wtorek, 20 października 2015

Rozdział 293.

Soundtrack do rozdziału:

• Taylor Swift - All Too Well
• Kodaline - All I Want
• The Fray - Fall Away
• Bon Iver - Blood Bank
• One Direction - Something Great


Harry’s POV:

Komplikacje.
Życie jest ich pełne. Moje wydaje się przepełnione, krztuszące się nimi, ma ich nadmiar, wylewają się od góry nigdy niekończącą się kipielą. Fala za falą komplikacji koliduje z najważniejszymi momentami i rzeczami w moim życiu, a ta chwila jest jedną z tych, którym nie mogę pozwolić pójść na dno.
Jeśli będę spokojny, jeśli będę, kurwa, spokojny i spróbuję się wytłumaczyć, mogę powstrzymać przypływ, który ma za chwilę przetoczyć się przez mały salon w każdej chwili.
Widzę w jej szarych oczach jak się gotuje. Widzę dezorientację wirującą z wściekłością, tworząc  wielki sztorm, który wygląda jak morze tuż przed uderzeniem błyskawicy i hukiem grzmotu. Woda jest spokojna, nie porusza się, tylko lekko faluje na powierzchni. Tessa w tym momencie jest taka sama. Stoi z kawałkiem białego papieru ściskanego drżącymi dłońmi, a jej wyraz twarzy jest złowróżbny, ostrzega mnie przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.
Szczerze, nie mam jebanego pomysłu, co mam jej powiedzieć, od czego zacząć. To taka skomplikowana historia, a ja jestem totalnym gównem w rozwiązywaniu problemów. Muszę się czegoś uchwycić, muszę powziąć większy wysiłek, by zebrać i ukształtować swoje słowa, sformułować wyjaśnienie, które powstrzyma ją przed kolejną ucieczką.
- Co to jest? – jej oczy przesuwają się po stronie, nim wyrzuca ją w powietrze jedną ręką i gniecie rogi małego stosiku, który został w jej dłoniach.
- Tesso – ostrożnie podchodzę do niej na krok.
- Nie podchodź bliżej – jej twarz jest ostra, ostrożna w sposób, do którego nie jestem przyzwyczajony, kiedy jej stopy posuwają się wstecz.
- Musisz mnie wysłuchać - błagam, szukając jej zamglonych rysów. Czuję się jak gówno, kompletne i całkowite gówno. Dopiero co wróciliśmy do nas, a ja nareszcie dotarłem z powrotem do mnie, a teraz wychodzi to.
- Och, słucham, w porządku - mówi głośnym, sarkastycznym tonem.
- Nie wiem od czego zacząć, daj mi tylko chwilę, a wyjaśnię.
Moje palce przebiegają po włosach, ciągnąc cebulki, żałując, że nie mogę wykupić jej bólu i wyrwać sobie włosów prosto z czaszki. Tak, popierdolona wizja.
Tessa stoi, niecierpliwie cierpliwa, jej oczy przesuwają się ze strony na stronę. Jej brwi unoszą się i opadają, źrenice zwężają się i rozszerzają, kiedy zaczynam.
- Przestań to czytać - stawiam krok w jej stronę i wyrywam manuskrypt z jej dłoni. Kartki upadają na podłogę, dołączając się do reszty gówna płożącego się u jej stóp.
- Wytłumacz. W tej chwili - naciska. Jej oczy są zimne, w barwie piorunującej szarości, która naprawdę mnie przeraża.
- Okej, okej - chwieję się na piętach. - Okej. Pisałem - wyznaję.
- Jak długo? - podchodzi w moją stronę. Jestem zdumiony tym, jak moje ciało reaguje, jak gdyby bało się jej.
- Długo - unikam prawdy.
- Powiesz mi, i to powiesz mi teraz.
- Tess.
- Ja ci dam 'Tess'. Nie jestem tą samą, małą dziewczynką, którą poznałeś rok temu. Powiesz mi teraz, albo wyniesiesz się stąd do diabła! - celowo następuje na stronę, a ja nie obwiniam jej. - Cóż, nie mogę cię wykopać, bo to mieszkanie Liama, ale zostawię cię, jeśli mi tego nie wyjaśnisz. W tej chwili - dodaje pokazując, że pomimo swojego gniewu, wciąż jest słodka.
- Pisałem od dawna, od naszych samych początków, ale nie miałem zamiaru nic z tym robić. Wyładowywałem się tylko, używałem papieru, aby wyjaśnić, co do cholery działo się w mojej głowie, ale później wpadłem na ten pomysł...
- Kiedy? - jej palec naciska na moją klatkę piersiową, dźgając mnie w geście, który może wydawać jej się mocny, ale ona nie mogłaby mylić się bardziej. Nie powiem jej tego, nie teraz.
- Zacząłem po naszym pocałunku.
- Pierwszym? - rozkłada ręce, odsuwając moją klatkę piersiową. Chwytam je, kiedy one znowu mnie odpychają. - Bawiłeś się mną - wyrywa swoje dłonie i zakopuje rozczapierzone ręce w swoich długich włosach.
- Nie, nie bawiłem się! To nie było tak! - próbuję nie unosić na nią głosu, ale nie udaje mi się.
- 'Ledwie mógł znieść dźwięk jej głosu o drugiej nad ranem' - przedrzeźnia ze złością.
Chwilę zajmuje mi rozpoznanie jej słów.
- To nie było o tobie. Ten kawałek nie jest o tobie, przysięgam.
- Naprawdę, Harry? Nie o mnie? Do czyjego jeszcze mieszkania przychodziłeś o drugiej w nocy?
- Dobrze, był o tobie, ale to nie ja mówiłem. W tamtym momencie tylko pisałem gówno, wiesz, że moja głowa była wtedy popierdolona.
- Więc... - wpatruje się we mnie - więc napisałeś o mnie okropne rzeczy, tyle, żeby zapełnić całą książkę, o której ja nic nie wiedziałam, a ja mam nie mieć nic przeciwko temu, bo z twoją głową nie było wszystko w porządku? Nieważne, jak się miała twoja głowa, to nie jest wymówka do ukrywania tego do tej pory - krąży po małym salonie, ciskając się i skręcając. Jej dłonie zwierają się u boków jej ciała, nim ponownie wyrzuca je w powietrze. - Tyle sekretów, tyle sekretów. Mam tego dość.
- Masz tego dość? - gapię się na nią. Jej ciało wciąż bez spoczynku porusza się po pokoju. - Mów do mnie, powiedz mi, jak się z tym wszystkim czujesz.
- Jak się czuję? - kręci głową. Jej oczy są dzikie. - Czuję się, jakby to była pobudka, struna, która przywróciła mnie do rzeczywistości i oddaliła od niedorzecznych nadziei ostatnich kilku dni. Tacy jesteśmy my - wymachuje rękami w tę i z powrotem. - Zawsze jest jakaś bomba, czekająca na eksplozję, a ja nie jestem na tyle głupia, aby czekać, aż ulegnę zniszczeniu. Już nie.
- To nie jest bomba, Tesso. Zachowujesz się, jak gdybym pisał to, żeby naumyślnie cię skrzywdzić!
Ona otwiera swoje usta, by przemówić, nim zamyka je z powrotem z braku słów, czego jestem pewien. Kiedy zbiera się do kupy, mówi:
- A co myślałeś, że poczuję, kiedy to zobaczę? Wiedziałeś, że w końcu bym się dowiedziała, dlaczego po prostu mi o tym nie powiedziałeś? Nienawidzę tego uczucia.
- Jakiego uczucia? - pytam z rozwagą.
- Tego uczucia, które wypala moją klatkę piersiową, kiedy wywlekasz takie rzeczy, a ja tego nienawidzę. Nie czułam się tak od tak dawna i nie chciałam tego czuć nigdy więcej, a jednak to się dzieje - odczucie porażki jest ewidentne w jej delikatnym głosie, a na mojej skórze pojawiają się ciarki, kiedy ona odwraca się ode mnie.
- Chodź tu - sięgam po jej ramię i przyciągam tak blisko do siebie, jak na to pozwoli. Jej ręce splatają się przed nią, kiedy przybliżam ją do swojej klatki piersiowej.
Nie zwalcza mnie, ale także nie przytula mnie. Stoi sztywno,  a ja nie jestem pewny, czy najgorsze minęło.
- Powiedz mi, co czujesz - mój głos wychodzi niezręczny i urywany - co myślisz.
Ona ponownie napiera na moją pierś, tym razem z mniejszą siłą, a ja ją puszczam. Tessa klęka i zbiera jedną ze stron.
Na początku, zacząłem pisać to jako forma ekspresji i, szczerze, stchórzyłem przed przeczytaniem. Byłem pomiędzy książkami, a Tessa, Theresa Young w tamtym czasie, zaczęła mnie intrygować. Zaczęła mnie denerwować i wkurwiać, a ja przyłapywałem się na myśleniu o niej coraz więcej i więcej.
Kiedy ona była w mojej głowie, wydawało się, że nie ma w niej przestrzeni na nic innego. Ona stała się obsesją, a ja przekonałem się, że to była część gry. Wiedziałem, że to nieprawda, ale nie byłem gotowy tego przyznać. Pamiętam, jak po raz pierwszy ją ujrzałem - to, jak jej usta wyglądały na takie kapryśne i to, jak wzdrygnąłem się na jej strój.
Jej spódnica dotykała ziemi, a jej płaskie buty sprawiały, że powłóczyła się po podłodze. 'Umm, tak, mam na imię Tessa' - wlepiła wzrok w podłogę , kiedy wymówiła swoje imię po raz pierwszy. Pamiętam, jak myślałem nad tym, że ma dziwne imię, ale później nie zwracałem na to tak dużej uwagi. Niall był dla niej miły, a ja byłem zirytowany tym, jak się na mnie gapiła, oceniając mnie tymi szarymi oczami.
Dokuczała mi każdego dnia, nawet kiedy ze mną nie rozmawiała. Zwłaszcza wtedy.
- Czy ty w ogóle mnie słuchasz? - jej głos przebija się przez wspomnienia, a ja podnoszę wzrok, by zobaczyć ją znowu złą.
- Słuchałem... - waham się.
- Nawet nie słuchałeś - oskarża mnie, właściwie słusznie. - Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. To robiłeś za każdym razem, kiedy wracałam do domu, a ty odkładałeś swój segregator, to znalazłam w szafie, tuż przed tym, jak mój ojciec...
- Nie będę się wymawiał, ale połowa rzeczy tutaj to dziadostwo, kompletne dziadostwo.
- Dziadostwo? - jej oczy przemierzają stronę w jej dłoni:
'Nie mogła utrzymać w sobie alkoholu, zataczała się po pokoju w nieogarnięty sposób, w który dziewczyny bez smaku poruszają się, kiedy wypiją za dużo, by zaimponować innym'.
- Przestań czytać to gówno! - wyrywam jej kartkę, ale ona szybko ją odzyskuje.
- Nie! Nie możesz spisywać mojej historii i mówić mi, że nie mogę jej przeczytać. Wciąż niczego nie wyjaśniłeś - porusza się po pokoju, podnosząc buta z dywaniku przy drzwiach frontowych. Wkłada obie stopy w buty i poprawia swoje szorty.
- Dokąd idziesz? - pytam ją, gotowy pójść za nią.
- Na spacer - mogę przysiąc, że mentalnie wyklina się za danie mi najmniejszego kawałka informacji.
- Pójdę z tobą.
- Nie. Nie pójdziesz - z kluczami w dłoni, podnosi swoje włosy do góry, nad głowę, zakręcając je i zbierając do tyłu, próbując je kontrolować.
- Jesteś ledwo ubrana - przypominam jej. Ona posyła mi mordercze spojrzenie, takie, jak wiedziałem,  ze to zrobi i na sekundę przysięgam, że dosłownie mogę, kurwa, zobaczyć, jak kontempluje zupełne pozbycie się ubrań.
Bez słowa wychodzi z mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami.
Jeszcze nic nie było skończone, rozwiązane. Plan, w którym musiałem kontrolować komplikacje, zamienił się w pierdoloną katastrofę, a teraz to całe bagno jest nawet jeszcze bardziej skomplikowane. Klękam na podłodze, zmuszając się, by nie podążyć za nią, przerzucić ją sobie przez ramię, kiedy ona krzyczy i kopie, i zamknąć ją w jej pokoju, nim nie będzie gotowa ze mną porozmawiać.
Nie, nie mogę tego zrobić. To cofnęłoby cały 'postęp', jaki poczyniłem. Zamiast tego, zbieram pomieszane strony z posadzki i ponownie czytam niektóre słowa, przypominając sobie, czemu zdecydowałem się spróbować i zrobić coś z tym gównianym pisaniem.

***

- Co ty ciągle próbujesz tutaj ukryć? - Niall pochylił się, będąc tak wścibskim, jak zawsze.
- Nic, ziom, pilnuj własnego nosa - zmarszczyłem brwi, patrząc na drugą stronę dziedzińca. Nie wiedziałem, jak zacząłem siadać tutaj codziennie, w dokładnie tym czasie. To nie miało nic wspólnego z Tessą i wkurzającym dupkiem Liamem spotykającymi się w kawiarni każdego ranka. Zupełnie nic wspólnego z tym.
Nie chciałem widzieć tej okropnej dziewczyny. Naprawdę nie chciałem.
- Słyszałem w nocy ciebie i Molly na korytarzu, ty chory pojebie - Niall strzepał popiół ze swojego papierosa i zrobił do mnie minę.
- Cóż, nie miałem zamiaru wpuszczać jej do swojego pokoju, a ona nie chciała przyjąć odmowy do wiadomości - zaśmiałem się, dumny, że ona była taka chętna do obciągnięcia mi w każdej chwili, nawet w korytarzu obok mojego pokoju. Nie powiedziałem im, że zbyłem ją i skoczyłem waląc konia, myśląc o pewnej blondynce.
- Jesteś dupkiem - Niall kręci głową. - Ale z niego dupek, co nie? - zapytał podchodzącego do stolika piknikowego Louisa.
- O tak - Louis wyciągnął rękę po papierosa od Nialla, a ja próbowałem nie patrzeć na dziewczynę w spódnicy z worka na ziemniaki, czekającą na przejściu dla pieszych.
- Pewnego dnia zakochasz się, a ja będę trząsł się ze śmiechu. To ty będziesz komuś robił orala w korytarzu, a laska nie wpuści cię do swojego pokoju - Niall dostał kopa za wkurzanie mnie w ten sposób, ale ja ledwo go słyszałem. 
'Dlaczego ona się tak ubrała?' - zastanawiałem się, gdy podwijała długie rękawy swojej koszuli. Obserwowałem, z długopisem w ręku, jak zbliżała się z oczami wlepionymi w chodnik przed sobą i przeprosiła za wiele razy, kiedy zderzyła się z żałosnym chłopakiem sprawiając, że książka wypadła mu z dłoni.
Ona schyliła się, by mu pomóc i przeprosiła kolejne milion razy. Uśmiechnęła się do niego, a ja nie mogłem zapomnieć, jak miękkie były jej usta, kiedy wpiła się we mnie kilka nocy wcześniej. Byłem zaskoczony jak cholera, nie miałem jej za typ, który zrobi pierwszy krok i byłem bardzo pozytywnie nastawiony do tego, że przede mną całowała tylko swojego lamerskiego chłopaka-dupka. Jej dyszenie i gorliwość, z jaką dłonie pragnęły mnie dotykać uczyniły to oczywistym.
- Więc co tam z zakładem? - Louis kiwa głową w stronę Tessy w chwili, kiedy ona uśmiecha się promiennie, zauważając Liama w całej jego kujońskiej glorii, plecaku i wszystkim.
- Nic nowego - odpowiedziałem natychmiast, zakrywając papier przed sobą ręką. Skąd miałem wiedzieć, co działo się z pyskatą, słabo ubraną dziewczyną? Ledwo ze mną rozmawiała, odkąd jej szalona, dupna matka i lamerski chłopak-dupek pokazali się na jej progu w sobotę rano.
Dlaczego jej imię było wypisane na tej kartce? I dlaczego czułem się, jakbym miał się cały zapocić, gdyby Louis nie przestał gapić się na mnie, jak gdyby wiedział coś, czego ja nie wiem.
- Jest wkurzająca, ale przynajmniej wydaje się lubić mnie bardziej niż Zayna.
- Jest gorąca - powiedzieli obaj w tym samym czasie. - Gdybym był dupkiem, zgłosiłbym się naprzeciw wam obojgu. I tak jestem bardziej atrakcyjny - droczył się Niall, po czym razem z Louisem się zaśmiali.
- Nie chcę mieć nic wspólnego z tym gównem. To wszystko jest naprawdę cholernie głupie, nie powinieneś był się pieprzyć z jego dziewczyną - Louis spróbował mnie strofować.
- To było tego warte - zaśmiałem się, spoglądając z powrotem na chodnik po drugiej stronie dziedzińca. Ona zniknęła, a ja zmieniłem temat, pytając o nachodzącą weekendową imprezę.
Podczas gdy ich dwójka sprzeczała się na temat tego, ile beczek alkoholu zamówić, przyłapałem się na spisywaniu opisu jej przerażenia z ubiegłego piątku. Niemalże waliła w moje drzwi tylko po to, by uciec od tego psychola, Neila, który się do niej dobierał. Drań z niego. Byłem pewien, że będzie na mnie wkurwiony za wylanie wybielacza na jego łóżko w zeszłą niedzielę. Nie żebym się nią przejmował, po prostu chodziło mi o samą sytuację.
Po tym słowa już same leciały. Nie potrafiłem nad tym zapanować i po każdej styczności, miałem o niej coraz więcej do powiedzenia. Przykładem było to, jak zmarszczyła nos, gdy opowiedziała mi, że nie znosi ketchupu. Z każdym krokiem, gdy dowiadywałem się o niej więcej, moje uczucia wobec niej rosły. Wcześniej bym zaprzeczył na ten temat, ale taka była prawda.
Kiedy zaczęliśmy ze sobą mieszkać, trudniej było mi wciąż pisać, więc skończyło się na tym, że rzadziej się za to zabierałem, lecz kiedy już to robiłem, manuskrypty zawsze chowałem w szafie, w pudełku po butach. Aż do teraz, nie miałem bladego pojęcia, że Tessa znalazła to cholerstwo, co sprawia, że zaczynam się zastanawiać, czy kiedykolwiek przestanę sobie komplikować moje pierdzielone życie.
Coraz więcej wspomnień napływa mi do głowy. Zaczyna mi się marzyć możliwość przyłączenia jej do mojego mózgu tylko po to, by mogła odczytać moje myśli i intencje.
Gdyby siedziała w moim łbie, mogłaby zobaczyć rozmowę, która doprowadziła do tego, że postanowiłem udać się do wydawnictwa w Nowym Jorku. Nie było to czymś, co planowałem od dłuższego czasu, po prostu się stało. Spisałem tak wiele chwil, naszych chwil, które były warte zapamiętania. Pierwszy raz, kiedy powiedziałem jej, że ją kocham; drugi raz i to, że tego nie odwołałem... Rozmyślanie o tym wszystkim w tej chwili jest przytłaczające i nie mogę tego powstrzymać.

***

Opierałem się o bramkę, wkurzony i poraniony. Dlaczego w ogóle wszcząłem bójkę w trakcie tego dupnego ogniska? Ach, tak, ponieważ Tessa poszła sobie z Zaynem, gdzie ten zostawił mnie z niczym innym jak jego sarkastycznym głosikiem i świadomością, że ona jest w jego mieszkaniu.
Doprowadzało mnie to do szału bardziej niż powinno. Chciałem o tym wszystkim zapomnieć, wymazać czy poczuć fizyczny ból zamiast tej zazdrości. Czy pieprzyła się z nim?, rozmyślałem. Czy wygrał?
Czy nadal chodziło o wygraną? Nie potrafiłem stwierdzić, co nie zmienia faktu, że w większości byłem wszystkiego świadomy.
Usiadłem na trawie, wycierając krew z ust, kiedy Tessa się do mnie zbliżyła. Obraz mi się nieco zamazywał, jednak jej sylwetka była dla mnie wyraźna i dobrze to pamiętam. Podczas jazdy powrotnej do domu Kena była niespokojna, niepewna i zachowywała się jak jakieś rozjuszone zwierzę.
Ona skupiła się na drodze i spytała 'Kochasz mnie?'.
Byłem zaskoczony, cholera, byłem naprawdę w chuj zaskoczony i nieprzygotowany, by odpowiedzieć na jej pytanie. Już proklamowałem swoją miłość do niej, potem to odwołałem, a ona była tu, szalona jak zawsze, pytając mnie, czy ją kocham, kiedy moja twarz puchła i siniała.
Oczywiście, że ją kochałem. Kogo ja, kurwa, chciałem oszukać?
Unikałem odpowiedzi na jej pytanie przez jakiś czas, nim to stało się nieuniknione, po czym słowa same ze mnie wypłynęły:
'To ty. Ty jesteś osobą, którą kocham najbardziej na świecie' - wyznałem. Było to prawdziwe, tak samo jak żenujące i niewygodne do przyznania, kochałem ją, i od tego momentu wiedziałem, że moje życie nigdy nie będzie już takie samo po niej.
Jeśli ona mnie zostawi, jeśli spędzi resztę mojego życia beze mnie, wciąż nigdy nie będę taki sam. Zmieniła mnie, a ja stałem tutaj, z krwawiącymi kłykciami i wszystkim, chcąc być dla niej lepszym. 
Następnego dnia złożyło się, że nadałem stosowi pogniecionych, poplamionych kawą stron tytuł: After.

***

Wciąż nie byłem gotowy, ani nawet nie rozważałem publikowania tego, nim popełniłem błąd przyniesienia skryptu na jedną z moich sesji terapii grupowej kilka miesięcy temu. Luke wziął segregator z mojego plastikowego krzesła, gdy opowiedziałem historię spalenia domu mojej matki. Słowa były wymuszone, nienawidzę gadać o tym gównie, ale nie patrzyłem w ciekawskie oczy lustrujące mnie i udawałem, że Tessa tam była, w pokoju, uśmiechając się do mnie, dumna z tego, że dzielę się swoimi najmroczniejszymi chwilami z grupą nieznajomych, którzy byli tak samo pojebani, jak ja jestem... byłem.

***

Schyliłem się po segregator, gdy Doktor Tran zwolnił naszą grupę. Szybko wpadłem w panikę, kiedy ujrzałem Luke'a z segregatorem w dłoniach.
- Co to jest? - spytał mnie, oczami wodząc po stronie.
- Gdybyś spotkał mnie miesiąc temu, zbierałbyś teraz swoje pieprzone zęby - spojrzałem na niego, zabierając segregator z jego uścisku.
- Sorry, stary, nie jestem dobry w społecznych manierach - jego uśmiech był niewygodny i z jakiegoś powodu to sprawiło, że mu uwierzyłem.
- Ewidentnie - wywróciłem oczami, wkładając wszystkie luźne strony z powrotem do koszulek. 
- Powiesz mi co to jest, jeśli postawię ci piwo korzenne w lokalu obok? - zaśmiał się.
- Jak bardzo smutni jesteśmy? Para alkoholików na odwyku, namawiająca, by przeczytać historię życia - pokręciłem głową, zastanawiając się, jak dotarłem do tego punktu w tak młodym wieku, ale byłem tak wdzięczny za Tessę. Gdyby nie ona, wciąż chowałbym się w ciemności, powoli gnijąc.
- Cóż, piwo korzenne nie sprawi, że spalisz jakiekolwiek domy ani, że ja powiem coś krzywdzącego do Kaci - odpowiedział. Wiedziałem, że chodził do Doktor Tran po więcej niż doradztwo dla par, ale postanowiłem nie być kompletnym kutasem i go za to wyzywać. 
- Ok. Piwo korzenne może być - zgodziłem się i poszliśmy do restauracji mieszczącej się obok. Skończyłem zamawiając ogromną górę żarcia, na jego rachunek, i pozwalając mu przeczytać kilka stron mojego wyznania.
Dwadzieścia minut później musiałem to zakończyć. Przeczytałby wszystko, gdybym mu pozwolił.
- To jest świetne, stary, naprawdę. To jest... popieprzone w pewien sposób, ale rozumiem to. To nie ty przemawiałeś, to demony.
- Demony, co? - przeciągnąłem, kończąc piwo korzenne z mojego kufla.
- Tak, demony. Kiedy jesteś pijany, pełno ich w tobie. Część z tego, co właśnie przeczytałem... wiem, że nie została napisana przez ciebie. To musiały być demony - uśmiechnął się, a ja pokręciłem głową. On miał rację, oczywiście, ale nie mogłem pozbyć się widoku małego, przerażającego, czerwonego smoka na moim ramieniu, piszącego popieprzone rzeczy, które były wydrukowane na niektórych z tych stron.
- Pozwolisz jej to przeczytać, kiedy skończysz, prawda? - spytał. Zamoczyłem paluszek serowy w sosie i spróbowałem go nie wykląć za zrujnowanie moich wesołych wyobrażeń o małych demonicznych stworach.
- Nie, w żadnym wypadku, ona nie powinna czytać tego gówna - wskazałem palcem skórzany segregator, przypominając sobie, jak podekscytowana była Tessa, bym go używał, kiedy go kupiła. Oczywiście, walczyłem z tym pomysłem, ale teraz uwielbiam tę głupotę.
- Powinieneś. Mam na myśli, wytnij trochę tej pokręconej treści, szczególnie o tym, że jest bezpłodna. To było po prostu niepoprawne.
- Wiem - nie patrzyłem na niego, patrzyłem w dół, na stół, i wzdrygnąłem się, zastanawiając się, co do cholery miałem w głowie, kiedy napisałem to gówno.
- Powinieneś rozważyć zrobienie z tym więcej, nie jestem ekspertem w dziedzinie literatury ani Heningswaya, ale wiem, że to, co przeczytałem było naprawdę, naprawdę dobre.
Przełykam, decydując się nie komentować złego wypowiedzenia nazwiska Hemingwaya.
- Opublikować to? - zakrztusiłem się. Nie ma, kurwa, mowy -  w tym momencie zakończyłem rozmowę.
Wywiad o pracę za wywiadem o pracę, byłem znudzony. Tak cholernie znudzony, a opuszczałem każdy kolejny widząc przed sobą nawet mniejsze wyzwanie niż poprzednio. Nie mógłbym sobie wyobrazić siedzenia w tych gównianych biurach. Chciałem pracować w wydawnictwie, naprawdę, ale znalazłem się odczytującego stronę po stronie tych moich popieprzonych myśli i im więcej czytałem i przypominałem sobie, tym bardziej chciałem... nie, potrzebowałem zrobić coś z tym.
To po prostu tam leżało, błagając mnie, abym przynajmniej spróbował i miałem tę myśl, że gdyby ona to zobaczyła, po tym, jak mógłbym wyciąć część z ostrzejszych kawałków, bardzo by jej się to spodobało. To stało się obsesją, a ja byłem zaskoczony zainteresowaniem, jakie ludzie wydawali się okazywać w obserwowaniu czyjejś drogi do poprawy siebie.
Popierdolone, ale połknęli to. Przesłałem każdemu potencjalnemu wydawcy kopię przez pocztę elektroniczną. Najwyraźniej czasy przynoszenia stosu w połowie odręcznie napisanych, w połowie wydrukowanych kartek się skończyły.
Myślałem, że to by było na tyle. Myślałem, że ta książka będzie wspaniałym gestem, że ona musiała mnie zaakceptować z powrotem do swojego życia. Zakładając, że myślałem, że miną miesiące od tej pory, kiedy książka będzie wydana, a ona dostanie więcej czasu, aby zrobić to, co do cholery robiła tu, w Nowym Jorku.
Nie mogę dłużej tu wysiedzieć. Moja nowo odnaleziona cierpliwość ma swoje granice, a ja je osiągnąłem. Nienawidzę, absolutnie nie cierpię myśli o Tessie spacerującej po tym ogromnym mieście samej, ubranej w pidżamę po południu. Już wystarczająco długo jej nie ma, a ja mam wyjaśnienia do zrobienia, dużo wyjaśnień.
Biorę ostatnią kartkę książki i wkładam ją do swojej kieszeni, nie trudząc się składaniem jej. Później piszę do Liama i mówię mu, żeby zostawił otwarte drzwi, jeśli będzie opuszczał mieszkanie, po czym wychodzę, by ją znaleźć.
Nie muszę iść daleko. Kiedy wychodzę na zewnątrz, ona siedzi na schodach prowadzących do budynku. Wpatruje się w nicość oczami skupionymi i zaciętymi. Nie zauważa mnie, kiedy do niej podchodzę. Dopiero, kiedy siadam obok niej podnosi na mnie wzrok, jej oczy wciąż są odległe, ale z bliska obserwuję, jak powoli miękną.
- Musimy porozmawiać - mówię. Ona kiwa głową i odwraca wzrok, czekając na wytłumaczenie.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

19 komentarzy:

  1. Cudnie! Biorę się za czytanie :D💗

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat dzisiaj mówiłam koleżance że tęsknię za After ♡♡♡
    Harry napisał After ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuje za kolejny rozdział!❤
    Świetne tłumaczenie ❤
    Nadal nierozumiem reakcji Tessy hehe ale Harry się zmienił i to bardzo od początku 💕
    ~❤AF4ever

    OdpowiedzUsuń
  4. Ją uważam że dobrze zrobił pisząc to. Dziękuję pięknie za tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń
  5. wow, co się dzieje? :D
    Supcio, czekam z niecierpliwością na kolejny :) xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, tak tęskniłam za Afterem :( ale bardzo dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział
    Mam nadzieje ze Hazz hej to jakos wyjaśni
    Przeciez było tak dobrze i znów ma sie zepsuć?
    Ja nie pozwolę na to xd

    OdpowiedzUsuń
  9. super że tłumaczycie <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za tłumaczenie 💟

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeny jestem zła na Harry'ego bo było tak dobrze i znów sie psuje ehh

    OdpowiedzUsuń