czwartek, 29 października 2015

Rozdział 295.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytając, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie, możesz spokojnie ominąć notkę.


Soundtrack do rozdziału:

• Ed Sheeran - I'm a Mess
• The Fray - Never Say Never
• The Fray - Look After You
• Ron Pope - Drop in the Ocean
• The Civil Wars - Poison and Wine
• Florence and the Machine - Never Let Me Go


Tessa's POV:

- Wyglądasz oszałamiająco, taka piękna panna młoda - Karen tryska wręcz energią. Kiwam głową, przyznając jej rację. Poprawiam ramiączka swojej własnej sukni i spoglądam z powrotem na lustro.
- Zaniemówi z wrażenia. Nadal nie mogę uwierzyć, jak szybko ten czas poleciał - uśmiecham się.
- Co jeśli się potknę? Co jeśli nie pojawi się przy ołtarzu?
- Pojawi. Ken zawiózł go dzisiaj rano do kościoła - śmieje się Karen, pocieszając obydwie z nas.
- Nie opuściłby tego za nic w świecie - zarzekam.
- Mam taką nadzieję. Byłabym nieźle wkurzona - panna młoda Liama wypuszcza z siebie nerwowy chichot. Jej uśmiech jest niezwykle uroczy, i nawet jeśli niepokój przemyka tuż pod jego pięknem, całkiem nieźle się trzyma.
Palcami delikatnie przemykam przez jej ciemne loki i poprawiam welon na jej głowie. Spoglądam na jej piękną twarz w lustrze, po czym podnoszę rękę, dotykając jej nagiego ramienia. Jej brązowe oczy przepełnione są łzami, a jej dolna warga jest nerwowo przygryzana.
- Będzie dobrze, nic ci się nie stanie - obiecuję. Srebrny kolor mojej sukni błyszczy pod światło, kiedy podziwiam piękno każdego szczegółu kryjącego się za tym weselem.
- Czy nie jest to za wcześnie? Wróciliśmy do siebie dopiero kilka miesięcy temu. Myślisz, że jednak dzieje się to za szybko, Tesso? - pyta się mnie moja przyjaciółka. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy przez ostatnie dwa lata. Dało się wyczuć, że coś ją boryka, kiedy trzęsącymi się palcami zapinała moją suknię druhny.
- Nie sądzę. Razem wiele przeszliście przez ostatni rok przerwy. Za dużo nad tym myślisz - pocieszam ją. - Nieco o tym wiem - uśmiecham się.
- Denerwujesz się spotkaniem z nim? - pyta, a jej oczy skanują moją twarz.
Owszem. Jestem przerażona. Całkowicie spanikowana.
- Nie, nic mi nie będzie. Minęło tak dużo czasu - spoglądam na Karen, której wzrok tkwi na podłodze.
- Zbyt dużo czasu - matka Liama mówi pod nosem. Moje serce staje się ciężkie, na co odpycham każde ukłucie przypominające mi o nim.
Przełykam słowa, które mogłabym i powinnam powiedzieć.
- Możesz uwierzyć, że twój syn się dzisiaj żeni? - szybko zmieniam temat. Moje rozproszenie działa tak magicznie, że kobieta od razu się uśmiecha i zaczyna piszczeć i rozklejać się w tym samym czasie.
- Och, mój makijaż się rozmaże - uklepuje miejsca pod oczami, a jej jasnobrązowe włosy ruszają się wraz z jej kręceniem głową.
Rozbrzmiewające się pukanie ucisza całą naszą trójkę.
- Skarbie? - głos Kena jest delikatny i ostrożny. Oto co robi facetowi wejście do pokoju przepełnionego rozklejonymi kobietami.
- Abby się właśnie obudziła ze swojej drzemki - mężczyzna oznajmia swojej żonie po otwarciu drzwi, podtrzymując na biodrze swoją córkę. Jej ciemnobrązowe włosy i zielone oczy są tak uderzające, że rozświetlają każdy pokój, do którego wejdzie ta dziewczynka. - Nie mogę nigdzie znaleźć torby z pieluchami.
- Tam jest, obok krzesła - wskazuje. - Mógłbyś ją nakarmić? Mam wrażenie, że zwymiotuje na moją sukienkę cały swój posiłek - śmieje się Karen. - Nasza mała rozrabiaka przyszła coś za wcześnie - kobieta sięga po Abby, na co dziewczyna się uśmiecha, ukazując rząd malutkich ząbków.
- Mama - woła pyzate dziecko, wyciągając do niej swoje rączki. Moje serce mięknie za każdym razem, gdy słyszę jej głos.
- Cześć, mała Abby - dźgam ją w policzek, sprawiając, że chichocze. Co za piękny dźwięk. Ignoruję to współczucie, z którym patrzą na mnie Karen i przyszła żona Liama.
- Cześć - chowa swoją głowę w zagłębie szyi jej mamy.
- Jesteście, panie, już gotowe? Zostało nam tylko dziesięć minut, zanim muzyka zacznie grać - ostrzega Ken.
- W porządku z nim, prawda? Nadal chce mnie poślubić? - zmartwiona panna młoda pyta swojego przyszłego teścia.
Ken uśmiecha się, a jego oczy delikatnie marszczą się w kącikach.
- Tak, moja droga, oczywiście, że chce. Jest niezwykle podenerwowany, ale Harry rzuca mu tam swoje pięć groszy - wszyscy, łącznie ze mną, śmieją się na to stwierdzenie.
- Jeśli Harry pomaga mu ochłonąć, to lepiej będzie, jak odwołam miesiąc miodowy - panna młoda przewraca oczami w żarcie i kręci swoją głową.
- Lepiej się zbierajmy. Wezmę coś małego, żebym mógł karmić Abby, zanim się to wszystko zacznie - Ken całuje swoją żonę w usta, zanim zabiera z powrotem dziecko w ramiona i opuszcza pomieszczenie.
- Wszystko w porządku? - Karen i narzeczona Liama pytają jednocześnie.
- Tak. Proszę, nie martwcie się o mnie, nic mi nie jest - zarzekam. Nic mi nie jest i nic nie było przez ostatnie dwa lata.
Najgorsza część tego, że nic mi nie było to to, że nie równa się to ze szczęściem. Jest to neutralne stwierdzenie. Budzisz się każdego dnia i nosisz brzemię swojego życia, nawet często się śmiejąc, jednak nie nazwiesz tego radością. Nie równa się to z patrzeniem w przyszłość ani czerpaniu maksimum z każdej chwili. Ludzie, łącznie ze mną, piszą się na stwierdzenie 'Nic mi nie jest' i udają, że to zdanie równa się z 'W porządku', gdzie tak naprawdę tego nienawidzą i starają się wyrwać z tego stanu.
Dał mi posmakować życia, które jest poza tym stwierdzeniem i od tamtego momentu wciąż za nim tęsknię.
Nic mi nie było przez długi czas i nie mam bladego pojęcia, jak się teraz z tego wyrwać, jednak mam nadzieję, że pewnego dnia powiem 'Czuję się świetnie', zamiast 'Nic mi nie jest'.
- Gotowa, pani Payne? - uśmiecham się do szczęściary, która stoi tuż przede mną.
- Nie - odpowiada - ale będę, gdy tylko go zobaczę.

Harry's POV:

- Ostatnia szansa byś mógł się wycofać - mówię do Liama, gdy pomagam mu poprawić jego krawat.
- Dzięki, dupku - odpowiada, odpychając moje dłonie, by samemu spróbować sił przy krzywo zawiązanym materiale. - Nosiłem chyba ze sto krawatów w moim życiu i akurat ten jeden odmawia mi posłuszeństwa - denerwuje się, a ja mu współczuję. Chyba.
- No to nie zakładaj krawatu - proponuję.
- Nie mogę wyjść bez niego. Żenię się - przewraca oczami.
- I dlatego właśnie nie musisz go nosić. To twój dzień i to ty marnujesz na to wszystko kasę. Jeśli nie chcesz mieć krawatu, nie zakładaj pieprzonego krawatu. Kurde, jeśli to ja bym się dzisiaj żenił, ludzie mieliby szczęście, gdybym w ogóle założył spodnie od garniaka.
- W takim razie dzięki niebiosom, że się dzisiaj nie żenisz. Nawet bym nie przyszedł - śmieje się mój najlepszy kumpel, a jego palce ciągną za krawat.
- Oboje wiemy, że nigdy się nie ożenię - gapię się na siebie w lustrze.
- Może - oczy Liama spotykają się z moimi w odbiciu. - Wszystko w porządku? Jest tu. Twój tata się z nią widział.
Kurde, oczywiście, że nie.
- Taa, nic mi nie jest. Zachowujesz się tak, jakbym nie widział, że tu będzie. To twoja najlepsza przyjaciółka i świadkowa twojej narzeczonej. Wcale mnie to nie dziwi - oznajmiam. Ściągam swój krawat i podaję mu go. - Trzymaj, skoro twój to kupa gówna. Możesz mieć mój.
- Nie możesz, pasuje on go garnituru - krytykuje Liam.
- Dobrze wiesz, że masz cholerne szczęście, że w ogóle się w nim pokazuję - ciągnę za ciężki materiał leżący na moim ciele.
Liam zamyka oczy i oddycha sfrustrowany.
- Przypuszczam, że masz rację. Dziękuję za krawat.
- I za noszenie ubrań na twoim ślubie? - naciskam.
- Zamknij się - przewraca oczami i przebiega dłońmi wzdłuż rękawów, by naprostować swój garniak. - Co jeśli się nie pojawi? - pyta Liam.
- Pojawi.
- Ale co, jeśli nie? Czy jestem szalony, biorąc ślub tak wcześnie?
- Jesteś - przyznaję.
- Cóż, dzięki.
- Określenie 'szalony' nie znaczy, że zły - wytykam.
Obserwuje mnie. Jego oczy skanują moją twarz w poszukiwaniu wskazówki, którą mogę w każdej chwili mu podsunąć.
- Zamierzasz później z nią porozmawiać? - pyta.
- Nie wiem. Myślę, że fakt, iż nie pojawiła się na próbnym obiedzie, unikając mnie, jest wystarczającym potwierdzeniem, że nie chce się ze mną widzieć.
- Aczkolwiek się zmieniła. Udaje, że jest w porządku, ale wiem, że to nieprawda.
Jej szczęście jest najważniejsze, nie tylko dla mnie. Nawet świat wydaje się inny, gdy Tessa Young nie jest szczęśliwa. Spędziłem cały rok na wysysaniu z niej życia, jednocześnie sprawiając, że promieniała. Jest to pojebane i nie ma najmniejszego sensu dla kogoś obcego, jednak zawsze miałem i będę mieć wyjebane na resztę świata.
- Postaraj się nie zrobić żadnej scenki podczas ceremonii. Musicie pogadać. Mówiłem jej już o tym miesiącami.
- Pięć minut, chłopcy - głos mojego ojca rozbrzmiewa po drugiej stronie drzwi. Pomieszczenie jest małe i śmierci stara skórą czy kulkami na mole, lecz to dzień Liama. Poczekam do końca ceremonii, a potem sobie ponarzekam, albo po prostu skieruję się z tym do mojego taty. Podejrzewam, że to pewnie on płaci za to całe gówno.
- Gotowy, ty mały draniu? - pytam Liama po raz ostatni.
- Nie, ale będę, gdy tylko ją zobaczę.

Tessa's POV:

- Gdzie Robert? - Karen rozgląda się podczas małego weselnego przyjęcia. - Tesso? Wiesz, gdzie on jest? - pyta.
Wiedziałam, że powinnam była go ze sobą zabrać do kościoła. Nie chciałam po prostu, by się zanudził na śmierć, czekając na mnie, aż zrobię włosy i nałożę makijaż.
- Próbowałam do niego zadzwonić, ale nie odebrał. Jestem pewna, że nie długo się pojawi - mówię, nie wiedząc czy to prawda, czy też nie.
- Jeśli nie pojawi się w przeciągu następnych trzydziestu sekund... - nie słyszę reszty zdania, które mówi Karen. Jestem kompletnie rozproszona głosem Harry'ego. Wychodzi z długiego korytarza po mojej lewej, poruszając swoimi ustami wolno jak zawsze, podczas rozmowy z Liamem.
Jego włosy są o wiele dłuższe niż wyglądały na zdjęciach, które ostatnio widziałam. Nic na to nie poradzę, ale czytałam każdy możliwy artykuł o nim, bez względu na to, czy był on prawdziwy, czy też nie, i może, tylko może, wysłałam kilka niemiłych komentarzy blogerom, którzy pisali okropne rzeczy o nim, czy jego historii. Naszej historii.
Widok metalu w jego wardze mnie zaskakuje, nawet jeśli wiedziałam, że powrócił on na swoje miejsce. Już zapomniałam, jak dobrze to wygląda. Jego widok kompletnie mnie pochłania i przenosi do świata, w którym toczyłam o niego ciężką walkę i straciłam prawie wszystko, co miałam na mojej drodze tylko po to, by odejść bez tego, co tak bardzo staram się zwyciężyć, czyli Harry'ego.
- Potrzebujemy kogoś, kto pójdzie z Tessą, jej chłopak się nie pojawił - ktoś się odzywa. Na wspomnienie mojego imienia, Harry po chwili odnajduje mnie swoim wzrokiem. Na początku odwracam spojrzenie, opuszczając głowę i patrząc na moje szpilki wystające spod długiej sukni, która sięga ziemi.
- Kto może się przejść z druhną? Widzicie? Właśnie dlatego wszyscy powinni byli pojawić się na próbie - fuka organizatorka, przechodząc koło mnie.
- Ja to zrobię - Harry odzywa się, unosząc rękę. Wygląda solidnie i niesamowicie przystojnie w czarnym garniturze, gdzie ciemny tusz ukazuje się tylko pod białym kołnierzem. Odczuwam dotyk na moim ramieniu.
- Nie masz z tym najmniejszego problemu? - pyta Karen. Mrugam wielokrotnie, starając się zrozumieć, co się właśnie dzieje, aż w końcu staję się zakłopotana i zażenowana, że on nadal po tym wszystkim tak na mnie działa.
- Nie, oczywiście - kiwam głową, przeczyszczając moje gardło i odrywając wzrok od Harry'ego.
- Więc ustalone, idziemy. Pan młody staje na swoje miejsce, proszę - organizatorka klaszcze w dłonie, a Liam szybko kieruje się w stronę ołtarza, ściskając moją dłoń po drodze.
Wdech. Wydech. To tylko na kilka minut, a nawet mniej. Dam radę. Mogę z nim iść w stronę ołtarza.
Na ślubie Liama, oczywiście. Przez chwilę zmuszam się, by nie wyobrażać sobie innej opcji.
Harry bez słowa staje obok mnie, gdzie w tym samym czasie rozbrzmiewa się muzyka. Gapi się na mnie, wiem to, jednak nie potrafię się zmusić, by sprawdzić to kątem oka. Z tymi szpilkami, jestem prawie równa jego wzrostu. Stoi tak blisko mnie, że jestem w stanie wyczuć jego wodę kolońską, którą garnitur jest przesączony.
Mały kościół został przemieniony w piękne i skromne miejsce, a goście wypełnili niemalże każdy rząd siedzeń. Śliczne jaskrawe kwiaty, które niemal błyszczą w neonowych kolorach, pokrywają stare, drewniane ławki, a biały materiał jest zawieszony na każdym rzędzie.
- Jest nieco zbyt jaskrawo, nie sądzisz? Myślę, że klasyczna czerwień i białe lilie zrobiłyby swoje - Harry zaskakuje mnie, odzywając się. Bierze mnie pod swoje ramię, gdy organizatorka macha do nas, byśmy zaczęli iść w stronę ołtarza.
- Racja, lilie byłyby niesamowite. Jednak muszę przyznać, że miłe to. Obecny wystrój, oczywiście - gubię się w słowach.
- Twój doktorek się nie pojawił? - droczy się ze mną. Spoglądam na niego, oczekując, że będzie się uśmiechał i przedrzeźniał tymi swoimi zielonymi oczami. Jego szczęka jest bardziej zarysowana niż wcześniej, a w spojrzeniu nie ma tej natarczywej ostrożności.
- Uczy się w szkole medycznej, więc nie jest jeszcze lekarzem. Lecz racja, nie pojawił się. Ale przyjdzie, na pewno, po prostu się spóźnia - mówię. Wiem, że przyjdzie, nie zostawiłby mnie samą bez ostrzeżenia.
- Jak się macie? Minął już rok, prawda? - pyta, a jego głos zdradza emocję, którą tak bardzo stara się ukryć.
- Nie, tylko kilka miesięcy. Jeszcze daleko nam do roku - droga do ołtarza jest o wiele dłuższa, niż wyglądała. Nie mogę się zmusić, by zapytać go, czy się z kimś widuje. Nie wypytywałam się Kimberly o jego randki już przez ponad sześć miesięcy.
- Czyli nie dłużej niż było to z nami? - moje nogi się chwieją, na co Harry zacieśnia uścisk, by przywrócić mnie do pionu, zanim zaryję twarzą w biały, wyścielony dywan.
- Tak.
- Dobrze - odpowiada, utrzymując wzrok przed siebie, w miejscu, gdzie stoi Liam.
- Nosisz z powrotem kolczyk w wardze - zmieniam temat zanim kompletnie się upokorzę. Mijamy moją matkę, siedzącą cicho obok swojego męża Davida. Wygląda na nieco zmartwioną, jednak rzuca nam uśmiech, kiedy na nas spogląda. David pochyla się w jej stronę i szepcze coś na ucho, po czym kobieta z powrotem się uśmiecha, potakując głową.
- Wydaje się o wiele szczęśliwsza - szepcze Harry. Prawdopodobnie nie powinniśmy rozmawiać, idą w stronę ołtarza, jednak jesteśmy znani z tego, że robimy rzeczy, które nie powinny mieć miejsca.
Tęskniłam za nim bardziej, niż mógłby sobie wyobrazić.
- Masz rację. David niesamowicie na nią wpłynął.
- Wiem, mówiła mi.
Znowu momentalnie się zatrzymuję, a Harry z uśmiechem na twarzy pomaga mi kontynuować niekończący się chód w stronę ołtarza.
- Jak to?
- No twoja mama. Rozmawiałem z nią kilka razy. Przecież wiesz.
Nie mam bladego pojęcia, o czym on do mnie mówi.
Przyszła na spotkanie autorskie ubiegłej jesieni, podczas debiutu mojej drugiej książki.
Że co?
- Co powiedziała? - pytam. Mój głos jest zbyt głośny i kilku gości zaczyna się przez to na nas gapić.
- Potem pogadamy. Obiecałem Liamowi, że nie spapram jego ślubu - Harry rzuca uśmiech, gdy docieramy do ołtarza, a ja staram się, naprawdę staram, skupić się na ślubie mojego najlepszego przyjaciela, jednak nie potrafię oderwać wzroku i moich myśli od świadka.

Harry's POV:

Przyjęcie jest najgorszą częścią całego wesela. Wszyscy rozluźnili się nieco dzięki darmowemu alkoholowi i wysokiej jakości posiłkowi.
Ślub przebiegł idealnie. Pan młody ryczał bardziej niż panna młoda, a ja jestem z siebie dumny, że gapiłem się na Tessę tylko przez dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu. Słyszałem coś tam z przysiąg, przyrzekam. Ale o tym właśnie mówię. Patrząc na to, jak Liam tańczy ze swoją nową żoną, obejmując ją w talii, a ona notorycznie się śmieje do niego, podczas tańca, wesele przebiega całkiem spoko.
- Wodę gazowaną, poproszę, jeśli macie - mówię do kobiety za barem.
- Z wódką czy ginem? - pyta, wskazując na butelki alkoholu.
- Z niczym, samą wodę. Bez alkoholu - wyjaśniam. Gapi się na mnie przez chwilę, zanim potakuje i wypełnia czystą szklankę wodą i lodem.
- Tutaj jesteś - odzywa się znajomy głos, kiedy dłoń dotyka mojego ramienia. Vance stoi za mną ze swoją ciężarną żoną.
- Szukałeś mnie, co? - zaznaczam sarkastycznie.
- Nieprawda - Kimberly rzuca uśmiech, a jej dłoń spoczywa na ogromnym brzuchu.
- Trzymasz się? Bo wyglądasz, jakbyś miała się zaraz przez to przewrócić - spoglądam na jej opuchnięte stopy, a potem na jej kwaśną minę.
- Twoje 'to' to moje dziecko. Jestem w dziewiątym miesiącu, ale nadal mam krzepę, by przyłożyć ci z liścia - ostrzega mnie, w ogóle nie tknięta.
- Jeśli dasz radę sięgnąć zza swojego brzucha, to pewnie, że tak - droczę się z nią. Udowadnia mi, że się mylę i chwilę później, obrywa mi się w ramię na weselu.
Pocieram je, jakby rzeczywiście mnie bolało, na co się śmieje, a jej mąż wyzywa mnie od dupków za zadzieranie z jego żoną.
- Ładnie z Tessą wyglądaliście, kiedy szliście do ołtarza - stwierdza Vance.
Tracę oddech, więc przeczyszczam gardło, przeszukując ciemne pomieszczenie w celu znalezienia długich blond włosów, które grzesznie opadają na satynową suknię.
- Taa, miałem nie godzić się na żadną z tych chorych rzeczy, ale jej dupny chłoptaś się nie pojawił, więc nie miałem wyjścia.
- Już przyszedł - informuje mnie Kim. -  Poza tym, on nie jest jej chłopakiem. Nie mów mi, że złapałeś się na to? Spędza z nim trochę czasu, ale widać po ich zachowaniu, że to nic poważnego. Nie tak, jak jest to z wami.
- Było - przypominam jej.
Szczerzy się w moją stronę i kiwa głową w stronę najbliższego stolika obok baru. Tessa tam siedzi, a jej suknia błyszczy przez migoczące światła. Jej wzrok skupiony jest na mnie, lub może na Kimberly. Nie, patrzą się dokładnie na mnie, przez co szybko odwraca wzrok.
- Widzisz, tak jak mówiłam. Nie tak, jak jest to z wami - zadowolona z siebie i ciężarna, śmieje się moim kosztem. Wypijam całą wodę gazowaną, po czym wyrzucam kubek do śmieci, zanim zamawiam, tym razem, zwykłą wodę. Skręca mnie w żołądku... Zachowuję się jak jakaś jebana małolata, starając się nie zerkać na piękną dziewczynę, która skradła moje serce tyle lat temu.
Ona nie skradła mojego pierdzielonego serca. Znalazła je. To ona była tą osobą, która odkryła, że mam gdzieś w sobie serce, i je wydobyła.
Borykała się z tym i borykała, ale nigdy się nie poddawała. Znalazła moje serce i trzymała w bezpiecznym miejscu. Schowała je przed popieprzonym światem, a co najważniejsze, schowała je przede mną do czasu, aż byłem gotowy, by sam o nie zadbać. Starała się mi je zwrócić dwa lata temu, jednak moje serce nie chciało do mnie wrócić. Nigdy, przenigdy jej nie opuści.
- Wasza dwójka to najbardziej uparci ludzie, jakich kiedykolwiek spotkałem - stwierdza Vance podczas zamawiania wody dla Kimberly i lampki wina dla siebie. - Widziałeś się z bratem? - pyta mnie. Rozglądam się po pomieszczeniu, szukając Smitha i znajduję go kilka stołów dalej od Tessy, samego.
Wskazuję chłopaka, a Vance każe mi się dowiedzieć, czy nie chce czasem czegoś do picia. Jest wystarczająco duży, by samemu sobie coś, kurde, zamówić, jednak nie mam zamiaru siedzieć z tymi śmieszkami, więc podchodzę do pustego stolika i siadam obok mojego młodszego brata.
- Miałeś rację - mówi, spoglądając na mnie.
- W jakiej sprawie tym razem? - opieram się o wydekorowane krzesło i zastanawiam, jak Liam może to nazywać 'małym i skromnym' weselem, skoro każde siedzenie owinięte jest w jakąś pieprzoną zasłonkę.
- Że wesela są nudne - uśmiecha się Smith. Brakuje mu kilku zębów i tak się składa, że nie ma jednego z przednich. W jakimś stopniu jest uroczy za ten swój tęgi umysł i nieprzejmowanie się resztą świata.
- Mogłem się z tobą założyć - śmieję się, spoglądając z powrotem na Tessę.
- Ładnie dziś wygląda - stwierdza.
- Ostrzegałem cię przez lata, żebyś się do niej nie zalecał, dzieciaku. Nie każ mi z tego wesela robić pogrzebu - żartobliwie uderzam go w ramię, na co rzuca mi krzywy i szczerbaty uśmiech.
Mam ochotę podejść do jej stolika i zepchnąć tego doktorka z jego krzesła, bym sam mógł koło niej usiąść. Chcę jej powiedzieć, jak pięknie wygląda i jak dumny z niej jestem, że, jak dotąd, doskonale sobie radziła na NYU i niedługo kończy studia. Chcę widzieć, jak pozbywa się swoich wszystkich zmartwień, chcę słyszeć jej śmiech i widzieć jak jej uśmiech przewyższa wszystko inne w tym pomieszczeniu.
- Zrób coś dla mnie - pochylam się w stronę Smitha.
- Co takiego? - pyta.
- Musisz podejść tam i zagadać do Tessy.
- Nie ma mowy - rumieni się, przecząc szybko głową.
- No weź. Zrób to.
- Nie-e - co za uparty dzieciak.
- Pamiętasz ten zdalnie sterowany pociąg, który tak bardzo chciałeś, ale twój tata nie chce ci go załatwić?
- Taa? - okazuje zainteresowanie.
- Kupię ci go.
- Przekupujesz mnie, żebym z nią pogadał?
- Kurna! Oczywiście, że tak.
- A kiedy go kupisz?
- Jeśli poprosisz ją do tańca, kupię ci go w przyszłym tygodniu.
- O, nie, za taniec, to ma być jutro - negocjuje.
- Niech ci będzie - cholera, dobry w tym jest.
Spogląda w stronę stolika Tessy, później z powrotem na mnie. - Stoi - zgadza się, wstając. Dobra, to było proste.
Obserwuję jak podchodzi do niej. Uśmiecha się do niego uśmiechem, który, nawet z dwóch stolików dalej, odbiera mi powietrze z płuc. Daję mu około trzydziestu sekund, nim wstaję i podchodzę do stolika. Ignoruję doktorka siedzącego obok niej i odnajduję radość w tym, jak jej twarz rozjaśnia się, gdy staję obok Smitha.
- Tutaj jesteś - opieram dłonie na ramionach chłopca.
- Czy zatańczysz ze mną, Tesso? - pyta mój młodszy brat.
Ona jest zaskoczona, jej policzki w tym świetle rumienią się z zażenowania, ale znam ją i wiem, że mu nie odmówi.
- Oczywiście - uśmiecha się do niego i wstaje ze swojego miejsca. Jej chłopak również wstaje i pomaga jej. Uprzejmy dupek.
Obserwuję jak Tessa idzie za Smithem na parkiet, a ja jestem wdzięczny Liamowi i jego nowej żonie za wolne piosenki. Smith wygląda nędznie, a Tessa wygląda na zdenerwowaną, kiedy zaczynają tańczyć. 
- Jak się masz? - pyta mnie doktor, kiedy obaj obserwujemy tę samą kobietę. 
- Nieźle, a ty? - powinienem być miły dla tego faceta, w końcu spotyka się z kobietą, którą będę kochał do końca życia.
- Dobrze, jestem teraz na drugim roku medycyny.
- Więc zostało ci ile? Jeszcze z dziesięć? - uśmiecham się i zmiękczam swój podirytowany ton, kiedy on się śmieje, zgadzając się, że szkoła medyczna jest o wiele za długa.
Odprawiam się  i kroczę w stronę Smitha i Tessy. Ona zauważa mnie pierwsza i zastyga, kiedy spotykamy się wzrokiem.
- Mogę się wciąć? - pytam, łapiąc za tył eleganckiej koszuli Smitha, nim którekolwiek z nich mogłoby zaprzeczyć. Moje dłonie natychmiast przesuwają się na jej talię, opierając się na biodrach. Prowadzę, po czym zastygam przytłoczony tym, że moje palce dotykają jej.
Minęło za wiele czasu. Za wiele, od tej spontanicznej nocy w Nowym Jorku nieco ponad rok temu.
Muszę przestać myśleć o wydarzeniach z tamtej nocy, albo czymkolwiek innym z naszej przeszłości, i skupić się na niej w chwili obecnej, stojącej przede mną.
- Pomyślałem, że uratuję cię przed tańczeniem z nim, jest trochę niski. Okropny partner do tańca - mówię wreszcie, kiedy mogę wychylić swoją głowę z dupy.
- Powiedział mi, że go przekupiłeś - patrzę na zdrajcę, kiedy siada przy stole, znowu sam. - Zbliżyliście się do siebie, z tego co słyszałam - w jej słowach ukryty jest podziw, a ja nie mogę powstrzymać rumieńca wylewającego się na moje policzki.
- Tak, tak mi się wydaje - wzruszam ramionami. Jej palce zaciskają się na moich ramionach, a ja wzdycham. Dosłownie, kurwa, wzdycham, i wiem, że ona może to usłyszeć.
- Wyglądasz bardzo dobrze - mówi, przyglądając się moim ustom.
- Dobrze? Nie wiem, czy to coś dobrego - przyciągam ją bliżej do siebie, a ona mi pozwala.
- Bardzo dobrze. Przystojnie. Bardzo gorąco - ostatnie słowa wypadają z jej pełnych ust przypadkowo. Mogę to określić po tym, jak jej oczy się rozszerzają, a ona przygryza swoją dolną wargę.
- Jesteś najseksowniejszą kobietą w okolicy, zawsze byłaś.
Ona odchyla głowę do dołu, próbując skryć się w masie blond loków.
- Nie ukrywaj się, nie przede mną - mówię cicho.
Czuję nostalgię na wspomnienie znanych słów i widzę po jej wyrazie twarzy, że ona czuje to samo.
- Kiedy wychodzi twoja kolejna książka? - szybko zmienia temat.
- W przyszłym miesiącu. Przeczytałaś ją? Kazałem ci wysłać przedpremierowy egzemplarz.
- Tak, przeczytałam - mówi, a ja wykorzystuję okazję do przyciągnięcia jej do swojej klatki piersiowej. - Przeczytałam je wszystkie.
- I co myślisz? - kończy się piosenka, zaczyna się kolejna. Kiedy kobiecy głos wypełnia pomieszczenie, patrzymy sobie w oczy. 
- Ta piosenka - Tessa śmieje się lekko - oczywiście, że ją zagrają.
- Nie chciałem iść na tamten ślub - wspominam - poszedłem tylko, żeby cię uszczęśliwić, ale teraz jestem ci wdzięczny za naciskanie na mnie. Naprawdę - odgarniam luźny lok z jej oczu, a ona przełyka ślinę, powoli mrugając.
- Tak bardzo się cieszę z twojego powodu, Harry. Jesteś niesamowitym autorem, aktywistą na rzecz samo-rekonwalescencji i uzależnienia od alkoholu. Widziałam ten wywiad, który zrobiłeś z The Times o radzeniu sobie z nadużyciami jako dziecko - jej oczy zapełniają się łzami i jestem pewien, że jeśli spłyną po jej policzkach, mogę stracić całe opanowanie.
- To naprawdę nic - wzruszam ramionami, uwielbiając jej dumę z mojego powodu, ale czując winę za to, co jej się przydarzyło. - Nigdy nie oczekiwałem czegokolwiek z tego, musisz to wiedzieć. Nie chodziło mi o publiczne ośmieszanie cię drukując książkę.
- Nie martw się o to - uśmiecha się do mnie. - Nie była taka zła i wiesz, że pomogłeś wielu ludziom i wiele ludzi kocha twoją twórczość. Włącznie ze mną - Tessa rumieni się, a ja robię to samo. 
- Jeśli tak bardzo ci się podobały, dlaczego nie zadzwoniłaś po tamtej nocy? - powinienem poczekać, aż nie będziemy w miejscu publicznym, aby przywoływać tamtą noc, ale wydaje się, że nie potrafię trzymać buzi na kłódkę.
- Próbowałam kilka razy, ale to stało się takie trudne, aby być z tobą w kontakcie bez umawiania wizyty - marszczy brwi. - Tamta noc była okropna, a ja naprawdę nie chcę o niej rozmawiać. Ale jednak wszystko się udało, jesteśmy teraz na ich ślubie - śmieje się z nutą humoru. 
- To powinien być nasz ślub - wypalam. Jej stopy przestają się poruszać, a jakiś rodzaj połysku znika z jej pięknej skóry.
- Harry - wpatruje się we mnie.
- Theresa - droczę się. Nie żartuję i ona o tym wie. - Myślałem, że ta ostatnia strona zmieni twoje zdanie. Naprawdę tak myślałem.
- Zmieniła. Sprawiła, że chcę wyjść za ciebie i pobiec z tobą w stronę zachodzącego słońca, ale okoliczności zawsze były przeciwko nam. Wiesz to.
- Kto teraz troszczy się o okoliczności? Ty jesteś tu, w Waszyngtonie, na ten ślub, a ja jestem tu do przyszłego tygodnia, nim wylecę z powrotem do Chicago...
- Minęły lata, dosłownie - lata.
- Byliśmy razem w zeszłym roku, w Nowym Jorku - przypominam jej.
- Na jedną noc.
- Naprawdę dobrą noc - podburzam ją, jednak wewnątrz jestem poważny. Zobaczenie następnego ranka, że jej nie ma było jedną z najgorszych rzeczy w moim życiu. Myślałem, że zamierza dać mi kolejną szansę, ale zmieniła zdanie, znowu.
Nie mógłbym jej obwiniać.
- Czy mogę prosić wszystkich o uwagę? - odzywa się organizator ślubu przez mikrofon. Ta kobieta jest cholernie wkurzająca. Stoi na scenie w centrum pokoju, ale ledwo mogę ją dojrzeć znad stołu, jest taka niska.
- Muszę się przygotować do mojej mowy - pojękuję, przeczesując dłonią włosy.
- Będziesz przemawiał? - pyta Tessa, podążając za mną do wyznaczonego na przyjęcie weselne stolika. Musiała zapomnieć o doktorku, a ja nie mogę powiedzieć, żeby chociaż minimalnie mi to przeszkadzało. Uwielbiam to, naprawdę.
- Tak, jestem świadkiem, pamiętasz?
- Wiem - delikatnie poszturchuje moje ramię, a ja sięgam po jej nadgarstek. Planowałem przyciągnąć go do moich ust i złożyć pocałunek na nagiej skórze, ale jestem wytrącony z równowagi, widząc małe, czarne kółko w tym miejscu.
- Co to jest, do cholery? - przysuwam jej nadgarstek bliżej mojej twarzy.
- Przegrałam zakład w moje dwudzieste pierwsze urodziny - śmieje się.
- Naprawdę zrobiłaś sobie tatuaż z uśmiechniętą buźką? Co do diabła? - nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Malutka uśmiechnięta buźka jest taka niedorzeczna i tak słabo wykonana, że aż zabawna. Jednak żałuję, że nie mogło mnie tam być na jej urodziny.
- Rzecz jasna - potakuje z dumą, pocierając palcem po tuszu.
- Masz jeszcze jakieś? - pytam, mając szczerą nadzieję na odpowiedź przeczącą.
- Nie ma mowy. Tylko ten.
- Harry! - niska kobieta woła mnie i odciąga od zamiaru ucałowania nadgarstka Tessy, która odciąga swoją dłoń, ale nie z obrzydzenia, a z szoku, mam nadzieję. 
Podchodzę do sceny. Liam i jego żona siedzą u czoła stołu, a jego ręka jest opleciona wokół jej pleców. Jej dłonie spoczywają na jednej z jego. Ach, nowożeńcy... Nie mogę się doczekać, aż pewnego dnia zobaczę ich chcących odrąbać sobie nawzajem głowy.
Biorę mikrofon od organizatorki i odchrząkuję.
- Hej - zaczynam. Mój głos brzmi dziwnie jak cholera i po wyrazie twarzy Liama mogę odczytać, że spodoba mu się to. Kontynuuję:
- Zwykle nie lubię mówić przed ludźmi, kurde, zwykle nawet nie lubię przebywać wśród ludzi, więc załatwię to szybko - obiecuję sali wypełnionej weselnymi gośćmi. - Większość z was i tak jest prawdopodobnie pijana albo znudzona na śmierć, więc nie krępujcie się, możecie mnie zignorować. 
- Do rzeczy! - śmieje się małżonka Liama, trzymając kieliszek szampana. Liam przytakuje, a ja pokazuję im obojgu środkowy palec w obecności wszystkich. Tessa śmieję się i zakrywa usta z pierwszego rzędu. - Widzicie, zapisałem to, bo nie chciałem zapomnieć, co powiedzieć - wyjmuję z kieszeni pogniecioną serwetkę i rozkładam ją.
- Kiedy poznałem Liama, natychmiast go znienawidziłem - kontynuuję swoje wystąpienie. Wszyscy śmieją się, jakbym żartował, ale nie żartuję. Naprawdę go nienawidziłem, ale tylko dlatego, że nienawidziłem siebie.
- Miał wszystko, czego ja chciałem w życiu: rodzinę, dziewczynę, plan na przyszłość - kiedy spoglądam na Liama, uśmiecha się, ale jego policzki są delikatnie zaróżowione. Zwalę to na szampana. - W każdym razie, lata mijały, poznałem go, zostaliśmy przyjaciółmi, a nawet rodziną, a on nauczył mnie wiele o byciu mężczyzną, zwłaszcza w ciągu ostatnich dwóch lat podczas perypetii tych dwojga - uśmiecham się do Liama i jego panny młodej, nie chcąc zagłębiać się w depresyjne gówno.
- W tym momencie skończę. Właściwie to, co chciałbym powiedzieć: dziękuję ci, Liam, za bycie szczerym człowiekiem i dopiekanie mi, kiedy naprawdę tego potrzebowałem. W sumie podziwiam cię w jakiś popierdzielony sposób i chcę, żebyś wiedział, że zasługujesz na szczęście i małżeństwo z miłością twojego życia, bez znaczenia, jak wcześnie to się stanie - zgromadzeni ponownie wybuchają śmiechem.
- Nie dowiecie się, jak szczęśliwi jesteście, mogąc spędzić życie z drugą połówką swojej duszy, nim będziecie musieli je spędzić bez niej - odstawiam mikrofon od ust i kładę go na kolanach organizatorki wesela. Zauważam błysk srebra podążający przez tłum i spiesznie schodzę ze sceny, by za nią pobiec.
Kiedy wreszcie dopadam Tessę, otwiera drzwi do damskiej toalety. Znika w środku, a ja nie trudzę się rozglądaniem wokół, zanim wchodzę za nią do środka. Kiedy docieram do niej, pochyla się nad umywalką, jej dłonie spoczywają po obu stronach marmurowej misy. 
Spogląda w górę, w lustro. Ma czerwone oczy, policzki naznaczone łzami. Odwraca twarz w moją stronę kiedy orientuje się, że poszedłem za nią.
- Co to, do cholery, było!? - krzyczy, wyrzucając ręce w powietrze.
- Przepraszam? - ja również podnoszę głos.
- Nie możesz po prostu... - zaczyna. - Ty... - jest ewidentnie wkurwiona.
- Rozmawiaj ze mną. Jaki jest problem? To była tylko mowa - tłumaczę jej. Ona krąży po kafelkowanej podłodze, jej szpilki stukają o twarde podłoże.
- Nie możesz po prostu mówić o nas w taki sposób. O naszych duszach - kończy zdanie, chlipiąc.
- Dlaczego nie? 
- Bo... - wydaje się, że nie może znaleźć żadnego wyjaśnienia.
- Bo wiesz, że mam rację, tak? - podpuszczam ją.
- Bo nie możesz mówić tych rzeczy ot tak, publicznie. Ciągle robisz to też w wywiadach - układa dłonie na biodrach.
- Próbując zdobyć twoją uwagę - podchodzę do niej krok bliżej.
- Rozmowa przez telefon by nie zadziałała? - wykrzykuje. Starsza kobieta pospiesznie wychodzi z kabiny i opuszcza umywalnię nawet nie myjąc rąk.
- Dzwoniłem do ciebie, wiele razy. Ty dzwoniłaś do mnie wiele razy. Dlaczego ciągle ciągamy się w tę i z powrotem? Dlaczego nie możemy po prostu oboje przestać być upartymi dupkami i być razem? - pytam ją.
Jej nozdrza aż buchają i przez moment myślę, że może tupnąć nogą.
- Nie zadziałamy, nigdy nie działamy.
- Ale jesteśmy tutaj, znowu, razem w łazience na ślubie naszego najlepszego przyjaciela - rzucam jej wyzwanie.
- Nie przyszłam tutaj, żeby z tobą dojść, to ty za mną przyszedłeś - jej głos łagodnieje i nie może przeciwstawić się sposobowi, w jaki teraz na mnie patrzy.
- Więc chcesz, żebym na tobie doszedł? - próbuję rozluźnić atmosferę. 
- Nie, oczywiście, że nie - kłamie, oplatając ramionami klatkę piersiową.
- Więc dlaczego twoje serce tak pędzi? Dlaczego nie możesz przestać patrzeć na mnie, jakbyś chciała, żebym cię pieprzył na tym blacie? - sięgam do kołnierzyka mojej eleganckiej koszuli i odpinam dwa górne guziki. 
- Ja... - milknie. - To wyłącznie seksualne, tempo mojego serca nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek uczuciami, ani niczym - kłamie.
- Pewnie, pewnie  - wyciągam do niej ramiona. - Chodź tu - błagam.
Tessa zmusza się, krocząc w moje szeroko rozłożone ramiona, a ja ją przytulam. Posiadanie jej w swoich ramionach w ten sposób jest bardziej satysfakcjonujące niż jakikolwiek seks, który moglibyśmy uprawiać. Tylko posiadanie jej tutaj, wciąż przywiązanej do mnie w sposób, który tylko my dwoje rozumiemy, czyni mnie najszczęśliwszym sukinsynem w okolicy.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - mówię w jej włosy. Jej dłonie przesuwają się na moje ramiona, zsuwając z nich ciężką marynarkę i droga część garderoby upada na podłogę.
- Jesteś pewna? - pytam, trzymając jej piękną twarz w moich dłoniach.
- Zawsze jestem pewna przy tobie - przyznaje. Mogę wyczuć wrażliwość i słodką ulgę, kiedy przyciska swoje usta do moich, z trzęsącymi się wargami, oddychając powoli i głęboko.
Zbyt wcześnie, odsuwam się, a ona zabiera swoje dłonie z mojego paska.
- Tylko blokuję drzwi - zapewniam ją. Jestem wdzięczny za krzesła umieszczone w damskich miejscach zgromadzeń. Przysuwam dwa z nich do drzwi, aby powstrzymać kogokolwiek przed wejściem. 
- Naprawdę to robimy? - pyta mnie Tessa, kiedy pochylam się, by podwinąć jej długą do ziemi sukienkę aż do jej talii.
- Jesteś zaskoczona? - śmieję się i składam na jej ciele kolejny pocałunek. Jej usta smakują dla mnie jak dom, a ostatnio byłem daleko od domu, tak długo mieszkałem sam w Chicago.
- Nie - jej palce spieszą się, by rozpiąć moje spodnie. Wzdycham, kiedy chwyta mojego kutasa przez bokserki.
Minęło za dużo czasu, w cholerę za dużo.
- Kiedy po raz ostatni...? - zaczyna pytanie.
- Nie chcemy o tym rozmawiać - nakłaniam ją. - Nie chcę dowiedzieć się o tobie i o nim.
- My nie... - mówi. Odsuwam się, patrząc w jej oczy, by odnaleźć wyłącznie prawdę stojącą za jej wyznaniem.
- Naprawdę? - pytam, nawet jeśli mogę czytać z jej twarzy jak z otwartej księgi.
- Tak. Z nikim innym. Tylko z tobą - ściąga moje bokserki, a ja unoszę ją na blat, rozdzielając jej jędrne uda obiema rękami.
- Kurwa - przygryzam język kiedy odkrywam, że nie ma na sobie majtek.
- Pr - spogląda w dół, speszona.
- Wpędzisz mnie do grobu, kobieto - jestem twardy jak pierdolona skała, kiedy ona głaska mnie, a obie jej małe dłonie poruszają się w górę i w dół mojego przyrodzenia.
- Musimy się pospieszyć - kwili, desperacka i mokra, kiedy przesuwam swój palec po jej łechtaczce. Tess jęczy, jej głowa opada na lustro, a jej nogi bardziej się rozszerzają.
- Kondom? - pytam ją, ledwie zdolny do racjonalnego myślenia.
- Nie mogę... wiesz. To niemożliwe - mówi. Jej oczy napełniają się smutkiem.
Zamiast udzielenia jej odpowiedzi, wkładam w nią palec i pieszczę jej język swoim. Każdy pocałunek niesie ze sobą wyznanie: 
'Kocham cię'. Próbuję jej to okazać.
'Potrzebuję cię'. Ssę jej dolną wargę.
'Nie mogę cię ponownie stracić'. Wchodzę w nią i synchronicznie jęczymy, kiedy wypełniam ją.
- Tak cholernie ciasna - dyszę. Ośmieszę się dojściem w ciągu kilku sekund, ale to nie chodzi o moją satysfakcję seksualną, a o pokazanie jej i sobie, że jesteśmy prawdziwie nieodzowni dla siebie. Jesteśmy siłą, z którą nie można sobie poradzić, bez znaczenia jak mocno my, czy też ktokolwiek inny, próbuje zwalczyć.
Należymy do siebie, jest to prawdziwie niezaprzeczalne.
- O Boże - wpija paznokcie w moje plecy, kiedy wychodzę z jej ciepła i ponownie dobijam się do jej drzwi, tym razem zupełnie. Rozciąga się wokół mnie, jej ciało przystosowuje się, aby dopasować się do mnie, tak jak zawsze to robiło.
- Harry - Tessa jęczy w moją szyję. Czuję jej zęby napierające na moją skórę, kiedy moje spełnienie wspina się w górę mojego rdzenia kręgowego. Przesuwam jedną dłoń na jej plecy, przysuwając ją bliżej do siebie, lekko ją unosząc, by osiągnąć większy kąt wewnątrz niej, a drugiej dłoni używam do obmacywania jej pełnych piersi. Ona wylewa się ze swojej sukienki, a ja ssę gołą skórę w tym miejscu, tarmosząc jej twarde sutki za pomocą warg, jęcząc i wystękując jej imię, kiedy dochodzę w niej.
Moje imię wydobywa się niedługo potem, kiedy pocieram jej łechtaczkę, wchodząc w nią. Odgłos jej bioder uderzających o mnie i o blat jest dostatecznie podniecający, bym znowu stał się twardy. Po prostu minęło tak cholernie dużo czasu, a ona jest dla mnie najbardziej idealnym dopasowaniem. Jej ciało żąda mojego, kompletnie, kurwa, biorąc je w posiadanie.
- Kocham cię - mówi, dochodząc. Jej głos jest pełen napięcia, kiedy zatraca się ze mną, pozwalając mi siebie odnaleźć. Orgazm Tessy wydaje się nie kończyć, a ja nie mogę nic poradzić, po prostu tak cholernie to kocham. Jej ciało wiotczeje, opierając się na mnie. Ona opiera swoją głowę na mojej piersi, kiedy łapie oddech.
- Słyszałem to, wiesz? - składam pocałunek na jej oblanym potem czole, kiedy ona układa swoje usta w delirycznym uśmiechu.
- Jesteśmy bałaganem - szepcze, unosząc głowę, aby nasze oczy mogły się spotkać.
- Niezaprzeczalnym, pięknie chaotycznym bałaganem - koryguję ją.
- Nie stosuj na mnie tych wszystkich pisarskich sztuczek - droczy się, nie mogąc złapać oddechu.
- Nie odsuwaj się ode mnie. Wiem, że spotykasz się z tym kelnerem.
- Trzydzieści minut temu nazywałeś go doktorkiem - oplata mnie ramionami w pasie, a ja odgarniam jej włosy z czoła.
- Cóż, jest jednym i drugim. Ale e tej chwili jesteś moja, nie jego.
- Nigdy nie byłam jego. Jesteśmy przyjaciółmi. To wszystko.
Nie kłócę się, bo nie mam powodu. Jestem szczęśliwy, jestem w cholernej ekstazie, że ona jest tutaj ze mną, po całym tym czasie, w moich ramionach, uśmiechając się, drocząc i śmiejąc, a ja nie zamierzam tego rujnować. W ciężki sposób nauczyłem się, że życie nie musi być bitwą. Czasami jest dostajesz od początku gówniane rozdanie, a czasami spieprzasz na całej linii, ale zawsze jest nadzieja.
Zawsze jest kolejny dzień, zawsze jest sposób, by odpokutować za gówno, które uczyniłeś ludziom, których skrzywdziłeś i zawsze jest ktoś, kto cię kocha, nawet jeśli czujesz się jak gdybyś był zupełnie sam i po prostu dryfował, czekając na kolejne rozczarowanie - zawsze coś lepszego czeka w zanadrzu.
Ciężko to zobaczyć, ale tak właśnie jest. Tessa była tam, pod powłoką z bzdur i odrazy do samego siebie. Tessa była tam, pod okryciem mojego uzależnienia. Tessa była tam, pod moim rozczulaniem się nad sobą i moimi chujowymi wyborami. Była tam, a kiedy ja przebywałem swoją drogę tamtędy, trzymała mnie za rękę przez cały pieprzony czas. Nawet po tym, jak mnie opuściła, wciąż tam była, pomagając mi przez to przejść.
Nigdy nie straciłem nadziei, ponieważ Tessa jest moją nadzieją. 
Zawsze nią była i zawsze będzie.
- Zostaniesz dzisiaj ze mną. Możemy teraz wyjść. Tylko ze mną zostań - błagam ją.
Ona ponownie się pochyla, umieszczając piersi w sukience, po czym spogląda na mnie. Jej makijaż jest zupełnie rozmazany, a policzki są zaczerwienione. - Mogę coś powiedzieć? - pyta.
- A od kiedy pytasz o pozwolenie? - dotykam koniuszka jej nosa swoim palcem wskazującym.
- To prawda - uśmiecha się. - Nienawidzę tego, że nie próbowałeś bardziej.
- Próbowałem, ale... - zaczynam wyjaśniać. Ona unosi palec, by mnie uciszyć.
- Nienawidzę tego, że nie próbowałeś bardziej, ale to zupełnie niesprawiedliwe z mojej strony to mówić, bo oboje wiemy, że ja odsuwałam się od ciebie. Ciągle naciskałam i naciskałam, oczekując od ciebie za wiele i byłam taka wściekła za książkę i za całą uwagę, której nie chciałam, więc pozwoliłam, by to rządziło moim umysłem. Czułam się, jak gdybym nie była zdolna ci wybaczyć przez opinie innych ludzi, ale teraz jestem wściekła na siebie, że w ogóle ich słuchałam. Nie obchodzi mnie, co inni ludzie mówią o nas, czy też o mnie. Obchodzi mnie tylko to, co myślą o mnie ludzie, których kocham, a oni kochają i wspierają mnie. Chciałam tylko powiedzieć, że przepraszam za słuchanie głosów, które nie były częścią mojej głowy.
Staję, naprzeciwko umywalki, z Tessą wciąż siedzącą naprzeciw mnie, i nie odzywam się. Nie oczekiwałem tego. Nie oczekiwałem takiego zwrotu ani przeprosin. Przyszedłem na ten ślub, mając nadzieję na najwyżej uśmiech z jej strony. 
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Że mi wybaczasz? - nerwowo szepcze.
- Oczywiście, że ci wybaczam - śmieję się do niej. Czy ona zwariowała? Oczywiście, że jej wybaczam. - A czy ty mi wybaczasz? Za wszystko? Albo prawie wszystko?
- Tak - potakuje, sięgając po moją dłoń.
- Teraz naprawdę nie wiem, co powiedzieć - przeczesuję włosy dłonią.
- Może, że wciąż chcesz za mnie wyjść? - jej oczy są rozszerzone, a moje jakby miały zaraz wystrzelić prosto z oczodołów.
- Co?
- Słyszałeś mnie - rumieni się.
- Wyjść za ciebie? Nienawidziłaś mnie jakieś dziesięć minut temu? - ona naprawdę wpędzi mnie do grobu.
- Właściwie, to dziesięć minut temu uprawialiśmy seks na tym blacie - precyzuje.
- Naprawdę tak myślisz? Chcesz za mnie wyjść? - nie mogę uwierzyć, że ona to mówi. Nie ma, kurwa, sposobu, żeby to mówiła.
- Piłaś? - pytam ją, próbując przypomnieć sobie, czy czułem smak jakiegokolwiek trunku na jej języku.
- Nie, tylko lampkę szampana ponad godzinę temu. Nie jestem pijana, jestem tylko zmęczona zwalczaniem tego. Jesteśmy nieodzowni dla siebie, pamiętasz? - kpi ze mnie, używając okropnego angielskiego akcentu.
Całuję ją w usta, uciszając ją.
- Jesteśmy najmniej romantyczną parą, jaka kiedykolwiek istniała, wiesz o tym, prawda? - pytam ją, językiem przejeżdżając po jej miękkich wargach.
- Romantyzm jest przereklamowany, teraz na topie jest realizm - cytuje linijkę z mojej ostatniej powieści. 
Kocham ją. Kurwa, kocham tę kobietę tak cholernie bardzo.
- Wyjdziesz za mnie? Naprawdę? 
- Nie dzisiaj, ani nic takiego, ale pomyślę o tym - schodzi z blatu, poprawiając swoją sukienkę.
- Zmienisz zdanie, wiem o tym - poprawiam swój strój, próbując zrozumieć wszystko, co stało się w tej toalecie. Tessa w jakiś sposób zgadza się, by mnie poślubić. Ja pierdolę.
- Może tak, a może nie - wzrusza ramionami, uśmiechając się do mnie. 
- Vegas, jedźmy do Vegas w tej chwili! - wkładam rękę do kieszeni i wyciągam swoje kluczyki.
- Nie ma opcji, nie będę brała ślubu w Vegas. Jesteś szaleni.
- Oboje jesteśmy, kto się tym przejmuje?
- Nie ma mowy, Harry.
- Dlaczego nie? - apeluję, ujmując jej twarz w dłonie.
- Vegas jest piętnaście godzin jazdy stąd.
- Może coś bliżej, żebyś się nie rozmyśliła?
Tessa spogląda na mnie, a później na swoje odbicie w lustrze:
- Muszę nad tym pomyśleć. Zdecydowałam dopiero dwie minuty temu - widzę, jak detale przebiegają przez jej umysł, myśli za dużo. Zgoda, to małżeństwo, więc to jest nie do pojęcia.
- Nie sądzisz, że piętnastogodzinna jazda to wystarczająco długo, by to przemyśleć? - żartuję, odstawiając krzesła spod drzwi.
Szokuje mnie, odpowiadając:
- Tak mi się wydaje. 


KONIEC CZĘŚCI TRZECIEJ I OSTATNIEJ.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: Dla tych, którzy nadal pytają - tak, to jest ostatnia część After. Wielu z Was zadawało pytanie, czy będzie tłumaczona czwarta część, na co moja odpowiedź brzmi: została ona właśnie przetłumaczona. Jak wiecie, wattpadowa powieść była pierwotną wersją After i autorka, wydając książki, postanowiła, że podzieli trzecią część z Wattpadu na dwie książki w papierze, więc tak oto mamy rozwiązaną zagadkę czterech części After. Oprócz tego, książkowe zakończenie nieco różni się od pierwotnej wersji na Wattpadzie. Ci, którzy mówią jeszcze o piątej, bo widzieli, że Francja ma - podzielili oni czwarty tom na pół, dzięki czemu zarabiają na tym jeszcze więcej pieniędzy, dlatego mają pięć książek. Owszem, wyjdzie jeszcze dodatek do serii After, pt. Before, ale to nie jest piąta część! Będzie to prequel oczami Hardina. Mam nadzieję, że choć w najmniejszym stopniu rozwiałam Wasze wątpliwości. Na sam koniec zapraszam Was do przeczytania notki pożegnalnej, która następuje po tym poście :)

58 komentarzy:

  1. Piękne *.* popłakałam się

    OdpowiedzUsuń
  2. Płacze.😭😥😞

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu
    Będę tęskniła za Hessa
    Ale cieszę sie ze jednak ta historia konczy sie dla nich szczęśliwie

    OdpowiedzUsuń
  4. omg nie mogę uwierzyć, że to koniec
    zżyłam się z tym ff
    ale tak czy inaczej Hessa>>>>>>>>>>>>>

    OdpowiedzUsuń
  5. Będę za nimi tęsknić :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże nie mogę uwierzyć że to już naprawdę koniec matko boska tyle czasu tyle chwil i emocji, tak bardzo uwielbiam to opowiadanie że chyba zacznę czytać je od początku. Cudowne kocham tak bardzo 😍😍💕

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniec ::(to takie smutne kocham mocno

    OdpowiedzUsuń
  8. W sumie to nie takiego końca się spodziewałam... Dziękuje wam bardzo za przetłumaczenie jesteście super❤
    Ale no nieee to nie może się tak poprostu skończyć, Tood musi napisać więcej nooo bo nie przeżyję. Bardzo dziękuje za tłumaczenie
    ~❤AF4ever

    OdpowiedzUsuń
  9. ja cie! popłakałam się. to poprostu tak cudowna historia i oczywiście zakończenie nie mogło być inne!

    OdpowiedzUsuń
  10. koniec cudowny, fanfiction/ksiazka rewelacja <3 <3
    DZIEKUJEMY TOBIE I CALEJ EKIPIE ZA TLUMACZENIE <3 :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytalam to opowiadanie chyba od 150 rozdzialu ja no coz... troche sie na nim wychowalam czytam je od zawsze :D nadal pamietam jak je znalazlam bylam nim taka zafascynowana... tyle czasu poswiecone na Harrego i Tesse... boze nie wieze... Tyle sie nauczylam nie tylko dobrych ale takze zlych rzeczy ;D hahha ale jedyne co chce powiedzieć to jedno wielkie DZIEKUJE 💓💓💓 Powodowalas ze czasami nie spalam po nocach wyczekiwalam kolejnych części po prostu Dziękuję 💓💓💓

    OdpowiedzUsuń
  12. przeczytałam.
    Płacze kolejny raz. Płacze zupelnie jak czytaklam książkę i zakończenie wersji na stronie
    PIĘKNY POCZĄTEK
    PIĘKNE ROZWINIECIE
    PIĘKNE ZAKOŃCZENIE
    NIE MOGĘ SOBIE WYOBRAZIĆ ŻE TO JUŻ KONIEC.
    za nie długo, za kilka lat, kilkanaście lat na pewno przeczytam wszystko od początku
    DZIĘKUJE DZIEWCZYNY ZA TŁUMACZENIE
    HESSA NA ZAWSZE <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba nigdy nie ryczałem tak na rozdziale ! Dziękuje za twoje tłumaczenie ! Nie umiem uwierzyć ze to już koniec :')

    OdpowiedzUsuń
  14. sama nie wiem które zakończenie lepsze, książkowe ma dalszy ciąg który jest troszkę dłuższy i szkoda że tu go nie ma jednak jak dla mnie ksiązkowe zakończenie nie powinno zawierac juz tych wzmianek po 2 latach, po 4 latach po 10 latach. Warto jednak zajrzeć do książkowej wersji( mam elektorniczną) i doczytać jeszcze te pare zdań czy dotarli do vegas :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zaskoczyło mnie że minęło aż dwa lata od ostatniego momentu. Myślałam że Tess pobiegła za Harrym :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak bardzo się ciesze, że tak się skończyło. Nie mogę przestać płakać, mając świadomość, że to już koniec tej historii. Z dniem dzisiejszym kończy się codzienne sprawdzanie czy oby nie ma nowego rozdział u. Jestem Ci bardzo wdzięczna za tłumaczenie. <3

    OdpowiedzUsuń
  17. nie wierze ze to koniec

    OdpowiedzUsuń
  18. JA TU BYŁAM PRZEKONANA ŻE ONI Z TĄ KSIĄŻKĄ WYLECĄ A TU TAKI SUPRAJS ! hahahah
    jeeejku jak ja będę za nimi tęsknić! piękna historia, pokochałam ją. bardzo ci dziękuje za tłumaczenie, gdyby nie ty to nigdy nie poznałabym Hessy :')

    @yourparadisexx

    OdpowiedzUsuń
  19. JAKIE ZAKONCZENIE! TAKA NIESPODZIANKA !

    badzo ci dziękuje za tłumaczenie, jedno z najlepszych ff jakie czytałam
    @yourparadisexx

    OdpowiedzUsuń
  20. W tym momencie moje życie straciło sens </3

    OdpowiedzUsuń
  21. O MOJ BOZE NIE WIERZE ZE TO JUZ KONIEC.. TAK BARDZO JESTEM SZCZESLIWA ZE WSZYSTKO SUE DOBRZE SKONCZYLO. NIE WIEM JAK WYTRZYMAM BEZ TESSY I HARRYEGO. Z CALEGO SERCA DZUEKUJE CI ZA TLUMACZENIE. TO BYLO NAJLEPSZE FF NA SWIECIE XX

    OdpowiedzUsuń
  22. Zdecydowanie zakończenie w stylu Tessy i Harrego haha. Jedzmy do Vegas baby :d szkoda że to już koniec ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec! Dziękuję za każdą poświęconą chwilę na tłumaczenie, jest to jedne z tych fanfiction, których się nie zapomina. Kocham xx

    OdpowiedzUsuń
  24. Dzięki bardzo miło spędzałam czas czytając jesteś wielka ☺

    OdpowiedzUsuń
  25. Jestem tak rozemocjonowana i na razie w szoku, że to już koniec, że napiszę tylko tyle: dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  26. bardzo dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  27. O mój Boże! Nie wierze ze to juz koniec :( pamiętam jak 2 lata temu znalazłam to fanfiction z 10 rozdzialami, czytałam kazdy rozdzial, wchodziłam codziennie, żeby zobaczyć czy jest nowy.... Jak ten czas szybko zleciał... Kocham to opowiadanie całą sobą i na pewno będę czytać jeszcze raz i znowu i znowu. Uhh jak fajnie że tutaj jest to szczęśliwe zakończenie :p Czuję, że chyba będę płakać, to nie może być koniec :'(

    Zdecydowanie najlepsze opowiadanie w sieci, najlepsza historia jaką w życiu czytałam :') Dzięki wielkie za czas, który poświęciłaś na tłumaczenie dla nas. Jesteś wielka! <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Jezu, czytam ten rozdział chyba 10 raz i za każdym razem ryczę :'( Nie mogę uwierzyć, że to już koniec <3
    Mimo wszystko cieszę się, że skończyło się właśnie tak, chociaż byłam pewna, że po tej ostatniej stronie książki Harrego, Tessa za nim pobiegnie i będą żyć długo i szczęśliwie, razem. A tu proszę :')
    Zaczynając czytać ten rozdział byłam pewna, że chodzi o ślub Tessy i Harrego, a potem dopiero zrozumiałam, że to Liam się żeni. Chyba wolałabym, żeby to był ślub Hessy :') Uwielbiał Liama, ale Hessa to moje życie <3
    A tak w ogóle, możecie mnie zabić, ale nie mam pojęcia z kim Liam w końcu wziął ten ślub :D :')
    HESSA NA ZAWSZE! <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Te ff bylo najlepsze na swiecie nie moge uwierzyc ze to juz koniec. Dziekuje ci bardzo za tlumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Co ja będę czytać...nieeeeee to.nie może się skończyc...nie wierzę w to
    @middleofmyworld

    OdpowiedzUsuń
  31. RYCZE KURDE TO NAJPIEKNIEJSZE FF NA SWIECIE. TAK CUDOWNKE OPISANE, TLUMACZENKE GENIALNE... PO PROSTU PLACZE I TYLE. NIE RAZ BEDE WRACAC DO TEGO FF I CZYTAC ZA KAZDYM RAZEM.

    OdpowiedzUsuń
  32. Jakie jest zakończenie w książce, bo nie czytałam jeszcze tej ostatniej części? :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Omg :') teraz tylko czekać do gwiazdki, kiedy dostanę serię papierowego After i poznam oficjalne zakończenie ♡

    OdpowiedzUsuń
  34. Jeju nie mogę uwierzyć że to już koniec:'( Ale dobrze że skończyło się szczęśliwie:) Dziękuję że to dla nas tłumaczyłaś!:* ❤

    OdpowiedzUsuń
  35. Co to już koniec? Co ja będę teraz robić? After jest to bardzo ciekawa opowieść .Bardo Ci dziękuję za przetłumaczenie. Niestety szkoda ,że to koniec. Na przetłumaczenie tego opowiadania musiałaś pewnie poświęć dużo czasu . jesteś WIELKA , a to było wspaniałe. Jeszcze raz dziękuję za przetłumaczenie♥♥♥♥♥:)

    OdpowiedzUsuń
  36. od początku płakałam.. ostatni..
    After czasami irytowało, nudziło, wzruszało, dawało powód do radości.. ale zawsze byłam i czytałam. to niesamowite jak długą drogę przeżyłam z Hessą. piękne i prawdziwe. pozwalałam sobie przeżyć to co oni.. świetne. dziękuję za całe tłumaczenie i wytrwałość ♡ ;*
    @xforxyoux

    OdpowiedzUsuń
  37. CZEMU TO JUŻ KONIEC? ;___;
    nie, nie, nie
    co ja teraz będę robić? :C
    kocham to najmocniej na świecie ;_;
    omg, ja nie chcę, nie ;_;

    OdpowiedzUsuń
  38. Najlepsze FF, wylałam tak dużo łez czytając ich opowieść, będzie brakowało mi Hessy: c Dziękuje Ci bardzo za tłumaczenie xx

    OdpowiedzUsuń
  39. Dziękuję za tłumaczenie, owszem przykro mi i prawie płakałam przy tej części, ale szczerze mówiąc liczyłam na ciut inne zakończenie. :( ❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  40. Co ja teraz zrobię ze swoim życiem? To była najbardziej burzliwa para o jakiej czytałam. Świetne fanfiction, na pewno kiedyś do niego wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  41. Ciagle caly czas tutaj zagladam z nadzieja, ze zastane nowy rozdzial, bede tesknic za nowymi rozdzialami, dziekuje, ze poswiecalyscie czas zeby tlumaczyc fanfiction, co do rozdzialu- uwielbiam go, tak bardzo w stylu harry'ego i tessy, szkoda, ze nie bedzie dalszych rozdzialow np z ich slubu, dalszego zycia, serio nede tesknic i jestem pewna, ze jeszcze nie raz przeczytam aftera
    pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  42. Czekałam na to. Nie spodziewałam się, ale czekałam. Moje małe serduszko jest zaskopojone. Cos wspaniałego ❤️

    OdpowiedzUsuń
  43. Wydanie papierowe ma totalnie inne zakonczenie, bo faktycznie jest poprostu dalszy ciag tego rozdzialu i bardzo zaskokujacy epilog z happy endem

    OdpowiedzUsuń
  44. nie pamiętam kiedy ostatni raz skomentowałam jakiś rozdział ale wypadałoby zostawić ten ostatni.. o afterze powiedziała mi moja koleżanka.. było wtedy może z 80 rozdziałów i przeczytałam je jak w maratonie po nocach w szkole w domu aż byłam na bieżąco. after to był jeden z pierwszych dobrych ff jakie czytałam. płakałam przy tym niezliczoną ilość razy i ciągle wyzywałam jaka to tessa jest zjebana albo harry to jakiś jebany palant ale coś w nich było.. nie dałam rady nie płakać kiedy sie kłócili kiedy sie rozstawali, kiedy ona wybaczyła mu zakład kiedy później i tak sie rozstawali przez jakieś tajemnice albo głupie gadanie harry'ego typu "dobije ją żeby czuła sie gorzej niż ja" ten ff czytałam po angielsku do samego końca i później stwierdziłam, że poczekam aź tłumaczenie sie skończy. tyle emocji, tyle czasu ile ten ff był tłumaczony i ilekroć mówiłam że after to żart czy opera mydlana która sie ciągnie jak moda na sukces albo to jakieś trudne sprawy ale to jeden z ff który nie ważne ile ma rodziałów i czy znam fabułe już na pamięć ze szczegółami to i tak kiedyś tu jeszcze wróce. trzeba mieć dobry łep do takich pomysłów i wow anna szacunek. nie wiem czy ujełam wszystko co chciałam ale dalej mi sie chce płakać mimo, że jest happy end. susie

    OdpowiedzUsuń
  45. Pfff... To było wiadomo od początku że oni będą razem są dla siebie po prostu stworzeni
    A tak na serio to płacze ze to juz koniec "After" <3
    Przeżywałam razem z nimi każdą ich kłótnie, każde godzenie się no i każdą scenę +18 rzecz jasna :D
    Będę za tym tęskniła to było najlepsze opowiadania jakie czytałam
    Teraz tylko kupić książki i będzie okey <3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz jak się one nazywają? :(

      Usuń
  46. Dziękujemy za tłumaczenie . Dziewczyny - wersja książkowa ma jeszcze 10 io stronicowy prolog a w nim kolejne 11 lat w pigułce

    OdpowiedzUsuń
  47. Można kupić książki przetłumaczone na polski? I jak się nazywa autorka książki? Pilnie proszę o odpowiedź :( :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham tą książkę! Anna Todd jesteś wielka!!! :-)

      Usuń
  48. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec :o uwielbiam to opowiadanie, Angie dzieeeeeeeeeekuje za to ze podjęłas się tłumaczenie :* mam nadzieje, ze kiedyś się zobaczymy xd buziaki

    OdpowiedzUsuń
  49. After. Pierwsze dobre ff jakie czytałam i to po nim otworzyłam się na kolejne opowiadania. Mogę śmiało powiedzieć, że TO opowiadanie jest,było i będzie moim numerem jeden. I choć ostatni rozdział przetłumaczony właśnie przez ciebie czytałam miesiąc temu i kompletnie od uzależniłam się od tej serii, teraz to wszystko wróciło z podwojoną siłą. Gdy czytałam ten rozdział płakałam z wrażenia o tym jak główni bohaterowi się zmienili. Na początku czytania pomyślałam: ,, Boże dlaczego nasza Hessa zmarła?''. ( Oczywiście nie dosłownie bo to nie osoba )Pod koniec tego rozdziału znów płakałam i czułam ogromny nie dosyt chciałam więcej. Gdy Tessa powiedziała:,, Tak''. Automatycznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech i myśl: ,, Hessa zmartchwychwstała!''. Tak dużo uczuć przeżywałam czytając After'a. A gdyby nie to tłumaczenie ( bo angielskiego nie znam na tyle dobrze ) podejrzewam, że nie poznałabym tak wiele, także dobrych fanfiction. A co gorsze nie zżyłabym się znów tak bardzo z opowiadaniami, książkami i blogami. Chciałam bardzo podziękować, ponieważ przez takie NIBY małe tłumaczenie tak wiele zyskałam i choć brzmi to przynajmniej śmiesznie... Tak właśnie jest. Nie wiem czy chociażby przeczytasz ten komentarz bo jest ich przecież tak dużo. Jeszcze raz dziękuję. Teraz jestem na miejscu gdzie sama założyłam bloga o fanfiction ( tak także o Harry'm . Życze Ci wszystkiego dobrego, a przy okazji tego, abyś przetłumaczyła kolejne genialne opowiadanie.
    - Ze łzami w oczach April

    OdpowiedzUsuń
  50. jezu kocham to <3

    OdpowiedzUsuń