niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 261.

Soundtrack do rozdziału:

• Eminem ft. Rihanna - Monster
• Birdy - Skinny Love
• Bon Iver - Blood Bank


Harry’s POV:

Co? Co się dzieje? To jeden z niewielu momentów w moim życiu, kiedy mnie zatkało. Ręka mojej mamy rusza się z włosów Vance'a do jego szczęki, a jej usta coraz mocniej napierają na jego wargi. Muszę robić hałas, prawdopodobnie wzdycham, kurwa, sam nie wiem, przez co moja mama otwiera oczy i natychmiast odpycha ramiona Vance'a. Jego głowa zwraca się w moim kierunku, szeroko otwiera oczy i cofa się od lady. Jak mogli nie usłyszeć mnie, gdy schodziłem po schodach? Dlaczego on tutaj jest, w tej kuchni? Co tu się, do cholery, dzieje?
- Harry! – mówi moja mama, jej głos jest wyskoki z przerażenia, kiedy skacze z kuchennego blatu.
- Harry, mogę... - zaczyna Vance. Podnoszę rękę, żeby ich uciszyć, gdy moje usta i mózg pracują razem, starając się nadać sens pieprzonemu widokowi przede mną.
- Jak... - jestem pogmatwany w niełączących się słowach, latających mi przez myśl. – Jak? - powtarzam, moje stopy przesuwają się do tyłu. Chcę uciec od nich tak szybko jak to możliwe, ale potrzebuję wyjaśnień w tym samym czasie. Patrzę wstecz, starając się rozpoznać ludzi, których znałem. Myślałem, że ich znałem, ale teraz nie widzę żadnego podobieństwa. To nie ma sensu. Moje pięty uderzają w tył schodów, a moja mama idzie w moim kierunku. – To nie... - zaczyna. Odczuwam ulgę, kiedy czuję, że znajomy gniew zaczyna palić mnie w ogarniającym szoku. Odsuwam jakiekolwiek luki, które mogły występować sekundy temu. Złość, mogę sobie z nią poradzić. Cieszę się w szoku, nie tak bardzo zaskoczony milczeniem. Idę do nich ponowienie zanim zdaję sobie z tego sprawę. Moja mama cofa się, odcinając się ode mnie, a Christian wychodzi parę kroków przed nią. Co?
- Co, do cholery, jest z tobą nie tak? – przerywam jej, ignorując egoistyczne łzy błyszczące w jej oczach. – Jutro wychodzisz za mąż! – mój głos drastycznie się podnosi. - I ty! – kipię złością na Christiana. - Jesteś, kurwa, zaręczony, a jesteś tutaj, żeby pieprzyć moją mamę na tym cholernym blacie kuchennym! – opuszczam rękę w ostrym ciosie na kruchą ladę. Trzask z odpryskami drewna podnieca mnie, sprawia, że chcę więcej.
- Harry! – moja mama unosi głos.
- Kurwa mać, nie krzycz na mnie! – głośno się wydzieram. Słyszę kroki nade mną, jest to sygnał, że nasze głosy obudziły Tessę i wiem, że jest w drodze, żeby mnie znaleźć.
- Nie mów tak do swojej matki – głos Christiana nie jest głośny, ale zagrożenie w jego głosie jest jasne.
- Nie mów mi, co kurwa mam robić! Jesteś nikim, kim ty, do chuja, jesteś? – moje paznokcie wbijają się w moją dłoń, a mój gniew rośnie. Gromadzi się w dużej masie, gotowy, żeby wybuchnąć.
- Ja... - zaczyna, ręka mojej mamy otacza jego ramię i ciągnie go do tyłu.
- Christianie, nie – błaga go.
- Harry? – głos Tessy dobiega ze schodów, a ona wchodzi do kuchni kilka sekund później. Rozgląda się po pokoju za niespodziewanym gościem. Pierwsze co, jej oczy osiedlają się na mnie, gdy staje tuż obok. – Wszystko w porządku? - niemal szepcze i owija swoją małą rękę wokół mojego ramienia.
- Jest po prostu świetnie! Naprawdę doskonale! – wyciągam ramię z jej uścisku i macham nim przed nią. – Chociaż może wiesz co? Ostrzeż swoją koleżankę Kimberly, że jej ukochany narzeczony został przyłapany z moją mamą.
Oczy Tessy prawie wypadają po mojej wypowiedzi, ale pozostaje cicho. Żałuję, że nie została na górze, ale wiem, że gdybym był nią, też bym nie został.
- Gdzie jest twoja urocza Kimberly? Została w pobliskim hotelu z twoim synem? – pytam go, sarkazm krzyczy w moich słowach. Nie lubię Kimberly, jest cholernie wścibska i nieznośna, ale kocha Vance'a, byłem pod silnym wrażeniem, że on jest w niej tak samo zakochany. Wyraźnie, myliłem się. On nie pierdoli o niej czy o ich nadchodzącym ślubie, gdyby to zrobił nie byłoby tego.
- Harry, wszyscy musimy się uspokoić – moja mama próbuje rozładować sytuację. Jej ręka spada z jego ramienia.
- Uspokoić się? – drwię. Ona jest niewiarygodna. – Jutro wychodzisz za mąż, a ja znajduję cię tutaj, w środku nocy, ułożoną na blacie kuchennym jak dziwka – w momencie, kiedy moje słowa uderzają w powietrze, Christian jest na mnie. Jego ciało rzuca się na mnie, a moja głowa zderza się z kafelkami w kuchni, kiedy zostaję przewrócony na ziemię.
- Christian! – słyszę krzyk mojej mamy. Używa swojego ciężaru ciała, żeby trzymać mnie tutaj, ale udaje mi się wydostać ręce z jego uścisku. Chwilę potem jego pięść łączy się z moim nosem, adrenalina krąży we mnie, a wszystko co widzę jest czerwone.

Tessa’s POV:

