sobota, 28 marca 2015

Rozdział 253.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytając, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie, możesz spokojnie ominąć notkę.


Soundtrack do rozdziału:

• Hoobastank - The Reason
• Imagine Dragons - Demons


Kiedy się budzę, Harry nie jest opleciony wokół mnie, a pokój jest zbyt jasny nawet przez moje powieki. Z zamkniętymi oczami, mruczę:
- Która jest godzina?
Głowa mi pęka i nawet skoro wiem, że leżę, czuję, jakbym chwiała się całym ciałem do przodu i do tyłu.
- Południe – odzywa się mocno akcentowany głos Harry’ego z drugiej strony pokoju.
- Południe! Przegapiłam swoje dwa pierwsze zajęcia! – próbuję usiąść, ale moja głowa wiruje. Opadam z powrotem na materac, skomląc.
- Nic ci nie będzie, wracaj do łóżka.
- Nie! Nie mogę przegapić żadnych więcej zajęć, Harry, dopiero co przybyłam na ten kampus i nie mogę tak rozpocząć tego semestru  - zaczynam panikować. – Będę tak bardzo do tyłu.
- Jestem pewien, że dasz sobie radę – odpowiada Harry, przechodząc przez pokój, by usiąść na łóżku. – Pewnie i tak już masz zrobione zadania.
Za dobrze mnie zna.
- Nie o to chodzi. Chodzi o  to, że już przegapiłam wykład i to stawia mnie w złym świetle.
- Wobec kogo? – pyta Harry. Wiem, że chce mnie wkurzyć.
- Moich profesorów, znajomych z grupy.
- Tesso, kocham cię, ale daj spokój. Twoi znajomi z grupy nie mogliby mieć bardziej w dupie tego, czy tam jesteś, czy cię nie ma. Oni pewnie nawet tego nie zauważają. Twoi profesorowie tak, bo jesteś lizuskiem, ale twoi znajomi się nie przejmują, a nawet jeśli, to co? Ich opinia się ni chuja nie liczy.
- Tak mi się wydaje – zamykam oczy i próbuję popatrzeć z jego punktu widzenia. Nienawidzę być spóźniona, opuszczać zajęć, spać do południa.
- Nie jestem lizuskiem – dodaję.
- Jak się czujesz? – ignoruje moją obronę. Czuję, jak materac się wgniata i kiedy otwieram oczy, on leży obok mnie.
- Jakbym wypiła wczoraj za dużo – przyznaję. Głowa mi pęka, gotowa do eksplozji.
- Oczywiście, że wypiłaś. A jak się ma twoja dupa? – jego dłoń chwyta mój tyłek, na co się wzdrygam.
- My nie... – nie byłam tak odurzona… A może jednak?
- Nie – śmieje się, masując skórę swoją dłonią. – Jeszcze nie – jego oczy spotykają moje – ale niebawem.
Przełykam ślinę.
- Tylko jeśli chcesz. Przeobraziłaś się w cholerną lisicę, więc podejrzewałem, że to będzie kolejne na twojej liście.
Ja lisicą?
- Nie wyglądaj na taką przerażoną, to była tylko sugestia – uśmiecha się do mnie. Nie mogę się zdecydować jaki mam stosunek do robienia tego… i ewidentnie nie mogę podtrzymać tudzież przetworzyć rozmowy tego typu w tej chwili. Moja ciekawość wyciąga ze mnie to, co najlepsze:
- Czy ty – nie wiem jak mam mu zadać to pytanie. To jest jedna z tych kilku rzeczy, o których nigdy nie dyskutowaliśmy, pomijając Harry’ego mówiącego sprośne słowa o robieniu mnie tego. – Czy ty kiedyś już to robiłeś? – obserwuję jego twarz w poszukiwaniu odpowiedzi.
- Nie, właściwie to nie.
- Och – jestem zbyt świadoma jego palców, dotykających nagiej skóry w miejscu, gdzie znajdowałaby się linia moich majtek, gdybym jakiekolwiek na sobie miała. Fakt, że Harry nigdy wcześniej tego nie doświadczył sprawia, że chcę to zrobić, tylko po to, żeby być w czymś jego pierwszą.
- O czym myślisz? Widzę, jak te zębatki się obracają – trąca mój nos swoim, a ja uśmiecham się pod jego spojrzeniem.
- Podoba mi się to, że wcześniej tego nie robiłeś.
- Czemu? – unosi brew, a ja ukrywam swoją twarz.
- Nie wiem – nagle jestem nieśmiała. Nie chcę brzmieć niepewnie ani rozpoczynać kłótni, wystarczy mi kac.
- Powiedz mi – lekko przyciska.
- Nie wiem. Po prostu byłoby miło być w czymś twoją pierwszą.
Podpiera się i unosi w górę na łokciach, po czym spogląda na mnie.
- Co masz na myśli?
- Mam na myśli to, że robiłeś wiele rzeczy… wiesz, seksualnie… - po cichu wyjaśniam – a ja nie dostarczyłam ci żadnych nowych doświadczeń.
Ostrożnie mierzy mnie wzrokiem, jak gdyby bał się odpowiadać.
- To nieprawda.
- Ależ prawda – dąsam się.
- Ależ oczywiście, że nie. To bzdura i dobrze o tym wiesz – jego głos to praktycznie warczenie, a on jest mocno naburmuszony.
- Nie warcz na mnie. Jak myślisz, że ja się czuję z tym, że nie byłeś tylko ze mną? – odszczekuję się mu. Ten aspekt nie przypomina mi się tak często, jak to bywało, ale kiedy już wychodzi, to strasznie kąsa.
Krzywi się i delikatnie łapie mnie za ramiona, bym usiadła obok niego. 
- Chodź tutaj - podnoszę się na jego kolana i czuję, jak jego półnagie ciało jest ciepłe i przytulne pod moją zupełnie nagą skórą.
- Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób - mówi w moje ramię. Drżę. - Gdybyś miała przedtem kogoś innego, to nie mógłbym być teraz z tobą - podnoszę głowę, by na niego spojrzeć.
- Że co, proszę?
- Słyszałaś - całuje moje miękkie ramię.
- To nie jest najmilsza rzecz, jaką mogłeś mi powiedzieć - jestem przyzwyczajona do niewyparzonej buzi Harry'ego, ale jego słowa mnie zaskoczyły. Nie może mieć ich na myśli.
- Nigdy nie starałem się być miły.
Poprawiam swoje ciało na jego kolanie i ignoruję głęboki jęk, który wydobył się z jego gardła. - Mówisz serio?
- Bardzo serio - przytakuje.
- Więc, chcesz mi powiedzieć, że gdybym, była dziewicą, to byś się ze mną nie umawiał? - to nie jest temat, na jaki zazwyczaj dyskutujemy i boję się, do czego to może zaprowadzić.
Zwęża oczy, kiedy próbuje odczytać wyraz mojej twarzy, po czym mamrocze. 
- To jest oczywiste. Jeśli pamiętasz, to nawet nie chciałem się z tobą umawiać - uśmiecha się, a ja grymaszę.
Naciskam nogami na podłogę, by oderwać się od jego kolan, ale on przytrzymuje mnie na miejscu. 
- Nie grymaś - usiłuje mnie pocałować, ale ja szybko odwracam głowę.
- To może nie powinieneś się w ogóle ze mną umawiać - wpatruję się w niego. Czuję się nader wrażliwie, a moje uczucia są zranione. - Powinieneś to zakończyć, po wygraniu zakładu - dodaje oliwy do ognia i czekam na wybuch z jego strony.
Wpatruję się w jego zielone oczy, czekając na reakcję, która nie nadchodzi. Ze śmiechu odrzuca plecy do tyłu i mój ulubiony dźwięk wypełnia całe pomieszczenie.
- Nie bądź dzieckiem - Harry przytula mnie mocniej i bierze moje nadgarstki w jedną rękę, by zapobiec mojej ucieczce. - To, że nie chciałem się z tobą umawiać na początku, to nie znaczy, że żałuję, że to zrobiłem.
- Dalej nie uważam za miłe tego, co powiedziałeś o tym, że nie byłbyś ze mną, gdyby przedtem  umawiała się z kimś innym. Więc, gdybym spała z Noah, to nie umawiałbyś się ze mną?
Wzdryga się na te słowa. 
- Nie. Nie mógłbym. Nie bylibyśmy w tej... sytuacji, gdybyś nie była dziewicą - zadaje mi ból psychiczny. Świetnie.
- Sytuacji - powtarzam, dalej zirytowana. Wychodzi mi to ostrzej niż zamierzałam.
- Tak, sytuacji - odwraca mnie i kładzie na materac. Jego ciało jest nade mną zawieszone, umieszcza moje nadgarstki nad głowę, przy użyciu tylko jednej ręki i kolanem rozchyla moje uda. - Nie byłbym w stanie tego znieść, gdybyś była dotykana przez innego mężczyznę. Wiem, że jest to cholernie szalone, ale to prawda, bez względu na to, czy chcesz to słuchać, czy nie - czuję na twarzy jego ciepły oddech. Momentalnie zapomniałam, o co jestem na niego zła. Jest szczery, więc w zamian mu to dam, ale są to jego wstrętne podwójne standardy.
- Nieważne.
- Nieważne? - chichocze, zacieśniając uścisk na moich nadgarstkach. Wypycha biodra, naciskając bokserkami na miejsce pomiędzy moimi udami. - Przestań być niedorzeczna, wiesz jaki jestem naprawdę - czuję się teraz narażona, a jego dominująca strona oddziałuje na mnie bardziej niż powinna.
Kontynuuje. 
- I wiesz, że dajesz mi nowe doświadczenia. Nigdy nie kochałem nikogo w sposób romantyczny. Zresztą, nawet rodziny nie kochałem - jego oczy odpływają na moment w bolesne wspomnienia, ale szybko do mnie wracają - ...i nigdy z nikim nie mieszkałem, ani o nikogo się nie przejmowałem, ale jeśli chodzi o ciebie, to nie mógłbym przeżyć, gdyby coś ci się stało. To jest dla mnie nowe doświadczenie - przybliża się do mnie ustami - ...to wystarczające doświadczenie dla ciebie?
Przytakuję, a on się uśmiecha. Gdybym tylko podniosła głowę na wysokość paru centymetrów, nasze usta, by się zetknęły. Wydaje się, że czyta w moich myślach i podnosi głowę trochę wyżej. 
- I nie wypominaj mi więcej tego zakładu - grozi, pocierając się o mnie.
Zdradziecki jęk ucieka z moich ust, a jego oczy ciemnieją. 
- Chcesz tego? - kontynuuje torturowanie mnie.
- Oczywiście - wyzywająco wywracam oczyma, a on uwalnia moje nadgarstki, prowadząc uwolnioną rękę w dół mojego ciała, zatrzymując się na biodrze i lekko je ściskając.
- Zachowujesz się dzisiaj jak rozwydrzony bachor - rysuje kółka na moim biodrze, bardziej naciskając na moje ciało. Czuję się jak bachor, jestem na kacu i mam okres.
- A ty zachowujesz się jak dupek, więc jesteśmy kwita - odgryzam się. Przygryza wnętrze policzka, po czym się nade mną pochyla.
Usta Harry'ego są ciepłe, gdy składa pocałunki na mojej szczęce, wysyłając mi napięcie u dołu brzucha. Owijam nogi wokół jego bioder i przyciągam do siebie, zmniejszając przestrzeń jaka pozostała między naszymi ciałami.
- Tylko ciebie kochałem - ponownie mi przypomina, łagodząc ból po jego ostatnich słowach. Jego usta odnajdują moją szyję, kiedy jedna z jego dłoni spoczywa na mojej piersi, a drugą podpiera swoje ciało. - Zawsze będę kochał tylko ciebie.
Nie odzywam się. Nie chcę zepsuć tego momentu. Uwielbiam, kiedy jest taki otwarty i mówi o swoich uczuciach do mnie i po raz pierwszy postrzegam wszystko z nowego punktu widzenia. Steph, Molly i połowa cholernego kampusu WSU może i się zabawiała z Harrym, ale żadna z nich, ani jedna nie usłyszała od niego słów 'Kocham cię'. Nie miały i nie będą mieć tego przywileju poznania go, jego prawdziwej wersji, tak jak ja go znam. Nie mają bladego pojęcia jak cudowny i niesamowicie inteligentny jest. Nie słyszą jego śmiechu czy nie widzą jego dołeczków. Nigdy nie poznają urywków z jego życia i nie usłyszą przekonania w jego głosie, kiedy przyrzeka, że kocha mnie bardziej niż to, że może oddychać i właśnie dlatego im nie zazdroszczę, tylko współczuję.
- A ja kochałam tylko ciebie - odpowiadam mu na jego słowa. Miłość, którą darzę Noah nie jest niczym więcej niż miłością rodzinną. Kocham Harry'ego w ten pochłaniający, niesamowity sposób i gdzieś głęboko wiem, że nigdy tak nikogo innego nie pokocham. Czuję jak dłoń Harry'ego przesuwa się do jego bokserek. Ściąga je, a ja używam nóg, by pomóc się mu ich pozbyć.
Delikatnym ruchem, Harry we mnie wchodzi.
- Powtórz - błaga.
- Kochałam tylko ciebie - robię to, o co prosi.
- Kurwa mać, Tess, tak bardzo cię kocham - słowa wydobywają się z jego zaciśniętych warg.
- Zawsze będę kochała tylko ciebie - obiecuję mu. Modlę się w duszy, że wszystko nam się uda i rozpracujemy nasze problemy, ponieważ wiem, że to prawda. To zawsze będzie tylko on.
Pchnięcia Harry'ego są głębokie, podczas gdy przygryza i ssie moją skórę na szyi swoimi ciepłymi, mokrymi ustami.
- Mogę cię poczuć, każdy centymetr twojej skóry... jesteś taka cholernie ciepła - jęczy, dając mi do zrozumienia, że nie założył kondoma. Przez mój stan euforii, gasną we mnie ostrzegawcze dzwony. Pojawia się natomiast moja podświadomość, która rysuję w mojej głowie paczkę prezerwatyw i mentalnie mnie odciąga. Odpycham ją i cieszę się uczuciem twardych mięśni Harry'ego pod moimi dłońmi, kiedy przejeżdżam rękoma po jego nagich ramionach.
- Powinieneś go założyć - moje działania są przeciwieństwem moich słów, kiedy zaciskam nogi wokół jego pasa, przyciągając go głębiej. Mój brzuch zaczyna się zwijać w kłębek.
- Nie... mogę się zatrzymać - przyspiesza ruchy, a ja sobie myślę, że byłabym bardziej wściekła, gdyby przestał.
- Więc tego nie rób - jesteśmy szaleni, nie myślimy jasno, a ja nie mogę przestać wbijać paznokcie w jego plecy, tylko po to, by zachęcić go do dalszych działań.
- Dojdź, Tesso - instruuje mnie, jakbym miała inny wybór. Wraz z nadchodzącym orgazmem, obawiam się, że mogę zemdleć, na skutek ilości przyjemności jaką mi funduje, kiedy gryzie mnie w okolicy klatki piersiowej, zostawiając tam znak.
Z kolejnym wyjęczeniem mojego imienia i deklaracją miłości, ruchy Harry'ego zwalniają i wychodzi ze mnie, układając się na moim nagim brzuchu. Patrzę z podziwem jak siebie dotyka i znakuje mnie w najbardziej możliwy, zaborczy sposób, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Opada na mnie, szybko łapiąc oddech. Leżymy w ciszy, żadne z nas nie musi mówić, by wiedzieć co myśli druga osoba.

***

- Gdzie chciałbyś się wybrać? - pytam go. Nie chcę nawet opuszczać łóżka, ale Harry zaoferował, że zabierze mnie dzisiaj gdzieś zabierze. To jest coś, co nie wydarzyło się w przeszłości i wątpię, by wydarzyło się ponownie.
- Szczerze, to nie mam pojęcia. Może jakieś zakupy? - jego oczy skanują moją twarz. - Potrzebujesz czegoś ze sklepu, czy może chciałabyś iść?
- Tak naprawdę to niczego nie potrzebuję - odpowiadam. Kiedy zauważam, że zaczyna się denerwować wycofuję swoje słowa. - Tak jasne, zakupy będą w porządku - tak bardzo się stara. Proste rzeczy, które zazwyczaj robią pary są poza strefą komfortu Harry'ego. Uśmiecham się do niego, przypominając sobie noc, kiedy zabrał mnie na lodowisko, aby udowodnić, że w rzeczywistości może być regularnym chłopakiem.
To była świetna zabawa, a on był taki uroczy i zabawny, tak jak przez ostatnie półtora tygodnia. Nie chcę 'regularnego' chłopaka, chcę Harry'ego z jego dosadnym humorem i szorstkim usposobieniem, który, raz na jakiś czas zabiera mnie na randki, i sprawia, że czuję się na tyle bezpiecznie w naszym związku, by wiedzieć, że nasze błędy będą zamaskowane naszymi wzlotami.
- Fajnie - przesuwa się niespokojnie.
- Muszę umyć zęby i upiąć włosy.
- I się ubrać - trąca moje wrażliwe miejsce, pomiędzy nogami. Harry już użył swojej koszulki, by mnie wytrzeć, czyli to, co robi cały czas.
- Racja. Może powinnam to spłukać pod prysznicem - przełykam ślinę, myśląc, czy Harry i ja zrobimy jeszcze jedną rundę przed moim wyjściem. Nie wiem, czy któreś z nas byłoby w stanie to wytrzymać.
Wstaję z łóżka i grymaszę. Wiem, że mój okres zacznie się lada dzień. Dlaczego musi się pojawić akurat teraz? Myślę, że to działa na moją korzyść, bo akurat skończy się na mój wyjazd do Anglii.
Wyjazd do Anglii... to dalej dla mnie nierealne.
- Co?
- Nadszedł... mój czas - staram się na niego nie patrzeć, bo wiem, że miał cały miesiąc na wymyślanie nowych dowcipów na ten temat.
- Hmm... jaki czas? - uśmiecha się i patrzy na swój nagi nadgarstek, jakby miał tam zegarek.
- Proszę, nie - skomlę i złączam swoje uda, żeby pospiesznie nałożyć ciuchy na moją wędrówkę do łazienki.
- Wiesz jak teraz wyglądasz? Jak skacowana i zakrwawiona dziewczynka! - docina.
- Twoje żarty są straszne - przeciągam koszulkę przez głowę. Ospale się do mnie uśmiecha, kiedy zauważa, że założyłam jego koszulkę.
- Straszne, prawda? - w jego oczach tańczy rozbawienie. - Straszne to jest, to, że musisz wkładać w siebie zatyczkę.
Pospiesznie opuszczam pokój, podczas gdy on nadal się śmieje.

