niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 208.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytając, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie, możesz spokojnie ominąć notkę.


Harry siada na łóżko, łapie za moją rękę i przyciąga mnie do swoich kolan.
- Krzyczałeś na kogoś? - pytam cicho.
- Jeśli coś cię dręczy, po prostu mnie o to zapytaj.
Czy naprawdę chcę spowodować kłótnię i oskarżać go o coś bez powodu? Może był po prostu zły, że Steph zaprosiła Molly na lunch?
Mikroskopijna część mojego umysłu, która posiada zdrowy rozsądek wysyła sygnały ostrzegawcze do całej przestrzeni, gdzie jest Harry i wszystkie rzeczy z nim związane.
Większa część wygrywa.
- Nieważne - mówię mu, a on się rozluźnia.
- Dobrze, jestem znudzony tymi wszystkimi poważnymi tematami. Nie możemy znaleźć innego sposobu na zajęcie się? - jego śmiech jest wręcz zaraźliwy.
- Czy seks to wszystko o czym myślisz?
Kładzie się na łóżku; jedną rękę ma na moich plecach, natomiast drugą na na moim udzie. Po chwili przyciąga mnie do siebie. Góruję nad nim, a moje uda są po obu stronach jego ciała. Ciągnie mnie w dół, więc nasze twarze się niemal dotykają.
- Nie, myślę też o innych rzeczach. Na przykład, że twoje wargi są wokół mojego... - przywiera do mnie swoimi ustami. Podczas pocałunku potrafię wyczuć odrobinę mięty - na tyle mocno, by mogła przyprawić mnie o ciarki oraz na tyle słabo, bym chciała jeszcze więcej.
- Myślę o mojej twarzy między twoimi nogami, kiedy ty.. - zasłaniam ręką jego usta. Sposób, w jaki jego język żartobliwie liże moje palce, powoduje, że szybko się odsuwam.
- Fuuj - marszczę nos i wycieram moje mokre palce o jego czarną koszulkę.
- Będę zachowywać się cicho - mówi delikatnie i unosi się nade mną, by następnie do mnie przywrzeć. - To więcej niż ty możesz obiecać - kontynuuje.
- Ale mój ojciec... - przypominam mu z mniejszym przekonaniem.
- Kogo to obchodzi? To nasze mieszkanie i jeżeli coś mu się nie podoba - może odejść.
- Nie bądź taki nieuprzejmy.
- Nie jestem, ale pragnę cię i powinienem dopiąć swego, kiedy tylko chcę - mówi, a ja przewracam oczami.
- To moje ciało, więc też mam coś do powiedzenia - udaję, że moje serce tak mocno nie bije i że nie czuję tego znajomego uczucia.
- Oczywiście, ale wiesz, że jeśli zrobię to - wkłada rękę między nasze ciała i sięga pod gumkę od moich legginsów i majtek. - Widzisz, wiedziałem, że się napaliłaś, kiedy tylko zacząłem gadać o jedzeniu...
Przywieram do niego swoimi wargami, by go uciszyć, a on połyka moje westchnienie, przy czym pociera o mnie palcami. Dotyk jest minimalny - celowa tortura.
- Proszę - wyduszam z siebie, na co napiera się nimi bardziej i zręcznie wsuwa we mnie jeden palec.
- Tak myślałem - drwi i wykonuje delikatne ruchy.
Zbyt szybko je zatrzymuje i przenosi moje ciało tak, że teraz leżę obok niego. Zanim mogę zacząć narzekać, chwyta róg moich spodni od jogi i je ze mnie ściąga. Wydaje się, że budują w nim największe pożądanie. Podnoszę się lekko, by mu pomóc, kiedy stara się usunąć moje majtki.
Bez mówienia, gestem wskazuje mi, że mam się ułożyć u góry łóżka. Podciągam się przy użyciu łokci i opieram się o wezgłowie. Harry leży przede mną na brzuchu, owija swoje ramiona wokół moich ud, a następnie rozchyla je.
- Postaraj się być cicho - mówi z bezczelnym uśmiechem, na co przewracam oczami. Po chwili uderza mnie jego ciepły oddech, na początku łagodnie, a potem coraz mocniej. Bez ostrzeżenia jego język wsuwa się we mnie, więc odchylam głowę do tyłu i łapię za żółtą dekoracyjna poduszkę, którą Harry uważa za ohydną.
Chowam w nią swoją twarz, by stłumić mimowolne westchnienia, kiedy jego język przesuwa się szybciej i szybciej.
Nagle poduszka zostaje zsunięta z mojej twarzy. 
- Nie, patrz na mnie - instruuje, a ja wolno przytakuję.
Przykłada swój palec do ust, po czym go oblizuje, zanim wprowadza go między moje uda, uderzając w najwrażliwsze miejsce. Och.
Podążając za jego żądaniem, patrzę na niego, a dokładnie na jego włosy, które są w nieładzie. Jedno pasmo stale się kołacze, gdy schyla swoją głowę w dół. Oglądanie jego ust drastycznie zwiększa uczucie formujące się w moim podbrzuszu. Nie jestem pewna, czy uda mi się pozostać cicho. Jedną rękę trzymam przy moich ustach, a drugą w jego lokach. Zaczynam wypychać moje biodra, by bliżej spotkać się z jego językiem. To po prostu bardzo przyjemne uczucie.
Szarpię jego włosy i czuję jak jęczy, dochodzę coraz szybciej i szybciej.
- Mocniej - wstrzymuje oddech.
Że co?
Kładzie swoją rękę na mojej dłoni, która aktualnie trzyma za jego włosy, i pociąga za pasma... Chce, żebym tak robiła?
- No dalej - uśmiecha się, po czym zaczyna zataczać kółka palcami i językiem. Mocno szarpię go za włosy, tak, że jego oczy są zamknięte z podniecenia. Po otwarciu są jasne i widać w nich zmęczenie. Mój wzrok się zaciera i momentalnie zanika.
- Dawaj, kochanie - mówi, a ja zauważam jego rękę, która znajduje się między jego nogami, przy czym nie daję rady dłużej dusić tego uczucia w sobie. Dochodzę, trzymając go za włosy i przygryzając zębami dłoń.
Gdy wracam do świadomości, odczuwam ciężar jego głowy, która leży na moim brzuchu. Po otwarciu oczu widzę, że Harry ma je zamknięte, jego klatka piersiowa stale się unosi i opada, a oddech jest płytki.
Unoszę go tak, bym teraz ja miała dostęp do jego spodni.
- Umm... u mnie już nie trzeba - oznajmia.
- Co?
- Już doszedłem - jego głos jest niski.
- Aha...
Uśmiecha się leniwym, w połowie pijanym uśmiechem i wstaje z łóżka. Podchodzi do szafki, a następnie otwiera dolną szufladę, chwytając parę białych szortów.
- Muszę iść pod prysznic i oczywiście się przebrać - wskazuje na krocze, gdzie pomimo czarnej kolorystki, mokra plama jest widoczna.
- Jak za dawnych czasów? - uśmiecham się, a on patrzy się na mnie, odwzajemniając się tym samym.
Harry wraca do mnie i podchodzi do łóżka, zostawia pocałunek na czole, a potem składa go na moich ustach.
- Dobrze, że nadal masz ten swój 'boski' dotyk - mówi, idąc w stronę drzwi.
- To nie było jego dzieło - przypominam mu, a on potrząsa głową, opuszczając pokój.
Sięgam po moje ciuchy na końcu łóżka, modląc się, by mój ojciec nadal spał na kanapie. Jeśli na moje nieszczęście jest obudzony, niech nie zatrzyma Harry'ego w drodze do łazienki. Parę sekund później słyszę, jak drzwi od niej się zatrzaskują, więc wstaję, żeby się ubrać.
Postanawiam sprawdzić telefon w poszukiwaniu jakichś połączeń od Sandry, podczas czekania aż Harry wróci spod prysznica. Niestety nic nie ma. Mała koperta w rogu ekranu oznacza wiadomość tekstową, może jest zmęczona i zdecydowała się do mnie napisać.
'Muszę z Tobą porozmawiać'
Wzdycham, gdy odczytuję imię nadawcy. Zayn. Usuwam wiadomość i odkładam telefon na biurko. Ciekawość daje mi we znaki, kiedy rozglądam się za telefonem Harry'ego. Moje serce bije szybciej, ponieważ przypominam sobie, jak to było ostatnim razem, gdy szperałam w jego komórce. Nie skończyło się to dobrze.
On nic przede mną nie ukrywa.
Nie mógłby tego zrobić.
Jesteśmy w kompletnie innej pozycji niż byliśmy wcześniej. Zrobił dla mnie tatuaż.
On tylko nie chce się przeprowadzić.
Nie mam się czym przejmować.
Prawda?
Sprawdzam szafkę po tym, jak nie znajduję jego telefonu na biurku. Pewnie musiał go zabrać ze sobą do łazienki.
Nie mam się czym martwić. Jestem po prostu zestresowana i popadam w paranoję.
Zanim zaczynam to kwestionować, przypominam sobie, że nie powinnam szperać w jego telefonie, bo najprawdopodobniej też bym była wściekła, gdyby mi to zrobił. Zapewne już tak było, tylko tego nie zauważyłam.
Drzwi od sypialni się otwierają, a ja podskakuję, jakbym została przyłapana na gorącym uczynku. Jest półnagi. Ma na sobie szorty, spod których wystaje gumka od jego bokserek, natomiast jego stopy są gołe.
- Wszystko w porządku? - pyta, wycierając swoje mokre włosy w biały ręcznik.
Uwielbiam te momenty, kiedy jego pasma pałają czernią, a w zielonych oczach jest coś niespotykanego.
- Tak. Nie zajęło ci to długo.
- Spieszyłem się, by cię zobaczyć - kłamie.
- Głodny jesteś, co? - uśmiecham się.
- No - przyznaje z rozbawionym uśmiechem.
- Tak myślałam.
- Twój tata nadal śpi. Będzie tutaj, kiedy my wyjedziemy?
- Dołączasz do nas? - nie mogę ukryć mojego podekscytowania.
- Chyba tak. Jeśli będzie tak lamersko jak mi się wydaję, zostaję tylko na jedną noc.
- W porządku - promienieję, wiedząc, że tylko się zgrywa. Musi po prostu specjalnie narzekać, by utrzymać swój poziom ważniaka
Oblizuje swoje wargi, na co przypominam sobie moment, w którym był między moimi nogami.
- Mogę ciebie o coś zapytać? - pytam.
Napotyka mój wzrok, po czym przytakuje. 
- No? - siada na łóżko.
- Kiedy ty... no wiesz... Czy to dlatego, że ciągnęłam cię za włosy?
- Co? - lekko się śmieje.
- Kiedy szarpałam cię za włosy, podobało ci się to? - rumienię się.
- Tak, podobało.
- Aha - nie mogę nawet sobie wyobrazić czerwonego koloru na twarzy, który mam w tym momencie.
- Jest to dla ciebie dziwne? Że to lubię?
- Nie, jestem po prostu ciekawa - mówię zgodnie z prawdą.
- Każdy ma pewne rzeczy, które lubi podczas seksu, a to jedna z moich. Nie wiedziałem o tym wcześniej, aż do teraz - uśmiecha się. Widocznie nie jest to dla niego temat tabu.
- Żadna nie robiła tego z tobą wcześniej? - jakoś trudno mi w to uwierzyć.
- Robiły, ale z tobą jest zupełnie inaczej.
- Aha - mówię już chyba po raz dziesiąty.
- Jest coś, co lubisz, a ja tego nie robię? - ciekawość jest widoczna w jego oczach.
- Nie, podoba mi się wszystko, co robisz.
- Tak, wiem, ale czy jest coś, co chciałabyś wypróbować, a tego nie zrobiliśmy?
Potrząsam tylko głową.
- Nie wstydź się, kochanie. Każdy ma swoje fantazje.
Nie sądzę, żeby coś takiego było. Nie miałam żadnego doświadczenia przed Harrym, dlatego nie wiem o niczym poza tym, co robiliśmy.
- Masz, tylko musimy to znaleźć - jego uśmiech jest wyzywający, na co skręca mi w żołądku.
- Tessie? - głos mojego ojca przerywa naszą konwersację. Odczuwam ulgę, ponieważ jego głos niesie się z salonu, a nie z korytarza.
Oboje z Harrym wstajemy, by wyjść z sypialni.
- Idę do toalety - oznajmiam.
Przytakuje, a następnie dołącza do mojego ojca w salonie. Kiedy wchodzę do łazienki, zauważam telefon Harry'ego na krawędzi zlewu. Nie mogę się powstrzymać. Natychmiast wchodzę w rejestr połączeń, ale nic się nie wyświetla. Próbuję jeszcze raz, a następnie spoglądam na skrzynkę odbiorczą. Nic. Wszystko usunął.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 207.

Harry’s POV:

- Tesso, jeżeli nie oddzwonisz do mnie, przyjdę cię szukać, nawalony czy nie – grożę, za mocno naciskając klawisz w mojej komórce.
- Wróci – zapewnia mnie jej ojciec.
- Wiem! – krzyczę na niego i przechodzę do sypialni.
Dlaczego, do cholery, on znowu tu jest?
Nic dobrego nie może wyjść z Molly i Tessy przebywających w tym samym pomieszczeniu.
Kiedy tylko zaczynam knuć jak wydostać się z mieszkania, by ją znaleźć, nie mając ani kluczy, ani samochodu, za to posiadając poziom alkoholu we krwi, który znacznie przekracza dozwoloną ilość, słyszę jak otwierają się frontowe drzwi.
- Jest w pokoju – mówi głośno Richard. Podejrzewam, że próbuje dać mi coś w rodzaju ostrzeżenia o przybyciu jego córki.
Otwieram drzwi, zanim ona to robi i przesuwam się na bok, aby mogła wejść. Nie wygląda na ani trochę onieśmieloną, ani zaniepokojoną głębokim grymasem na mojej twarzy.
- Dlaczego nie odpowiadałaś, kiedy dzwoniłem do ciebie? – pytam.
- Bo powiedziałam ci, że na chwilę wychodzę, więc wyszłam.
- Powinnaś była odebrać, byłem zmartwiony.
- Zmartwiony? – jest ewidentnie zaskoczona moim doborem słów.
- Tak, zmartwiony. Dlaczego, do diabła, byłaś z Molly?
- Nie wiem, Steph zaprosiła mnie na lunch i zabrała ją ze sobą.
- Dlaczego, do cholery, miałaby to robić?
Pieprzona Steph.
- Co ci powiedziały? Była wredna? – przyciszam głos.
- Nie bardziej niż zwykle – unosi brew i spogląda na mnie.
- Straszna suka ze Steph za to, że ją zabrała. Co ci mówiły?
- Nie jestem pewna, ale myślę, że ludzie rozsiewają o mnie plotki – marszczy brwi i siada na krześle, by zdjąć buty.
- Co? Jakiego typu plotki?
Tak naprawdę to chciałem zapytać: ‘Kogo muszę zabić?’. Kurwa mać, wciąż jestem pijany. Jak to możliwe? Minęły co najmniej trzy godziny.
Mgliście pamiętam jak jakiś czas temu powiedziano mi, że każdy drink to godzina trzeźwienia, co znaczy, że jestem narąbany przez jakieś kolejne dziesięć godzin. Nie wydaje mi się, żebym liczył dokładnie.
- Słyszałeś mnie? – głos Tessy jest taki spokojny, może nawet zmartwiony.
- Nie, przepraszam – mamroczę.
- Myślę, że ludzie mówią, że Zayn i ja… no wiesz? – na jej policzki wstępuje rumieniec.
- Wy, co?
- Że my… spaliśmy ze sobą – jej oczy są zmęczone, a głos miękki.
- Kto tak mówi? – próbuję utrzymać mój głos na takim samym poziomie jak Tessa, pomimo że krew mnie zalewa.
- Prawdopodobnie jest taka plotka, Steph i Molly o tym mówiły.
Nie wiem czy mam starać się ją pocieszyć, czy pozwolić mojemu gniewowi dać upust. Jestem zbyt pijany na takie bzdury.
- Nie chcę, aby ludzie myśleli o mnie w ten sposób.
- Nie słuchaj ich, są pierdolonymi idiotami. Jeśli jest taka plotka, upewnię się, że zostanie wyciszona. Nie martw się – siadam obok niej na łóżku.
- Nie jesteś na mnie zły? – pyta, a jej szaro-niebieskie oczy spotykają moje.
- Tak, jestem na ciebie wkurzony, bo nie odbierałaś i Steph, kurwa, też nie, jednak nie jestem wkurzony o to gówno z plotką, przynajmniej nie na ciebie. Prawdopodobnie rozpuścili ją, bo chcieli być dupkami – myśl o nich dwóch opowiadających Tessie bzdury celowo, żeby urazić jej uczucia, naprawdę cholernie mnie drażni.
- Nie rozumiem, dlaczego zabrała ją ze sobą. Potem oczywiście Molly musiała przypomnieć mi, że z tobą spała – wzdryga się. Ja też.
- To pieprzona dziwka, która nie ma co robić, oprócz wspominania całymi dniami, że miałem w zwyczaju ją pieprzyć do nieprzytomności.
- Harry – jęczy Tess przy opisowym przypomnieniu.
- Przepraszam, wiesz co miałem na myśli.
- Wciąż jesteś pijany? – odpina zapięcie swojej bransoletki i kładzie ją na biurku.
- Troszkę.
- Troszkę?
- Troszkę bardziej niż troszkę – uśmiecham się.
- Jesteś dziwaczny – przewraca oczami i wyciąga ten cholerny organizer z szuflady biurka.
- W jaki sposób? – podchodzę i staję za nią.
- Jesteś pijany i taki miły w stosunku do wszystkiego, tak jakbyś był zły za to, że ci nie odpowiadałam, ale teraz jesteś taki… - spogląda na moją twarz. – Wyrozumiały? Wydaje mi się, że to odpowiednie słowo na tę całą sprawę z Molly.
- Czego ode mnie oczekiwałaś?
- Nie wiem, że się na mnie wydrzesz? Nie jesteś w najlepszym nastroju, kiedy jesteś pijany – odpowiada cicho. Wiem, że próbuje mnie nie zdenerwować.
- Nie zamierzam się na ciebie wydrzeć, po prostu nie chciałem, żebyś przebywała w ich pobliżu. Wiesz jakie są, zwłaszcza Molly, a ja nie chcę, aby ktokolwiek cię skrzywdził, w jakikolwiek sposób – staram się podkreślić każde słowo.
- Cóż, nie skrzywdziły mnie, ale moje uczucia są trochę urażone, że Steph zabrała ją bez ostrzegania mnie. Wiem, że to głupie, ale chociaż raz chciałam normalnego lunchu z przyjaciółką.
Mam ochotę powiedzieć, że Steph to nie jest dobry wybór na przyjaciółkę, ale wiem, że nie ma żadnych przyjaciół poza Liamem i mną.
I Zaynem.
Nigdy więcej. Koniec tej gadaniny o nim. Jestem całkiem pewien, że nie będzie pokazywał swojej buźki w pobliżu przez jakiś czas.

Tessa’s POV:

- Steph chce urządzić imprezę pożegnalną – mówię mu i czekam na jego reakcję.
- Dokąd wyjeżdża? Na LSU?
- Dla mnie – wyjaśniam, opuszczając mały szczegół powiedzenia Steph i Molly, że Harry jedzie ze mną do Seattle.
- Powiedziałaś im, że się wyprowadzasz? – zniża swój głos.
- Tak, dlaczego miałabym to przemilczeć?
- Bo jeszcze nie zdecydowałaś, prawda?
- Harry, jadę do Seattle.
- Wciąż masz trochę czasu, aby to przemyśleć.
- W każdym razie – zmieniam temat; wciąż jest nietrzeźwy i wygląda, jakby mnie nie słuchał. – Co myślisz o tym przyjęciu? Steph powiedziała, że to mogłaby być impreza z obiadem u Nialla i Tristana, zamiast imprezy w domu bractwa – wyjaśniam i spoglądam na mój harmonogram przeprowadzki na następny tydzień. Naprawdę liczę, że Sandra oddzwoni do mnie niebawem w sprawie tego mieszkania, bo w przeciwnym razie nie będę miała gdzie mieszkać, kiedy tam pojadę i utknę z walizką w małym, hotelowym pokoju.
- Nie, nie idziemy.
- Dlaczego nie? Jeżeli to obiad, to nie będzie tak źle, żadnej prawdy czy wyzwanie, ani ssij i chuchaj, rozumiesz?
Harry tłumi śmiech i spogląda na mnie z ewidentnym rozbawieniem na twarzy.
- Ssij i dmuchaj, Tess.
- Wiesz o co mi chodziło! To będzie ostatni raz, kiedy my… cóż, ja ich zobaczę, a byli czymś w rodzaju moich przyjaciół, w naprawdę przedziwny sposób – nie chcę myśleć o początku mojej 'przyjaźni' z tą grupą.
- Porozmawiamy o tym później, to gadka przyprawia mnie o ból głowy – jęczy.
Wzdycham pokonana. Po jego tonie mogę uznać, że nie zamierza kontynuować tej dyskusji.
- Chodź tu – siada na materacu i rozwiera swoje ramiona w oczekiwaniu na mnie.
Zamykam organizer i wstaję z krzesła, aby dołączyć do niego na łóżku. Kiedy staję pomiędzy jego nogami, przesuwa ręce na moje biodra.
- Nie powinnaś być na mnie wkurzona, albo coś? – spogląda na mnie z krzywym uśmiechem.
- Staję się przytłoczona, Harry – przyznaję.
- Czym przytłoczona?
- Wszystkim. Seattle, przeniesieniem na inny kampus, wyjazdem Liama, twoim wydaleniem.
- Skłamałem.
- Co? – wplatam palce w jego włosy i unoszę jego głowę, by na mnie spojrzał.
- Skłamałem na temat wydalenia.
Że jak?
- Dlaczego? – odsuwam się od niego. Próbuje mnie przyciągnąć z powrotem, ale nie pozwalam mu na to.
- Nie wiem, Tesso – wstaje. – Byłem wkurzony, że wyszłaś na zewnątrz z Zaynem i na to całe pieprzone Seattle.
- Więc powiedziałeś mi, że zostałeś wydalony, bo byłeś na mnie wkurzony? – wytrzeszczam na niego oczy.
- Taa, cóż, dlatego i z innego powodu.
- Jakiego innego powodu?
- Wkurzysz się – wzdycha, jego oczy wciąż są czerwone, ale wygląda na to, że szybko trzeźwieje.
- Powiedz mi.
- Pomyślałem, że będzie ci mnie żal i pojedziesz do Anglii.
Nie wiem co myśleć o tym wyznaniu. Powinnam być niezadowolona, jestem niezadowolona, ale także rada, że przyznał się, zanim musiałabym się dowiedzieć z innego źródła. Prawie mam ochotę poklepać go po plecach i pogratulować mu szczerości.
- Szczerze, jestem zaskoczona, że przyznałeś się, zanim ktoś inny mi powiedział.
- Ja też – niweluje lukę pomiędzy nami i przykłada dłoń do mojej szyi, jego palce nakrywają mój podbródek. – Proszę, nie bądź na mnie zła, jestem dupkiem.
-  To okropna obrona.
- Nie bronię się, chuj ze mnie, wiem to, ale kocham cię i wariuję przez te pierdoły. Pewnie i tak dowiedziałabyś się prędzej czy później, zwłaszcza na tej strasznej wycieczce, na którą wybierasz się z moim ojcem.
- Więc powiedziałeś mi, bo wiedziałeś, że to odkryję?
- Tak.
- Chowałbyś to przede mną i wciąż próbował nakłonić mnie do wyjazdu do Anglii bez poczucia winy?
- Właściwie…
Co, do diabła, mam na to odpowiedzieć? Mam ochotę powiedzieć mu, że jest szalony, nie jest moim ojcem i musi przestać mnie kontrolować, ale zamiast tego tylko stoję z ustami rozdziawionymi jak głupek.
- Wiem, że to popieprzone, nie mam pojęcia dlaczego jestem, jaki jestem. Ja po prostu nie chcę cię stracić i jestem zdesperowany – po jego mimice mogę stwierdzić, że naprawdę nie widzi, jak kontrolowanie brzmi.
- Nie możesz próbować zmusić mnie do rzeczy poprzez kłamstwo i manipulacje.
- Wiem.
- Nie, nie wiesz, inaczej byś nie skłamał.
- Przepraszam, naprawdę. Musisz przyznać, że stajemy się coraz lepsi w tych gównianych, związkowych sprawach.
Ma rację, w pokręcony sposób jesteśmy naprawdę o wiele lepsi w komunikowaniu się, niż byliśmy. Jesteśmy jeszcze daleko w tyle za normalnie funkcjonującymi związkami, ale normalność nigdy nie była naszym przymiotem.
- Więc sprawa z małżeństwem, ona nie sprawi, że pojedziesz?
- Pogadamy o tym, kiedy nie będziesz pijany – moje serce bije niekontrolowanie w klatce piersiowej i jestem pewna, że Harry to słyszy.
- Nie jestem do tego stopnia pijany.
- Zbyt pijany na rozmowę tego rodzaju.
- Kiedy wracasz z Sandpoint?
- A ty nie jedziesz?
- Nie wiem.
- Powiedziałeś, że pojedziesz. Nigdy dotąd razem nie podróżowaliśmy.
- Seattle – mówi.
- Pokazałeś się tam w sumie niezaproszony i wyjechałeś następnego ranka.
- Formalności – drugą ręką chwyta mój bok.
- Bardzo chciałabym, żebyś pojechał, Liam niedługo się wyprowadza – te słowa zadają mi ból.
- No i?
- Twój ojciec byłby bardzo zadowolony, gdybyś pojechał, jestem tego pewna.
- Jest zdenerwowany sam sobą, bo dali mi gównianą karę i umieścili mnie na akademickim okresie próbnym. Najmniejsza wpadka i jestem skończony.
- Więc dlaczego nie przeniesiesz się ze mną na kampus w Seattle?
- Nie chcę już słyszeć tego słowa przez resztę dnia. Był on długi, a teraz piekielnie boli mnie głowa.
- Upiłeś się z moim ojcem i skłamałeś na temat wydalenia, rozmawiamy o Seattle – prycham.
- Założyłaś te spodnie na wyjście, po droczeniu się ze mną i nie odpowiadałaś na moje telefony – uśmiecha się.
Nie mogę nadążyć za nastrojem żadnego z nas.
- Nie droczyłam się z tobą i nie musiałeś dzwonić do mnie aż tyle razy. To przytłaczające.
- Przytłaczające? – przewraca oczami, błądząc kciukiem po mojej dolnej wardze.
- Tak, Molly nazwała cię prześladowcą – uśmiecham się pod jego delikatnym dotykiem.
- Doprawdy? – kontynuuje śledzenie konturów moich warg, w czym uczestniczą dobrowolnie.
- Tak – oddycham.
- Hmm...
- Wiem, co robisz – sięgam w dół i usuwam jego rękę z mojego biodra, gdzie zaczął wsuwać palce pod gumkę moich spodni.
- Cóż to takiego? – uśmiecha się.
- Starasz się mnie rozproszyć, żebym nie była na ciebie zła.
- No i jak to działa?
- Niewystarczająco dobrze. Poza tym, mój ojciec tu jest i nie ma mowy, żebym uprawiała z tobą seks, kiedy on jest w pokoju obok.
- Och, masz na myśli jak wtedy, gdy pieprzyłem cię dokładnie tutaj – wskazuje na łóżko – kiedy moja mama spała na sofie? Albo ten raz, kiedy pieprzyłem cię w łazience u mojego ojca, albo te rozliczne przypadki, kiedy  pieprzyłem cię, podczas gdy Karen, Liam i mój ojciec byli po drugiej stronie holu? Och, poczekaj, musi ci chodzić o to, jak wtedy, gdy przeleciałem cię na twoim biurku w pracy.
- Okej! Okej! Kumam! – rumienię się, a on się śmieje.
- No dalej, Tessie, połóż się.
- Jesteś chory – śmieję się i odsuwam się od niego.
- Gdzie idziesz? – mówi z nadąsaną miną.
- Zobaczyć co robi mój ojciec.
- Czemu? Skoro możesz wrócić tutaj i…
- Nie! Jezu, idź spać albo coś – jestem zadowolona, że wciąż jest filuterny, ale wciąż jestem wnerwiona, że skłamał mi i za to, że jest taki uparty, jeśli chodzi o Seattle. Byłam pewna, że kiedy wrócę do domu po lunchu, będzie wściekły na mnie za nieodbieranie, nigdy bym nie przypuszczała, że omówimy to, a on będzie taki wyrozumiały i przyzna się do kłamstwa o wydaleniu. Może Steph uprzedziła go, że byłam w drodze, więc miał czas, aby się uspokoić, ale jednak telefon Steph był na stole, kiedy obróciłam się, wychodząc.
- Powiedziałeś, że Steph nie odebrała, kiedy dzwoniłeś? – pytam go.
- No, a co?
- Tylko się zastanawiam – prawdopodobnie chciała tylko go zdenerwować i sprawić, by był jeszcze bardziej nabuzowany.
Nie jestem pewna jak się z tym czuję.
- Dlaczego? – jego głos jest cichy.
- Powiedziałam jej, żeby uprzedziła cię, że jestem w drodze.
- Aha – odwraca wzrok.
- Wychodzę stąd, możesz do nas dołączyć, jeśli chcesz.
- Dołączę, tylko się przebiorę.
Kiwam głową i naciskam na klamkę.
- Co z twoim tatą? Dopiero co wrócił do twojego życia, a ty zamierzasz wyjechać? – jego słowa zatrzymują mnie w drodze.
Zajmuje mi moment, aby dojść do siebie przed opuszczeniem pokoju. Kiedy wchodzę do salonu, mój ojciec znowu śpi. Popijawa w południe musi być wyczerpująca. Wyłączam telewizor i podążam do kuchni po szklankę wody. Słowa Harry’ego o tak szybkim wyjeździe po zobaczeniu się z moim ojcem nie przestają krążyć po mojej głowie. Nie mogę zostawić mojej przyszłości na rzecz mojego ojca, którego nie widziałam przez dziewięć lat. Gdyby okoliczności były inne, rozważyłabym ponowne przemyślenie tego, ale to on jest tym, który mnie zostawił. Kiedy docieram do sypialnianych drzwi, słyszę głos Harry’ego.
- Co to, do cholery, było dzisiaj? – mówi przyciszonym głosem.
Przyciskam ucho do drzwi, powinnam po prostu wejść, ale mam wrażenie, że nie powinnam usłyszeć tej konwersacji.
- Gówno mnie to obchodzi, to się nie powinno stać. Teraz ona jest całkowicie przybita tą paplaniną i macie powinność… - nie wychwytuję reszty zdania.
- Nie spieprzcie tego – prycha.
Z kim rozmawia? I jaką powinność mają? Czy to Steph?
Albo gorzej, Molly?
Słyszę jego kroki zbliżające się do drzwi i przechodzę przez korytarz do łazienki, po czym zamykam drzwi.
- Tessa? – jego kłykcie stukają w drewno.
Otwieram drzwi, wiem, że muszę wyglądać na wytrąconą z równowagi. Moje serce tłucze w klatce piersiowej, a mój żołądek jest zasupłany.
- Rozmawiałeś z kimś przez telefon? – mówię zbyt cichym głosem.
- Czemu?
- Po prostu pytam, wydawało mi się, że słyszałam jak rozmawiasz – wzruszam ramionami, a on odwraca wzrok.
- Gdzie jest twój tata? Śpi? – szybko zmienia temat.
Paranoja zaczyna przedostawać się do moich myśli, kiedy idę za Harrym z powrotem do sypialni.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: Olu, serdeczne pozdrowienia i cieplusie uściski!