Czy ja śnię? Proszę niech to będzie koszmar, to nie może być prawda. Christian jest na szczycie Harry’ego, a jego pięść łączy się z nosem chłopaka, robiąc najbardziej okropny dźwięk. Ten dźwięk pali moje uszy, a moje serce upada. Ręka Harry’ego chodzi między nimi, dostarczając cios równy siłą do jego szczęki i powodując, że Christian trzyma się jego, aby się nie poślizgnąć. W ciągu sekundy Harry przewraca się pod nim i odpycha jego ramiona, przyciskając go do podłogi. Nie mogę śledzić, ile ciosów zapada między nimi i nie mogę powiedzieć, kto ma przewagę.
- Powstrzymaj ich! – krzyczę do Anne. Każda część mnie chce wejść pomiędzy nich, wiem że jeśli Harry mnie zobaczy natychmiast przestanie, ale mam niewielki strach, że może jest zbyt zły, za bardzo poza kontrolą i przypadkowo zrobi coś, co doprowadzi go do szaleństwa z poczucia winy.
- Harry! – Anne chwyta nagie ramiona Harry’ego, aby wyciągnąć go siłą, ale zostaje niezauważona przez ich obu. Dodając do panującego chaosu, tylne drzwi się otwierają, ukazując panikującego Robina. O, Boże.
- Anne? Co jest... – mruga oczami pod jego grubymi okularami, gdy rejestruje, co tu się dzieje. Mniej niż sekundę później, przyłącza się do nich, podchodzi do Harry’ego i chwyta go obiema rękoma. Wielki mężczyzna podnosi go bez wysiłku i popycha na ścianę. Christian wstaje, a Anne ciągnie go na przeciwległą stronę. Harry trzęsie się wściekły, ciężko oddychając. Obawiam się, że jego płuca zapadnią się z wyczerpania. Biegnę do niego, niepewna co mam zrobić, ale pragnę jego bliskości.
- Co się tu, do cholery, dzieje? – głos Robina przyciąga uwagę, żąda tego.
Wszystko dzieje się tak szybko, strach w brązowych oczach Anne, gniewne pręgi pokrywające twarz Christiana, grube, głębokie, czerwone szlaki krwi spływające po twarzy Harry’ego od jego nosa do ust. To wszystko to zbyt wiele.
- Spytaj ich! – Harry krzyczy, małe czerwone kropelki krwi rozpryskują się na jego piersi. Wskazuje na przestraszoną Anne i wściekłego Christiana.
- Harry – delikatnie mówię. – Chodźmy na górę – sięgam po jego dłoń, starając się zachować własne emocje na dystans. Drżę i czuję gorące łzy na policzkach, ale to nie jest o mnie.
- Nie! – wyszarpuje się ode mnie. – Powiedz mu! Powiedz mu co, kurwa, robisz! – Harry znowu próbuje rzucić się w kierunku Christiana, ale Robin szybko staje między nimi. Na chwilę zamykam oczy, modląc się, że Harry go nie zaatakuje.
Ponownie jestem w moim starym akademickim pokoju, Harry i Noah są po obu stronach mnie. Harry zmusza mnie do przyznania mojej niewierności do chłopca, z którym spędziłam połowę mojego życia. Wyraz twarzy Noah nie wydaje się aż tak bolesny teraz w moich oczach.
- Harry, proszę nie rób tego – proszę go. Kiedy patrzę na Robina, mogę to zobaczyć. Mogę zobaczyć świadomość, dezorientację, ból. - Harry – powtarzam, błagając, żeby nie zawstydził tego człowieka. Anne musi mu to powiedzieć na swój sposób, nie przed publicznością. To nie w porządku.
- Pieprzyć to! Pieprzyć was wszystkich! – Harry krzyczy, jego pięść uderza w blat, łamiąc go na pół. - Jestem pewien, że Robin nie będzie miał nic przeciwko, jeśli użyjecie jutro zaplecza. – Harry obniża głos, każde jego słowo jest mierzone świadomie i okrutnie. – Jestem pewien, że wam pozwoli, widząc że zmarnuje cholernie dużo pieniędzy na ten śmieszny ślub – w połowie się śmieje. Chłód pojawia się głęboko w moim kręgosłupie, a ja wpatruję się w ziemię. Nikt nie jest w stanie go zatrzymać, kiedy jest taki. Nikt nawet nie próbuje. Wszyscy są cicho, kiedy Harry kontynuuje.
- Coż za sympatyczna para z was jest. Zaręczony i była żona jego najlepszego przyjaciela pijaka – drwi. – Przepraszam Robin, ale przyszedłeś o pięć minut za późno na przedstawienie. Przegapiłeś część, w której miał język twojej narzeczonej w gardle - Christian znowu próbuje zaatakować Harry’ego, ale Anne staje przed nim. Oczy Harry’ego są na Christianie, a Christiana na nim. Widzę zupełnie nową stronę Christiana. Nie jest zabawny czy dowcipny, złość promieniuje od niego w grubych falach wściekłości. Christian, który trzyma Kimberly w talii i szepcze jej jaka piękna jest, jest gdzieś indziej.
- Jesteś trochę nonszalancki... - mówi Christian przez zęby.
- Ja jestem nonszalancki? Jesteś tym, który mówił mi o małżeństwie, jeszcze gdy miałeś romans z moją mamą!
Mój umysł nie może się połapać. Christian i Anne? Anne i Christian? To nie ma sensu. Wiem, że byli przyjaciółmi przez wiele lat i Harry mówił mi, że Christian się nimi opiekował po opuszczeniu Kena, ale romans?
Nigdy nie myślałam, że Anne mogłaby zrobić coś takiego, a Christian wydawał się być taki zakochany w Kimberly. Kimberly. Moje serce boli na myśl o niej, ona go tak bardzo kocha. Jest w połowie planowania ślubu z jej wymarzonym mężczyzną i teraz wydaje się, że w ogóle go nie zna. Będzie zdewastowana. Zbudowała z nim i jego synem życie. Nieważne, co będę musiała zrobić, nie pozwolę, żeby Harry powiedział jej o tym. Nie pozwolę mu poniżyć i drwić z niej w taki sposób, jak zrobił to z Robinem.
- To nie jest tak – temperament Christiana jest tak silny jak Harry’ego. Jego zielone oczy błyszczą, palą się z gniewu, a ja wiem, że jedyne co chce, to owinąć swoje ręce wokół szyi Harry’ego.
Robin jest cichy, jego oczy spoczywają na jego narzeczonej i jej zabarwionych policzkach.
 - Bardzo przepraszam, to nie miało się wydarzyć. Nie wiem... – głos Anne zamienia się w bolesny szloch, odwracam wzrok.
Głowa Robina się trzęsie, zaprzeczając jej przeprosiny i zostaje cicho, kiedy robi kroki przez małą kuchnię i zatrzaskuje za sobą drzwi. Anne upada na podłogę, na kolana, jej ręce pokrywają twarz, by stłumić płacz.
Ręce Christiana gwałtownie opadają, jego gniew zamienia się w niepokój, kiedy klęczy przy niej, bierze ją na ręce. Obok mnie, Harry podnosi ponowie oddech, jego zaciśnięte pięści po bokach i staję obok niego, przenosząc moje ręce na jego policzki. W moim brzuchu się przewraca na widok krwi, ślad pokrył jego brodę. Jego usta są poplamione, za dużo krwi.
- Nie – ostrzega mnie, odsuwając moje ręce z jego ciała. Wpatruje się za mną na jego matkę owiniętą w ręce Christiana Vance'a. Ich dwójka zdaje się, że zapomniała, że tu jesteśmy albo po prostu ich to nie obchodzi. Jestem zmieszana.
- Harry, proszę – płaczę i podnoszę moje drżące dłonie do jego twarzy po raz drugi.
W końcu patrzy na mnie i widzę rosnące poczucie winy w jego oczach.    
- Proszę, chodźmy na górę – błagam go. Jego skupienie zostaje na mojej twarzy i staram się zmusić, by nie patrzeć gdzieś indziej, aż się nie uspokoi.
- Zabierz mnie od nich – jąka się. – Zabierz mnie stąd.
Upuszczam ręce i owijam jedną wokół jego ramienia, delikatnie wyprowadzając go z kuchni. Kiedy wchodzimy przez pierwsze schody, Harry się zatrzymuje. 
- Chcę wyjść z tego domu – mówi.
- Okej – szybko się zgadzam. Również chcę opuścić ten dom. – Wezmę nasze torby, idź do auta – sugeruję.
- Nie, jeśli wyjdę... - nie dokańcza zdania, dokładnie wiem, co się stanie, jeśli zostanie sam z jego matką i Vance'em.
- Chodź na górę, to nie zajmie długo – obiecuję mu. Z całych sił próbuję zostać spokojna, być dla niego silna, robię to już długi czas.
Pozwala mi przejąć prowadzenie i podąża za mną po schodach i korytarzu do małej sypialni. Pospiesznie pakuję rzeczy do torby, nie tracąc czasu na właściwe poukładanie ich. Podskakuję i tłumię krzyk, kiedy komoda zostaje przewrócona, ciężki mebel opada na podłogę z głośnym hukiem. Harry klęka i wyrzuca pierwszą pustą szufladę, po czym chwyta następną. Zniszczy wszystko w tym pokoju, jeśli nie wyciągnę go stąd.
Kiedy tylko rzuca ostatnią szufladę o ścianę, owijam moje ręce wokół jego ciała. 
- Chodź ze mną do łazienki – prowadzę go przez korytarz i zamykam za nami drzwi. Chwytając ręcznik ze stojaka, odkręcam kran i instruuję Harry’ego, by usiadł na toalecie. Jego cisza mrozi krew w żyłach, ale nie chcę go popychać.
Nic nie mówi ani nawet nie skrzywia się, gdy przykładam ciepły ręcznik do jego policzka, przeciągając nim po krwi pod jego nosem, przez usta i dół brody.
- Nie jest złamany – cicho spostrzegam po krótkim badaniu jego nosa. Jego dolna warga jest spuchnięta i opadnięta, ale nie krwawi. Mój umysł nadal ściga migające obrazy złe obrazy dwóch mężczyzn atakujących siebie nawzajem.
Nie odpowiada.
Kiedy większość krwi jest usunięta, przemywam poplamiony ręcznik i zostawiam go na zlewie. – Idę po nasze torby, zostań tutaj – mówię mu, mając nadzieję, że posłucha.
Idę szybko do pokoju, by zabrać nasze torby i rozsuwam walizkę. Harry jest bez koszulki i na boska, ma na sobie tylko sportowe spodenki, a ja jego koszulkę. Nie miałam czasu, by pomyśleć o ubraniu się, czy nawet być zażenowana, kiedy usłyszałam krzyki dochodzące z pierwszego piętra domu. Nie wiedziałam, czego oczekiwałam, ale Christian i Anne nie byli jednym ze scenariuszy, o jakich myślałam.
Pozostaje przygnębiony, kiedy wkładam przez jego głowę czystą koszulkę i nawijam skarpetki na jego bose stopy. Ubieram się w bluzę i dżinsy, nie martwiąc się o wygląd. Przemywam moje ręce jeszcze raz, próbując wyskrobać krew pod paznokciami.
Cisza rozciąga się między nami, kiedy docieramy do schodów, a Harry bierze ode mnie dwie torby. Syczy, gdy podnosi pasek mojej torby, by przełożyć ją na jego ramię i wariuję podczas wyobrażania ściągacza znajdującego się pod jego koszulką.
Słyszę szloch Anne i niski głos Christiana pocieszającego ją, gdy opuszczamy dom. Kiedy docieramy do wypożyczonego samochodu, Harry obraca twarz jeszcze raz w kierunku domu, a ja patrzę jak dreszcz przechodzi przez jego ramiona.
- Mogę prowadzić – biorę kluczyki, ale on szybko mi je odbiera.
- Nie, ja prowadzę – w końcu się odzywa. Nie kłócę się z nim.
Chcę zapytać gdzie jedziemy, ale wybieram nie pytać go teraz, jest ledwo co opanowany i muszę zachować rozwagę. Umieszczam moją rękę na jego dłoni i odczuwam ulgę, że nie drży przez mój dotyk.
Minuty wydają się godzinami, kiedy jedziemy przez wioskę w ciszy, każda mila dodaje kolejną warstwę napięcia. Gapię się przez okno i rozpoznaję znaną ulicę z dzisiejszego popołudnia, gdy mijamy sklep ślubny Susan. Obraz Anne wycierającej łzy, patrzącej na siebie w lustrze i ubranej w jej suknie ślubną, wywołuje moje własne łzy. Jak ona mogła to zrobić? Ma wziąć jutro ślub, dlaczego miałaby to zrobić?
- To jest takie popierdolone – głos Harry’ego przywraca mnie do teraźniejszości.
- Nie rozumiem tego – mówię, delikatnie ściskając moją dłoń pod jego ręką.
- Wszystko i wszyscy w moim życiu są tak bardzo popierdoleni – mówi, jego twarz jest pozbawiona emocji.
- Wiem – zgadzam się z nim, nawet jeśli nie mogłabym się bardziej nie zgodzić, to nie jest czas, by go poprawiać.
Harry zwalnia auto, kiedy ustawia je na parkingu przy małym motelu. 
- Zostaniemy tu na noc i wyjedziemy rano – patrzy przez przednią szybę. – Nie wiem co powiedzieć o twojej pracy i gdzie będziesz mieszkać – mówi i wyskakuje z auta.
Byłam zbyt zajęta martwieniem się o Harry’ego i tą brutalną sceną w kuchni, że chwilowo zapomniałam, że ten facet toczący się po podłodze z Harrym nie jest tylko moim szefem, ale mieszkam w jego domu.
- Idziesz? – Harry pyta, przerywając moje myśli.
Zamiast odpowiadania, wychodzę z samochodu i w ciszy idę za nim do recepcji.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 260.


Soundtrack do rozdziału:

• One Republic - Secrets
• Taylor Swift - Ours
• One Direction - Through the Dark


Tessa’s POV:

Kiedy mój alarm rozbrzmiewa o siódmej, muszę zmusić się do wyjścia z łóżka. Ledwo co spałam, przerzucając i obracając się przez całą noc. Ostatnim razem kiedy sprawdziłam godzinę, była trzecia rano i nie byłam pewna, czy spałam chociaż chwilę przez ten czas, czy nie.
Harry śpi. Jego ręce spoczywają skrzyżowane na brzuchu. Nie obejmował mnie ostatniej nocy ani razu. Jedyny kontakt jaki otrzymałam było to, gdy jego ręce sięgały po mnie w czasie snu, by sprawdzić czy leżę koło niego, zanim położył je na brzuch. Jego zmiany nastroju są nieco spodziewane, wiem, że nie chciał przylecieć na ten ślub, ale jego duży stopień niepokoju nie ma dla mnie sensu, szczególnie, kiedy odmówił rozmowy o tym. Chciałabym go zapytać jak zamierza się tu ze mną przeprowadzić, skoro nie chce mnie tu nawet na weekend.
Muskam moją ręką po jego czole, odsłaniając kosmyki włosów i przesuwam dłoń w dół, aby dotknąć lekki zarost rozsiany na jego szczęce. Trzepocze powiekami, więc szybko się odsuwam i staję na nogi. Nie chcę go budzić, jego sen również nie był najspokojniejszy. Chciałabym wiedzieć co go prześladuje, chciałabym, żeby nie był tak bardzo zamknięty w sobie. Ujawnił mi wszystko w liście, który dla mnie napisał, podczas gdy większość tych rzeczy były jego okropnymi błędami. Nic co zrobił w przeszłości, nie przyczyni się do zniszczenia naszej przyszłości. On musi o tym wiedzieć albo to nigdy nie będzie działało.
Łazienkę nie jest trudno znaleźć, czekam cierpliwie, aż woda zmieni kolor z brązowej na czystą. Prysznic jest głośny i ciśnienie wody jest bardzo mocne, prawie bolesne, ale czyni cuda ze zgromadzonym napięciem w moich mięśniach pleców i ramion. 
Jestem już ubrana w parę dżinsów i kremowy bezrękawnik. Waham się przed założeniem koronkowego swetra w kwiatki. Jest wiosna i tutaj w centralnym Londynie to czuć. Anne nie dała mi wyraźnego czasu na nasze dzisiejsze plany, więc udaję się, by przygotować sobie kubek kawy. Godzinę później, wracam na górę i chwytam moją książkę, by czymś się zająć. Harry obrócił się z pleców, a jego twarz cała się marszczy. Bez przeszkadzania mu, szybko opuszczam pokój i szukam drogi powrotnej do stołu w kuchni. Mijają kolejne godziny i odczuwam ulgę, kiedy Anne wchodzi przez drzwi. Jej brązowe włosy są związane, tak jak moje, w niskiego koka i jest ubrana w dres, a cóż innego.
- Miałam nadzieję, że będziesz już przytomna, chciałam wam dać trochę czasu do spania, po wczorajszym długim dniu – uśmiecha się. – Jestem gotowa do pracy.
Spoglądam w stronę wąskiej klatki schodowej po raz ostatni, mając nadzieję, że Harry zejdzie na dół z uśmiechem na twarzy i pocałunkiem na pożegnanie, co nie ma miejsca. Chwytam moją torebkę i podążam za Anne tylnymi drzwiami.

Harry’s POV:

Kiedy sięgam po Tessę, nie ma jej w łóżku. Nie wiem, która jest godzina, ale słońce świeci cholernie za jasno, przepuszczając światło przez niezasłonięte okna i próbując zmusić mnie do wstania. Gówno spałem w nocy, a Tessa przerzucała się i obracała podczas snu. W większości starałem trzymać dystans od jej niespokojnego ciała. Muszę się opanować, zanim zniszczę ten cały weekend, dla niej. Po prostu nie mogę się pozbyć mojej paranoi. Nie, kiedy moja mama ma zamiar przedstawić Tessie Susan Kingsley.
Nie zawracam sobie głowy zmienianiem ubrań, myję zęby i polewam włosy odrobiną wody. Tessa już się umyła, jej kosmetyczka jest starannie schowana w pustej szafce.
Kiedy docieram do kuchni, kubek z kawą jest nadal gorący i w połowie pełny, przepłukany spoczywa na rogu. Tessa i moja mama musiały już wyjść, powinienem był jej o wszystkim powiedzieć i trzymać ją z dala od tego. Dlaczego tego nie zrobiłem? Ten dzień może minąć na dwa sposoby, Susan może być kompletną suką i zamienić Tessy dzień w piekło, albo może trzymać swoje cholerne usta zamknięte i wszystko będzie dobrze.
Co mam, kurwa, robić przez cały dzień, kiedy moja mama oprowadza Tessę po mieście?
Mógłbym je poszukać, to nie byłoby trudne, ale moja mama pewnie byłaby wkurzona, a jutro dzień jej ślubu. Obiecałem Tess, że będę się zachowywał jak najlepiej przez ten weekend, nawet jeśli już złamałem tę obietnicę, nie potrzebuję, żeby było jeszcze gorzej.

Tessa’s POV:

- Twoje włosy wyglądają cudownie – Anne sięga nowo zrobionymi dłońmi przez stół, by dotknąć moich włosów.
- Dziękuję, przyzwyczajam się do nich – uśmiecham się, patrząc w lustro bezpośrednio za naszym stołem.
Kobieta ze spa była przerażona, że nigdy wcześniej nie farbowałam swoich włosów. Po kilku minutach przekonywania mnie, zgodziłam się na delikatne przyciemnienie włosów, tylko na górze. Końcowym kolorem jest bardzo jasny brąz, który zanika w kierunku końcówek do mojego naturalnego blondu. Różnica jest ledwo zauważalna i wydaje się znacznie bardziej naturalna niż się tego spodziewałam. Kolor nie jest stały, będzie tylko przez następny miesiąc. Nie byłam gotowa na trwałą zmianę, ale im dłużej patrzę na siebie w lustro, tym bardziej mi się podoba.
Kobieta uczyniła również cuda z moimi brwiami, wyrywając je do doskonałego łuku, a moje paznokcie u rąk i stóp pomalowała na głęboką czerwień. Odmówiłam ofertę Anne odnośnie brazylijskiego wosku, ponieważ gdy tylko to przemyślałam, uznałam, że mogłoby być niezręcznie zrobić to z matką Harry’ego, na razie jest u mnie w porządku z goleniem. Podczas spaceru do samochodu, Anne dokucza mi, mówiąc o moich cienkich butach, tak samo jak robi to jej syn, a ja powstrzymuję się, by nie powiedzieć o jej codziennym noszeniu dresów.
Patrzę się całą drogę przez okno, analizując każdy dom, budynek, sklep i osobę na ulicy.
- To jest to miejsce – Anne mówi minuty później, kiedy ustawia auto na krytym parkingu położonym pomiędzy dwoma małymi budynkami. Idę za nią, by wejść do budynku mniejszego od tamtym poprzednich.
Całość tego ceglanego budynku jest pokrywa mchem i mój duchowy Liam pojawia się, jako psychiczne odniesienie do Hobbita, które przechodzi mi przez głowę. Liam pomyślałby dokładnie tak samo, jeśli byłby tutaj i podzieliłby się śmiechem, kiedy Harry skarżyłby się jak okropne są te filmy i jak bardzo niszczą oryginalną pracę J.R.R. Tolkiena. Liam kłóciłby się, jak zwykle, twierdząc, że Harry sekretnie kocha te filmy, a Harry pokazałby mu środkowy palec.
Samolubnie, wyobrażam sobie miejsce, gdzie Harry, Liam i ja moglibyśmy mieszkać blisko siebie, miejsce gdzie Liam i Danielle mogliby mieszkać w Seattle, może w tym samym budynku, co ja i Harry.
- Jest dziś dość ciepło, chcesz zjeść na zewnątrz? – pyta, wskazując na metalowe stoły wyłożone wokół tarasu.
- Byłoby w porządku – uśmiecham się, podążając za jej prowadzeniem, by siedzieć w ostatnim rzędzie. 
Kelnerka przynosi dzbanek wody na nasz stół i kładzie dwie szklanki naprzeciwko Anne. Nawet woda wygląda tu lepiej, dzbanek jest wypełniony kostkami lodu i doskonałym kształtem kół cytryny.
- Dołączy do nas jeszcze jedna osoba... zaraz powinna być – oczy Anne rozglądają się po chodniku. – O, tam jest – odwracam się, by zobaczyć wysoką brunetkę, idącą przez ulicę i machającą do nas. Spódnica do ziemi i wysokie szpilki utrudniają jej poruszanie się.
- Susan! – twarz Anne rozświetla się na widok niezdarnego wejścia kobiety.
- Anne, kochanie, jak się masz? – pochyla się, by pocałować policzki Anne, zanim zwraca się do mnie i robi to samo. Czuję się niezręcznie tak samo jak niewygodnie, ale się uśmiecham, nie mając pewności czy powinnam zwrócić to nieznane powitanie.
Oczy kobiety są głęboko niebieskie, sprawiając tym najpiękniejszy kontrast pomiędzy jej bladą skórą i ciemnymi włosami. Odsuwa się zanim decyduję się co zrobić. 
– Ty musisz być Theresa, słyszałam wiele wspaniałych rzeczy o tobie – uśmiecha się i zaskakuje mnie wzięciem dwóch moich rąk do jej. Delikatnie je ściska i puszcza mi jasny uśmiech zanim przesuwa krzesło obok mnie i siada.
- Miło cię poznać – uśmiecham się do niej. Nie mam pojęcia co myślę o tej kobiecie, wiem, że nie lubię sposobu, w jaki jej imię zadziałało na Harry’ego zeszłej nocy ale wydaje się taka urocza, to mylące.
- Długo czekałyście? – pyta i odwraca się, by zahaczyć jej torebkę o tył krzesła.
- Nie, właśnie przyjechałyśmy. Spędziłyśmy cały poranek w spa – Anne przerzuca jej błyszczące włosy przez ramię.
- Widzę, pachniecie jak bukiet kwiatów – Susan się śmieje, napełniając swoją szklankę wodą. Jej akcent jej elegancki i dużo grubszy niż Harry’ego czy Anne.
Mimo zmiany nastroju Harry’ego ostatniej nocy, jestem zakochana w Anglii, szczególnie w tej wiosce. Zanim tu przyjechaliśmy szukałam czegoś na jej temat, a zdjęcia w Internecie nie ukazują piękna tego ponadczasowego obszaru. Wpadam w zachwyt, kiedy spoglądam dookoła ulicy, jak coś tak prostego jak brukowana ulica wyłożona małymi kawiarniami i sklepikami może być tak czarujące, tak intrygujące?
- Jesteś gotowa na twoją ostatnią przymiarkę? - Susan pyta Anne. Kontynuuję analizowanie okolicy, jedynie pobieżnie, słuchając rozmowy kobiet. Moja uwaga jest skupiona na ciekawej i historycznej bibliotece po drugiej stronie ulicy. Mogę sobie tylko wyobrazić kolekcję, jaką posiada.
- Tak. Jeśli tym razem nie będzie pasować, będę musiała pozwać właściciela sklepu – śmieje się Anne. Wracam do nich i zmuszam się, by nie gapić się na zatokę dopóki Harry nie weźmie mnie, by pozwiedzać.
- Cóż, wiedząc, że to ja jestem właścicielem, mogę mieć z tym problem – śmiech Susan jest niski i bardzo czarujący. Muszę pamiętać, żeby być przed nią ostrożna.
Moja wyobraźnia zaczyna się zastanawiać, kiedy patrzę na tę piękną kobietę. Czy Harry był z nią blisko? Wspomniał, że miał seksualne spotkania ze starszymi kobietami, niewiele, ale nigdy nie pozwoliłabym mu ich rozwinąć. Czy Susan, z dużymi niebieskimi oczami i długimi brązowymi włosami, jest jedną z nich? Drżę na tę myśl. Na pewno nie, mam nadzieję, że nie.
Ignoruję ostry ból zazdrości pochodzący z moich myśli i zmuszam się cieszyć przepysznymi kanapkami, które kelnerka właśnie umieszcza przede mną.
- Więc, Theresa, opowiedz o sobie - Susan wbija widelec w kawałek sałaty z talerza i przenosi go do jej pomalowanych ust.
- Możesz mówić do mnie Tessa – nerwowo zaczynam. – Kończę mój pierwszy rok studiów w stanie Waszyngton, niedawno przeprowadziłam się do Seattle – spoglądam na Anne, która marszczy brwi, Harry musiał jej nie powiedzieć o mojej przeprowadzce, albo może powiedział i jest smutna, że nie przeprowadził się ze mną?
- Seattle wydaje się być uroczym miastem, nigdy nie byłam w Ameryce – naciska na swój nos. - Ale mój mąż obiecał mi, że zabierze mnie tam tego lata.
- Powinnaś, jest ładna – głupio spostrzegam. Prawdopodobnie ją znienawidzi. Jestem zdenerwowana, moje ręce delikatnie się trzęsą, kiedy wyciągam z torebki telefon komórkowy, by wysłać Harry’emu wiadomość. Tylko proste 'Tęsknie za Tobą'.
Reszta lunchu jest pełna rozmów o ślubie i nic nie mogę na to poradzić, ale lubię Susan. Miała jej drugi ślub ostatniego lata, sama go zaplanowała, nie ma dzieci, tylko jedną siostrzenicę i siostrzeńca. Jest właścicielką sklepu ślubnego, z którego Anne wybrała suknię, jest to jeden z pięciu z północnego centrum Londynu. Jej mąż jest właścicielem i pracuje w trzech najbardziej popularnych pubach, wszystko w odrębie trzech mil od siebie.
Sklep ślubny Susan jest oddalony tylko o kilka przecznic od restauracji, więc postanowiłyśmy się przejść. Jest dziś ciepło i  słońce jasno świeci, nawet powietrze wydaje się być bardziej orzeźwiające. Harry nadal nie odpisał na moją wiadomość, ale jakoś wiedziałam, że nie odpisze.
- Szampana? – oferuje Susan w momencie, gdy przechodzimy przez drzwi małego sklepu. Przestrzeń jest minimalna, ale idealnie urządzona, starodawnie i czarująco, czarny i biały pokrywa każdy cal.
- Och, nie, dziękuję – uśmiecham się. Anne przyjmuje jej ofertę i obiecuje mi, że wypije tylko jeden kieliszek. Prawie jej mówię, żeby wypiła więcej, by mogła korzystać, ale nie ufam sobie prowadząc tutaj samochód, czuję się dziwnie na siedzeniu pasażera, tym bardziej nie mogę sobie wyobrazić prowadzenia. Kiedy patrzę na śmiech Anne i żartowaniu z Susan, nic nie mogę na to poradzić, ale myślę jak bardzo Anne i Harry są od siebie różni. Ona jest taka nieśmiała i żywa, a Harry jest... cóż, Harrym. Wiem, że nie mają ze sobą zbyt wiele relacji, ale chciałabym myśleć, że ten weekend może to zmienić, nie całkowicie, ale mam nadzieję, że Harry będzie ciepły dla swojej matki w dniu jej ślubu.
- Pokażę się za minutę, możesz poczuć się jak w domu – Anne mówi mi zanim zasłania zasłonę w głównej przymierzalni na środku sklepu. Siadam na pluszu, białej kanapie i śmieję się, kiedy słyszę jej przekleństwa na Susan za ściskanie jej zamkiem. Może ona i Harry są bardziej podobni niż myślałam.
- Przepraszam – głos kobiety przerywa moje myśli. Spoglądam do góry, by spotkać niebieskie oczy młodej kobiety z obrzmiałym ciążowym brzuchem.
- Przepraszam, widziałaś Susan? – pyta, jej oczy skanują przestrzeń
- Jest tam -  wskazuję na rozległą zasłonę przykrywającą przymierzalnie, w której zniknęła Anne razem z jej suknią ślubną zaledwie kilka minut temu.
- Dziękuję – uśmiecha się wzdychając z ulgą. – Jeśli zapyta, przyjechałam równo o drugiej – dziewczyna się uśmiecha.
Musi tu pracować. Moje oczy podążają za jej plakietką przymocowaną do białej koszulki z długim rękawem. – Natalie – mówi.
Spoglądam na zegar, jest pięć minut po piątej – Twój sekret jest ze mną bezpieczny – zapewniam ją.
Zasłona się odciąga i Anne ujawnia się, mając na sobie jej suknię ślubną. Jest piękna, ona jest absolutnie piękna w prostej, nakrytej rękawami sukni.
- Wow – ta dziewczyna, Natalie, i ja mówimy w tym samym momencie.
Anne wychodzi, oglądając się w lustrze na całej długości i wyciera łzy z jej oczu.
- Robi tak przy każdej przymiarce, ta jest trzecia – Natalie się uśmiecha, zauważam jej wzrastające łzy w oczach i wiem, że moje wyglądają tak samo. Jej ręka naciska na brzuch.
- Jest piękna. Robin jest szczęściarzem – uśmiecham się w kierunku mamy Harry’ego. Jej skupienie jest nadal na odbiciu w lustrze, nie winię jej.
- Znasz Anne? – młoda kobieta grzecznie pyta.
- Tak – odwracam do niej twarz – Jestem... – Harry i ja naprawdę powinniśmy omówić jak powinno wyglądać nasze przedstawianie się. – Jestem z jej synem – mówię jej, a jej oczy się rozszerzają.
- Natalie – głos Susan dochodzi z drugiej strony sklepu. Anne zbladła, jej oczy poruszają się tam i powrotem pomiędzy mną a Natalie. Czuję się, jakbym coś przegapiła. Kiedy odwracam się do Natalie, analizuję głęboko niebieskie oczy, jej ciemne włosy i blada skórę. Susan. Susan jest matką tej kobiety, Natalie? Natalie.
O, cholera. Natalie. Ta Natalie. Ta Natalie, która nawiedzała Harry’ego świadomie. Natalie, którą Harry przeleciał i po tym rzucił.
- Jesteś Natalie – mówię ze świadomością. Kiwa, trzymając ze mną kontakt wzrokowy, kiedy Anne podchodzi do nas.
- Tak, to ja – mogę stwierdzić po jej wyrazie twarzy, że nie jest pewna, ile o niej wiem i bardziej niepewna co na to powiedzieć.
- Ty jesteś nią, jesteś Tessa – mówi, widzę jej nadchodzące myśli.
- Tak – duszę się. Nie mam pojęcia co do niej powiedzieć. Harry powiedział mi, że jest teraz szczęśliwa, że wybaczyła mu i zaczęła nowe życie, ale empatia jaką do niej czuję jest głęboka – Przepraszam.
- Idę po więcej szampana – Susan chwyta Anne i delikatnie ją prowadzi. Anne odwraca głowę, patrząc na nas, dopóki nie znika przez drzwi, suknia i wszystko.
- Przepraszasz za co? – oczy Natalie błyszczą się pod jasnym światłem. Nie mogę sobie wyobrazić tej dziewczyny, tej przede mną, z moim Harrym. Jest taka skromna i piękna, taka niepodobna do żadnej z dziewczyn z jego przeszłości, które spotkałam.
Nerwowy śmiech wydobywa się z moich ust. – Nie wiem – za co tak naprawdę przepraszam? – Za to, co ci zrobił, wiem o tym.
- Wiesz? - zaskoczona panuje nad swoim głosem, kiedy kontynuuje patrzenie się na mnie, próbując mnie rozgryźć.
- Wiem – potwierdzam, odczuwając nagłą potrzebę wyjaśnienia. – On jest teraz inny, żałuje tego, co ci zrobił – mówię jej. Nie zrekompensuję jej tego, ale musi wiedzieć, że mój Harry nie jest tym samym facetem jakiego kiedyś znała.
- Widziałam go – przypomina mi. Wiem o tym, chcę tylko, żeby słyszała o tym ode mnie. – Był pusty, kiedy spotkałam go na ulicy, czy teraz z jest z nim wszystko w porządku? – patrzę na wyrok w jej zamglonych niebieskich oczach, ale nie ma śladu.
- Tak – mówię, próbując nie spoglądać w dół na jej brzuch. Unosi ręce i złota obrączka spoczywa na jej palcu. Jestem szczęśliwa, że obróciła to w ten sposób. – Zrobił wiele okropnych rzeczy i wiem, że wpłynęłam na to, jaki teraz jest – przełykam ślinę, próbując przystopować moją pewność siebie – ale to było bardzo dla niego ważne, że mu wybaczyłaś, to znaczy tak wiele, więc dziękuję.
Nie myślę, że Harry żałował tego, co jej zrobił tak bardzo jak powinien, ale jej wybaczenie zburzyło niektóre z cegieł, które latami budował i dało mu trochę spokoju.
- Musisz go bardzo kochać – moje oczy spotykają jej. Jesteśmy przywiązane, w jakiś dziwny sposób, czuję, że przywiązanie do tej kobiety, którą Harry skrzywdził w tak okropny sposób. Nie mogę sobie wyobrazić jak się czuła, jak głębokie upokorzenie i ból spowodowany nim musiała przeżyć. Była opuszczona nie tylko przez Harry’ego, ale także przez jej rodzinę. Byłam w takiej samej sytuacji co ona, tylko grą dla niego, dopóki się we mnie nie zakochał. To różnica pomiędzy mną, a tą słodką kobietą w ciąży. On mnie kocha, a nie był zdolny do kochania jej.  
Nic nie mogę pomóc na obrzydliwe myśli, które przechodzą w mojej głowie, myśl, że jeśli kochałby ją, nie miałabym go teraz i jestem samolubnie wdzięczna, że nie troszczył się tak o nią, jak o mnie.
- Czy dobrze cię traktuje? – zaskakuje mnie pytaniem.
- Przeważnie tak – nie mogę pomóc, ale uśmiecham się na tę okropną odpowiedź – Pracuje nad tym – kończę z pewnością.
- Cóż, to wszystko na co mogę mieć nadzieję – oddaje mój uśmiech. 
- Co masz na myśli?
- Modliłam się i modliłam, żeby Harry mógł znaleźć swoje zbawienie i to wreszcie się stało – jej uśmiech rośnie i znów dotyka swój brzuch. – Każdy zasługuje na drugą szansę, nawet najwięksi grzesznicy, nie sądzisz?
Jestem pod jej wrażeniem. Nie mogę powiedzieć, że jeśli to co zrobił jej Harry, bez tylu przeprosin, prawdopodobnie chciałabym jego upadku, a oto ona, ta współczująca kobieta, chcąca dla niego wszystkiego co najlepsze, po tym co jej zrobił. - Tak, to prawda – zgadzam się z nią, pomimo mojego braku zrozumienia jak można być tak wyrozumiałym.
- Wiem, że sądzisz, że jestem dziwna - cicho się śmieje - ale jeśli nie byłoby Harry’ego, nie poznałabym mojego Elijah i za parę dni na świat nie przyszedłby mój pierwszy syn.
Dreszcz przechodzi po moich plecach w pierwszej myśli, która przychodzi mi do głowy. Harry był odskocznią w życiu Natalie, masywnym uderzeniem na drodze do życia, na które zasługuje. Nie chcę, żeby Harry był moją odskocznią, bolesnym wspomnieniem, którego będę zmuszona do przebaczenia i pogodzić się z tym. Chcę, żeby Harry był moim Elijah, moim szczęśliwym zakończeniem. Smutek przegania mój strach, gdy kładzie moją rękę na swój (ciążowy) brzuch, coś czego prawdopodobnie nigdy nie będę miała wraz ze złotym pierścionkiem na palcu. Cofam rękę, kiedy czuję ruch, Natalie się śmieje.
- On jest tam zajęty, szkoda że jeszcze nie wyszedł – znowu się śmieje. Nic nie poradzę, ale z powrotem kładę dłoń na jej brzuchu, by poczuć ruch. Dziecko w jej brzuchu kopię moją rękę jeszcze raz, dołączam do jej szczęścia. Nie mogę się powstrzymać, to jest zaraźliwe.
- Na kiedy twój doktor przewiduje rodzenie? – pytam ją, wciąż zahipnotyzowana uderzaniem w moją dłoń.
- Dwa dni temu. Jest uparty. Wracam do pracy, zostaje na nogach z nadzieją, że postanowi do nas dołączyć – mówi, tak czule o jeszcze nienarodzonym dziecku.
Czy ja też kiedykolwiek będę je mieć? Czy będę miała blask na policzkach i czułość w głosie? Czy kiedykolwiek będę czuła trzepotanie mojego dziecka kopiącego wewnątrz mojego brzucha? Zmuszam się do skończenia użalania się nad sobą. Nic jeszcze nie jest pewne. Nie z lekarzem, ale Harry nigdy nie zgodzi się zostać ojcem twoich dzieci, moja podświadomość kpi ze mnie.
- Wszystko w porządku? – głos Natalie wyrywa mnie z moich przemyśleń.
- Tak, przepraszam. Rozmyślałam tylko – kłamię, zabieram rękę z dala od jej brzucha.
- Cieszę się, że mogłam cię poznać -  mówi, gdy Anne i Susan pojawiają się na zapleczu z bukietem i welonem. Spoglądam na zegar, jest druga trzydzieści. Rozmawiałam z Natalie tak długo, że policzki Anne stały się lekko zaczerwienione, a jej kieliszek pusty.
- Daj mi pięć minut i będę gotowa, może potrzebujesz pojeździć – Anne się śmieje. Wariuję na myśl o tym, ale gdy wziąć pod uwagę inne opcje na przykład zadzwonić do Harry’ego, jazda nie wydaje się być zła.
- Dbaj o siebie i jeszcze raz gratuluję – mówię Natalie, gdy wychodzę ze sklepu. Suknia Anne jest w moich ramionach, a kobieta kilka metrów za mną.
- Ty też, Tessa – Natalie uśmiecha się, gdy drzwi się zamykają.
- Mogą ją wziąć, jeśli jest zbyt ciężka – Anne mówi, gdy jesteśmy na chodniku. - Mogę pójść po samochód. Wypiłam tylko jeden kieliszek, mogę prowadzić.
- Naprawdę jest w porządku - jestem przerażona jazdą jej samochodem.
- Nie, naprawdę – przeciwstawia się i wyjmuje kluczyki z przedniej kieszeni swojej kurtki. - Mogę prowadzić.  

Harry’s POV:

Przeszedłem cały dom ponad sto razy, chodziłem wokół tej okolicy dwa razy, nawet zadzwoniłem do Liama. Teraz jestem szalenie zmieszany, bo Tessa nie odpowiada na moje telefony. Gdzie one są, do cholery? Patrzę na mój telefon, jest już po trzeciej. Jak długo może trwać to gówniane spa.
Jak będzie się zachowywać, gdy wróci? Będzie przypominać jak bardzo popieprzony dla niej jestem? Adrenalina buzuje we mnie, gdy słyszę auto mojej mamy wjeżdżające na żwirowy podjazd. Tessa wysiada pierwsza i idzie na tył samochodu, gdzie wyciąga dużą białą torbę. Coś się w niej zmieniło.
- Mam ją – mówi do mojej mamy, gdy otwieram drzwi. Szybko do niej podchodzę i biorę z jej rąk tę głupią sukienkę. Jej włosy, co ona zrobiła ze swoimi włosami?
- Idę obok, aby Robin nas nie widział – moja mama krzyczy do nas.
- Co, do cholery, zrobiłaś z włosami? – mówię moje myśli na głos. Marszczy brwi, patrzę w jej szare oczy, które drastycznie stają się ciemne. Cholera. – Tylko pytam, wyglądają ładnie – mówię jej i jeszcze raz się jej przyglądam. Ładnie wygląda. Ona zawsze wygląda ślicznie.
- Zafarbowałam je, nie podoba ci się? – idzie za mną do domu. Rzucam torbę na kanapę. – Uważaj! To suknia ślubna twojej mamy! – Tessa wrzeszczy, podnosząc dół worka z podłogi. Jej włosy wyglądają na bardziej błyszczące niż zwykle, jej brwi też są inne. Kobiety robią zbyt dużo gówien, by zaimponować mężczyznom, którzy z trudem dostrzegają różnice.
- Nie mam problemu z twoimi włosami, jestem po prostu zaskoczony – mówię jej co myślę. To nie to, że różnią się bardzo od tych, w których wyszła z domu. Są po prostu trochę ciemniejsze ku górze, ale to w zasadzie to samo.
- To dobrze, ponieważ to moje włosy i chcę takie, jakie mam teraz. – zakłada ramiona na piesi, a ja wybucham śmiechem. - Co? – płonie. Ona jest poważna.
- Nic, po prostu znalazłem tę twoją wszystko-mogącą-silną kobietę, zabawne, to wszystko – kontynuuję mój śmiech.
- Dobrze, cieszę się, że cię to bawi, bo tak właśnie jest – prowokuje mnie.
- W porządku – chwytam rękaw jej swetra i ciągnę do mnie, ignorując widoczny dekolt od koszulki. Mam wrażenie, że to nie jest odpowiednia chwila, żeby jej o tym powiedzieć.
- Jestem poważna, żadnych więcej cholernych jaskiniowców – mówi, mały uśmiech łamie jej grymas, uderzając moją pierś.
- Dobrze, uspokój się. Co, do cholery, moja mama ci zrobiła? – przyciskam swoje usta do jej czoła. Czuję ulgę, ponieważ nie wspomina o Susan lub Natalie. Wolę ją przeklinającą mnie za mówienie o jej włosach, niż mojej przeszłości.
- Nic, byłeś niegrzeczny mówiąc o moich włosach, więc pomyślałam, że to dobry moment, aby ostrzec cię, że rzeczy się zmieniają – gryzie się w policzek, aby ukryć śmiech. Ona drażni i testuje mnie, ale to cholernie urocze.
- Pewnie, pewnie żadnych więcej jaskiniowców – przewracam oczami, a ona odsuwa się. – Mówię poważnie, rozumiem – ciągnę ją z powrotem do mnie.
- Tęskniłam za tobą dzisiaj - wzdycha w moją pierś, owijam ją swoimi ramionami.
- Naprawdę? – pytam, czekam aż ponownie mi to potwierdzi. Po wszystkim nie wspomina o mojej przeszłości. Wszystko jest dobrze. Ten weekend będzie dobry.
- Tak, szczególnie, kiedy dostałam wiadomość. Ręce Eduardo są większe od twoich. – Tessa chichocze. Jej chichot zmienia się we wrzask, gdy podnoszę ją na moim ramieniu i niosę w kierunku schodów. Wiem, że na pewno jakiś cholerny mężczyzna nie robił jej masażu. Gdyby jednak robił, na pewno nie powiedziałaby mi o tym chichocząc. Zobacz mogę złagodzić gównianych jaskiniowców. Oczywiście o ile istnieje realne zagrożenie. Nieważne, że rozmawiam z Tessą. Zawsze jest ktoś, kto stara się trzymać mnie z dala od niej.
Tylne drzwi skrzypią, kiedy moja mama je otwiera, wołając nasze imiona. Jej głos rozchodzi się po domu, gdy już prawię osiągam półmetek schodów. Jęczę, a Tessa błaga mnie, bym postawił ją na ziemi. Robię to, co mówi, tylko dlatego, że cały dzień za nią tęskniłem. Dodatkowo moja mama będzie nieznośna, gdybym okazywał Tessie zbyt wiele uczuć przed nią i sąsiadem.
- Już idziemy! – odpowiada Tessa, kiedy stawiam ją na stopy.
- Właściwie, to nie – całuję róg jej ust, a ona się uśmiecha.
- Ty nie – rusza swoimi nowymi brwiami. Daje jej klapsa w tyłek, kiedy pędzi w dół po schodach. Większość ciężaru została zniesiona z mojej klatki piersiowej, a poprzedniej nocy zachowywałem się jak pieprzony idiota bez powodu. Moja mama nie będzie celowo zabierać Tessy wokół Natalie, więc dlaczego się tak martwię?
- Co wasza dwójka chce na obiad? Myślałam, że moglibyśmy w czwórkę pójść do Zary – moja mama obraca się do jej przyszłego męża, jak tylko wchodzi do salonu. Tessa przytakuje mimo, że nie ma pojęcia czym jest Zara.
- Nienawidzę Zary, jest zbyt zatłoczona. Tessa nie lubi serwowanego tam jedzenia – huczę. Tessa zje coś z dobroci, ale wiem, że nie chce jeść wątroby albo jagnięcego puree. Po raz pierwszy przed moją mamą będzie czuła się zobowiązana do uśmiechu i udawania, że to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek jadła.
- To kuchnia z Bluesem? – sugeruje Robin. Szczerze, nie chce nigdzie kurwa iść.
- Za głośno – opieram łokieć o ladę, której okładzina jest obskrobana i odpryśnięta.
- Dobrze, więc zdecyduj, a następnie daj nam znać – mówi moja mama w gniewie. Wiem, że jest mną coraz bardziej zniecierpliwiona, jednak jestem tutaj, prawda?
Spoglądając na zegar, przytakuję. Jest dopiero piąta, nie musimy wyjechać za godzinę. – Idę na górę - mówię im.
- Musimy wyjść w przeciągu dziesięciu minut, wiesz jak jest tutaj z parkowaniem – mówi moja mama. Świetnie.
Szybko wychodzę z salonu. Słyszę, że Tessa idzie za mną.
- Hej – łapie mnie za rękaw koszuli, gdy dochodzę do korytarza. Odwracam się twarzą do niej.
- Co? - pytam ją, starając się utrzymać mój ton tak miękkim jak to możliwe, pomimo mojej irytacji.
- Co się z tobą dzieje? Jeśli coś cię niepokoi po prosu mi powiedz, a możemy spróbować to naprawić – oferuje z nerwowym uśmiechem.
- Jak było dzisiaj na lunchu? – nic o nim nie mówiła, nie mogę nic poradzić, ale pytam.  
– Och - jej oczy spoglądają na podłogę. Podnoszę kciukiem jej brodę, aby spojrzała na mnie. – Było miło.
- Co mówiły? – pytam jej. To oczywiste, że nie było tak źle jak myślałem, jednak mogę stwierdzić, że jest niechętna, żeby o tym opowiedzieć.
- Poznałam ją, Natalie. Poznałam ją.
Zalewa mnie zimna krew. – I? – lekko zgnam kolana, aby lepiej widzieć jej twarz.
- Jest cudowna – mówi Tessa. Czekam aż zmarszczy brwi, a jej oczy zdradzą złość, lecz nic takiego nie nadchodzi.
- Jest cudowna?  - powtarzam, całkowicie zdezorientowany jej odpowiedzią.
- Tak, jest słodka i w zaawansowanej ciąży - Tessa się uśmiecha.
- A Susan? – niepewnie pytam.
- Susan jest zabawna i również miła.
Ale... ale Susan nienawidzi mnie za to, co zrobiłem jej siostrzenicy. – To było w porządku? 
- Tak, Harry. Mój dzień był w porządku, tęskniłam za tobą, ale było w porządku – wyciąga rękę, aby chwycić moją koszulkę i przesunąć mnie bliżej niej. Wygląda cholernie pięknie w słabym oświetleniu korytarza. – Wszystko jest dobrze, nie martw się - obiecuje. Moja głowa spoczywa na jej szczycie, a ona szczelnie oplata moją talię swoimi ramionami.
Ona mnie pociesza? Tessa mnie pociesza, zapewnia że wszystko będzie dobrze, po spotkaniu twarzą w twarz z dziewczyną, którą prawie zniszczyłem. Ona mówi, że wszystko będzie dobrze, będzie?
- Nigdy, a jednak - szepczę, mając nadzieję, że nie usłyszy tych słów. Jeśli je usłyszy, będzie wolała nie odpowiadać.
- Nie chcę iść na obiad z nimi – przyznaję, przerywając ciszę między nami. Naprawdę chcę tylko wziąć Tessę na górę i zatracić się w niej. Zapomnieć o całym gównie, które torturowało moje myśli. Odpędzić wszystkie duchy oraz wspomnienia i skupić się tylko na niej. Chcę żeby była tym jedynym cholernym głosem w mojej głowie. 
- Musimy, to weekend ślubny twojej mamy. Nie musimy zostawać tam długo – całuje mój policzek, a następnie jej usta podróżują w dół do mojej szczęki.
- Nie mógłbym być bardziej podekscytowany – sarkastycznie jęczę.
- Daj spokój – Tessa prowadzi mnie za rękę z powrotem do salonu, ale w chwili kiedy dołączamy do mojej mamy i Robina, puszczam ją.
- Dobrze, chodźmy jeść – wzdycham.
Kolacja jest po prostu nudna, tak jak się spodziewałem. Moja mama jest zajęta Tessą, rozmawia z nią o ślubie i małej liście gości. Że wypełnia ją rodzina, ale nie będzie dużo osób ze strony mojej mamy. Będzie tylko jeden daleki kuzyn, ponieważ rodzice od mojej mamy nie żyją od lat. Robin jest cicho podczas posiłku tak jak ja, jednak nie wydaje się być tak jak ja znudzony. On patrzy na moją mamę z wyrazem, który sprawia, że chcę go uderzyć w tył głowy. To jest obrzydliwe, ale trochę pocieszające. To oczywiste, że ją kocha, więc myślę, że nie jest taki zły.
- Jesteś moją jedyną szansą na wnuki, Tesso – moja mama dokucza Tessie, kiedy Robin płaci rachunek. Tessa dławi się wodą, a ja klepie ją po plecach. Kaszle jeszcze parę razy, zanim przeprasza. Kiedy powraca jej oczy są szerokie i zawstydzone. Jest nadmiernie przewrażliwiona, ale jestem pewien, że była zaskoczona śmiałym oświadczeniem. Wyczuwając mój gniew, moja mama mówi: – Żartowałam. Wiem, że jesteś jeszcze za młoda – dziecinnie pokazuje mi język.
Młoda? Nie ma znaczenia jak młodzi jesteśmy. Ona nie musi wprowadzać tego gówna Tessie do głowy. Mamy już ustalone - żadnych dzieci, a moja mama sprawia, że Tessa czuje się winna i zobowiązana. Nic nie pomaga. Spowoduje to tylko kolejną kłótnię. Większość naszych sprzeczek jest o dzieci i małżeństwo. Nic z tego, co chcę lub czego bym kiedykolwiek chciał. Chcę Tessy każdego dnia do końca na wieki, ale nie poślubię jej. Ostrzeżenie Richarda każdej nocy skrada się do mojej głowy, ale odpycham je. Po obiedzie Robin wyrusza do swojego domu, a moja mama całuje go na pożegnanie. Ona obchodzi tę głupią tradycję, że pan młody nie może zobaczyć panny młodej w noc przed ślubem. Myślę, że zapomniała, że nie jest to jej pierwszy raz, tych głupich przesądów nie stosuje się za drugim razem. Jak ja umieram, żeby wziąć Tessę na moim starym łóżku, ale nie mogę, kiedy moja mama jest w domu. Ten gówniany dom nie ma osłony, nic. Mogę nawet usłyszeć, jak mama przekręca się na łóżku.
- Powinienem był zarezerwować hotel – pojękuję, gdy Tessa się rozbiera. Żałuję, że nie będzie spać w kurtce, żebym nie był dręczony przez całą noc jej pół nagim ciałem. Wkłada moją koszulkę i nic nie poradzę, ale patrzę na jej piersi pod tkaniną. Cieszę się, że koszulka nie jest na nią zbyt luźna, to nie wyglądałoby aż tak, kurwa, dobrze. To nie byłoby dla mnie takie trudne i na pewno nie byłaby to tak cholernie długa noc.
- Chodź tu, kochanie – trzymam moje ramiona otwarte dla niej, a ona kładzie swoją głowę na mojej piersi. Chcę jej powiedzieć jak wiele to dla mnie znaczy, że tak dobrze poradziła sobie z tą sytuacją z Natalie, ale nie potrafię znaleźć odpowiednich słów. Myślę, że ona wie. Ona musi wiedzieć jak przerażony byłem, że to popsuje coś między nami. W ciągu minuty śpi przytulona do mnie, słowa płyną swobodnie, kiedy biegnę palcami po jej włosach. – Jesteś dla mnie wszystkim - kończę krótkie oświadczyny.

***

Budzę się spocony. Tessa nadal jest zamknięta w moich ramionach, a ja ledwo mogę oddychać przez gęste powietrze. Jest za gorąco w tym domu. Moja mama musi robić coś z tym cholernym upałem. Jest wiosna, więc nie jest potrzebny. Odczepiam kończyny Tessy z całego mojego ciała i odsuwam namoczone potem włosy z jej czoła zanim schodzę na dół, aby sprawdzić termostat. Jestem w półśnie, kiedy skręcam za rogiem do kuchni. Przecieram oczy i mrugam, aby usunąć zniekształcony obraz przede mną. Jeszcze nie, on nadal jest niewyraźny bez względu na to, ile razy mrugam. Moja mama siedzi na ladzie z rozstawionymi udami. Mężczyzna stoi między nimi, a jego ramiona są owinięte wokół jej tali. Swoje dłonie trzyma w jego blond włosach. Kurwa, nie wiem już, ale wiem, że ten człowiek to nie Robin, to jest, kurwa, Christian Vance. 


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •