czwartek, 29 października 2015

Podziękowania.

Szczerze mówiąc, ciężko mi uwierzyć, że to koniec tłumaczenia po dwóch latach prowadzenia bloga. To niewiarygodne, że w tak krótkim okresie udało się przełożyć na język polski aż trzy wattpadowe (cztery książkowe) potężne tomy serii After! Powieści Anny Todd były szczególnym wyzwaniem, ponieważ robiło się to dla przyjemności, rozrywki, bez doświadczenia zawodowego w roli tłumacza.
Z tego właśnie miejsca - a siedzę na łóżku - chciałabym podziękować osobom, które przyczyniły się do tworzenia bloga, czyli Sabinie, Kindze, Ewie, Kamili, Klaudii, Justynie i Martynie, oraz - w szczególności - Oli, która jako jedyna towarzyszyła mi do samego końca tłumaczenia, a nie tylko na chwilę. Dziewczyny, dziękuję, że byłyście przy mnie, kiedy nie tylko nauka, matura, czy studia dawały mi w kość, ale też wtedy, gdy miałam cięższe chwile. Opiekowałyście się blogiem i pozwalałyście mi również na wycieczki, gwarantując spokój i brak zmartwień o regularne jego pielęgnowanie, ponieważ wiedziałyście jaka ze mnie przeklęta perfekcjonistka. Pomagałyście mi, gdy pracowałam miesiącami i nie miałam nawet najmniejszej chwili dla siebie, ale dzięki temu, że przy mnie byłyście, miałam czas na sen. Pomimo, że załoga zmieniała się co jakiś czas, w zależności od sytuacji, i tak zostawiłyście po sobie ślad. Słowa nie wyrażą do końca mojej wdzięczności, bo tak naprawdę, na początku tłumaczenia nie byłam świadoma tego, że After z pięćdziesięciorozdziałowego fanfiction zrobi się grubą, trzytomową serią, którą trzeba będzie pociągnąć do samego końca, bo jak ja zawsze mawiam: ‘Jak się coś zaczyna, to się kończy’.
Chciałabym również podziękować fanom bloga, czytelnikom, którzy wspierali i mnie, i tłumaczenie niezależnie od tego, czy byli tu od samego początku, czy dopiero od wczoraj. Dziękuję za niecałe dwanaście milionów wejść (DWANAŚCIE! Niewiarygodne!), ponad czterdzieści jeden tysięcy komentarzy i przeszło półtora tysiąca zalogowanych obserwatorów. Dziękuję za spędzony razem czas; za to, że mogliśmy świętować różne okazje; za przeróżne akcje na Twitterze; za wszystkie ciepłe słowa, które otrzymałam na wyżej wymienionym portalu oraz na Ask.fm… Byliście przeuroczy, ponieważ od wielu z Was otrzymałam dużo internetowej miłości, troski i wyrozumiałości. Dziękuję również ludziom, którzy bawili się w hejterów, ponieważ bez Was nie miałabym tyle ubawu po pachy ze znajomymi. Ostatnią osobą, której chciałabym podziękować, to oczywiście Anna Todd. Bez niej nie poznalibyśmy tak wspaniałej historii, jaką niesie ze sobą seria After.
Dla tych, którzy jeszcze raz pytają - CZWARTA (KSIĄŻKOWA) CZĘŚĆ ZOSTAŁA WŁAŚNIE PRZETŁUMACZONA. Oprócz tego, odsyłam Was do notki pod rozdziałem 295. Wszystko dokładnie tam wyjaśniłam i sprostowałam wszelkie niejasności.
Czuję, że powinnam już kończyć swoje podziękowania, jednak wydaje mi się, że o czymś zapomniałam. Jeśli tak – najmocniej przepraszam, lecz pamiętajcie, że tak czy inaczej jestem za wszystko wdzięczna. Zapewne wielu z Was zada pytanie typu ‘Czy będziesz jeszcze coś tłumaczyć?’, więc moja odpowiedź brzmi: zobaczymy co przyniesie przyszłość. Jeśli zabiorę się za coś nowego, na pewno dam znać na blogu, więc jeżeli bylibyście zainteresowani, wpadnijcie tu raz na jakiś czas i zobaczcie, czy czegoś nie ogłosiłam. Może również zaskoczę Was nowym szablonem... Jeśli natomiast chodzi o Before – nie widzę w tym żadnego sensu, skoro niedługo książka ta pojawi się w Polsce, w wersji papierowej. Wpisując na Facebooku 'Seria After', znajdziecie oficjalnego fanpage'a pochodzącego od naszego, polskiego wydawnictwa. Będziecie tam na bieżąco informowani o poczynaniach dotyczących premiery Before, czy też znajdziecie różne nowinki ze świata Anny Todd. Pytając 'Co to jest Before?', odpowiadam, że jest to prequel, w którym dowiadujemy się więcej o bohaterach After z punktu widzenia Hardina. Jak już wspomniałam, więcej informacji znajdziecie na fanpage'u 'Seria After' na Facebooku.
Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję, a najbardziej tym, którzy poświęcili swój czas, by przeczytać od początku do końca moją notkę z podziękowaniami. Serce wali mi jak szalone, a szczere łzy cisną się na powieki. Cieszę się, że mogłam Was nazwać moimi czytelnikami, dużo dla mnie znaczyliście i znaczycie. Trzymajcie się ciepło, była to dla mnie czysta przyjemność dla Was tłumaczyć, nawet wtedy, kiedy myślałam, że nigdy nie dotrę do końca. Buziaki! xoxo
- A.

PS W zakładce pt. 'Kontakt' znajdziecie linki do moich różnych kont. Piszcie, kiedy chcecie :)

Rozdział 295.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytając, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie, możesz spokojnie ominąć notkę.


Soundtrack do rozdziału:

• Ed Sheeran - I'm a Mess
• The Fray - Never Say Never
• The Fray - Look After You
• Ron Pope - Drop in the Ocean
• The Civil Wars - Poison and Wine
• Florence and the Machine - Never Let Me Go


Tessa's POV:

- Wyglądasz oszałamiająco, taka piękna panna młoda - Karen tryska wręcz energią. Kiwam głową, przyznając jej rację. Poprawiam ramiączka swojej własnej sukni i spoglądam z powrotem na lustro.
- Zaniemówi z wrażenia. Nadal nie mogę uwierzyć, jak szybko ten czas poleciał - uśmiecham się.
- Co jeśli się potknę? Co jeśli nie pojawi się przy ołtarzu?
- Pojawi. Ken zawiózł go dzisiaj rano do kościoła - śmieje się Karen, pocieszając obydwie z nas.
- Nie opuściłby tego za nic w świecie - zarzekam.
- Mam taką nadzieję. Byłabym nieźle wkurzona - panna młoda Liama wypuszcza z siebie nerwowy chichot. Jej uśmiech jest niezwykle uroczy, i nawet jeśli niepokój przemyka tuż pod jego pięknem, całkiem nieźle się trzyma.
Palcami delikatnie przemykam przez jej ciemne loki i poprawiam welon na jej głowie. Spoglądam na jej piękną twarz w lustrze, po czym podnoszę rękę, dotykając jej nagiego ramienia. Jej brązowe oczy przepełnione są łzami, a jej dolna warga jest nerwowo przygryzana.
- Będzie dobrze, nic ci się nie stanie - obiecuję. Srebrny kolor mojej sukni błyszczy pod światło, kiedy podziwiam piękno każdego szczegółu kryjącego się za tym weselem.
- Czy nie jest to za wcześnie? Wróciliśmy do siebie dopiero kilka miesięcy temu. Myślisz, że jednak dzieje się to za szybko, Tesso? - pyta się mnie moja przyjaciółka. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy przez ostatnie dwa lata. Dało się wyczuć, że coś ją boryka, kiedy trzęsącymi się palcami zapinała moją suknię druhny.
- Nie sądzę. Razem wiele przeszliście przez ostatni rok przerwy. Za dużo nad tym myślisz - pocieszam ją. - Nieco o tym wiem - uśmiecham się.
- Denerwujesz się spotkaniem z nim? - pyta, a jej oczy skanują moją twarz.
Owszem. Jestem przerażona. Całkowicie spanikowana.
- Nie, nic mi nie będzie. Minęło tak dużo czasu - spoglądam na Karen, której wzrok tkwi na podłodze.
- Zbyt dużo czasu - matka Liama mówi pod nosem. Moje serce staje się ciężkie, na co odpycham każde ukłucie przypominające mi o nim.
Przełykam słowa, które mogłabym i powinnam powiedzieć.
- Możesz uwierzyć, że twój syn się dzisiaj żeni? - szybko zmieniam temat. Moje rozproszenie działa tak magicznie, że kobieta od razu się uśmiecha i zaczyna piszczeć i rozklejać się w tym samym czasie.
- Och, mój makijaż się rozmaże - uklepuje miejsca pod oczami, a jej jasnobrązowe włosy ruszają się wraz z jej kręceniem głową.
Rozbrzmiewające się pukanie ucisza całą naszą trójkę.
- Skarbie? - głos Kena jest delikatny i ostrożny. Oto co robi facetowi wejście do pokoju przepełnionego rozklejonymi kobietami.
- Abby się właśnie obudziła ze swojej drzemki - mężczyzna oznajmia swojej żonie po otwarciu drzwi, podtrzymując na biodrze swoją córkę. Jej ciemnobrązowe włosy i zielone oczy są tak uderzające, że rozświetlają każdy pokój, do którego wejdzie ta dziewczynka. - Nie mogę nigdzie znaleźć torby z pieluchami.
- Tam jest, obok krzesła - wskazuje. - Mógłbyś ją nakarmić? Mam wrażenie, że zwymiotuje na moją sukienkę cały swój posiłek - śmieje się Karen. - Nasza mała rozrabiaka przyszła coś za wcześnie - kobieta sięga po Abby, na co dziewczyna się uśmiecha, ukazując rząd malutkich ząbków.
- Mama - woła pyzate dziecko, wyciągając do niej swoje rączki. Moje serce mięknie za każdym razem, gdy słyszę jej głos.
- Cześć, mała Abby - dźgam ją w policzek, sprawiając, że chichocze. Co za piękny dźwięk. Ignoruję to współczucie, z którym patrzą na mnie Karen i przyszła żona Liama.
- Cześć - chowa swoją głowę w zagłębie szyi jej mamy.
- Jesteście, panie, już gotowe? Zostało nam tylko dziesięć minut, zanim muzyka zacznie grać - ostrzega Ken.
- W porządku z nim, prawda? Nadal chce mnie poślubić? - zmartwiona panna młoda pyta swojego przyszłego teścia.
Ken uśmiecha się, a jego oczy delikatnie marszczą się w kącikach.
- Tak, moja droga, oczywiście, że chce. Jest niezwykle podenerwowany, ale Harry rzuca mu tam swoje pięć groszy - wszyscy, łącznie ze mną, śmieją się na to stwierdzenie.
- Jeśli Harry pomaga mu ochłonąć, to lepiej będzie, jak odwołam miesiąc miodowy - panna młoda przewraca oczami w żarcie i kręci swoją głową.
- Lepiej się zbierajmy. Wezmę coś małego, żebym mógł karmić Abby, zanim się to wszystko zacznie - Ken całuje swoją żonę w usta, zanim zabiera z powrotem dziecko w ramiona i opuszcza pomieszczenie.
- Wszystko w porządku? - Karen i narzeczona Liama pytają jednocześnie.
- Tak. Proszę, nie martwcie się o mnie, nic mi nie jest - zarzekam. Nic mi nie jest i nic nie było przez ostatnie dwa lata.
Najgorsza część tego, że nic mi nie było to to, że nie równa się to ze szczęściem. Jest to neutralne stwierdzenie. Budzisz się każdego dnia i nosisz brzemię swojego życia, nawet często się śmiejąc, jednak nie nazwiesz tego radością. Nie równa się to z patrzeniem w przyszłość ani czerpaniu maksimum z każdej chwili. Ludzie, łącznie ze mną, piszą się na stwierdzenie 'Nic mi nie jest' i udają, że to zdanie równa się z 'W porządku', gdzie tak naprawdę tego nienawidzą i starają się wyrwać z tego stanu.
Dał mi posmakować życia, które jest poza tym stwierdzeniem i od tamtego momentu wciąż za nim tęsknię.
Nic mi nie było przez długi czas i nie mam bladego pojęcia, jak się teraz z tego wyrwać, jednak mam nadzieję, że pewnego dnia powiem 'Czuję się świetnie', zamiast 'Nic mi nie jest'.
- Gotowa, pani Payne? - uśmiecham się do szczęściary, która stoi tuż przede mną.
- Nie - odpowiada - ale będę, gdy tylko go zobaczę.

Harry's POV:

- Ostatnia szansa byś mógł się wycofać - mówię do Liama, gdy pomagam mu poprawić jego krawat.
- Dzięki, dupku - odpowiada, odpychając moje dłonie, by samemu spróbować sił przy krzywo zawiązanym materiale. - Nosiłem chyba ze sto krawatów w moim życiu i akurat ten jeden odmawia mi posłuszeństwa - denerwuje się, a ja mu współczuję. Chyba.
- No to nie zakładaj krawatu - proponuję.
- Nie mogę wyjść bez niego. Żenię się - przewraca oczami.
- I dlatego właśnie nie musisz go nosić. To twój dzień i to ty marnujesz na to wszystko kasę. Jeśli nie chcesz mieć krawatu, nie zakładaj pieprzonego krawatu. Kurde, jeśli to ja bym się dzisiaj żenił, ludzie mieliby szczęście, gdybym w ogóle założył spodnie od garniaka.
- W takim razie dzięki niebiosom, że się dzisiaj nie żenisz. Nawet bym nie przyszedł - śmieje się mój najlepszy kumpel, a jego palce ciągną za krawat.
- Oboje wiemy, że nigdy się nie ożenię - gapię się na siebie w lustrze.
- Może - oczy Liama spotykają się z moimi w odbiciu. - Wszystko w porządku? Jest tu. Twój tata się z nią widział.
Kurde, oczywiście, że nie.
- Taa, nic mi nie jest. Zachowujesz się tak, jakbym nie widział, że tu będzie. To twoja najlepsza przyjaciółka i świadkowa twojej narzeczonej. Wcale mnie to nie dziwi - oznajmiam. Ściągam swój krawat i podaję mu go. - Trzymaj, skoro twój to kupa gówna. Możesz mieć mój.
- Nie możesz, pasuje on go garnituru - krytykuje Liam.
- Dobrze wiesz, że masz cholerne szczęście, że w ogóle się w nim pokazuję - ciągnę za ciężki materiał leżący na moim ciele.
Liam zamyka oczy i oddycha sfrustrowany.
- Przypuszczam, że masz rację. Dziękuję za krawat.
- I za noszenie ubrań na twoim ślubie? - naciskam.
- Zamknij się - przewraca oczami i przebiega dłońmi wzdłuż rękawów, by naprostować swój garniak. - Co jeśli się nie pojawi? - pyta Liam.
- Pojawi.
- Ale co, jeśli nie? Czy jestem szalony, biorąc ślub tak wcześnie?
- Jesteś - przyznaję.
- Cóż, dzięki.
- Określenie 'szalony' nie znaczy, że zły - wytykam.
Obserwuje mnie. Jego oczy skanują moją twarz w poszukiwaniu wskazówki, którą mogę w każdej chwili mu podsunąć.
- Zamierzasz później z nią porozmawiać? - pyta.
- Nie wiem. Myślę, że fakt, iż nie pojawiła się na próbnym obiedzie, unikając mnie, jest wystarczającym potwierdzeniem, że nie chce się ze mną widzieć.
- Aczkolwiek się zmieniła. Udaje, że jest w porządku, ale wiem, że to nieprawda.
Jej szczęście jest najważniejsze, nie tylko dla mnie. Nawet świat wydaje się inny, gdy Tessa Young nie jest szczęśliwa. Spędziłem cały rok na wysysaniu z niej życia, jednocześnie sprawiając, że promieniała. Jest to pojebane i nie ma najmniejszego sensu dla kogoś obcego, jednak zawsze miałem i będę mieć wyjebane na resztę świata.
- Postaraj się nie zrobić żadnej scenki podczas ceremonii. Musicie pogadać. Mówiłem jej już o tym miesiącami.
- Pięć minut, chłopcy - głos mojego ojca rozbrzmiewa po drugiej stronie drzwi. Pomieszczenie jest małe i śmierci stara skórą czy kulkami na mole, lecz to dzień Liama. Poczekam do końca ceremonii, a potem sobie ponarzekam, albo po prostu skieruję się z tym do mojego taty. Podejrzewam, że to pewnie on płaci za to całe gówno.
- Gotowy, ty mały draniu? - pytam Liama po raz ostatni.
- Nie, ale będę, gdy tylko ją zobaczę.

Tessa's POV:

- Gdzie Robert? - Karen rozgląda się podczas małego weselnego przyjęcia. - Tesso? Wiesz, gdzie on jest? - pyta.
Wiedziałam, że powinnam była go ze sobą zabrać do kościoła. Nie chciałam po prostu, by się zanudził na śmierć, czekając na mnie, aż zrobię włosy i nałożę makijaż.
- Próbowałam do niego zadzwonić, ale nie odebrał. Jestem pewna, że nie długo się pojawi - mówię, nie wiedząc czy to prawda, czy też nie.
- Jeśli nie pojawi się w przeciągu następnych trzydziestu sekund... - nie słyszę reszty zdania, które mówi Karen. Jestem kompletnie rozproszona głosem Harry'ego. Wychodzi z długiego korytarza po mojej lewej, poruszając swoimi ustami wolno jak zawsze, podczas rozmowy z Liamem.
Jego włosy są o wiele dłuższe niż wyglądały na zdjęciach, które ostatnio widziałam. Nic na to nie poradzę, ale czytałam każdy możliwy artykuł o nim, bez względu na to, czy był on prawdziwy, czy też nie, i może, tylko może, wysłałam kilka niemiłych komentarzy blogerom, którzy pisali okropne rzeczy o nim, czy jego historii. Naszej historii.
Widok metalu w jego wardze mnie zaskakuje, nawet jeśli wiedziałam, że powrócił on na swoje miejsce. Już zapomniałam, jak dobrze to wygląda. Jego widok kompletnie mnie pochłania i przenosi do świata, w którym toczyłam o niego ciężką walkę i straciłam prawie wszystko, co miałam na mojej drodze tylko po to, by odejść bez tego, co tak bardzo staram się zwyciężyć, czyli Harry'ego.
- Potrzebujemy kogoś, kto pójdzie z Tessą, jej chłopak się nie pojawił - ktoś się odzywa. Na wspomnienie mojego imienia, Harry po chwili odnajduje mnie swoim wzrokiem. Na początku odwracam spojrzenie, opuszczając głowę i patrząc na moje szpilki wystające spod długiej sukni, która sięga ziemi.
- Kto może się przejść z druhną? Widzicie? Właśnie dlatego wszyscy powinni byli pojawić się na próbie - fuka organizatorka, przechodząc koło mnie.
- Ja to zrobię - Harry odzywa się, unosząc rękę. Wygląda solidnie i niesamowicie przystojnie w czarnym garniturze, gdzie ciemny tusz ukazuje się tylko pod białym kołnierzem. Odczuwam dotyk na moim ramieniu.
- Nie masz z tym najmniejszego problemu? - pyta Karen. Mrugam wielokrotnie, starając się zrozumieć, co się właśnie dzieje, aż w końcu staję się zakłopotana i zażenowana, że on nadal po tym wszystkim tak na mnie działa.
- Nie, oczywiście - kiwam głową, przeczyszczając moje gardło i odrywając wzrok od Harry'ego.
- Więc ustalone, idziemy. Pan młody staje na swoje miejsce, proszę - organizatorka klaszcze w dłonie, a Liam szybko kieruje się w stronę ołtarza, ściskając moją dłoń po drodze.
Wdech. Wydech. To tylko na kilka minut, a nawet mniej. Dam radę. Mogę z nim iść w stronę ołtarza.
Na ślubie Liama, oczywiście. Przez chwilę zmuszam się, by nie wyobrażać sobie innej opcji.
Harry bez słowa staje obok mnie, gdzie w tym samym czasie rozbrzmiewa się muzyka. Gapi się na mnie, wiem to, jednak nie potrafię się zmusić, by sprawdzić to kątem oka. Z tymi szpilkami, jestem prawie równa jego wzrostu. Stoi tak blisko mnie, że jestem w stanie wyczuć jego wodę kolońską, którą garnitur jest przesączony.
Mały kościół został przemieniony w piękne i skromne miejsce, a goście wypełnili niemalże każdy rząd siedzeń. Śliczne jaskrawe kwiaty, które niemal błyszczą w neonowych kolorach, pokrywają stare, drewniane ławki, a biały materiał jest zawieszony na każdym rzędzie.
- Jest nieco zbyt jaskrawo, nie sądzisz? Myślę, że klasyczna czerwień i białe lilie zrobiłyby swoje - Harry zaskakuje mnie, odzywając się. Bierze mnie pod swoje ramię, gdy organizatorka macha do nas, byśmy zaczęli iść w stronę ołtarza.
- Racja, lilie byłyby niesamowite. Jednak muszę przyznać, że miłe to. Obecny wystrój, oczywiście - gubię się w słowach.
- Twój doktorek się nie pojawił? - droczy się ze mną. Spoglądam na niego, oczekując, że będzie się uśmiechał i przedrzeźniał tymi swoimi zielonymi oczami. Jego szczęka jest bardziej zarysowana niż wcześniej, a w spojrzeniu nie ma tej natarczywej ostrożności.
- Uczy się w szkole medycznej, więc nie jest jeszcze lekarzem. Lecz racja, nie pojawił się. Ale przyjdzie, na pewno, po prostu się spóźnia - mówię. Wiem, że przyjdzie, nie zostawiłby mnie samą bez ostrzeżenia.
- Jak się macie? Minął już rok, prawda? - pyta, a jego głos zdradza emocję, którą tak bardzo stara się ukryć.
- Nie, tylko kilka miesięcy. Jeszcze daleko nam do roku - droga do ołtarza jest o wiele dłuższa, niż wyglądała. Nie mogę się zmusić, by zapytać go, czy się z kimś widuje. Nie wypytywałam się Kimberly o jego randki już przez ponad sześć miesięcy.
- Czyli nie dłużej niż było to z nami? - moje nogi się chwieją, na co Harry zacieśnia uścisk, by przywrócić mnie do pionu, zanim zaryję twarzą w biały, wyścielony dywan.
- Tak.
- Dobrze - odpowiada, utrzymując wzrok przed siebie, w miejscu, gdzie stoi Liam.
- Nosisz z powrotem kolczyk w wardze - zmieniam temat zanim kompletnie się upokorzę. Mijamy moją matkę, siedzącą cicho obok swojego męża Davida. Wygląda na nieco zmartwioną, jednak rzuca nam uśmiech, kiedy na nas spogląda. David pochyla się w jej stronę i szepcze coś na ucho, po czym kobieta z powrotem się uśmiecha, potakując głową.
- Wydaje się o wiele szczęśliwsza - szepcze Harry. Prawdopodobnie nie powinniśmy rozmawiać, idą w stronę ołtarza, jednak jesteśmy znani z tego, że robimy rzeczy, które nie powinny mieć miejsca.
Tęskniłam za nim bardziej, niż mógłby sobie wyobrazić.
- Masz rację. David niesamowicie na nią wpłynął.
- Wiem, mówiła mi.
Znowu momentalnie się zatrzymuję, a Harry z uśmiechem na twarzy pomaga mi kontynuować niekończący się chód w stronę ołtarza.
- Jak to?
- No twoja mama. Rozmawiałem z nią kilka razy. Przecież wiesz.
Nie mam bladego pojęcia, o czym on do mnie mówi.
Przyszła na spotkanie autorskie ubiegłej jesieni, podczas debiutu mojej drugiej książki.
Że co?
- Co powiedziała? - pytam. Mój głos jest zbyt głośny i kilku gości zaczyna się przez to na nas gapić.
- Potem pogadamy. Obiecałem Liamowi, że nie spapram jego ślubu - Harry rzuca uśmiech, gdy docieramy do ołtarza, a ja staram się, naprawdę staram, skupić się na ślubie mojego najlepszego przyjaciela, jednak nie potrafię oderwać wzroku i moich myśli od świadka.

Harry's POV:

Przyjęcie jest najgorszą częścią całego wesela. Wszyscy rozluźnili się nieco dzięki darmowemu alkoholowi i wysokiej jakości posiłkowi.
Ślub przebiegł idealnie. Pan młody ryczał bardziej niż panna młoda, a ja jestem z siebie dumny, że gapiłem się na Tessę tylko przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu. Słyszałem coś tam z przysiąg, przyrzekam. Ale o tym właśnie mówię. Patrząc na to, jak Liam tańczy ze swoją nową żoną, obejmując ją w talii, a ona notorycznie się śmieje do niego, podczas tańca, wesele przebiega całkiem spoko.
- Wodę gazowaną, poproszę, jeśli macie - mówię do kobiety za barem.
- Z wódką czy ginem? - pyta, wskazując na butelki alkoholu.
- Z niczym, samą wodę. Bez alkoholu - wyjaśniam. Gapi się na mnie przez chwilę, zanim potakuje i wypełnia czystą szklankę wodą i lodem.
- Tutaj jesteś - odzywa się znajomy głos, kiedy dłoń dotyka mojego ramienia. Vance stoi za mną ze swoją ciężarną żoną.
- Szukałeś mnie, co? - zaznaczam sarkastycznie.
- Nieprawda - Kimberly rzuca uśmiech, a jej dłoń spoczywa na ogromnym brzuchu.
- Trzymasz się? Bo wyglądasz, jakbyś miała się zaraz przez to przewrócić - spoglądam na jej opuchnięte stopy, a potem na jej kwaśną minę.
- Twoje 'to' to moje dziecko. Jestem w dziewiątym miesiącu, ale nadal mam krzepę, by przyłożyć ci z liścia - ostrzega mnie, w ogóle nie tknięta.
- Jeśli dasz radę sięgnąć zza swojego brzucha, to pewnie, że tak - droczę się z nią. Udowadnia mi, że się mylę i chwilę później, obrywa mi się w ramię na weselu.
Pocieram je, jakby rzeczywiście mnie bolało, na co się śmieje, a jej mąż wyzywa mnie od dupków za zadzieranie z jego żoną.
- Ładnie z Tessą wyglądaliście, kiedy szliście do ołtarza - stwierdza Vance.
Tracę oddech, więc przeczyszczam gardło, przeszukując ciemne pomieszczenie w celu znalezienia długich blond włosów, które grzesznie opadają na satynową suknię.
- Taa, miałem nie godzić się na żadną z tych chorych rzeczy, ale jej dupny chłoptaś się nie pojawił, więc nie miałem wyjścia.
- Już przyszedł - informuje mnie Kim. -  Poza tym, on nie jest jej chłopakiem. Nie mów mi, że złapałeś się na to? Spędza z nim trochę czasu, ale widać po ich zachowaniu, że to nic poważnego. Nie tak, jak jest to z wami.
- Było - przypominam jej.
Szczerzy się w moją stronę i kiwa głową w stronę najbliższego stolika obok baru. Tessa tam siedzi, a jej suknia błyszczy przez migoczące światła. Jej wzrok skupiony jest na mnie, lub może na Kimberly. Nie, patrzą się dokładnie na mnie, przez co szybko odwraca wzrok.
- Widzisz, tak jak mówiłam. Nie tak, jak jest to z wami - zadowolona z siebie i ciężarna, śmieje się moim kosztem. Wypijam całą wodę gazowaną, po czym wyrzucam kubek do śmieci, zanim zamawiam, tym razem, zwykłą wodę. Skręca mnie w żołądku... Zachowuję się jak jakaś jebana małolata, starając się nie zerkać na piękną dziewczynę, która skradła moje serce tyle lat temu.
Ona nie skradła mojego pierdzielonego serca. Znalazła je. To ona była tą osobą, która odkryła, że mam gdzieś w sobie serce, i je wydobyła.
Borykała się z tym i borykała, ale nigdy się nie poddawała. Znalazła moje serce i trzymała w bezpiecznym miejscu. Schowała je przed popieprzonym światem, a co najważniejsze, schowała je przede mną do czasu, aż byłem gotowy, by sam o nie zadbać. Starała się mi je zwrócić dwa lata temu, jednak moje serce nie chciało do mnie wrócić. Nigdy, przenigdy jej nie opuści.
- Wasza dwójka to najbardziej uparci ludzie, jakich kiedykolwiek spotkałem - stwierdza Vance podczas zamawiania wody dla Kimberly i lampki wina dla siebie. - Widziałeś się z bratem? - pyta mnie. Rozglądam się po pomieszczeniu, szukając Smitha i znajduję go kilka stołów dalej od Tessy, samego.
Wskazuję chłopaka, a Vance każe mi się dowiedzieć, czy nie chce czasem czegoś do picia. Jest wystarczająco duży, by samemu sobie coś, kurde, zamówić, jednak nie mam zamiaru siedzieć z tymi śmieszkami, więc podchodzę do pustego stolika i siadam obok mojego młodszego brata.
- Miałeś rację - mówi, spoglądając na mnie.
- W jakiej sprawie tym razem? - opieram się o wydekorowane krzesło i zastanawiam, jak Liam może to nazywać 'małym i skromnym' weselem, skoro każde siedzenie owinięte jest w jakąś pieprzoną zasłonkę.
- Że wesela są nudne - uśmiecha się Smith. Brakuje mu kilku zębów i tak się składa, że nie ma jednego z przednich. W jakimś stopniu jest uroczy za ten swój tęgi umysł i nieprzejmowanie się resztą świata.
- Mogłem się z tobą założyć - śmieję się, spoglądając z powrotem na Tessę.
- Ładnie dziś wygląda - stwierdza.
- Ostrzegałem cię przez lata, żebyś się do niej nie zalecał, dzieciaku. Nie każ mi z tego wesela robić pogrzebu - żartobliwie uderzam go w ramię, na co rzuca mi krzywy i szczerbaty uśmiech.
Mam ochotę podejść do jej stolika i zepchnąć tego doktorka z jego krzesła, bym sam mógł koło niej usiąść. Chcę jej powiedzieć, jak pięknie wygląda i jak dumny z niej jestem, że, jak dotąd, doskonale sobie radziła na NYU i niedługo kończy studia. Chcę widzieć, jak pozbywa się swoich wszystkich zmartwień, chcę słyszeć jej śmiech i widzieć jak jej uśmiech przewyższa wszystko inne w tym pomieszczeniu.
- Zrób coś dla mnie - pochylam się w stronę Smitha.
- Co takiego? - pyta.
- Musisz podejść tam i zagadać do Tessy.
- Nie ma mowy - rumieni się, przecząc szybko głową.
- No weź. Zrób to.
- Nie-e - co za uparty dzieciak.
- Pamiętasz ten zdalnie sterowany pociąg, który tak bardzo chciałeś, ale twój tata nie chce ci go załatwić?
- Taa? - okazuje zainteresowanie.
- Kupię ci go.
- Przekupujesz mnie, żebym z nią pogadał?
- Kurna! Oczywiście, że tak.
- A kiedy go kupisz?
- Jeśli poprosisz ją do tańca, kupię ci go w przyszłym tygodniu.
- O, nie, za taniec, to ma być jutro - negocjuje.
- Niech ci będzie - cholera, dobry w tym jest.
Spogląda w stronę stolika Tessy, później z powrotem na mnie. - Stoi - zgadza się, wstając. Dobra, to było proste.
Obserwuję jak podchodzi do niej. Uśmiecha się do niego uśmiechem, który, nawet z dwóch stolików dalej, odbiera mi powietrze z płuc. Daję mu około trzydziestu sekund, nim wstaję i podchodzę do stolika. Ignoruję doktorka siedzącego obok niej i odnajduję radość w tym, jak jej twarz rozjaśnia się, gdy staję obok Smitha.
- Tutaj jesteś - opieram dłonie na ramionach chłopca.
- Czy zatańczysz ze mną, Tesso? - pyta mój młodszy brat.
Ona jest zaskoczona, jej policzki w tym świetle rumienią się z zażenowania, ale znam ją i wiem, że mu nie odmówi.
- Oczywiście - uśmiecha się do niego i wstaje ze swojego miejsca. Jej chłopak również wstaje i pomaga jej. Uprzejmy dupek.
Obserwuję jak Tessa idzie za Smithem na parkiet, a ja jestem wdzięczny Liamowi i jego nowej żonie za wolne piosenki. Smith wygląda nędznie, a Tessa wygląda na zdenerwowaną, kiedy zaczynają tańczyć. 
- Jak się masz? - pyta mnie doktor, kiedy obaj obserwujemy tę samą kobietę. 
- Nieźle, a ty? - powinienem być miły dla tego faceta, w końcu spotyka się z kobietą, którą będę kochał do końca życia.
- Dobrze, jestem teraz na drugim roku medycyny.
- Więc zostało ci ile? Jeszcze z dziesięć? - uśmiecham się i zmiękczam swój podirytowany ton, kiedy on się śmieje, zgadzając się, że szkoła medyczna jest o wiele za długa.
Odprawiam się  i kroczę w stronę Smitha i Tessy. Ona zauważa mnie pierwsza i zastyga, kiedy spotykamy się wzrokiem.
- Mogę się wciąć? - pytam, łapiąc za tył eleganckiej koszuli Smitha, nim którekolwiek z nich mogłoby zaprzeczyć. Moje dłonie natychmiast przesuwają się na jej talię, opierając się na biodrach. Prowadzę, po czym zastygam przytłoczony tym, że moje palce dotykają jej.
Minęło za wiele czasu. Za wiele, od tej spontanicznej nocy w Nowym Jorku nieco ponad rok temu.
Muszę przestać myśleć o wydarzeniach z tamtej nocy, albo czymkolwiek innym z naszej przeszłości, i skupić się na niej w chwili obecnej, stojącej przede mną.
- Pomyślałem, że uratuję cię przed tańczeniem z nim, jest trochę niski. Okropny partner do tańca - mówię wreszcie, kiedy mogę wychylić swoją głowę z dupy.
- Powiedział mi, że go przekupiłeś - patrzę na zdrajcę, kiedy siada przy stole, znowu sam. - Zbliżyliście się do siebie, z tego co słyszałam - w jej słowach ukryty jest podziw, a ja nie mogę powstrzymać rumieńca wylewającego się na moje policzki.
- Tak, tak mi się wydaje - wzruszam ramionami. Jej palce zaciskają się na moich ramionach, a ja wzdycham. Dosłownie, kurwa, wzdycham, i wiem, że ona może to usłyszeć.
- Wyglądasz bardzo dobrze - mówi, przyglądając się moim ustom.
- Dobrze? Nie wiem, czy to coś dobrego - przyciągam ją bliżej do siebie, a ona mi pozwala.
- Bardzo dobrze. Przystojnie. Bardzo gorąco - ostatnie słowa wypadają z jej pełnych ust przypadkowo. Mogę to określić po tym, jak jej oczy się rozszerzają, a ona przygryza swoją dolną wargę.
- Jesteś najseksowniejszą kobietą w okolicy, zawsze byłaś.
Ona odchyla głowę do dołu, próbując skryć się w masie blond loków.
- Nie ukrywaj się, nie przede mną - mówię cicho.
Czuję nostalgię na wspomnienie znanych słów i widzę po jej wyrazie twarzy, że ona czuje to samo.
- Kiedy wychodzi twoja kolejna książka? - szybko zmienia temat.
- W przyszłym miesiącu. Przeczytałaś ją? Kazałem ci wysłać przedpremierowy egzemplarz.
- Tak, przeczytałam - mówi, a ja wykorzystuję okazję do przyciągnięcia jej do swojej klatki piersiowej. - Przeczytałam je wszystkie.
- I co myślisz? - kończy się piosenka, zaczyna się kolejna. Kiedy kobiecy głos wypełnia pomieszczenie, patrzymy sobie w oczy. 
- Ta piosenka - Tessa śmieje się lekko - oczywiście, że ją zagrają.
- Nie chciałem iść na tamten ślub - wspominam - poszedłem tylko, żeby cię uszczęśliwić, ale teraz jestem ci wdzięczny za naciskanie na mnie. Naprawdę - odgarniam luźny lok z jej oczu, a ona przełyka ślinę, powoli mrugając.
- Tak bardzo się cieszę z twojego powodu, Harry. Jesteś niesamowitym autorem, aktywistą na rzecz samo-rekonwalescencji i uzależnienia od alkoholu. Widziałam ten wywiad, który zrobiłeś z The Times o radzeniu sobie z nadużyciami jako dziecko - jej oczy zapełniają się łzami i jestem pewien, że jeśli spłyną po jej policzkach, mogę stracić całe opanowanie.
- To naprawdę nic - wzruszam ramionami, uwielbiając jej dumę z mojego powodu, ale czując winę za to, co jej się przydarzyło. - Nigdy nie oczekiwałem czegokolwiek z tego, musisz to wiedzieć. Nie chodziło mi o publiczne ośmieszanie cię drukując książkę.
- Nie martw się o to - uśmiecha się do mnie. - Nie była taka zła i wiesz, że pomogłeś wielu ludziom i wiele ludzi kocha twoją twórczość. Włącznie ze mną - Tessa rumieni się, a ja robię to samo. 
- Jeśli tak bardzo ci się podobały, dlaczego nie zadzwoniłaś po tamtej nocy? - powinienem poczekać, aż nie będziemy w miejscu publicznym, aby przywoływać tamtą noc, ale wydaje się, że nie potrafię trzymać buzi na kłódkę.
- Próbowałam kilka razy, ale to stało się takie trudne, aby być z tobą w kontakcie bez umawiania wizyty - marszczy brwi. - Tamta noc była okropna, a ja naprawdę nie chcę o niej rozmawiać. Ale jednak wszystko się udało, jesteśmy teraz na ich ślubie - śmieje się z nutą humoru. 
- To powinien być nasz ślub - wypalam. Jej stopy przestają się poruszać, a jakiś rodzaj połysku znika z jej pięknej skóry.
- Harry - wpatruje się we mnie.
- Theresa - droczę się. Nie żartuję i ona o tym wie. - Myślałem, że ta ostatnia strona zmieni twoje zdanie. Naprawdę tak myślałem.
- Zmieniła. Sprawiła, że chcę wyjść za ciebie i pobiec z tobą w stronę zachodzącego słońca, ale okoliczności zawsze były przeciwko nam. Wiesz to.
- Kto teraz troszczy się o okoliczności? Ty jesteś tu, w Waszyngtonie, na ten ślub, a ja jestem tu do przyszłego tygodnia, nim wylecę z powrotem do Chicago...
- Minęły lata, dosłownie - lata.
- Byliśmy razem w zeszłym roku, w Nowym Jorku - przypominam jej.
- Na jedną noc.
- Naprawdę dobrą noc - podburzam ją, jednak wewnątrz jestem poważny. Zobaczenie następnego ranka, że jej nie ma było jedną z najgorszych rzeczy w moim życiu. Myślałem, że zamierza dać mi kolejną szansę, ale zmieniła zdanie, znowu.
Nie mógłbym jej obwiniać.
- Czy mogę prosić wszystkich o uwagę? - odzywa się organizator ślubu przez mikrofon. Ta kobieta jest cholernie wkurzająca. Stoi na scenie w centrum pokoju, ale ledwo mogę ją dojrzeć znad stołu, jest taka niska.
- Muszę się przygotować do mojej mowy - pojękuję, przeczesując dłonią włosy.
- Będziesz przemawiał? - pyta Tessa, podążając za mną do wyznaczonego na przyjęcie weselne stolika. Musiała zapomnieć o doktorku, a ja nie mogę powiedzieć, żeby chociaż minimalnie mi to przeszkadzało. Uwielbiam to, naprawdę.
- Tak, jestem świadkiem, pamiętasz?
- Wiem - delikatnie poszturchuje moje ramię, a ja sięgam po jej nadgarstek. Planowałem przyciągnąć go do moich ust i złożyć pocałunek na nagiej skórze, ale jestem wytrącony z równowagi, widząc małe, czarne kółko w tym miejscu.
- Co to jest, do cholery? - przysuwam jej nadgarstek bliżej mojej twarzy.
- Przegrałam zakład w moje dwudzieste pierwsze urodziny - śmieje się.
- Naprawdę zrobiłaś sobie tatuaż z uśmiechniętą buźką? Co do diabła? - nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Malutka uśmiechnięta buźka jest taka niedorzeczna i tak słabo wykonana, że aż zabawna. Jednak żałuję, że nie mogło mnie tam być na jej urodziny.
- Rzecz jasna - potakuje z dumą, pocierając palcem po tuszu.
- Masz jeszcze jakieś? - pytam, mając szczerą nadzieję na odpowiedź przeczącą.
- Nie ma mowy. Tylko ten.
- Harry! - niska kobieta woła mnie i odciąga od zamiaru ucałowania nadgarstka Tessy, która odciąga swoją dłoń, ale nie z obrzydzenia, a z szoku, mam nadzieję. 
Podchodzę do sceny. Liam i jego żona siedzą u czoła stołu, a jego ręka jest opleciona wokół jej pleców. Jej dłonie spoczywają na jednej z jego. Ach, nowożeńcy... Nie mogę się doczekać, aż pewnego dnia zobaczę ich chcących odrąbać sobie nawzajem głowy.
Biorę mikrofon od organizatorki i odchrząkuję.
- Hej - zaczynam. Mój głos brzmi dziwnie jak cholera i po wyrazie twarzy Liama mogę odczytać, że spodoba mu się to. Kontynuuję:
- Zwykle nie lubię mówić przed ludźmi, kurde, zwykle nawet nie lubię przebywać wśród ludzi, więc załatwię to szybko - obiecuję sali wypełnionej weselnymi gośćmi. - Większość z was i tak jest prawdopodobnie pijana albo znudzona na śmierć, więc nie krępujcie się, możecie mnie zignorować. 
- Do rzeczy! - śmieje się małżonka Liama, trzymając kieliszek szampana. Liam przytakuje, a ja pokazuję im obojgu środkowy palec w obecności wszystkich. Tessa śmieję się i zakrywa usta z pierwszego rzędu. - Widzicie, zapisałem to, bo nie chciałem zapomnieć, co powiedzieć - wyjmuję z kieszeni pogniecioną serwetkę i rozkładam ją.
- Kiedy poznałem Liama, natychmiast go znienawidziłem - kontynuuję swoje wystąpienie. Wszyscy śmieją się, jakbym żartował, ale nie żartuję. Naprawdę go nienawidziłem, ale tylko dlatego, że nienawidziłem siebie.
- Miał wszystko, czego ja chciałem w życiu: rodzinę, dziewczynę, plan na przyszłość - kiedy spoglądam na Liama, uśmiecha się, ale jego policzki są delikatnie zaróżowione. Zwalę to na szampana. - W każdym razie, lata mijały, poznałem go, zostaliśmy przyjaciółmi, a nawet rodziną, a on nauczył mnie wiele o byciu mężczyzną, zwłaszcza w ciągu ostatnich dwóch lat podczas perypetii tych dwojga - uśmiecham się do Liama i jego panny młodej, nie chcąc zagłębiać się w depresyjne gówno.
- W tym momencie skończę. Właściwie to, co chciałbym powiedzieć: dziękuję ci, Liam, za bycie szczerym człowiekiem i dopiekanie mi, kiedy naprawdę tego potrzebowałem. W sumie podziwiam cię w jakiś popierdzielony sposób i chcę, żebyś wiedział, że zasługujesz na szczęście i małżeństwo z miłością twojego życia, bez znaczenia, jak wcześnie to się stanie - zgromadzeni ponownie wybuchają śmiechem.
- Nie dowiecie się, jak szczęśliwi jesteście, mogąc spędzić życie z drugą połówką swojej duszy, nim będziecie musieli je spędzić bez niej - odstawiam mikrofon od ust i kładę go na kolanach organizatorki wesela. Zauważam błysk srebra podążający przez tłum i spiesznie schodzę ze sceny, by za nią pobiec.
Kiedy wreszcie dopadam Tessę, otwiera drzwi do damskiej toalety. Znika w środku, a ja nie trudzę się rozglądaniem wokół, zanim wchodzę za nią do środka. Kiedy docieram do niej, pochyla się nad umywalką, jej dłonie spoczywają po obu stronach marmurowej misy. 
Spogląda w górę, w lustro. Ma czerwone oczy, policzki naznaczone łzami. Odwraca twarz w moją stronę kiedy orientuje się, że poszedłem za nią.
- Co to, do cholery, było!? - krzyczy, wyrzucając ręce w powietrze.
- Przepraszam? - ja również podnoszę głos.
- Nie możesz po prostu... - zaczyna. - Ty... - jest ewidentnie wkurwiona.
- Rozmawiaj ze mną. Jaki jest problem? To była tylko mowa - tłumaczę jej. Ona krąży po kafelkowanej podłodze, jej szpilki stukają o twarde podłoże.
- Nie możesz po prostu mówić o nas w taki sposób. O naszych duszach - kończy zdanie, chlipiąc.
- Dlaczego nie? 
- Bo... - wydaje się, że nie może znaleźć żadnego wyjaśnienia.
- Bo wiesz, że mam rację, tak? - podpuszczam ją.
- Bo nie możesz mówić tych rzeczy ot tak, publicznie. Ciągle robisz to też w wywiadach - układa dłonie na biodrach.
- Próbując zdobyć twoją uwagę - podchodzę do niej krok bliżej.
- Rozmowa przez telefon by nie zadziałała? - wykrzykuje. Starsza kobieta pospiesznie wychodzi z kabiny i opuszcza umywalnię nawet nie myjąc rąk.
- Dzwoniłem do ciebie, wiele razy. Ty dzwoniłaś do mnie wiele razy. Dlaczego ciągle ciągamy się w tę i z powrotem? Dlaczego nie możemy po prostu oboje przestać być upartymi dupkami i być razem? - pytam ją.
Jej nozdrza aż buchają i przez moment myślę, że może tupnąć nogą.
- Nie zadziałamy, nigdy nie działamy.
- Ale jesteśmy tutaj, znowu, razem w łazience na ślubie naszego najlepszego przyjaciela - rzucam jej wyzwanie.
- Nie przyszłam tutaj, żeby z tobą dojść, to ty za mną przyszedłeś - jej głos łagodnieje i nie może przeciwstawić się sposobowi, w jaki teraz na mnie patrzy.
- Więc chcesz, żebym na tobie doszedł? - próbuję rozluźnić atmosferę. 
- Nie, oczywiście, że nie - kłamie, oplatając ramionami klatkę piersiową.
- Więc dlaczego twoje serce tak pędzi? Dlaczego nie możesz przestać patrzeć na mnie, jakbyś chciała, żebym cię pieprzył na tym blacie? - sięgam do kołnierzyka mojej eleganckiej koszuli i odpinam dwa górne guziki. 
- Ja... - milknie. - To wyłącznie seksualne, tempo mojego serca nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek uczuciami, ani niczym - kłamie.
- Pewnie, pewnie  - wyciągam do niej ramiona. - Chodź tu - błagam.
Tessa zmusza się, krocząc w moje szeroko rozłożone ramiona, a ja ją przytulam. Posiadanie jej w swoich ramionach w ten sposób jest bardziej satysfakcjonujące niż jakikolwiek seks, który moglibyśmy uprawiać. Tylko posiadanie jej tutaj, wciąż przywiązanej do mnie w sposób, który tylko my dwoje rozumiemy, czyni mnie najszczęśliwszym sukinsynem w okolicy.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - mówię w jej włosy. Jej dłonie przesuwają się na moje ramiona, zsuwając z nich ciężką marynarkę i droga część garderoby upada na podłogę.
- Jesteś pewna? - pytam, trzymając jej piękną twarz w moich dłoniach.
- Zawsze jestem pewna przy tobie - przyznaje. Mogę wyczuć wrażliwość i słodką ulgę, kiedy przyciska swoje usta do moich, z trzęsącymi się wargami, oddychając powoli i głęboko.
Zbyt wcześnie, odsuwam się, a ona zabiera swoje dłonie z mojego paska.
- Tylko blokuję drzwi - zapewniam ją. Jestem wdzięczny za krzesła umieszczone w damskich miejscach zgromadzeń. Przysuwam dwa z nich do drzwi, aby powstrzymać kogokolwiek przed wejściem. 
- Naprawdę to robimy? - pyta mnie Tessa, kiedy pochylam się, by podwinąć jej długą do ziemi sukienkę aż do jej talii.
- Jesteś zaskoczona? - śmieję się i składam na jej ciele kolejny pocałunek. Jej usta smakują dla mnie jak dom, a ostatnio byłem daleko od domu, tak długo mieszkałem sam w Chicago.
- Nie - jej palce spieszą się, by rozpiąć moje spodnie. Wzdycham, kiedy chwyta mojego kutasa przez bokserki.
Minęło za dużo czasu, w cholerę za dużo.
- Kiedy po raz ostatni...? - zaczyna pytanie.
- Nie chcemy o tym rozmawiać - nakłaniam ją. - Nie chcę dowiedzieć się o tobie i o nim.
- My nie... - mówi. Odsuwam się, patrząc w jej oczy, by odnaleźć wyłącznie prawdę stojącą za jej wyznaniem.
- Naprawdę? - pytam, nawet jeśli mogę czytać z jej twarzy jak z otwartej księgi.
- Tak. Z nikim innym. Tylko z tobą - ściąga moje bokserki, a ja unoszę ją na blat, rozdzielając jej jędrne uda obiema rękami.
- Kurwa - przygryzam język kiedy odkrywam, że nie ma na sobie majtek.
- Pr - spogląda w dół, speszona.
- Wpędzisz mnie do grobu, kobieto - jestem twardy jak pierdolona skała, kiedy ona głaska mnie, a obie jej małe dłonie poruszają się w górę i w dół mojego przyrodzenia.
- Musimy się pospieszyć - kwili, desperacka i mokra, kiedy przesuwam swój palec po jej łechtaczce. Tess jęczy, jej głowa opada na lustro, a jej nogi bardziej się rozszerzają.
- Kondom? - pytam ją, ledwie zdolny do racjonalnego myślenia.
- Nie mogę... wiesz. To niemożliwe - mówi. Jej oczy napełniają się smutkiem.
Zamiast udzielenia jej odpowiedzi, wkładam w nią palec i pieszczę jej język swoim. Każdy pocałunek niesie ze sobą wyznanie: 
'Kocham cię'. Próbuję jej to okazać.
'Potrzebuję cię'. Ssę jej dolną wargę.
'Nie mogę cię ponownie stracić'. Wchodzę w nią i synchronicznie jęczymy, kiedy wypełniam ją.
- Tak cholernie ciasna - dyszę. Ośmieszę się dojściem w ciągu kilku sekund, ale to nie chodzi o moją satysfakcję seksualną, a o pokazanie jej i sobie, że jesteśmy prawdziwie nieodzowni dla siebie. Jesteśmy siłą, z którą nie można sobie poradzić, bez znaczenia jak mocno my, czy też ktokolwiek inny, próbuje zwalczyć.
Należymy do siebie, jest to prawdziwie niezaprzeczalne.
- O Boże - wpija paznokcie w moje plecy, kiedy wychodzę z jej ciepła i ponownie dobijam się do jej drzwi, tym razem zupełnie. Rozciąga się wokół mnie, jej ciało przystosowuje się, aby dopasować się do mnie, tak jak zawsze to robiło.
- Harry - Tessa jęczy w moją szyję. Czuję jej zęby napierające na moją skórę, kiedy moje spełnienie wspina się w górę mojego rdzenia kręgowego. Przesuwam jedną dłoń na jej plecy, przysuwając ją bliżej do siebie, lekko ją unosząc, by osiągnąć większy kąt wewnątrz niej, a drugiej dłoni używam do obmacywania jej pełnych piersi. Ona wylewa się ze swojej sukienki, a ja ssę gołą skórę w tym miejscu, tarmosząc jej twarde sutki za pomocą warg, jęcząc i wystękując jej imię, kiedy dochodzę w niej.
Moje imię wydobywa się niedługo potem, kiedy pocieram jej łechtaczkę, wchodząc w nią. Odgłos jej bioder uderzających o mnie i o blat jest dostatecznie podniecający, bym znowu stał się twardy. Po prostu minęło tak cholernie dużo czasu, a ona jest dla mnie najbardziej idealnym dopasowaniem. Jej ciało żąda mojego, kompletnie, kurwa, biorąc je w posiadanie.
- Kocham cię - mówi, dochodząc. Jej głos jest pełen napięcia, kiedy zatraca się ze mną, pozwalając mi siebie odnaleźć. Orgazm Tessy wydaje się nie kończyć, a ja nie mogę nic poradzić, po prostu tak cholernie to kocham. Jej ciało wiotczeje, opierając się na mnie. Ona opiera swoją głowę na mojej piersi, kiedy łapie oddech.
- Słyszałem to, wiesz? - składam pocałunek na jej oblanym potem czole, kiedy ona układa swoje usta w delirycznym uśmiechu.
- Jesteśmy bałaganem - szepcze, unosząc głowę, aby nasze oczy mogły się spotkać.
- Niezaprzeczalnym, pięknie chaotycznym bałaganem - koryguję ją.
- Nie stosuj na mnie tych wszystkich pisarskich sztuczek - droczy się, nie mogąc złapać oddechu.
- Nie odsuwaj się ode mnie. Wiem, że spotykasz się z tym kelnerem.
- Trzydzieści minut temu nazywałeś go doktorkiem - oplata mnie ramionami w pasie, a ja odgarniam jej włosy z czoła.
- Cóż, jest jednym i drugim. Ale e tej chwili jesteś moja, nie jego.
- Nigdy nie byłam jego. Jesteśmy przyjaciółmi. To wszystko.
Nie kłócę się, bo nie mam powodu. Jestem szczęśliwy, jestem w cholernej ekstazie, że ona jest tutaj ze mną, po całym tym czasie, w moich ramionach, uśmiechając się, drocząc i śmiejąc, a ja nie zamierzam tego rujnować. W ciężki sposób nauczyłem się, że życie nie musi być bitwą. Czasami jest dostajesz od początku gówniane rozdanie, a czasami spieprzasz na całej linii, ale zawsze jest nadzieja.
Zawsze jest kolejny dzień, zawsze jest sposób, by odpokutować za gówno, które uczyniłeś ludziom, których skrzywdziłeś i zawsze jest ktoś, kto cię kocha, nawet jeśli czujesz się jak gdybyś był zupełnie sam i po prostu dryfował, czekając na kolejne rozczarowanie - zawsze coś lepszego czeka w zanadrzu.
Ciężko to zobaczyć, ale tak właśnie jest. Tessa była tam, pod powłoką z bzdur i odrazy do samego siebie. Tessa była tam, pod okryciem mojego uzależnienia. Tessa była tam, pod moim rozczulaniem się nad sobą i moimi chujowymi wyborami. Była tam, a kiedy ja przebywałem swoją drogę tamtędy, trzymała mnie za rękę przez cały pieprzony czas. Nawet po tym, jak mnie opuściła, wciąż tam była, pomagając mi przez to przejść.
Nigdy nie straciłem nadziei, ponieważ Tessa jest moją nadzieją. 
Zawsze nią była i zawsze będzie.
- Zostaniesz dzisiaj ze mną. Możemy teraz wyjść. Tylko ze mną zostań - błagam ją.
Ona ponownie się pochyla, umieszczając piersi w sukience, po czym spogląda na mnie. Jej makijaż jest zupełnie rozmazany, a policzki są zaczerwienione. - Mogę coś powiedzieć? - pyta.
- A od kiedy pytasz o pozwolenie? - dotykam koniuszka jej nosa swoim palcem wskazującym.
- To prawda - uśmiecha się. - Nienawidzę tego, że nie próbowałeś bardziej.
- Próbowałem, ale... - zaczynam wyjaśniać. Ona unosi palec, by mnie uciszyć.
- Nienawidzę tego, że nie próbowałeś bardziej, ale to zupełnie niesprawiedliwe z mojej strony to mówić, bo oboje wiemy, że ja odsuwałam się od ciebie. Ciągle naciskałam i naciskałam, oczekując od ciebie za wiele i byłam taka wściekła za książkę i za całą uwagę, której nie chciałam, więc pozwoliłam, by to rządziło moim umysłem. Czułam się, jak gdybym nie była zdolna ci wybaczyć przez opinie innych ludzi, ale teraz jestem wściekła na siebie, że w ogóle ich słuchałam. Nie obchodzi mnie, co inni ludzie mówią o nas, czy też o mnie. Obchodzi mnie tylko to, co myślą o mnie ludzie, których kocham, a oni kochają i wspierają mnie. Chciałam tylko powiedzieć, że przepraszam za słuchanie głosów, które nie były częścią mojej głowy.
Staję, naprzeciwko umywalki, z Tessą wciąż siedzącą naprzeciw mnie, i nie odzywam się. Nie oczekiwałem tego. Nie oczekiwałem takiego zwrotu ani przeprosin. Przyszedłem na ten ślub, mając nadzieję na najwyżej uśmiech z jej strony. 
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Że mi wybaczasz? - nerwowo szepcze.
- Oczywiście, że ci wybaczam - śmieję się do niej. Czy ona zwariowała? Oczywiście, że jej wybaczam. - A czy ty mi wybaczasz? Za wszystko? Albo prawie wszystko?
- Tak - potakuje, sięgając po moją dłoń.
- Teraz naprawdę nie wiem, co powiedzieć - przeczesuję włosy dłonią.
- Może, że wciąż chcesz za mnie wyjść? - jej oczy są rozszerzone, a moje jakby miały zaraz wystrzelić prosto z oczodołów.
- Co?
- Słyszałeś mnie - rumieni się.
- Wyjść za ciebie? Nienawidziłaś mnie jakieś dziesięć minut temu? - ona naprawdę wpędzi mnie do grobu.
- Właściwie, to dziesięć minut temu uprawialiśmy seks na tym blacie - precyzuje.
- Naprawdę tak myślisz? Chcesz za mnie wyjść? - nie mogę uwierzyć, że ona to mówi. Nie ma, kurwa, sposobu, żeby to mówiła.
- Piłaś? - pytam ją, próbując przypomnieć sobie, czy czułem smak jakiegokolwiek trunku na jej języku.
- Nie, tylko lampkę szampana ponad godzinę temu. Nie jestem pijana, jestem tylko zmęczona zwalczaniem tego. Jesteśmy nieodzowni dla siebie, pamiętasz? - kpi ze mnie, używając okropnego angielskiego akcentu.
Całuję ją w usta, uciszając ją.
- Jesteśmy najmniej romantyczną parą, jaka kiedykolwiek istniała, wiesz o tym, prawda? - pytam ją, językiem przejeżdżając po jej miękkich wargach.
- Romantyzm jest przereklamowany, teraz na topie jest realizm - cytuje linijkę z mojej ostatniej powieści. 
Kocham ją. Kurwa, kocham tę kobietę tak cholernie bardzo.
- Wyjdziesz za mnie? Naprawdę? 
- Nie dzisiaj, ani nic takiego, ale pomyślę o tym - schodzi z blatu, poprawiając swoją sukienkę.
- Zmienisz zdanie, wiem o tym - poprawiam swój strój, próbując zrozumieć wszystko, co stało się w tej toalecie. Tessa w jakiś sposób zgadza się, by mnie poślubić. Ja pierdolę.
- Może tak, a może nie - wzrusza ramionami, uśmiechając się do mnie. 
- Vegas, jedźmy do Vegas w tej chwili! - wkładam rękę do kieszeni i wyciągam swoje kluczyki.
- Nie ma opcji, nie będę brała ślubu w Vegas. Jesteś szaleni.
- Oboje jesteśmy, kto się tym przejmuje?
- Nie ma mowy, Harry.
- Dlaczego nie? - apeluję, ujmując jej twarz w dłonie.
- Vegas jest piętnaście godzin jazdy stąd.
- Może coś bliżej, żebyś się nie rozmyśliła?
Tessa spogląda na mnie, a później na swoje odbicie w lustrze:
- Muszę nad tym pomyśleć. Zdecydowałam dopiero dwie minuty temu - widzę, jak detale przebiegają przez jej umysł, myśli za dużo. Zgoda, to małżeństwo, więc to jest nie do pojęcia.
- Nie sądzisz, że piętnastogodzinna jazda to wystarczająco długo, by to przemyśleć? - żartuję, odstawiając krzesła spod drzwi.
Szokuje mnie, odpowiadając:
- Tak mi się wydaje. 


KONIEC CZĘŚCI TRZECIEJ I OSTATNIEJ.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: Dla tych, którzy nadal pytają - tak, to jest ostatnia część After. Wielu z Was zadawało pytanie, czy będzie tłumaczona czwarta część, na co moja odpowiedź brzmi: została ona właśnie przetłumaczona. Jak wiecie, wattpadowa powieść była pierwotną wersją After i autorka, wydając książki, postanowiła, że podzieli trzecią część z Wattpadu na dwie książki w papierze, więc tak oto mamy rozwiązaną zagadkę czterech części After. Oprócz tego, książkowe zakończenie nieco różni się od pierwotnej wersji na Wattpadzie. Ci, którzy mówią jeszcze o piątej, bo widzieli, że Francja ma - podzielili oni czwarty tom na pół, dzięki czemu zarabiają na tym jeszcze więcej pieniędzy, dlatego mają pięć książek. Owszem, wyjdzie jeszcze dodatek do serii After, pt. Before, ale to nie jest piąta część! Będzie to prequel oczami Hardina. Mam nadzieję, że choć w najmniejszym stopniu rozwiałam Wasze wątpliwości. Na sam koniec zapraszam Was do przeczytania notki pożegnalnej, która następuje po tym poście :)

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 294.

Soundtrack do rozdziału:

• Sam Smith - Lay Me Down
• The Lumineers - Hey Ho
• Coldplay - Fix You
• Coldplay - The Scientist
• The Fray - You Found Me


Zayn's POV:

Inna impreza. Inna przepełniona impreza, gdzie każdy robi to samo gówno. Drinki wylewają się z czerwonych kubków, a muzyka huczy z pokoju do pokoju. Każda osoba, którą mijam, kiedy idę przez korytarz, wygląda na jeszcze bardziej znudzoną niż ostatnio, uważam, że to dziwne, że tegoroczna impreza inauguracyjna jest o wiele bardziej zatłoczona niż ostatnio.
- Muszę siku - narzekam, opierając się o ścianę obok drzwi do łazienki. Chwilę później, drobna dziewczyna z blond włosami wychodzi z łazienki. Jej policzki są czerwone, a oczy wpatrują się w podłogę. Ma na sobie koszulę z długim rękawem, która doskonale otula jej wydatne biodra, ale jej dżinsy są luźne, nawet workowate.
- Przepraszam - uśmiecha się do dywanu i wykonuje manewry obok mnie w dół korytarza. Postanowiłem nie umawiać się z nikim przez jakiś czas po sytuacji z Tessą, ale jednak idę korytarzem za tą dziewczyną. Kiedy dochodzi do schodów, zwalnia i patrzę jak jej oczy skanują tłum, szukając kogoś. Postanawiam zbliżyć się do niej, zanim zejdzie na dół.
- Szukasz kogoś? - pytam ją.  Gdy odwraca się do mnie, jej brązowe oczy są duże, mocno za duże jak na jej twarz i wygląda na lekko przestraszoną, kiedy mówi:
- Szukam moich przyjaciół, ale myślę, że wyszli - marszczy brwi.
- Och, chcesz, żebym pomógł ci ich znaleźć? Może do nich zadzwonisz?
- Nie, mój telefon jest w torebce mojej przyjaciółki - wzdycha, sięgając do małej torby spoczywającej na jej talii. - Wiedziałam, że nie powinnam była tutaj przychodzić. Imprezy nie są dla mnie, ale Macy prosiła i błagała. Będzie zabawnie, mówiła, pójdziemy tylko na godzinę - dziewczyna mówi z irytacją. Marszczy nos, a ja przygryzam wargę, aby powstrzymać się od śmiechu. - Co? - rumieni się, zakłopotana.
- Nic - kłamię. Ona jest cholernie słodka. - Chcesz drinka czy coś? - pytam ją.
- Nie piję - cicho odmawia.
- W ogóle?
- W ogóle.
- Cóż, w porządku - uśmiecham się, dając jej znać, że uważam, że to fajne, że nie jest pijana jak reszta dziewczyn tutaj.
- To nie tak, że jestem świętoszką ani nic, ja po prostu nigdy tego nie robiłam i nie chcę.
- W porządku - kiwam głową, przez sekundę odkrywając coraz bardziej jej atrakcyjność. - Cóż, mogę dać ci trochę wody i możesz spędzić czas ze mną i moimi znajomymi, dopóki nie znajdziesz swoich? - oferuję.
- Hmm, nie jestem pewna - rozgląda się po pokoju pełnym obcych osób. - Nie znam nikogo i to pierwszy raz, kiedy jestem na imprezie takiej jak ta.
Niall macha do mnie z drugiego końca pokoju, a jeszcze raz patrzę na dziewczynę.
- Dobrze, jeśli zdecydujesz, że nie chcesz stać tutaj sama, jesteś bardzo mile widziana, żeby dołączyć do nas tam - wskazuję jej grupę moich znajomych i widzę jak jej oczy się rozszerzają. - Są milsi niż wyglądają - drażnię ją. - Cóż, niektórzy z nich.
Kiwa głową i zaskakuje mnie, kiedy idzie za mną do mojej grupy przyjaciół. Tristan wstaje, pozwalając jej usiąść na kanapie, a ona grzecznie mu dziękuje. Cieszę się, że wrócił z Luizjany, sam i oficjalnie skończył ze Steph i jej pierdołami.
- Oto ostatni rok na tej gównianej uczelni - podnosi swój kubek i stuka o kubek Louisa. Molly przyłącza się i siada na kolanach swojego chłopaka.
- Ale nie mój. Ciągle mam jeszcze dwa - Niall narzeka. Dziewczyna widząc, że tylko on został, przewraca oczami i bierze swój kubek, aby wypić drinka. - Powinienem pójść do szkoły handlowej, uczelnia, kurwa, ssie.
- Mówiłam ci, żebyś wziął te praktyki w salonie tatuażu - beszta go. On przewraca oczami i szarpie mały pasek trzymający jej koszulę na ramionach, połowa jej głęboko brązowej skóry jest widoczna, ale jestem pewien, że za cholerę jej to nie przeszkadza.
- Wciąż o tym myślę - mówi jej.
- W każdym razie, wystarczy tego nudnego gówna. Kto to jest? - Molly wskazuje na dziewczynę, którą spotkałem korytarzu, na piętrze.
- To jest... - patrzę na nią, czekając na jej pomoc. Zapomniałem zapytać o jej cholerne imię.
- Therise - oczywiście, że to jej imię. Cholera.
- Żartujesz sobie ze mnie - Molly śmieje się, opierając się o Louisa.
- Ładne imię - Jace złośliwie się uśmiecha, liżąc brzegi zgiętego papieru w rękach.
- Chcesz zagrać w grę, Therise? Prawda czy wyzwanie? - Molly kpi z dziewczyny. Patrzy na mnie, a ja kręcę głową.
- Nie, nikt nie chce grać w to gówno - piorunuję wzrokiem Molly. Therise nie ma o tym bladego pojęcia, wygląda na zaniepokojoną i nieco zakłopotaną.
- Daj spokój. Jestem pewny, że zakład mógłby z nią wypalić - mówi Jace.
- Tak, po spojrzeniu na nią może mógłbyś wygrać tym razem - Molly zwraca się do mnie. Louis sięga i zasłania usta swojej dziewczynie.
- Przestań - mówi do niej. Dziewczyna przewraca oczami, ale pozostaje cicho, kiedy zabiera rękę z jej dużych ust. - Nie mam zamiaru brać udziału w powtórce z zeszłego roku. Było zbyt wiele dramatów - Louis całuje nagie ramię Molly, a ona uśmiecha się i po raz pierwszy nie wygląda jak totalna zołza.
- Co było w zeszłym roku? - Therise pyta.
- Nic - patrzę na moich znajomych z nadzieją, że ich usta pozostaną zamknięte.
- Dupek o imieniu Harry, którego tutaj nie ma - wyjaśnia Jace - i Zayn założyli się, kto szybciej przeleci dziewczynę o imieniu Tessa. Zayn oczywiście przegrał, a Hessa zwyciężyła - szydzi, wyraźnie zdegustowany wzmianką o Harrym i Tessie.
- Co to, kurwa, jest Hessa? - dziewczyna Nialla pyta.
- Ja na to wpadłam! - Molly dumnie podnosi rękę. - Uzyskałam pełne uznanie za to gówno. Nazwałam to szalone pieprzenie i oczekuję, że zostanę zaproszona na ich ślub - śmieje się.
- Oni nie biorą ślubu - warczę na nią. Nawet nie chcę o tym myśleć.
- To obrzydliwe, że mogłeś to zrobić. - Therise mówi, wstając z kanapy. - Idę znaleźć moich przyjaciół.
- Cholera - ktoś mówi, być może Jace?
- Czekaj! - wołam dziewczynę.
- Równie dobrze możesz pozwolić jej odejść, zdobędziesz tylko kolejnego wroga. Ona prawdopodobnie ma chłopaka, który zechce przebić opony w twoim wozie - Louis przypomina mi mój dawny błąd.
- Nie wiedziałem, że laska była zaręczona i jestem prawie pewien, że to była ona, a nie jej narzeczony.
- Przestań sypiać z przypadkowymi laskami - Niall wzrusza ramionami, biorąc łyk swojego drinka.
- To było ponad rok temu i skąd miałem wiedzieć, że jej narzeczony będzie tutaj profesorem. Cały ten weekend był katastrofą. Gdybym wiedział, że laska była w tym klubie na swoim wieczorze panieńskim, nie poszedłbym z nią do domu. To było po prostu moje szczęście, że jedyną w moim życiu przygodę na jedną noc miałem z kobietą, która była zaręczona i wychodziła za mąż następnego dnia. Facet był bezczelny, bezczelniejszy niż ja kiedykolwiek byłem, starał się, żeby wyrzucili mnie z programu nauk i walczył, żeby Harry nie został wydalony z uczelni. Poza tym, kim jesteś, żeby mówić takie gówno! To Molly pieprzyła połowę z was - wskazuję na grupę.
- Uważaj - Louis ostrzega mnie. Zamiast kłócić się z nim, wybieram pójście za dziewczyną. Nie znam jej, ale wydaje się słodka i jest bardzo atrakcyjna. Tak, przypomina mi Tessę i tak, długo dochodziłem do siebie po stracie jej, więc może to zły pomysł. Mając to na uwadze, nadal idę za dziewczyną. Nie chciałem, aby sytuacja z Tessą tak się zakończyła. Dbałbym o nią bardziej niż on, a moja głupia zazdrość i drobna potrzeba pewnego rodzaju zemsty na nim i zrekompensowaniu jego seksu z Samanthą, jej odpowiednikiem była Tessa dla Harry'ego. Ona była niesamowita, zabawna i starsza ode mnie. Podniecało mnie to, jednak była dzika. Spała z Harrym, ale nie widziała w tym większego problemu. On też nie, oczywiście, ale ja się tym przejąłem. Byłem załamany, wkurzony i zepsułem to, co mogłem mieć z Tessą. Ufała mi, wiem to, nawet po moim udziale w zakładzie. Byłem tym, który opowiedział jej jego szczegóły, a ona zawsze przychodziła do mnie, gdy mnie potrzebowała. Powinienem uświadomić sobie, że jestem wystarczająco dobry, ale nie, musiałem być dupkiem i pozwolić gównianym słowom Harry'ego dostać się do mojej głowy. Nie powinienem próbować dotrzeć do niej tej nocy w domu jej matki i nie powinienem powiedzieć połowy tego gówna, które wyszło z moich ust. Moja głupota tylko doprowadziła ją z powrotem do niego. Wiem, że przeniosła się do Nowego Jorku z jej przyjacielem Liamem, ale wiem też, że nie potrwa to długo zanim on przyjedzie tam do niej. Nienawidzę tego przyznawać, ale pomiędzy nimi jest coś specjalnego. Tak dysfunkcjonalni jacy oni są, nigdy nie widziałem dwóch osób, walczących o siebie  w taki sposób, w jaki oni to robią. Harry nie zasługuje na nią, ale to nie moja sprawa, żeby w to ingerować, już nie. Wychodzę na zewnątrz i przeszukuję podwórko w poszukiwaniu dziewczyny, która uciekła. Siedzi na szczycie złamanego kamiennego muru, przynosząc kolejne wspomnienie do umysłu. Skubie kamienny mur, a kiedy zbliżam się do niej, porusza się, aby z niego zeskoczyć.
- Czekaj - błagam. - Dasz mi chwilę, żebym mógł się wytłumaczyć? - pytam z dziwnym uczuciem.
- Dlaczego miałabym? Nic o tobie nie wiem, z wyjątkiem tego, że byłeś zaangażowany w jakiś chory zakład - patrzy na mnie gniewnie. Nie mogę zaprzeczyć, nie będę bronił się i mówił, że to prawda, ponieważ tak nie jest.
- Wiem, i wiem, co sobie o mnie myślisz, ale chciałbym żebyś dała mi jeszcze jedną szansę. Przynajmniej minutę, żebyś nauczyła się mojego imienia? - podnoszę brwi na nią, a ona potrząsa głową.
- Masz trzy minuty, to wszystko - uśmiecha się, żartując ze mnie w słodki sposób.
- Dziękuję - wzdycham, nie wiedząc dlaczego tak bardzo zależy mi na jej zdaniu. Nawet nie znam tej dziewczyny, ale coś w niej jest.
- Teraz dwie i pół.
- Jestem Zayn - sięgam, aby uścisnąć jej dłoń. Wacha się przez moment, zanim ściska moją dłoń. - Miło cię poznać.
- Therise, i nie jestem pewna czy mogę powiedzieć to samo - uśmiecha się, tym razem wkłada w to więcej wysiłku i trzydzieści minut później nadal siedzimy na tym murku.

Harry's POV:

- Musimy porozmawiać - powtarzam i siadam na schodach tuż po niej, patrzę na nią, zmuszając moje ręce, aby zostały na moich kolanach.
- Chciałam to powiedzieć - zmusza się do uśmiechu. Jej kolana są brudne, oznaczone strasznymi, czerwonymi liniami.
- Co się stało? Wszystko w porządku? - mój plan, żeby trzymać ręce przy sobie został zrujnowany, kiedy sięgam do jej nogi, dokładnie oglądając jej rany.
- Przewróciłam się, to wszystko - odwraca się, a jej policzki są czerwone.
- Nic z tego, nie powinno się to wydarzyć. 
- Napisałeś książkę o nas i poszedłeś z nią do wydawnictwa. Jak to nie było zamierzone?
- Nie, mam na myśli to wszystko. Ty i ja, wszystko - powietrze jest suche i wilgotne, widzę, że wypowiedzenie tych słów jest trudniejsze niż myślałem. - Ten rok był całkowicie żywy dla mnie. Nauczyłem się wiele o sobie, o życiu i o tym, jakie ono powinno być. Miałem spieprzony widok na wszystko, nienawidziłem siebie, nienawidziłem wszystkiego wokół mnie.
Siedzi w milczeniu na schodach i mogę powiedzieć, że jej dolna warga drży i robi wszystko, aby zachować powagę.
- Wiem, że nie rozumiesz, mało osób rozumie, ale najgorszym uczuciem w całym popieprzonym świecie jest nienawidzić siebie i to, przez co przechodziłem każdego dnia. To nie była wymówka od gówna, które robiłem, nigdy nie powinienem traktować cię tak jak to robiłem, i za każdym razem miałaś cholerne prawo, żeby opuścić mnie, tak jak to zrobiłaś. Mam tylko nadzieję, że przeczytasz całą książkę zanim podejmiesz decyzję. Nie ocenia się książki po okładce.
- Staram się nie oceniać, Harry, naprawdę, ale to za dużo. Zapadam się w tym wzorze i nie widzę początku, nadal jest to dla mnie dziwne - kręci głową jakby próbowała pozbyć się z niej wszystkich myśli, które wypalają się za szarością jej oczu.
- Wiem, kochanie. Wiem - kiedy sięgam po jedną z jej rąk i owijam palce wokół jej dłoni, krzywi się. - Na pewno wszystko w porządku? - pytam ponownie, a ona kiwa głową, pozwalając mi przejechać palcem po jej ranach.
- Kto jeszcze chce ją przeczytać? Nie wierzę, że tak wiele wydawnictw ją chce - Tessa patrzy z dala ode mnie, koncentrując się na mieście, które jakoś utrzymuje ruch wokół nas, jak nigdy wcześniej.
- Dużo ludzi - wzruszam ramionami, stwierdzając prawdę.
- Dlaczego? To jest... nietypowa historia miłosna. Przeczytałam tylko kawałek i widzę jak mroczna jest.
- Potrzebują też opowieści przeklętych, Tess.
- Nie jesteś przeklęty, Harry - obiecuje.
Wzdycham, nieznacznie zgadzając się z nią i kontynuuję. - W nadziei na odkupienie, może? Może nie, może niektórzy ludzie chcą czytać tylko szczęśliwe i banalne historie miłosne, ale są miliony ludzi, ludzi, którzy nie są idealni i przeszli przez gówna w swoim życiu i może chcą się z tym połączyć? Może chcą zobaczyć siebie we mnie i piekło - pocieram moją drżącą dłonią kark. - Cholera, może ktoś mógłby nauczyć się czegoś z moim błędów lub twoich? - teraz patrzy na mnie, kiedy wyrzucam słowa na betonowych schodach. Niepewność jest ciągle jasna w jej oczach, popychając więcej słów z moich ust. - Może czasami nie wszystko jest czarno-białe i może nie każdy jest, kurwa, doskonały. Zrobiłem dużo popieprzonych rzeczy w moim życiu, tobie i innym, żałuję tego i nigdy, przenigdy nie powtórzę i nie wybaczę sobie tego. Nie chodzi o to, że książka była dla mnie zbyciem. Była dla mnie inną formą terapii. Była miejscem, gdzie mogłem po prostu pisać, cokolwiek, kurwa, chciałem i czułem. To ja i moje życie, i nie jestem jedyną osobą, która popełniła błędy, kurwa, całą książkę ich, i jeśli ludzie oceniają mnie po ciemnej stronie mojej historii, to ich sprawa. Nie jestem w stanie zadowolić wszystkich i wiem, że jest dużo ludzi takich jak my, Tessa, którzy odnoszą się do tej książki, chcąc zobaczyć kogoś przyznającego się do ich problemów i zobaczyć jak radzą sobie z nimi w prawdziwym życiu.
Jej usta podnoszą się w kącikach i wzdycha lekko, kiwając głową.
- Co jeśli ludziom się nie spodoba? Co jeśli nawet nie będą mieli szansy jej przeczytać, ale znienawidzą nas za to, co znajduje się w środku? Nie jestem gotowa na tego typu uwagi. Nie chcę, żeby ludzie rozmawiali o moim życiu i oceniali mnie.
- Niech nas nienawidzą. Kogo, kurwa, obchodzi co myślą? W każdym razie nie przeczytają tego - mówię.
- To jest po prostu... nie mogę zdecydować, co o tym myślę. Napisałeś tak bolesne rzeczy, jaki rodzaj historii miłosnej to jest? - pyta, jej głos jest drżący i niepewny.
- Jest to rodzaj historii miłosnej, która zajmuje się prawdziwymi, pieprzonymi problemami. To opowieść o przebaczaniu i bezwarunkowej miłości, pokazuje jak człowiek może się zmienić, naprawdę zmienić, jeśli stara się wystarczająco. Jest to rodzaj historii miłosnej, która udowadnia, że wszystko jest, kurwa, możliwe, jeśli chodzi o odzyskiwanie siebie. Pokazuje, że trzeba oprzeć się na kimś, kimś, kto cię kocha i nie zrezygnuje z ciebie, i że możesz znaleźć wyjście z mroku. Pokazuje, że bez względu na to, jakich rodziców miałeś lub z jakimi uzależnieniami miałeś do czynienia, możesz pokonać wszystko, co stanie na twojej drodze i stać się lepszym człowiekiem. To jest rodzaj historii, która dzieje się po, czyli After.
- After? - pyta, przechylając podbródek i używając ręki, aby zasłonić oczy przed słońcem.
- Tak się nazywa - odwracam wzrok, nagle czując świadomość o nazwie. - Chodzi o moją podróż, po spotkaniu ciebie.
- Ile z tego było złe? - Tessa pyta.
- Nie tak dużo jak myślisz, przeczytałaś najgorszą część. Strony, których nie widziałaś, te, którą opowiadają prawdziwą historię, są o tym, jak bardzo cię kocham, jak dałaś mi cel w życiu i jak spotkanie ciebie było najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła. Nieprzeczytane strony pokazują nasz śmiech razem z moimi zmaganiami, naszymi zmaganiami.
- Powinieneś powiedzieć mi, że to piszesz. Było tyle podpowiedzi, jak mogłam tego nie zauważyć? - zakrywa twarz dłońmi z frustracji, a ja opieram się plecami o schody.
- Wiem, że powinienem, ale kiedy to zrozumiałem zacząłem zmieniać wszystko, co zrobiłem źle, chciałem, żeby było doskonale zanim ci ją pokażę. Naprawdę cię za to przepraszam, Tessa. Kocham cię i przykro mi, że dowiedziałaś się w ten sposób. Nie chciałem cię zranić czy oszukać, przepraszam, że tak się poczułaś. Nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem, kiedy mnie zostawiłaś, Tessa. Wiesz o tym.
- Nie wiem co powiedzieć - jej głos jest ledwo szeptem.
- Po prostu ją przeczytaj, proszę cię tylko, żebyś przeczytała ją całą, zanim podejmiesz decyzję. Proszę, po prostu ją przeczytaj - jej oczy są zamknięte i przesuwa swoje ciało tak, że jej kolana opierają się o moje ramiona.
- Dobrze, przeczytam ją.
Odłam powietrza wraca do moich płuc, część ciężaru została zdjęta z mojej piersi i nie mogę ułożyć ulgi w słowa, nawet jeśli próbuję. Wstaje, otrzepując jej porysowane kolana.
- Przyniosę coś na nie - mówię jej.
- Czuję się dobrze.
- Kiedy przestaniesz się ze mną kłócić? - staram się rozjaśnić nastrój. To działa, a ona walczy z uśmiechem.
- Nigdy - zaczyna wchodzić po schodach, a ja idę za nią. Chcę iść do mieszkania i usiąść obok niej, kiedy będzie czytać całą powieść, ale wiem, że nie powinienem. Używam małej części rozsądku i decyduję się na spacer wokół tego brudnego miasta.
- Czekaj! - wołam ją, kiedy dochodzi na górę. Sięgam do kieszeni i wyciągam zmięta kartkę papieru. - Przeczytaj to na koniec. To ostatnia strona.
Otwiera dłoń i wystawia ją przede mnie. Szybko przemierzam schody, dwa na raz i umieszczam zwinięty papier w jej ręku. - Proszę, nie zaglądaj tam teraz - błagam ją.
- Nie będę - Tessa odwraca się ode mnie, a ja badam sposób, w jaki odwraca głowę, aby się do mnie uśmiechnąć. Jednym z moich największych pragnień życiowych dla niej, jest to, aby zrozumiała, w pełni zrozumiała, że jest jedyną w swoim rodzaju. Jest jedną z niewielu ludzi na świecie, którzy wierzą w przebaczenie i kiedy wielu ludzi nazwałoby ją słabą, tak naprawdę jest odwrotnie. Jest silna, silna dla kogoś, kto sam siebie nienawidził. Silna za pokazanie mi, że nie jestem przeklęty, że też zasługuję na miłość, pomimo dorastania w innym przekonaniu. Jest na tyle silna, że odeszła ode mnie i wystarczająco silna, aby kochać bezwarunkowo. Tessa jest silniejsza niż większość i mam nadzieję, że o tym wie.

Tessa's POV:

Gdy wchodzę do mieszkania, poświęcam chwilę, aby zebrać myśli. Na ten moment jestem w rozterce i sięgam po okładkę zeszytu, która leży na stole. Wszystkie strony są wsadzone niedbale do środka okładki, w niewłaściwym porządku. Sięgam po pierwszą stronę, wstrzymując oddech, kiedy przygotowuję się do czytania. Czy jego słowa zmienią moje zdanie? Czy skrzywdzą mnie? Nie jestem nawet pewna, czy jestem gotowa, żeby dowiedzieć się, ale wiem, że muszę zrobić to dla siebie. Potrzebuję przeczytać jego słowa i emocje, aby zobaczyć, co działo się w jego głowie za każdym razem, kiedy nie mogłam go odczytać.
'Teraz już wie. To moment, kiedy, kurwa, już wie, że chce spędzić z nią swoje życie, że jego życie nie miałoby sensu i byłoby puste bez światła, które Tessa do niego wnosi. Ona daje mu nadzieję, sprawia, że czuje się, jakby mógł, tylko mógł, mógł być kimś więcej niż w swojej przeszłości.'
Upuszczam stronę na podłogę i zaczynam czytać kolejną.
'Żył tylko dla siebie, a kiedy to zmienił, stało się to czymś więcej niż wstawaniem rano i pójściem spać. Dała mu wszystko, o czym nigdy nie wiedział, że potrzebuje.'
Strona po stronie, czytam je i rzucam na stos na podłodze.
'Nie mógł uwierzyć w te bzdury, które wyszły z jego ust. Jest obrzydzony, rani ludzi, którzy go kochają i nie może przestać. 'Dlaczego mnie kochasz?', ciągle się zastanawia. 'Dlaczego ktoś miałby mnie kochać? Nie jestem tego wart.', te myśli wypełniają jego głowę, nawiedzają go bez względu na to, jak wiele z nich ukrywa. Zawsze wracają.'
'Chce pocałować jej łzy, chce jej powiedzieć, że przeprasza i że jest zrujnowanym mężczyzną, ale nie może. Jest tchórzem i jest uszkodzony bez możliwości naprawy; traktując ją w ten sposób, sprawia, że nienawidzi siebie jeszcze bardziej.'
'Jej śmiech, jej śmiech jest dźwiękiem, który sprowadza go z ciemności do światła. Jej śmiech ciągnie go za jego cholerny kołnierz przez bzdury przyciemnionych zdań i zaraża jego myśli. Nie jest tym samym człowiekiem, jakim jego ojciec jest. Postanowił, kiedy ona od niego odeszła, że już nigdy nie pozwoli, aby błędy rodziców znów kontrolowały jego życie. Postanowił też, że ta kobieta jest warta więcej niż załamany człowiek może zaoferować i zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby wynagrodzić jej to.'
Strona za stroną, wyznanie po ciemnym wyznaniu, kontynuuję czytanie.
'Chce jej powiedzieć, musi jej powiedzieć jak cholernie mu przykro, że tak się zdenerwował, rzucając jej dziećmi w twarz. Był egoistą, myśląc tylko o sposobie, w jaki może ją zranić i nie był gotowy przyznać, że tak naprawdę chce żyć razem z nią. Nie był gotowy powiedzieć jej, że będzie najbardziej niesamowitą matką, że nie będzie jak kobieta, którą ją wychowała. Nie był gotowy, aby powiedzieć jej, że będzie się mocno starał, żeby być wystarczająco dobrym, aby pomóc jej wychować dziecko. Nie był gotowy, aby powiedzieć jej, że jest absolutnie przerażony, że zrobi te same błędy, co jego ojciec, i nie był gotowy przyznać się, że boi się, że ją zawiedzie. Nie wiedział, jak powiedzieć jej, że nie chce wracać do domu pijany, nie chce, żeby jego dzieci uciekały i chowały się przed nim w sposób, w jaki robił to przed swoim ojcem.'
'Chce się z nią ożenić, żeby spędzić resztę życia przy jej boku, rozkoszując się jej życzliwością i ciepłem. Nie może wyobrazić sobie życia bez niej, stara się, aby wymyślić sposób, w jaki ma jej to powiedzieć, pokazać jej, że naprawdę się zmienił i że jest jej wart.'
Czas płynie i wkrótce setki stron leżą rozrzucone na podłodze. Jestem nieświadoma, ile czasu minęło i nie mogę zliczyć łez, które wyleciały z moich oczu czy szlochów, które uciekły z moich ust. Jednak trzymam się i czytam każdą stronę, w niewłaściwym porządku, ale upewniam się, że zanurzyłam się w każdym wyznaniu człowieka, którego kocham, jedynego mężczyzny oprócz mojego ojca, jakiego kiedykolwiek kochałam, i zanim dochodzę do końca stosu stron, mieszkanie staje się ciemniejsze, a słońce zaczyna wschodzić. Rozglądam się po bałaganie, który zrobiłam, i próbuję zebrać to wszystko. Moje oczy skanują podłogę, zatrzymując się na pogniecionej kulce papieru leżącej na stole. Harry powiedział, że to ostatnia strona, ostatnia strona tej historii, naszej historii, staram się uspokoić zanim sięgam po nią. Moje ręce trzęsą się, kiedy ją podnoszę. Rozpakowuję pogniecioną stronę i czytam słowa zapisane tam.
'Ma nadzieję, że ona przeczyta to kiedyś i że zrozumie jak zepsuty był. Nie prosi jej o litość czy jej przebaczenie, prosi tylko, żeby zobaczyła jak wiele dokonała w jego życiu. To ona, piękna nieznajoma z dobrym sercem, odwróciła jego życie i stworzyła z niego człowieka, którym dzisiaj jest. Ma nadzieję, że dzięki tym słowom, nie ważne jak trudne są niektóre z nich, będzie dumna z siebie za wyciągnięcie grzesznika z dołu piekła i podniesienie go do swojego nieba, pozwalając mu na odkupienie i uwalniając od demonów przeszłości. Modli się, że weźmie każde słowo do serca i może, być może, wciąż kocha go po wszystkim, co razem przeżyli. Ma nadzieję, że będzie w stanie przypomnieć sobie, dlaczego go kocha i dlaczego tak ciężko dla niego walczyła. Wreszcie, ma nadzieję, że gdziekolwiek będzie czytając książkę, którą dla niej napisał, będzie czytać ją beztrosko i że dotrze do niego, nawet jeśli przeczyta te słowa lata od teraz, musi wiedzieć, że on nigdy się nie podda. Tessa musi wiedzieć, że ten człowiek zawsze będzie ją kochał i będzie czekał na nią do końca życia, nie ważne czy wróci do niego, czy nie. Chce, żeby wiedziała, że była jego zbawcą i że nigdy nie będzie mógł się jej odpłacić za wszystko, co zrobiła dla niego, i że kocha ją całą duszą i nic nigdy tego nie zmieni. Chce przypomnieć jej, że ich dusze są jednakowe, niezależnie od tego, co w nich tkwi.'
Zbieram resztki sił, jakie we mnie zostały, a następnie zostawiam rozrzucone strony na podłodze w mieszkaniu, z wyjątkiem ostatniej strony książki, która ciągle znajduje się w mojej ręce.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •