez ramię i wychodzę z mieszkania, zanim Liam znowu powie coś ckliwego.

***

W trakcie jazdy, myślę cały czas o moim śnie. Był tak przejrzysty, tak wyraźny. Słyszałem jak jęczy jego imię, słyszałem nawet, jak przesuwa paznokciami po jego skórze.
Pogłaśniam radio, by zagłuszyć swoje myśli, ale nic nie pomaga. Staram się myśleć o niej, o naszych wspomnieniach, by zatrzymać te obrazy przed nawiedzaniem mnie, w przeciwnym razie to będzie najdłuższa droga w moim życiu.
'Zobacz, jakie urocze są te dzieci' - pisnęła Tessa, wskazując na wózek pełen niemowląt. Tak dokładnie dwóch, ale jednak.
'Tak, tak. Takie urocze' - przewróciłem oczami i pociągnąłem ją za sobą przez sklep.
'Mają nawet takie same wstążki we włosach' - tak szeroko się uśmiechała, a jej głos przekształcił się w tak nienaturalnie wysoki, jak wtedy, gdy kobiety mówią do małych dzieci.
'Yhym' - dalej szedłem za Tessą, wzdłuż alejek w Conner's, podczas gdy ona szukała jakiegoś szczególnego sera, którego potrzebowała, by zrobić nam tego wieczoru obiad.
'Przyznaj, że były słodkie' - uśmiechnęła się do mnie szeroko, na co pokręciłem głową ze sprzeciwem.
'No dalej, Harry. Wiesz, że były słodkie, powiedz to'
'Były słodkie...' - odpowiedziałem beznamiętnie, na co zacisnęła usta i założyła ręce na piersi jak krnąbrne dziecko.
'Może jesteś jedną z tych osób, które uważają, że tylko ich dzieci są słodkie' - rzekła i widziałem, jak świadomość tego, co powiedziała skradła jej uśmiech. - 'Gdybyś kiedykolwiek chciał mieć dzieci' - dodała posępnie, a ja nagle zapragnąłem scałować to zatroskanie z jej pięknej buzi.
'Szkoda, że nie chcę' - zaznaczyłem, żeby wbić jej to do głowy.
'Wiem' - znalazła wtedy rzecz, której tak skrzętnie szukała i wrzuciła ją do koszyka, który kazała mi nosić po całym sklepie.
Jej uśmiech w dalszym ciągu nie powrócił, nawet gdy już czekaliśmy w kolejce do kasy.
'Hej' - spojrzałem w dół i delikatnie szturchnąłem ją łokciem. Gdy spojrzała na mnie w górę, jej oczy były zaciemnione w oczekiwaniu na to, że coś powiem.
'Wiem, że uzgodniliśmy, że nie będziemy już rozmawiać o dzieciach...' - zacząłem, jej oczy skupiły się na podłodze. 'Hej' - powtórzyłem i położyłem koszyk na ziemi obok swoich butów. - 'Popatrz na mnie' - moje obydwie ręce zakryły jej policzki i oparłem swoje czoło o jej.
'Wszystko w porządku, nie myślałam, gdy to mówiłam' - przyznała, wzruszając ramionami.
Patrzyłem, jak oglądała się po małym sklepie i praktycznie widziałem, jak zastanawia się, dlaczego dotykam ją w taki sposób przy ludziach.
'W takim razie ustalmy znów, że nie będziemy wspominać o dzieciach. Niepotrzebnie tworzy to między nami problemy' - powiedziałem i szybko pocałowałem ją w usta, nie przerywając pocałunku. Moje usta złączyły się z jej wargami, a jaj małe dłonie znalazły się w kieszeniach moich jeansów.
'Kocham cię, Harry' - powiedziała, gdy Gloria, gburowata kasjerka, chrząknęła.
'Kocham cię, Tess. Będę cię kochał na tyle, że nie będziesz potrzebowała dzieci' - obiecałem jej, a ona odwróciła się ode mnie, by zakryć swoją naburmuszoną twarz.
Gdy kontynuuję jazdę, zaczynam się zastanawiać, czy kiedykolwiek w moim życiu był moment, gdy nie byłem samolubnym chujem?

Tessa's POV:

- Nie mam dzisiaj nastroju na żadne wyjście - mówię Kimberly.
- Tchórzysz, Tesso, a ja jako twoja przyjaciółka i nauczycielka mam obowiązek wyciągnąć cię z tego - uśmiecha się.
- Nauczycielka? Serio? - chichoczę, na co przewraca swoimi wymalowanymi oczami.
- No dobra, może nie nauczycielka, ale przyjaciółka - poprawia się.
- Nie tchórzę, mam po prostu dużo do zrobienia na studia.
- Dziewczyno, masz dziewiętnaście lat, zachowuj się na tyle! Jak ja miałam dziewiętnaście lat, byłam cały czas poza domem, prawie wcale nie pokazywałam się na zajęciach, umawiałam się z chłopakami, z dużą, dużą ilością chłopaków.
- Czyżby? - wtrąca się Christian. Odkleja jakąś taśmę ze swoich rąk.
- Oczywiście żaden nie był tak wspaniały jak ty - Kim puszcza mu oczko, na co się śmieje.
- To jest to, co dostaję za spotykanie się z młodą kobietą: muszę rywalizować ze świeżymi wspomnieniami facetów w wieku studenckim - uśmiecha się.
- Nie jestem tak bardzo od ciebie młodsza.
- Dwanaście lat - podkreśla, na co ona przewraca oczami.
- Tak, ale masz młodą duszę. Nie tak, jak Tessa, która zachowuje się, jakby miała czterdziestkę.
- Jasne, kochanie - rzuca do kosza zużytą taśmę. - Teraz oświeć dziewczynę, jak nie powinna zachowywać się na studiach - posyła jej ostatni uśmiech i znika, zostawiając ją uśmiechającą się od ucha do ucha.
- Tak bardzo kocham tego faceta - mówi mi, na co kiwam głową, bo wiem, że to prawda.
- Naprawdę chciałam, żebyś z nami poszła. Christian i jego współpracownicy otworzyli nowy klub jazzowy w mieście. Jest piękny i na pewno świetnie byś się bawiła.
- Otworzyli klub jazzowy? - pytam.
- Zainwestował w niego, więc tak naprawdę nie musiał nic robić - szepcze z chytrym uśmieszkiem. - Mają muzycznych gości w soboty: śpiewają, prawią kawały, przedstawiają swoją poezję i tak dalej.
- Może w następny weekend? - wzruszam ramionami. Nie chce mi się szykować na wyjście do klubu.
- Dobra, następny weekend. Trzymam cię za słowo. Smith też nie chce iść, więc jego niania będzie tu za parę godzin.
- Ja mogę go popilnować - proponuję. - I tak tu będę.
- Nie musisz.
- Wiem, ale chcę.
- Byłoby wspaniale i dużo prościej. Z jakiegoś powodu nie lubi tej niani.
- Mnie też nie lubi - śmieję się.
- Prawda, ale z tobą rozmawia częściej, niż z większą ilością ludzi - spogląda na swój pierścionek zaręczynowy na palcu, a potem na portret szkolny Smitha wiszący nad sztucznym kominkiem. - Jest takim cudnym chłopcem, ale jednocześnie skrytym - mówi cicho. Przerywa nam dzwonek do drzwi rozchodzący się po pokoju.
- Kto, do diaska, przychodzi tu w środku dnia? - pyta Kimberly, jakbym miała znać odpowiedź na to pytanie.
- Proszę, proszę. Patrzcie kto to! - Kimberly woła od drzwi. Gdy odwracam się, by spojrzeć na nią i gościa, moje usta otwierają się szeroko i staję szybko na nogi.
- Harry! - jego imię opuszcza moje usta bez zastanowienia. Nagła adrenalina na sam jego widok pcha mnie przez pokój. Moje skarpety ślizgają się po drewnianej podłodze, powodując, że prawie przewracam się na twarz. Gdy już w miarę utrzymuję równowagę, przyklejam się do niego, przytulając go tak mocno jak nigdy wcześniej.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •