poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 198.

- Tessa – budzi mnie głos Harry’ego.
Bez zastanowienia, siadam prosto i sprawdzam zegarek. Jest dopiero ósma… I jest niedziela. Czemu mnie budzi?
- Stało się coś? – pytam, patrząc na niego.
- Nic, muszę się odlać, a ty przykleiłaś się do mnie.
- Och – kładę się z powrotem, a on podnosi się z łóżka.
Wpatruję się w sufit i znów analizuję moje opcje. Jak powinnam powiedzieć mu o Seattle? Kiedy wspomniałam o tym ostatniej nocy, nie wziął tego na serio, po prostu powiedział mi, że nie muszę podejmować teraz decyzji. Problem jest w tym, że ja już ją podjęłam i dotyczy ona tego, że wyprowadzam się za nieco ponad tydzień. Nie ważne, ile razy odgrywam tę scenkę w moim umyśle, nie mogę sobie wyobrazić, jak zareaguje. Wiem tylko jedną rzecz – nie będzie zadowolony. Więc będzie zły? Smutny? Po prostu nie mam pojęcia.
- O której mamy się spotkać ze Steph i Tristanem? – pyta Harry, kiedy gramoli się z powrotem do mnie do łóżka.
- Nie wiem, napiszę do niej za kilka godzin.
- Nadal chcesz iść? Ponieważ jeśli nie, to też w porządku – uśmiecha się.
- Tak, idziemy – chowam twarz w zagłębiu jego szyi.
- Ostatnia noc była zabawna – przypomina mi.
- Taa – mówię, ukrywając moją twarz.
- Byłaś… wymagająca. Wypiłaś kilka shotów wódki, kiedy nie byłem tego świadomy? – chichocze, a ja dla zabawy przygryzam jego szyję.
- Ktoś tu jest zadziorny – jego ręka obejmuje moje biodro i przyciąga mnie tak, że leżę na nim, a moje piersi napierają na jego klatkę.
- Muszę wziąć prysznic – informuję go, kiedy próbuje zdjąć koszulkę z mojego ciała.
- Nie, nie wychodzisz jeszcze z łóżka. Minęło tak wiele czasu, od kiedy w nim byłaś i po prostu zaczęłaś coś, co musisz skończyć.
- Ja? Nie mam pojęcia, do czego nawiązujesz – uśmiecham się, na co on podnosi swoją miednicę, pokazując mi.
- Nie zachowuj się teraz tak niewinnie, bo ostatniej nocy klęczałaś na kolanach, ssąc… - zakrywam dłonią jego usta i czuję, jak śmieje się przez moje palce.
- Wystarczy – chichoczę i próbuję poluzować jego ucisk na moich biodrach.
- Nieee…
- Ale to nie tak, że gdzieś się wybieram… - niemal dławię się na te słowa. Właściwie, mam zamiar wyjechać już wkrótce i mam nadzieję, że wybierzesz się ze mną.
Wyślizguję się z jego uścisku, zanim moje usta zaczną działać bez zgody mojego umysłu. Harry robi figlarnie niezadowoloną minę i jest to tak bardzo rozkoszne, że sprawia, że pochylam się i całuję jego czoło, zanim udaję się do łazienki. Liczę na to, że pójdzie za mną, ale kiedy odwracam się w holu, by na niego spojrzeć, nie ma go. 


***

Woda spływająca po mojej skórze jest gorąca, a ja modlę się, żeby zmyła ona ze mnie ten niepokój o powiedzeniu Harry’emu o Seattle. Ostatniej nocy był taki czuły, przyznając się, że boi się, że zostanie wydalony. Martwię się o niego, chciałabym naprawić dla niego to wszystko, wymazać te impulsywne błędy, które spowodowały, że znajduje się teraz w takiej sytuacji. Zrobiłabym dla niego cokolwiek, nawet po tym wszystkim, co przeszłam przez niego przez ostatnie pół roku, odkąd go spotkałam. Po prostu przeraża mnie to, że wiem, ile chciałabym dla niego zrobić, a nawet perspektywa Anglii wciąż roi sobie drogę na szczyt w mojej głowie. Ale jeśli wybuchnie gniewem i nie zgodzi się jechać ze mną do Seattle, naprawdę miałabym odpuścić sobie moją idealną przyszłość właśnie dla niego? Tak, zrobiłabym to. Jednak nie mogę. Nigdy nie wybaczyłabym sobie, jeśli coś poszłoby nie tak i wiem, że to skończyłoby się w taki sposób, że miałabym pretensje i obwiniałabym go za to, że mnie tutaj trzymał. To ostatnia rzecz, jaką bym chciała.
Zasłona prysznicowa zostaje odsłonięta, na co zaczynam krzyczeć i jeśli moja dłoń nie stłumiłaby tego dźwięku, sąsiedzi naprawdę mogliby to usłyszeć.
- Jezu, Tessa! – nagle pojawia się Harry, który jest tak samo przestraszony jak ja.
- Wystraszyłeś mnie – sięgam po czerwoną butelkę szamponu.
- Kto inny mógłby tu być? – uśmiecha się lekko i zrzuca na kafelkową podłogę swoje szorty, zanim wchodzi pod mały prysznic.
Kocham oglądać, jak woda go pokrywa i spływa wzdłuż jego nagiego ciała. To dość przyjemny widok, kiedy jego włosy robią się czarne, gdy są mokre i ten sposób, w jaki krople kapią i spływają z jego nosa. Jestem tylko w połowie świadoma, że nadal tworzę pianę na mojej głowie, a on wpatruje się we mnie z rozbawionym uśmiechem, najwyraźniej zadowolony, że złapał mnie na tym, że wciąż się na niego gapię.
- Chodź tutaj – przybliża się i obejmuje palcami mój łokieć, przyciągając mnie do siebie.
- Coś nie tak? – pyta, kiedy moje ciało napiera na jego.
- Nic, po prostu myślę.
- O czym? O mnie?
- Tak.
- Co o mnie?
- O naszych planach… Przyszłości, o wszystkich rzeczach, o których nienawidzisz rozmawiać – zmuszam się do uśmiechu, na co on przyciska swoje czoło do mojego, a woda otacza nas ze wszystkich stron.
- Hmm… Więc dobrze, że się nie odzywasz – dokucza i odwraca mnie tak, że woda spłukuje szampon z moich włosów.
- Steph i Tristan myślą o wspólnym pójściu na LSU w następnym roku – informuję go po kilku sekundach.
- Dobrze dla nich – nie widzi podobieństwa między tymi dwoma sytuacjami.
- Szczerze, zaskakuje mnie to, że oni nadal się umawiają – mówi, wręczają mi buteleczkę odżywki.
- Czemu?
- Nie wiem, są zbyt podobni do siebie.
- Nie, nie są! – śmieję się.
Tristan i Steph może wyglądają podobnie z powodu ich piercingu i tatuaży, ale są one niczym w porównaniu z ich osobowością. Charakter Steph niemal przypomina mi Harry’ego, jest szczera i nie obchodzi ją, co inni ludzie o niej myślą, z wyjątkiem jej chłopaka i jego rodziny. Z drugiej strony, Tristan ma ostry wygląd, ale jest naprawdę miły i ma nieco łagodny głos.
- Nie zgadzam się, oboje są lamerami.
- Nie są! – posyłam mu gniewne spojrzenie.
Nie jest ani trochę onieśmielony mną czy moim grymasem niezadowolenia, zamiast tego obejmuje mnie rękami w pasie i ściska moje pośladki.
- Nigdy się tobą nie nasycę, musisz ze mną polecieć – wzdycha do mojego ucha.
- Harry…
- Ubierzmy się i chodźmy spotkać się z tymi dupkami – zmienia temat, zauważając mój lęk.
- Przestań mówić o nich w ten sposób, są twoimi przyjaciółmi.
- I to jest powód, dlaczego właśnie tak o nich gadam – potrząsa swoimi mokrymi włosami na moją twarz. Piszczę i łapię ręcznik z wieszaka, by wytrzeć jego ociekające wodą włosy, tym samym kończąc jego żartobliwy atak. 

***

Dwie godziny później, wysyłam do Steph sms-a, by napisała mi nazwę studia i godzinę, o której mamy się spotkać z nią i Tristanem, a Harry mówi mi, że kiedyś już tam był i wskazuje na swój wytatuowany statek na ramieniu.
- To ten, który tam zrobiłem, kiedy byłem nawalony – uśmiecha się na to wspomnienie.
- Jakie to wzruszające – przewracam oczami i nalewam kawy do mojego kubka.
- To naprawdę piękna historia, prawie zrzygałem się na ich podłogę.
- Jesteś pewny, że możesz tam znowu wrócić?
- Jestem dość pewny, że nie odważą się powiedzieć mi nie – przemawia jego ego, głośno i wyraźnie.
Harry nalega, by prowadził w drodze do studia, co według mnie jest w porządku. Nie jestem zbyt obeznana w tej części miasta. Grube, czarne pasy pokrywają niemal każde okno we wszystkich sklepach na ulicy, a bosy, z grubą brodą mężczyzna przekracza tuż przed nami ulicę, śpiewając do siebie.
W ciągu ostatnich dziesięciu minut zauważyłam tutaj więcej policyjnych samochodów niż w całym ubiegłym tygodniu.
- Gdzie jesteśmy? – pytam cicho.
Zatrzymujemy się przed małą grupką sklepów, jeden z nich ma duży, migający znak, na którym jest napisane tattooos.
- To nie jest najlepsza część tego miasta, ale wszystko będzie w porządku – zapewnia mnie, kiedy jedziemy po małej partii żwiru na tyłach budynku.
Harry chwyta moją dłoń, w momencie, gdy wychodzę z samochodu.
- Wszystko w porządku – zapewnia mnie jeszcze raz, ściskając delikatnie moją rękę, zanim przekraczamy parking. 


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •
Tłumaczyła Michelle