Harry's POV:

- Nie wiedziałam, że tutaj jesteście. Myślałam, że Tessa jest na zajęciach - mówi Kimberly, kiedy wchodzę do kuchni. Co ona tutaj w ogóle robi?
- Nie czuła się za dobrze. A ty nie powinnaś być w pracy, czy jest tutaj jakiś kutas od twojego szefa?
- Tak naprawdę, to też nie czułam się dobrze - rzuca we mnie kulką papieru, ale nie trafia.
- Wasza dwójka powinna się nauczyć kontrolować szampana - mówię jej. Odwraca się ode mnie.
- Gdzie jest teraz Tessa? - mikrofalówka dźwięczy i wyjmuje z niej miskę, która pachnie i wygląda jak żarcie dla kota, po czym siada przy blacie. Pochłania widelec za widelcem, a ja zatykam nos.
- To pachnie jak jakieś odżywcze gówno - komentuję.
- Gdzie jest Tessa? Ona ciebie uciszy.
- Nie licz na to - podstępnie się uśmiecham. W pewnym sensie lubię dogryzać narzeczonej Vance'a. Jest odporna na moje komentarze i na tyle nieznośna, że mogę jej ciągle dokuczać.
- Liczyć na co? - Tessa dołącza do nas w kuchni ubrana w sweter, ciasne dżinsy i te kapcie, które mają jej posłużyć jako buty. Naprawdę, to tylko drogi materiał owinięty w jakąś tekturę. Sprzedawcy używają pretekstu na temat fundacji charytatywnych, by sprzedać takie gówno.
- Nic - chowam ręce do kieszeni, walcząc z chęcią, by trącić stołek Kim.
- Pyskuje, czyli nic nowego - blondynka bierze kolejnego kęs jej kociego żarcia.
- Chodźmy stąd, ona jest taka irytująca - mówię wystarczająco głośno, by Kim mnie usłyszała.
- Bądź miły - Tessa mnie poucza. Biorę ją za rękę i wyprowadzam z domu.
Kiedy dochodzimy do auta, Tessa ukrywa garść tamponów w schowku. Rozpoczynam temat. 
- Powinnaś iść do lekarza po jakiś środek antykoncepcji - byłem ostatnio taki nieostrożny i kiedy poczułem ją bez gumki, to już nie ma odwrotu.
- Wiem, że powinnam umówić się na wizytę, ale strasznie trudno jest znaleźć klinikę, w której przyjmują bez ubezpieczenia zdrowotnego.
- Ciągle zapominam, że nie masz ubezpieczenia - przejeżdżam rękoma po moim zaroście na brodzie. Jedyną rzeczą o jaka mój ojciec się postarał, to ubezpieczenie zdrowotne. To bardzo dziwne, jak wkurza mnie brak ubezpieczenia u Tessy. Zamierzam zapłacić za wizytę i zabieg, niezależnie od kosztów i jej grymasów.
- Będziesz musiała sobie załatwić ubezpieczenie, nie masz innego wyboru - uśmiecham się do niej, wiedząc, że amerykańska polityka to coś, z czym nigdy nie będziemy się zgadzać. Zwłaszcza teraz, kiedy wybrała takie zajęcia na uczelni i myśli, że wie wszystko na ten temat.
- Nie zaczynaj ze mną - wywraca oczyma.
- Tylko mówię, powinnyśmy porozmawiać o sytuacji w Wielkiej Brytanii...
- Harry, jeśli powiesz coś złego na temat mojego prezydenta, to wychodzę z tego auta.
- Jasne, jasne.
- Być może znajdę coś jeszcze w tym tygodniu. Muszę to wkrótce zrobić, stałeś się ostatnio straszne nieostrożny - mówi.
- Nieostrożny? Ja? - prycham, starając się nie panikować. - To ty jesteś osobą, która zbija mnie z tropu i przez którą nie mogę jasno myśleć.
- Och, proszę - chichocze i kładzie głowę na zagłówku fotela.
- Ej, jeśli chcesz zrujnować swoje życie przez posiadanie dziecka, to bardzo proszę, ale mnie w to nie wciągaj - ściskam jej udo, a ona marszy brwi.- Co?
- Nic - kłamie, fałszywo się uśmiechając.
- Powiedz mi, teraz.
- Polityka i dzieci to nienajlepsze tematy do rozmów, pamiętasz?
- Rozmowa z tobą na temat polityki zawsze jest zabawna, ale zgadzam się w sprawie dzieci. Więc zakończ ten temat i rusz swój tyłek po jakieś zabezpieczenie, żebyśmy nie musieli się ponownie o to martwić.
- Znajdę dzisiaj jakąś klinikę, by twoja przyszłość nie była zagrożona - surowo komentuje.
Zdenerwowałem ją, ale nie było lepszego sposobu na powiedzenie jej tego, jeśli chce się ze mną kochać parę razy dziennie.
Po wykonaniu paru telefonów oznajmia: 
- Mam umówioną wizytę na poniedziałek.
- Dobrze - przeczesuję włosy, po czym umieszczam rękę na jej udzie.
Włączam radio i postępuję zgodnie ze wskazówkami nawigacji z mojego telefonu, by dotrzeć do najbliższego sklepu.
Kiedy przechadzamy się po centrum handlowym, zaczynam rozmyślać o tym, jak nudne jest Seattle. Jedynym moim obiektem zainteresowania jest Tessa. Nawet, jeśli się nie odzywa, mogę odgadnąć jej myśli, za pomocą wyrazu jej twarzy. Przyglądam się jej i innym ludziom, którzy pędzą po centrum. Marszczy brwi, kiedy wściekła matka daje klapsa swojemu dziecku na środku sklepu, więc odciągam ją stamtąd, zanim sytuacje wymsknie mi się spod kontroli. Idziemy na lunch do cichej pizzerii, gdzie Tessa przez cały czas mówi o nowej serii książek, jaką chce przeczytać. Wiem, jaka może być krytyczna względem noweli, co za każdym razem mnie zaskakuje i intryguje.
- Muszę ją pobrać, kiedy tylko z powrotem otrzymam swój czytnik - mówi, wycierając usta w serwetkę. - Nie mogę się doczekać, kiedy oddasz mi bransoletkę i list.
Staram się nie wpadać w panikę, więc wpakowuje do ust prawie cały kawałek pizzy, by uniemożliwił mi rozmowę. Jestem wdzięczny, kiedy zmienia temat.
Na koniec dnia, Tessa zasypia w aucie, co chyba stało się jej zwyczajem, ale w pewnym sensie, to kocham. Tak jak ostatnim razem, wybieram dłuższą drogę do domu.

***

W porównaniu do Tessy, nie obudził mnie alarm budzika. Jestem niezadowolony, że nie zobaczyłem jej przed wyjściem, zwłaszcza, że będzie w pracy prawie cały dzień. Kiedy spoglądam na zegar na ścianie, okazuje się, że jest prawie południe, czyli, że niedługo będzie szła na lunch. Szybko się ubieram i opuszczam dom, by zobaczyć ją w nowym biurze Vance'a. Dziwnie jest myśleć, że mógłbym z nią tutaj pracować, jeździć z nią każdego ranka i wracać razem do domu... moglibyśmy dosłownie razem żyć.
Przestrzeń, Harry. Ona potrzebuje przestrzeni. Śmieję się na te myśl, żadne z nas nie daje sobie przestrzeni, góra trzy dni w tygodniu.
Biuro w Seattle jest skandalicznie ogromne. Jest dużo większe od placówki, w której pracuję. Oczywiście nie dla mnie siedzenie w dusznym pomieszczeniu, tak dla pewności. Vance nie pozwoliłby mi pracować w domu, ale Brent, mój aktualny szef w Bolthouse, zalecił mi robić pracę we własnym salonie, w celu 'zachowania spokoju'. To perfekcyjnie na mnie działa, zwłaszcza teraz, więc dla mnie praca w biurze jest pieprzonym żartem.
Dziwi mnie fakt, że nie gubię się w tym pieprzonym labiryncie biura.
- Mogę w czymś pomóc? - odzywa się Kimberly zza biurka, udowadniając, że potrafi zachować się profesjonalnie.
- Gdzie Tessa?
- W swoim gabinecie.
- A on jest...? - opieram się o ścianę, czekając aż pokaże mi drogę do biura Tessy.
- Na końcu korytarza. Jej nazwisko jest na tabliczce - odwraca wzrok w stronę komputera, odprawiając mnie. Wredota.
Za co on jej w ogóle płaci? Pewnie trzyma ją tu dlatego, by pieprzyć ją w ciągu dnia. Kręcę głową, pozbywając się wyobrażeń na ich temat.
- Dzięki za pomoc - mówię sarkastycznie i kieruję się w głąb długiego korytarza.
Gdy docieram do jej biura, wchodzę bez pukania. Pomieszczenie jest puste. Sięgam do kieszeni po telefon, by do niej zadzwonić, lecz kilka chwil później słyszę wibrację jej komórki dobiegającej z biurka. Gdzie ona, do cholery, jest?
Idę korytarzem, szukając jej. Świadomość, że Zayn jest w mieście doprowadza mnie do szału. Przyrzekam, kurwa, że...
- Harry Styles? - odzywa się za mną kobiecy głos. Odwracam się i napotykam znajomą twarz.
- Uhm... cześć? - nie pamiętam, gdzie ją wcześniej widziałem, ale kojarzę ją. Uświadamiam sobie wszystko, gdy dołącza do niej druga kobieta. To są jakieś pieprzone jaja. Świat sobie, kurwa, ze mnie drwi i mnie to wpienia.
- Proszę, proszę... - Tabitha szczerzy się w moją stronę.
Historia Tessy o dwóch dręczycielkach z biura ma dla mnie teraz sens.
- To ty docinasz Tessie, prawda? - gdybym wiedział, że Tabitha przeniosła się do Seattle, od razu bym wiedział, że to o nią chodziło. Jeszcze kiedy pracowałem u Vance'a, była znana ze swojej sukowatości, więc zakładam, że nic się nie zmieniło.
- Że co? Ja? - odrzuca włosy na ramię, po czym się uśmiecha. Wygląda inaczej... jakoś nienaturalnie. Jej sługuska ma nadal ten sam pomarańczowy odcień skóry. Powinny przestać się kąpać w tym, w czymkolwiek się kąpią i wyglądać jak chodzące jedzenie.
- Przestań pieprzyć. Nie zadzieraj z nią. Stara się tu dopasować, a ty jej tego nie utrudnisz przez znęcanie się bez powodu.
- Nic nie zrobiłam! Tylko żartowałam - wspomnienia, jak ssała mi chuja w łazience przelatują przez moje myśli, a ja przełykam gulę, która rodzi się w moim gardle przez niemiłe obrazy.
- Nie waż mi się to powtarzać - ostrzegam ją. - Nie żartuję, kurwa. Nie waż mi się nawet z nią rozmawiać.
- Jezu, widzę, że jesteś pogodny jak zawsze. Nie będę się już do niej zbliżać. Przecież nie chciałabym, żebyś naskarżył na mnie panu Vance'owi, dokładnie tak jak zrobiłeś to z Sam...
- To nie była moja wina.
- Owszem, była! - szepcze teatralnie. - Gdy tylko jej facet dowiedział się, co ona robiła... co ty zrobiłeś, została zwolniona jeszcze w tym samym tygodniu - Tabitha była taka naiwna, zresztą Samantha też. Gdy tylko dowiedziałem się, kto jest chłopakiem Samanthy, od razu zaczęła się do mnie kleić. A gdy tylko dobrałem się do jej kobiecości, nie chciałem mieć z nią nic wspólnego. Ta mała intryga przysporzyła mi za dużo chaosu. Wolałbym nie być wspomniany i jestem pewny jak cholera, że nie chcę, by Tessa została w to wplątana.
- Nie znasz połowy historii, więc trzymaj gębę na kłódkę. Zostaw Tessę w spokoju, a zatrzymasz posadę - szczerze mówiąc, może i miałem jakiś wpływ na decyzję zwolnienia Samanthy, jednak sprawiała mi za dużo kłopotów. Była na pierwszym roku studiów, miała pracę dorywczą - zwyczajna dziewczyna.
- O wilku mowa - zaznacza niska sługuska i kiwa głową w kierunku drzwi od pomieszczenia na przerwy.
Tessa się śmieje, gdy wchodzi do pokoju, a osoba idąca za nią jeszcze się nie pojawiła... jednak kiedy to nastaje, mój gniew rośnie. Ubrany w garnitur i krawat, jebany Trevor uśmiecha się do Tessy.
Zauważa mnie jako pierwszy, po czym szturcha Tessę w ramię, by skupiła na mnie swoją uwagę. Robię co w mojej mocy, by nie połamać mu łapy na pół. Gdy mnie zauważa, jej uśmiech się rozjaśnia i jeszcze bardziej szerzy, kiedy przemierza przez pomieszczenie w moją stronę. Docierając, zauważa Tabithę stojącą tuż obok mnie.
- Hej - jest niepewna, zdenerwowana.
- Pa, Tabitha - zbywam zarozumiałą kobietę. Szepcze coś na ucho do swojej koleżanki, po czym obie odchodzą. - Pa, Trevor - mówię na tyle cicho, by tylko Tessa mnie usłyszała.
- Przestań! - uderza mnie żartobliwie w ramię, tak jak zawsze to robi.
- Witaj, Harry - uprzejmie się do mnie uśmiecha. Nie wie co zrobić z ręką - czy uścisnąć moją, czy nie. Mam nadzieję, że jej do mnie nie wyciągnie, bo i tak jej nie uścisnę.
- Cześć - odpowiadam znużony.
- Co ty tutaj robisz? - pyta mnie Tessa. Spogląda na korytarz za dwiema kobietami. Wiem o co naprawdę pyta: 'Skąd je znasz i co powiedziały?'.
- Tabitha nie będzie już sprawiać żadnych problemów.
- Co zrobiłeś?
- Nic. Po prostu powiedziałem to, co ty powinnaś - żeby spieprzała - wzruszam ramionami. Tessa uśmiecha się do jebanego Trevora, gdzie ten siada przy jednym ze stołów, udając, że nie zwraca na nas uwagi, jednak potrafię wyczuć jego rozbawienie.
- Jadłaś już lunch? - pytam, na co kręci głową. - No to chodźmy dla ciebie po coś do jedzenia - rzucam Trevorowi spojrzenie pod tytułem 'Pieprz się', po czym opuszczamy z Tessą pomieszczenie i kierujemy się w głąb korytarza.
- Restauracja obok ma naprawdę świetne tacos - oznajmia Tessa.
Bzdury gada. Tacos mają ohydne, jednak nie zmienia to faktu, że pochłania cały swój talerz i większość mojego. Rumieni się, zrzucając winę na swoje hormony, a ja śmieję się, kiedy grozi mi, że 'udławi mnie tamponem', jeśli jeszcze raz zażartuję na temat jej okresu.
- Nadal chcę jutro jechać do Pullman, by wszystkich zobaczyć i zabrać swoje rzeczy - mówi, unosząc szklankę z wodą do swoich ust, by popić pikantną salsę, którą właśnie zjadła.
- Nie sądzisz, że wylot do Anglii jest wystarczającą podróżą? - staram się pokrzyżować jej plany.
- Nie. Chcę się spotkać z Liamem. Bardzo za nim tęsknię - uderza we mnie niepożądliwa zazdrość, ale się jej pozbywam. Jest jej jedynym przyjacielem, pomijają wścibski tyłek Kimberly.
To zły pomysł.
- Nadal tam będzie po powrocie z Anglii...
- Harry, proszę - spogląda na mnie, tym razem prosząc o współpracę, jednak widzę po jej oczach, że tak czy siak pojedzie do Pullman.
- Dobra. Pieprzyć to - jęczę.
Na pewno dobrze się to nie skończy. Spoglądam na nią i widzę, jak się dumnie szczerzy. Nie wiem, czy to przez swoje zwycięstwo, czy przez to, że uległem, jednak wygląda tak pięknie, że nie mam nic przeciwko.
- Cieszę się, że tu dzisiaj przyszedłeś - bierze mnie za rękę, kiedy idziemy przez zatłoczony chodnik. Dlaczego jest tu tak dużo ludzi?
- Naprawdę? - byłem nieco niespokojny, że będzie na mnie zła za przyjście bez zapowiedzi, nie, żebym potem miał się tym przejmować, ale jednak.
- Tak - zatrzymuje się w tłumie przechodniów. - Prawie... - ucina bez dokończenia zdania.
- Co prawie? - powstrzymuję ją od pójścia dalej i przygwożdżam ją do muru sklepu jubilerskiego. Słońce odbija się od olbrzymich, diamentowych pierścionków na wystawie, więc przesuwam nas trochę dalej, by nie być oślepionym.
- To głupie - przygryza wargę i opuszcza wzrok. - Ale czuję się tak, jakbym po raz pierwszy mogła oddychać od kilku miesięcy.
- To dobrze czy... - pytam, unosząc jej podbródek, więc nie ma wyjścia i musi na mnie spojrzeć.
- Tak, to dobrze. Po raz pierwszy czuję, że wszystko idzie gładko, wiem, że dużo czasu nie minęło, ale jeszcze nigdy tak dobrze się nie dogadywaliśmy. Pokłóciliśmy się tylko o drobnostki, które potem razem rozpracowaliśmy, jestem z nas dumna.
Jej opinia mnie rozbawia, ponieważ ciągle się kłócimy i spieramy, jednak ma rację - dogadujemy się. Uwielbiam nasze spory i myślę, że ona też. Kompletnie się od siebie różnimy i byłoby to nudne, gdybyśmy się o nic nie kłócili. Nie umiałbym żyć bez jej ciągłego poprawiania mnie i karcenia. Wkurza mnie jak cholera, ale nic bym, kurwa, w niej nie zmienił. Może oprócz jej potrzeby bycia w Seattle.
- Dogadywanie się jest przereklamowane, kochanie - by udowodnić swoją rację, łapię ją za uda i unoszę, przykuwając ją do ściany, a następnie całuję na środku zatłoczonego chodnika.

***

Tessa's POV:

- Ile jeszcze? - Harry narzeka, wiercąc się na przednim siedzeniu.
- Mniej niż pięć minut, właśnie minęliśmy Conner's - wiem, że jest świadomy krótkiej odległości do mieszkania i nie może przestać gderać. Harry prowadził przez większość drogi do Pullman, aż w końcu dał się namówić, byśmy zamienili się miejscami. Oczy się mu prawie zamykały i wiedziałam, że potrzebuje odpoczynku. Udowodniłam swoją rację, kiedy wyciągną do mnie swoją rękę, trzymając mnie, kiedy ja prowadziłam i niemalże z miejsca zasnął.
- Liam nadal tu jest, prawda? Rozmawiałeś z nim? - pytam. Jestem więcej niż podekscytowana spotkaniem mojego przyjaciela. Dawno go nie widziałam i strasznie stęskniłam się za jego ciepłymi słowami i nieustannym uśmiechem.
- Tak, mówię ci to już dziesiąty raz - Harry odpowiada, wyraźnie zirytowany. Cicho siedział przez całą drogę, nawet jeśli by się do tego nie przyznał. Zbywa mnie, ale jestem pewna, że coś jeszcze stoi za jego frustracją. Nie jestem całkowicie przekonana, czy chcę poznać prawdę. Kiedy parkuję samochód przez mieszkaniem, które zwałam swoim domem, skręca mnie w żołądku i zaczynam się denerwować.
- Będzie dobrze - Harry zaskakuje mnie swoim pocieszeniem.
Czuję się dziwnie, będąc w małej windzie, która sunie w górę budynku. Wygląda to tak, jakby minęło więcej niż tylko trzy tygodnie. Harry trzyma mnie za rękę, póki nie docieramy do drzwi, nie wsuwa klucza i ich nie otwiera.
Liam od razu zeskakuje z kanapy i rusza w moją stronę z największym uśmiechem, jakim widziałam, żeby nosił przez ostatnie siedem miesięcy naszej znajomości. Owija swoje ramiona wokół mnie i mocno ściska, witając mnie i uświadamiając, jak bardzo za nim tęskniłam. Zanim mogę to dostrzec, zaczynam szlochać w jego klatkę piersiową, na co Harry mnie od niego odciąga i przysuwa do siebie.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 252.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytając, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie, możesz spokojnie ominąć notkę.

 
Soundtrack do rozdziału:

• Katy Perry - Unconditionally
• Katy Perry - Dark Horse
• Matt Nathanson - Come On, Get Higher


Harry's POV:

- Miło cię znowu widzieć - uśmiecha się profesor Tessy.
- Taa - co on tutaj, do cholery, robi?
- Profesor Soto mieszka teraz w Seattle - informuje mnie Tessa.
Jasne, że tak.
- Wielki luksus, widzę - burczę pod nosem. Tessa mnie słyszy i lekko trąca ramieniem, a ja owijam rękę wokół jej talii.
Oczy Jonaha wędrują na moją dłoń, a potem powracają do jej twarzy. Ona jest zajęta, chuju.
- Tak, przeniosłem się na kampus w Seattle parę tygodni temu. Aplikowałem tutaj o pracę parę miesięcy temu i wreszcie ją dostałem. I tak mój zespół był gotowy do przeprowadzki - mówi nam.
- The Reckless Few mają dzisiaj tutaj występ i w każdy inny dzień, jeśli uda nam się dogadać - chwali Christian. Jonah się uśmiecha i spogląda na swoje buty.
- Możemy to zorganizować - mówi. - Lepiej przygotujemy się do występu.
- Tak, jasne. Nie pozwól nam siebie zatrzymywać - Christian klepie Soto po plecach, po czym profesorek się odwraca i daje Tessie ostatni uśmiech, a następnie zaczyna przepychać się przez tłum w stronę sceny.
- Ten zespół jest niesamowity, poczekaj aż ich usłyszysz - Vance klaszcze w dłonie, łapie Kim za rękę i prowadzi w stronę siedzeń przy scenie.
Już ich słyszałem i wcale nie są niesamowici.
Tessa odwraca się do mnie z nerwowym wzrokiem. 
- Jest w porządku, pamiętaj, że napisał dla ciebie charakter świadka.
- Nie, aktualnie tego nie pamiętam. Jednak wiem, że podobasz mu się i dziwnym trafem zamieszkał w Seattle, ucząc na twoim kampusie.
- Słyszałeś, że aplikował tutaj parę miesięcy temu i nie, nie podobam mu się.
- Podobasz.
- Myślisz, że każdemu się podobam - odgryza się. Nie może być na tyle naiwna, by założyć, że ma dobre intencje.
- Więc może zrobimy listę? Jest tam Zayn, jebany Trevor, ten kretyński kelner... kogoś pominąłem? O, i teraz możemy dodać twojego profesora-prześladowcę.
- Zayn jest jedyną osobą na liście, która się liczy. Trevor jest bardzo słodki i nigdy nie wyrządził mi żadnej krzywdy. Prawdopodobnie nie zobaczę więcej Roberta, a Soto nie jest prześladowcą.
- Prawdopodobnie? - to słowo do mnie nie przemawia.
- To oczywiste, że więcej się z nim nie zobaczę. Ty jesteś jedynym z którym jestem, okej? - łapię mnie za rękę, przez co się relaksuję. Muszę się upewnić czy na pewno wyrzuciłem numer tego kelnera, tylko tak dla pewności.
- Dalej myślę, że ten dupek cię prześladuje - wskazuję scenę, gdzie stoi ten idiota w skórzanej kurtce. Muszę pogadać z ojcem, by się upewnić, że ten koleś nie jest taki podejrzany jak sądzę. Tessa podeszłaby do lwa ubranego w rękawice kota, nie jest dobra w ocenianiu ludzi.
Potwierdza moje rozmyślenia, kiedy promienieje i uśmiecha się do mnie jak idiotka, przez szampan płynący w jej żyłach. Ona jest tutaj ze mną, po tym całym gównie, które jej wyrządziłem.
- Myślałam, że to jazzowy klub, a jego zespół jest bardziej... - Tessa próbuje odciągnąć moje myśli od niekończącej się listy mężczyzn, którzy walczą o jej względy.
- Gówniany? - przerywam jej. Uderza mnie w ramię.
- Nie, chodzi mi o to, że nie grają muzyki jazzowej. Są bardziej jak... The Fray, czy coś w tym stylu.
- The Fray? Nie obrażaj swojego ulubionego zespołu - jedyną rzecz jaką pamiętam o zespole profesora to tylko to, że są do dupy.
- I twojego - trąca mnie swoim ramieniem.
- Nie do końca.
- Nie udawaj, że ich nie lubisz, wiem, że jest inaczej - ściska moją rękę, a ja kręcę głową, nie zaprzeczając, ale też nie mając zamiaru się z nią zgadzać.
Mój wzrok wędruję ze ściany do piersi Tessy i z powrotem, czekając na występ tego gównianego zespołu.
- Możemy już iść? - pytam po raz trzeci w ciągu ostatnich dziesięciu minut.
- Jedna piosenka - jej policzki są zarumienione, a oczy rozszerzone i błyszczące. Bierze kolejnego drinka. Jej ręce wędrują do sukienki i poprawiają ją.
- Mogę chociaż usiąść? - wskazuję na rząd pustych siedzeń przy barze.
Biorę rękę Tessy i ciągnę ją w stronę baru. Wybieram stołek najbliżej ściany, a najdalej tłumu.
- Co mam podać? - pyta nas młody mężczyzna z brodą i sztucznym akcentem.
- Lampkę szampana i wodę - Tessa staje między moimi nogami, a ja umieszczam rękę na jej plecach. Cekiny na jej sukience kłują mnie w dłoń.
- Szampana sprzedajemy tylko w butelkach, proszę pana - daje mi przepraszający uśmiech, jakby nie było mnie stać na butelkę szampana.
- Niech będzie butelka - głos Vance'a rozbrzmiewa obok mnie, a barman przytakuje, patrząc pomiędzy naszą dwójkę.
- I ma być schłodzony - zapalczywie komentuję.
Ponownie kiwa głową i gna po nową butelkę. Kutas.
- Przestań nas niańczyć - mówię do Vance'a. Tessa krzywi się na mnie, a ja ją ignoruję.
- To oczywiste, że was nie niańczę. Ona jest niepełnoletnia - wywraca oczami jak niedołęga, jakim zresztą jest.
- Taa, taa - mówię. Ktoś go woła, więc klapie mnie po ramieniu i odchodzi.
Parę chwil później barman pojawia się z butelka szampana, otwiera ją i nalewa trunek do lampki Tessy. Grzecznie mu dziękuje, a on odpowiada jej fałszywszym uśmiechem niż jego akcent. Zabija mnie od środka to, że nie mogę wyzwać go od 'dupków'.
- Jest bardzo dobry - przystawia szklankę do ust i opiera swoje plecy o moją klatkę piersiową.
Dwójka mężczyzn przechodzi obok nas i daje jej szybkie spojrzenie. Wiem, że to zauważa, bo bardziej się nade mną pochyla i kładzie głowę na moim ramieniu.
- Jest tutaj Sasha - mówi przez dźwięk gitary Jonaha, która jest wspomagana nagłośnieniem. Szczupła blondynka rozgląda się po pokoju, szukając swojego chłopaka albo jakiegoś dupka do chwilowej zabawy.
- Kogo to obchodzi? - chwytam ją za łokieć i odwracam w swoją stronę.
- Nie lubię jej - cicho komentuje.
- Nikt jej nie lubi.
- Ty też? - pyta. Zwariowała?
- Dlaczego miałbym?
- Nie wiem - jej wzrok przenosi się na moje usta. - Ponieważ jest ładna.
- No i?
- Nie wiem. Jestem po prostu dziwna - potrząsa głową, próbując pozbyć się zazdrości, która jest jasna na jej twarzy.
- Thereso, czy Ty jesteś zazdrosna?
- Nie - grymasi się.
- Nie powinnaś być - rozszerzam nogi i ponownie ją do siebie przysuwam. - Nie jest tym, czego pragnę - przenoszę wzrok na jej prawie odsłonięte piersi. - Ty jesteś - śledzę linię jej dekoltu palcem, jakbyśmy byli sami w pomieszczeniu.
- To tylko przez moje piersi - szepcze ostanie słowo.
- Oczywiście - chichoczę, drażniąc ją.
- Wiedziałam - Tessa udaje urażoną, ale widzę jej uśmiech zza lampki.
- Cóż, jeśli prawda wyszła na jaw, możesz pozwolić mi je pieprzyć - mówię troszkę za głośno. Szampan tryska z jej ust na moja koszulkę i kolana.
- Przepraszam! - piszczy i sięga po serwetki, znajdujące się na barze. Zaczyna wycierać tę ohydną, monstrualną koszulkę, a następnie przesuwa papier w stronę mojego krocza.
- Nie robiłbym tego na twoim miejscu - chwytam ją za nadgarstek i biorę od niej serwetkę.
- Och -  rumieniec rozprzestrzenia się nawet na jej dekolcie.
Jeden z kolegów profesora przedstawia zespół przez mikrofon, a ja robię wszystko co w mojej mocy, by nie zwymiotować, kiedy zaczynają mi pękać bębenki w uszach. Tessa ogląda uważnie jak przeskakują z jednego utworu do drugiego, a ja ciągle napełniam jej szklankę szampanem.
Jestem wdzięczny za to jak siedzimy. Cóż, ja siedzę. Ona stoi pomiędzy moimi nogami, jest oparta o mnie plecami, ale mogę zobaczyć jej twarz, kiedy lekko pochylę się na bar. Czerwone oświetlenie, szampan i jej... błyszcząca osoba. Niemożliwą rzeczą jest nie przyglądanie się jej uśmiechowi oraz tego, jak patrzy się na scenę. Nie mogę być nawet zazdrosny, bo ona jest taka... piękna. Jakby potrafiła mi czytać w myślach, odwraca się w moją stronę i daje mi swój prawdziwy uśmiech. Uwielbiam oglądać ją taką beztroska i... młodą. Chcę sprawiać, by czuła się tak częściej.
- Są dobrzy, prawda? - przytakuje w powolny rytm muzyki.
- Nie - wzruszam ramionami. Nie są źli, ale jestem pewien, że dobrzy też nie.
- Jaaasne - przeciąga to słowo i odwraca się. Chwilę później, jej biodra zaczynają się poruszać w rytm wkurzającego głosu wokalisty. O, kurwa.
Przenoszę moją rękę na jej krągłe uda, a ona bardziej się do mnie przysuwa, dalej się poruszając. Tempo piosenki przyspiesza, a Tessa robi to samo. Jasna cholera.
Popełniliśmy mnóstwo błędów... ja popełniłem mnóstwo błędów, ale z nikim jeszcze tak nie tańczyłem. Miałem inne dziewczyny i nawet striptizerki, które wykonywały dla mnie taniec, ale to nie to samo. Jest powolny, odurzający... i niebywale gorący. Ręką zjeżdżam na drugie udo, a ona lekko się odwraca, by odłożyć szklankę na bar. Z pustą już ręką, daje mi sprośny uśmiech i odwraca się w stronę sceny. Podnosi jedną rękę i owija swoje małe palce wokół moich włosów, a drugą kładzie na mojej dłoni.
- Rób tak dalej - błagam.
- Jesteś pewny? - szarpie końcówki moich włosów.
Trudno uwierzyć, że ta kusząca dziewczyna, ubrana w krótką, czarną sukienkę, poruszająca udami i szarpiąca mnie za włosy, jest tą samą dziewczyną, która krztusi się szampanem, kiedy wspomnę o jej piersiach. Ona jest taka podniecająca.
- Tak, kurwa - biorę oddech i łapię ją za szyję, by powiedzieć jej coś na ucho. - Przysuń się do mnie... - ściskam jej udo. - ...bliżej - zachęcam ją, a ona właśnie to robi. Jestem wdzięczny za mój wzrost, ponieważ, kiedy siedzę na barowym stołki, jest on idealną wysokością, żeby poruszała się przy mnie tyłkiem, uderzając w to miejsce.
Odciągam od niej na chwilę uwagę, by zeskanować nasze otoczenie. Nie chcę, by ktokolwiek inny oglądał jej taniec.
- Jesteś teraz taka seksowna - mówię do jej ucha. - Tańcząc w ten sposób... publicznie... dla mnie i tylko dla mnie - przysięgam, że słyszę jej jęk przez muzykę i to mi wystarczy. Odwracam ją i wsuwam rękę pod jej spódniczkę.
- Harry - jęczy, kiedy odsuwam na bok jej majtki.
- Nikt nie zwraca na nas uwagi, nawet jeżeli, to i tak nic nie zobaczą - zapewniam ją. Nie mógłbym tego zrobić, gdybym wiedział, że ktoś mógłby być świadkiem jej przyjemności.
- Lubisz urządzać takie przedstawienia, co? - nie może temu zaprzeczyć, jest cała mokra.
Nie odpowiada, tylko opiera głowę na moim ramieniu i zaciska ręce na mojej koszuli, tak samo, jakby zrobiła z naszą pościelą. Poruszam się w niej i staram się dopasować do rytmu piosenki. Niemal natychmiast, jej nogi sztywnieją i dochodzi z moimi palcami.
- Samochód czy łazienka? - pyta, kiedy podnosi głowę z mojego ramienia.
- Samochód - szybko odpowiadam, a ona bierze ostatni łyk szampana. Vance może zapłacić za to gówno, nie mam czasu, by szukać barmana.
Tessa bierze mnie za rękę i ciągnie w stronę wyjścia. Jest bardzo chętna, a mój przyjaciel jest twardy jak cholera przez jej uwodzenie przy barze.
- Czy to jest...? - Tessa zatrzymuje się pół kroku przed drzwiami. Czarne włosy, wystylizowane tak, by trzymały się razem, rozglądają się po tłumie. Gdyby ona nie widziała tego samego, mógłbym przysiąc, że przez moją paranoję mam halucynacje.
- Dlaczego, on tutaj, do cholery, jest? Powiedziałaś mu, że przychodzisz tu dzisiaj? - syczę. Utrzymywałem mój dobry nastrój, by dowiedzieć się, by było to sabotowane przez tego dupka?
- Nie! Jasne, że nie! - Tessa się broni. Mogę stwierdzić, że przez jej rozszerzone oczy mówi mi prawdę.
Zayn dostrzega nas i marszczy twarz. Przez to jakim jest prowokatorem, podchodzi do nas.
- Co tutaj robisz? - pytam go, kiedy do nas podchodzi.
- To samo, co ty - wzrusza ramionami i patrzy na Tessę. Walczę z ochotą, by chwycić go za koszulkę i wybić mu wszystkie zęby.
- Skąd wiedziałeś, że ona tu będzie? - pytam go. Tessa szarpie mnie za ramię i patrzy raz na mnie, raz na Zayna.
- Nie wiedziałem. Przyszedłem na koncert - człowiek z taką samą opaloną skórą podchodzi do nas.
- Powinniście stąd iść - mówię do tej dwójki.
- Harry, proszę - Tessa skomli za mną.
- Ani się waż - szepczę do niej. Mam już dosyć Zayna i tych pierdół.
- Ej... - ten mężczyzna staje pomiędzy nami. - Robią już następną kolejkę. Powinniśmy iść im powiedzieć, gdzie jesteśmy.
- Znacie Jonaha? - Tessa pyta. Cholera, Tessa.
- Tak, znamy - mężczyzna odpowiada. Co do cholery?
- Do zobaczenia - Zayn daje Tessie uśmiech typu 'jestem zaginionym szczeniakiem i chcę, żebyś mi współczuła, więc kochaj mnie, bo jestem żałosnym dupkiem' i odchodzi.
Ruszam w stronę drzwi i wychodzę na zimne powietrze. Tessa podąża od razu za mną.
- Nie wiedziałam, że on tutaj będzie. Przysięgam - mówi mi. Odblokowuje samochód i otwieram jej drzwi od strony pasażera.
- Wiem - uciszam ją. Robię co w swojej mocy, by się uspokoić i nie pójść do środka.
- Nie rozumiem skąd zna Soto. Przedstawiłam ich sobie w Canal Street, może po tym zostali przyjaciółmi? Nie pojmuję. Chyba, że już się znali, ale nie wydaję mi się - widzę wszystkie możliwości i teorie spiskowe płynące przez umysł Tessy.
- Odpuść, proszę. Nie chcę rujnować tego wieczoru - podchodzę z drugiej strony samochodu i wślizguję się na miejsce obok niej.
- Okej - zgadza się, przytakując.
- Dziękuję - wzdycham. Wkładam kluczyk do stacyjki, a Tessa kładzie rękę na moim policzku, by odwrócić moją głowę w jej stronę.
- Naprawdę doceniam to, jaki wysiłek włożyłeś w dzisiejszy wieczór, wiem, że to dla ciebie bardzo trudne, ale to wiele dla mnie znaczy - chwali mnie, a ja uśmiecham się w jej dłoń.
- Dobrze.
- Naprawdę mam to na myśli. Kocham cię, Harry. Bardzo mocno.
Mówię jej, jak bardzo ją kocham, kiedy ona przechodzi nad konsolą i wspina się na moje kolana. Jej ręce szybko łapią rozpięcie moich spodni i opuszczają na odpowiednią wysokość, a usta szybko zjeżdżają w stronę szyi. Chwyta mnie za koszulę oraz rozpina dwa górne guziki, by otrzymać dostęp do mojej klatki piersiowej. Podnoszę jej sukienkę, by dojść do jej ud, a ona sięga po kondom, znajdujący się w mojej tylnej kieszeni. Będę go zapewne potrzebować.
- Pragnę tylko ciebie, zawsze - zapewnia mnie, uspakajając moje rozbiegane myśli, kiedy przesuwa gumkę wzdłuż mojej całej długości. Chwytam jej biodra i pomagam unieść jej ciało. W małej przestrzeni samochodu, kiedy się na mnie obsuwa, czuję wszystko bliżej i głębiej. Kiedy ją wypełniam, całkowicie i władczo, niski jęk wypływa z moich ust. Zakrywa moje usta, połykając moje jęki, kiedy powoli zaczyna poruszać udami, tak jak w klubie.
- Czuje cię bardzo głęboko - przypominam jej, chwytając jej kok w rękę, by odwrócić jej twarz w swoją stronę.
- Tak mi dobrze - jęczy, kiedy się w niej poruszam. Jedna jej ręka przenosi się na moje włosy, a druga spoczywa na podstawie gardła. Jej cholernie seksowna, kiedy alkohol jest wymieszany z adrenaliną i ma nieodparty głód na mnie, na moje ciało, na nasz surowy, namiętny kontakt jaki dzielimy. Nie mogłaby by tego poczuć z nikim innym, zresztą ja również. Ona jest wszystkim czego potrzebuję i nie może mnie zostawić.
- Kurwa, kocham cię - sapię w jej usta, kiedy szarpie mnie za włosy i zaciska palce na mojej szyi. To wcale nie jest niekomfortowe, wystarczy tylko lekko nacisk na mojej skórze i to doprowadza mnie do absolutnej rozkoszy.
- Kocham cię - wstrzymuje oddech, kiedy wypycham biodra, by mieć ją bliżej siebie, pogrążając się w nią głębiej niż dotychczas.
U podstawy kręgosłupa zaczyna się budować rozkosz i czuję jak Tessa się napręża, a ja jej w tym pomagam jeszcze bardziej wypychając biodra.
Musi zacząć zażywać pigułki, bym mógł ją w pełni poczuć.
- Nie mogę się doczekać, kiedy będę wewnątrz ciebie bez gumki - mówię jej w szyję.
- Rób tak dalej - nakłania mnie. Uwielbia mój niewyparzony język.
- Chcę, byś poczuła mnie wewnątrz ciebie - ssę jej słoną skórę, pokrytą potem. - Cholernie to lubisz, prawda? Kiedy znakuję cię w ten sposób? - sama myśl sprawia, że wariuję.
- Zaraz dojdę... - jęczy i z jednym szarpnięciem moich włosów, oboje szczytujemy.
Pomagam jej zejść z moich kolan i opuszczam szybę w samochodzie, kiedy poprawia sukienkę.
- Co ty... - zaczyna, kiedy ja wyrzucam gumkę przez okno. -  Czy ty właśnie wyrzuciłeś zużytego kondoma przez okno?! Co jeśli Christian to zobaczy? - oskarża mnie.
- Jestem pewien, że będzie ich tutaj więcej - uśmiecham się do niej. Jej ręce wędrują do mojego zamka, by  pomóc mi się ubrać, żebym był gotowy do jazdy.
- Może nie - marszczy nos i patrzy przez okno, kiedy uruchamiam pojazd. - Pachnie tutaj seksem - dodaje i wybucha śmiechem. - Pamiętasz to? - chichocze.
Przytakuję i przysłuchuję się jak nuci każda piosenkę z radia w drodze do posiadłości Vance'a. Prawie jej dogryzam, ale aktualnie jest to jeden z moich najukochańszych dźwięków, tym bardziej po występie grupy tego prześladowcy. Najukochańszy dźwięk? Zaczynam nawet myśleć jak ona.
- Po dzisiejszym wieczorze, będę musiał usunąć moje bębenki - komentuję.
Wystawia mi język jak dziecko i śpiewa jeszcze głośniej.

***

- Co jeśli jesteśmy zamknięci od zewnątrz? - Tessa chichocze, kiedy dojeżdżamy na podjazd.
- Niańka tu jest - przypominam jej.
- O, tak! Lillian... jest bardzo fajna - uśmiecha się.
- Myślałem, że jej nie lubisz - szeroko się uśmiecham na jej poziom nietrzeźwości.
- Teraz wiem, że nie lubi cię w ten sposób, w jaki na początku myślałam.
- Nie dąsaj się - dotykam jej ust. - Jest bardzo do ciebie podobna, tylko bardziej irytująca.
- Przepraszam? - czka. - To nie było fajne, kiedy próbowałeś wywołać u mnie zazdrość.
- Ale podziałało, co? - dumnie odpowiadam i wychodzę z zaparkowanego samochodu.
Biorę Tessę za rękę, by podtrzymać jej krok, kiedy idziemy przez podjazd w stronę drzwi.
Kiedy wchodzimy do domu, Lillian samotnie siedzi na kanapie. Podciągam Tessie lekko sukienkę, na co wywraca na mnie oczyma.
- Jak było? - wstaje na nogi.
- Bardzo fajnie, zespół był niesamowity - Tessa promienieje.
- Jest zmarnowana - informuję Lillian.
- Właśnie widzę - dziewczyna się śmieje. - Smith zasnął, mało co ze mną rozmawiał.
- Lepiej dla ciebie - mówię i prowadzę Tessę w stronę korytarza.
- Miło było cię widzieć - moja pijana dziewczyna macha do Lillian.
Nie wiem, czy mam jej powiedzieć, by sobie poszła, czy poczekała na Vance'a, więc nie mówię nic. Zamykam za sobą drzwi, a Tessa opada na łóżko.
- Możesz pomóc mi to zdjąć? - wskazuje na sukienkę. - Trochę mnie to swędzi.
- Jasne, wstań - pomagam jej z sukienką, a ona dziękuje mi pocałunkiem na czubku nosa. To prosty gest, ale zbija mnie z tropu i się do niej uśmiecham.
- Cieszę się, że jesteś tutaj ze mną - mówi.
- Tak? - przytakuje i rozpina resztę guzików z koszuli Christiana. Przesuwa materiał wzdłuż moich ramion, składa go, po czym odnosi do kosza na pranie. Nigdy nie zrozumiem, czemu składa brudne ubranie, ale już się do tego przyzwyczaiłem.
- Tak, bardzo. Seattle nie jest takie fajne jak myślałam - w końcu przyznaje.  Miałem co do tego podejrzenia, cóż, Liam miał.
Powinien ją gdzieś jutro wyciągnąć, żeby ją pocieszyć.
- Czemu nie? - to wróć ze mną do Pullman.
- Nie wiem. Po prostu nie - marszczy brwi i jestem zaskoczony, że zamiast wywierania na niej zwierzeń, jak okropnie się tutaj czuje, to chcę zmienić temat.
- Możesz przeprowadzić się do Anglii - naciskam. Patrzy na mnie z zarumienionymi policzkami i przeszklonymi oczyma na skutek szampana.
- Nie chcesz mnie zabrać tam na wesele, a chcesz, żebym się tam przeprowadziła? - wypomina mi.
- Porozmawiamy o tym później - uciszam ją.
- Tak... tak... zawsze tak jest - podchodzi od tyłu do łóżka, by na nim usiąść, ale nie trafia. Jej ciało upada na podłogę i wybucha gromkim śmiechem.
- Chryste, Tessa - biorę ją za rękę i pomagam jej wstać na nogi, serce bije mi w piersi.
- W porządku - śmieje się i siada, przyciągając mnie do siebie.
- Dałem ci zbyt dużo szampana.
- Tak, to prawda - uśmiecha się i ciągnie mnie za ramię, aż nie leżę płasko na materacu.
- Wszystko okej? Dobrze się czujesz?
- Przestań mnie niańczyć, ze mną wszystko w porządku - jej głowa leży na mojej klatce piersiowej.
Nie odpyskowuję jej tylko gryzę się w język.
- Co chcesz robić? - cicho pyta.
- Że co?
- Nudzę się - patrzy na mnie tym spojrzeniem. Unosi się i patrzy na mnie z rozszerzonymi oczyma.
- A co chciałabyś robić, zalana dziewczynko?
- Ciągnąć cię za włosy - szeroko się uśmiecha i bierze wargi pomiędzy zęby w najbardziej grzeszny sposób.

***

- Nie możesz spać? - Christian włącza światło i dołącza do mnie w kuchni.
- Tessa potrzebuje trochę wody - mówię mu. Pcham zamknięcie lodówki, by ją zamknąć, ale Christian zatrzymuje je ręką.
- Kim też. To nagroda za zbyt dużą ilość szampana - mówi za mną.
Niekończące się chichoty Tessy i nienasycony apetyt na przyjemność wykończyły mnie i jestem pewien, że jeśli nie dam jej szklanki wody, to będzie wkrótce wymiotować.
- Taa, z Tessą nie jest najlepiej - odgryzam się z uśmiechem, kiedy przypominam sobie jej upadek z łóżka.
- Więc w przyszłym tygodniu czeka nas Anglia, co? - zmienia temat.
- Nie, ja nie jadę.
- Rozmawiamy przecież o ślubie twojej mamy.
- No i? To zapewne nie jej pierwszy i ostatni - mówię mu, na co strzepuje mi z rąk butelkę wody, która upada na podłogę.
- Co do cholery? - pochylam się, by ją podnieść.
- Nie masz prawa mówić o swojej mamie w ten sposób.
- Jakie to ma dla ciebie znaczenie? Nie chcę tam jechać, to tego nie zrobię.
- Daj mi jeden, prawdziwy powód - rzuca mi wyzwanie.
Kurwa, co jest z nim nie tak?
- Nie muszę ci dawać żadnego powodu, po prostu nie chcę jechać na głupi ślub. W tym sezonie zostałem już jeden zaciągnięty i to mi wystarczy.
- W porządku. Już złożyłem wniosek o paszport Tessy, więc zakładam, że będziesz się sam dobrze bawić, podczas gdy ona będzie się cieszyć, że swojego pierwszego pobytu w Anglii.
Upuszczam butelkę na podłogę. Teraz tam już zostaje.
- Co takiego? - wpatruję się w niego. Musi ze mnie żartować, to niemożliwe.
- Kiedy tylko dowiedziałem się o weselu, złożyłem za nią wniosek i zapłaciłem za to. Będzie musiała zjawić się tam osobiście, by dopełnić wszystkich szczegółów i zrobić zdjęcie, ale resztę już załatwiłem - opiera się na wysepce i krzyżuje ramiona.
- Dlaczego w ogóle to zrobiłeś? To nie jest nawet legalne - fukam. Tak jakbym wiedział, czy to jest legalne...
- Ponieważ wiedziałem, że jesteś upartym dupkiem, tak samo jak wiedziałem, że ona jest jedyną szansą, by zmusić cię do wyjazdu. To jest bardzo ważne dla twojej mamy i zmartwiłaby się, gdybyś nie przyjechał.
- Masz rację, powinna się o mnie martwić. Wasza dwójka myśli, że może użyć Tessy, by zmusić mnie, bym pojechał do Anglii? Pieprz się wraz z moją matką! - otwieram jego lodówkę, by wyjąć kolejną butelkę wody, tylko po to by zachować się jak chuj, ale zatrzaskuję drzwiczki zanim jestem w stanie to zrobić.
- Spójrz, wiem, że miałeś gówniane życie, dobrze? Cóż, ja też... to znaczy, rozumiem cię, ale nie możesz zwracać się do mnie tak samo jak do swoich rodziców.
- Więc przestań wtrącać się w moje życie, tak jak oni to robią.
- Nie wtrącam się. Cholernie dobrze wiesz, że Tessa marzy o tym, by pojechać na ten ślub, tak samo jak wiesz, że będziesz czuł się jak dupek, jeśli pozbawisz ją tego szczęścia, z własnych, egoistycznych powodów. Równie dobrze możesz ujarzmić swoją złość i mi podziękować, przez co twój tygodniowy pobyt tutaj będzie prostszy.
Patrzę na niego przez parę chwil, by przemyśleć to, co powiedział. Ma w połowie rację, już zaczęło mnie szarpać poczucie winy, że nie chcę jechać na ten ślub. Jedynym tego powodem, jest to, że Tessa bardzo chciałaby tam pojechać. Już była wystarczająco na mnie przez to obrażona podczas dzisiejszego wieczoru i przez cały czas to ciąży mi na głowie.
- Odbieram twoją ciszę jako podziękowanie - Vance uśmiecha się i wywraca oczyma.
- Nie chcę, by była to wielka rzecz,
- Co? Ten ślub?
- Taa. Jak mogę zabrać ją na kolejne wesele i patrzeć jak ona... roni łzy, bo to przypomina jej o tym, że nigdy tego nie zazna?
Christian uderza palcami swoją brodę. 
- Aaa, rozumiem - jego uśmiech powiększa się. - Więc to jest ten problem? Nie chcesz podsyłać jej tej koncepcji?
- Nie. Ona już ma tą koncepcję. Głowę kobiety wypełniają różne koncepcje, to jest ten problem.
- Dlaczego to miałby być taki problem? Nie chcesz, by wydobyła z ciebie szczerego mężczyznę? - drwi ze mnie. Jestem zadowolony, że nie trzyma urazy za moje niemiłe komentarze sprzed paru minut. To dlatego, w pewnym sensie, lubię Christiana. Nie jest taki wrażliwy jak mój ojciec.
- Ponieważ to się nie wydarzy, a ona jest jedną z tych szalonych kobiet, która zaczyna gadać o tym gównie po miesiącu spotykania się. Ona dosłownie się załamała, kiedy powiedziałem jej, że nie chcę się z nią żenić. Czasem jest dosyć szalona.
Chichocze i bierze łyk wody, która była przeznaczona dla jego narzeczonej. Tessa czeka, aż przyniosę jej wodę, muszę zakończyć tę konwersację. To trwa już zbyt długo i jest zbyt osobiste, jak na mój gust.
- Przyznaj, że jesteś szczęśliwy, bo myśli o tobie w ten sposób. Nie jesteś prostym chłopakiem i jeśli ktoś ma o tym wiedzieć, to właśnie Tessa.
Już chcę go zapytać, co on, do cholery, wie o moim związku, ale szybko sobie przypominam, że jest zaręczony z największą plotkarą w Seattle.
Cofam to, w całym stanie Waszyngton... może nawet w całych Stanach Zjednoczonych.
- Mam rację? - przerywa moje myśli o jego okropnej kobiecie.
- Tak, ale nadal obstawiam przy swoim. To śmieszne, aby myśleć o małżeństwie, zwłaszcza, że ona nawet nie skończyła dwudziestu lat.
- Te słowa wychodzą od człowieka, który nie może się oddalić od swojej dziewczyny na trzy metry?
- Dupek - narzekam.
- To przecież prawda.
- Ale to nie znaczy, że nie jesteś dupkiem.
- Racja. Ale znajduję pewien humor w tym, że nie chcesz się z nią ożenić, ale wariujesz i tracisz kontrolę na samą myśl, że możesz ją stracić.
- Co to ma znaczyć? - nie wiem czy chcę znać odpowiedź, ale na to już za późno.
Spogląda mi w oczy. 
- Twój lęk jest na najwyższym poziomie, kiedy martwisz się, że ona ciebie zostawi, albo kiedy inni mężczyźni zwracają na nią uwagę. Wiesz co by pomogło w sprawie tych dwóch rzeczy?
- Co takiego?
- Pierścionek - podnosi rękę i dotyka puste miejsce, na którym niedługo spocznie obrączka.
- Ooo, kurwa. Zmusiła cię! Co zrobiła, przekupiła cię? - śmieję się na ten pomysł. Nie jest to takie mi obce, jeśli chodzi o obsesję Tessy na temat małżeństwa i jej urok.
- Nie, ty cioto - rzuca we mnie butelką wody. - To takie realistyczne. Wyobraź sobie, że będziesz mógł powiedzieć, że ona jest twoja i to będzie prawda. Teraz to tylko słowa i puste groźby, ale kiedy Tessa zostanie twoją żoną, to będzie działo się naprawdę. Wtedy jest to cholernie prawdziwe i nie może być bardziej satysfakcjonujące, zwłaszcza dla takich paranoików jak ty i ja.
Moje usta są suche pod koniec jego przemówienia i chcę jak najszybciej opuścić tą zbyt jasną kuchnię.
- To zbyt obciążające gówno - słowa pospiesznie wychodzą z moich ust.
- Oglądałeś kiedykolwiek ten serial 'Seks w mieście'? - kiedy to mówi, podchodzi do szafki i otwiera ją.
- Nie.
- 'Wielki seks w mieście' czy 'Seks w wielkim mieście', nie pamiętam dokładnie.
- Nie, nie i nie - odpowiadam.
- Kim ogląda go przez cały czas, ma każdy sezon na DVD - Christian otwiera paczkę ciasteczek. Jest druga nad ranem.
- Okej? - Tessa na mnie czeka, a ja rozmawiam o jakim gównianym programie.
- Tam jest taki odcinek, w którym kobiety rozmawiają o tym, że w życiu mamy tylko dwie prawdziwe miłości...
- Okej, okej. To zaczyna się robić strasznie dziwne - przerywam mu. - Tessa na mnie czeka.
- Wiem... wiem... pozwól mi to szybko skończyć, podsumuję to w najbardziej męski sposób - patrzy na mnie w celu uzyskania zgody, a ja niepewnie kiwam głową. - Więc, rozmawiały tam, że w ciągu całego swojego życia możesz mieć dwie prawdziwe miłości, chodzi mi o to, że... trochę się pogubiłem, ale wiem, że Tessa jest twoją prawdziwą miłością.
- Powiedziałeś, że mamy dwie, co nie? - jestem zagubiony.
- Oczywiście twój przypadek może być inny - prycha.
- A kto był twoimi wielkimi miłościami? Wielka plotkara i mama Smitha? - unoszę brew.
- Uważaj sobie - ostrzega.
- Przepraszam, Kimberly i Rose - ponownie wywracam oczyma. - To one były? Miej nadzieję, że te laski z tego programu się myliły.
- Yyy, tak. One dwie - jąka się. Jakieś emocje przepływają przez jego twarz, ale zbyt szybko znikają, bym mógł je odczytać.
- Cóż, jeśli już skończyłeś ze swoimi bezsensownymi pierdołami, to idę do łóżka.
- Taa... - wydaje się nieco speszony. - Nie wiem nawet do czego z tym wszystkim zmierzałem. Chyba wypiłem za dużo.
- Tak... w porządku - zostawiam go samego w kuchni. Nie wiem nawet, co to do cholery było, ale było strasznie dziwnie widzieć jak się jąka i gubi we własnych słowach.
Kiedy wracam do pokoju, Tessa śpi na boku. Jej dłonie znajdują się pod jej policzkiem, a kolana są podkulone.
Gaszę światło i stawiam butelkę na stoliku nocnym, po czym wdrapuję się na miejsce obok niej. Jej nagie ciało jest ciepłe od mojego dotyku i nie mogę nic na to poradzić, ale drży, kiedy przejeżdżam palcami po jej plecach. To mnie uspokaja i przypomina, że mój dotyk działa na nią nawet we śnie.
- Hej - sennie szepcze. Podskakuję lekko na dźwięk jej głosu i chowam moją głowę w jej szyi, przyciągając ją do siebie bliżej.
- Jedziemy do Anglii w następnym tygodniu - mówię jej. Szybko odwraca głowę, by spojrzeć za siebie. W pokoju jest ciemno, ale telewizor na ścianie daje wystarczające oświetlenie, bym mógł zobaczyć wymalowany szok na jej twarzy.
- Że co?
- Anglia. Następny weekend. Ty i ja.
- Ale...
- Nie. Jedziesz. Każdy mnie z tym nękał, zresztą bardzo chcesz jechać, więc nie szukaj nawet argumentów.
- Ale ty...
- Thereso, odpuść - zakrywam jej usta ręką, a ona używa zębów, by przygryźć skórę na mojej ręce. - Będziesz grzeczną dziewczynką, kiedy zabiorę rękę? - dogryzam jej, wracając pamięcią do jej wcześniejszego oskarżenia mnie o niańczeniu jej.
Potrząsa na znak zgody, a ja zabieram rękę. Podnosi swoje ciało na łokciu i przekręca twarz w moją stronę. Nie jestem w stanie prowadzić z nią konwersacji, kiedy jest naga i zadziorna.
- Ale ja nie mam nawet paszportu! - wyrywa jej się, a ja staram się ukryć uśmiech. Wiedziałem, że tego tak nie zostawi.
- Jest w tracie wyrabiania. Porozmawiamy o szczegółach jutro.
- Ale...
- Thereso...
- Nazwałeś mnie tak dwa razy w ciągu jednej minuty? Uuu - szeroko się uśmiecha.
- Już nigdy więcej nie zamówię ci szampana - strącam jej włosy z oczu i przejeżdżam kciukiem po jej dolnej wardze.
- Wcześniej nie narzekałeś, kiedy... - uciszam jej pijackie usta pocałunkiem.
Kocham ją mocno, tak strasznie mocno, że przeraża mnie myśl o utracie jej. Czy naprawdę chcę mieszać ją... w moją potencjalną przyszłość, czyli jedyną rzecz, jaka może być w moim życiu przyzwoita wraz z moja niegodziwą przeszłością?


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •