niedziela, 15 lutego 2015

Walentynki Hessy.

Uwaga! Rozdział zawiera sceny erotyczne przeznaczone dla osób pełnoletnich. Czytając, robisz to na własną odpowiedzialność. Jeśli nie, możesz spokojnie ominąć notkę.


Liam's POV:

- Mam nadzieję, że Danielle otrzyma kwiaty, które jej wysłałem - mówię Harry'emu. On wydaje się mnie nie słuchać, zresztą jak zawsze. Znowu rzucam okiem na ekran komputera, by sprawdzić status trzech tuzinów róż, które wysłałem mojej dziewczynie.
Witryna zapewnia mnie, że zostaną do niej dzisiaj doręczone, ale mówimy o Nowy Jorku i jestem pewien, że mają na ten dzień miliony zamówień. Walentynki to najbardziej pracowity dzień w kwiaciarniach i prawdopodobieństwo popełnienia błędu jest większe. Może powinienem do nich zadzwonić i wyjaśnić, że jestem po drugiej stronie kraju oraz, że zrobię wszystko, by te kwiaty zostały dzisiaj dostarczone do drzwi tej pięknej dziewczyny? Żałuję, że nie będzie mnie przy niej, by zobaczyć jej promienny uśmiech, kiedy otworzy kartkę, i usłyszeć jej śmiech, kiedy przeczyta ten prosty, ale słodki wiersz, który na niej wydrukowałem.
- Kwiaty? Po co? - Harry spogląda na dziurę w swoich dżinsach.
- Walentynki - wyraz jego twarzy mówi mi, że nie ma pojęcia o dzisiejszym święcie. - Dzisiaj są Walentynki. Nie podarowałeś nic Tessie? - pytam, chociaż już znam odpowiedź.
Tessa jest na dole z moją mamą, gdzie pieką coś, co wypełnia cały dom zapachem cynamonu. Uwielbiam to, że kocha spędzać czas z moją mamą, zwłaszcza teraz, kiedy potrzebuje jak najwięcej miłości i wsparcia. Nie chcę się w to bardziej zagłębiać, muszę po prostu myśleć pozytywnie i wszystko będzie dobrze.
- Cholera - Harry burczy.
- Nic jej nie dałeś? - pytam ponownie. Wiedziałem, że tego nie zrobi, a ona nawet nie wspomniała mi o tym święcie.
- Nie, nie zdawałem sobie sprawy, że to dzisiaj. Walentynki to zdecydowanie najbardziej popierdolone święto na świecie. Co jest sensownego w dawaniu kwiatów tylko tego dnia? - skarży się.
- A to, że raczej nie często obdarowujesz ją nimi, prawda? - sarkastycznie odpowiadam. Zapewne powinien poczekać, aż sobie pójdzie, żeby dać Tessie misia i czekoladki, które dla niej kupiłem.
- Spierdalaj.
- Jest ledwie południe, zawsze możesz iść i jej coś kupić - proponuję. - Mógłbym ci pomóc.
- Nie potrzebuję twojej pomocy - wstaje i przechodzi przez pokój. - Skąd mam wiedzieć, co jej kupić? Tessie nie spodobają się kwiaty, albo coś równie tandetnego i powierzchniowego.
Nie mogę nic na poradzić, ale śmieję się na jego bezpośrednią uwagę. Z dnia na dzień, jestem coraz mniej rozdrażniony jego niegrzecznymi komentarzami i skrzywionymi spojrzeniami. Przejmuję się nim, tak jakby był moim bratem, chociaż wiem, że on nie żywi wobec mnie tych uczuć. Tak długo jak stara się lepiej traktować Tessę, to nie mam z nim problemu.
- Cóż, czasem kobiety lubią tandetne upominki - wyciągam misia z dolnej szuflady mojego biurka i pokazuje mu.
- Nie, dzięki. Jestem już zajęty - mówi, uśmiechając się do mnie jak sarkastyczny dupek jakim zresztą jest.
- To nie jest dla ciebie. To dla Tessy - mówię mu i patrzę jak jego uśmieszek znika za dźwiękiem jej imienia.
- Słucham? Nie, kurwa, to nie może być prawda - wyrywa misia z moich rąk i marszczy nos, jakby ta słodka przytulanka była jakąś zarazą.
- Tak, to prawda - wstaję i biorę od niego zabawkę, zanim wyrwie jej głowę albo coś.
- Dlaczego w ogóle kupiłeś coś mojej dziewczynie na Walentynki? - podnosi swój głos i wpatruje się we mnie.
- Ponieważ jest moją najlepszą przyjaciółką, wyraźnie jest tu napisane 'Dziękuję za bycie najlepszym, niedźwiedzim przyjacielem', o, tutaj - wskazuję na małe serduszko, umieszczone na klatce piersiowej tego wypchanego zwierzęcia. Wiem, że to na niewiele się zda, bo jeśli chodzi o Tessę, Harry jest najbardziej samolubną osobą na świecie.
- Nie dasz jej tego - znowu wyrywa mi misia. Chcę mu powiedzieć, by nie zachowywał się jak rozpieszczone pięcioletnie dziecko, ale zrozumiałem, że teraz nie jest czas na nieuzasadnioną braterska radę.
- Nie musisz być taki zaborczy. Jestem jej najlepszym przyjacielem i będzie na ciebie wściekła, jeśli urwiesz głowę misiowi, który miał być dla niej - wskazuję na zabawkę.
- Jesteś taki okropny. Nie jestem przecież zaborczy - wywraca oczyma i rzuca zabawkę na łóżko. Uważam, że to jest zabawne, że twierdzi, iż jestem okropny, a pomimo tego, spędza ze mną czas, kiedy Tessa piecze coś z moją mamą. Zaczyna bardziej mnie tolerować, wiem to.
- Nie jesteś zaborczy? - wybucham śmiechem. - Zawsze jesteś zaborczy! - wiem, że Harry jest dobry w zaprzeczaniu wszystkiego, ale to niemożliwe, że nie widzi jaki jest wobec niej zazdrosny.
- Cóż, nie wiesz, jakie to jest uczucie, kiedy w końcu masz coś na własność. Ona jest wszystkim co mam, dobrze? Więc pieprz się wraz ze wszystkimi, którzy mają problem z moja zaborczością. Pogadamy, kiedy spędzisz życie sam i nieszczęśliwy, a potem wreszcie znajdziesz kogoś, kogo kochasz, to wtedy dopiero będziesz mógł się skarżyć na moją zaborczość.
Nie argumentuję, bo w jego dziwny sposób, to ma sens i jestem usatysfakcjonowany jego odpowiedzią. Oprócz nazwaniem Tessy 'czymś', ponieważ ona nie jest obiektem, tylko piękną dziewczyną, która zasługuje na wszystko, co najlepsze, ale teraz odpuszczam, bo wiem, jak musiał się wysilić, by to powiedzieć.
- Teraz muszę iść jej coś wykombinować, bo ty musiałeś kupić jej tego głupiego misia.
- I słodycze - dodaję, by tylko go wkurzyć.
- I te cholerne słodycze - jęczy, na co się śmieję.
- To nie jest śmieszne, dupku. To wszystko twoja wina - ponownie siada na krawędź mojego łóżka.
- Z chęcią wezmę na siebie całą winę, jeśli to tylko spowoduje, że zrobisz coś, by uczynić Tessę szczęśliwą - wydaje się, że moje słowa jakoś na niego podziałały, bo wyraz jego twarzy jest miły, nie okala jej rozdrażnienie, które zazwyczaj widuję.
- Myślę, że w pewnym sensie masz rację - przyznaje rację, w swój własny, odrębny sposób.  - Nadal nie mam pojęcia, co jej do cholery kupię, ale jeśli to ma ją uszczęśliwić, spróbuję coś sensownego wymyślić.
Jego odpowiedź dokładnie odzwierciedla to, dlaczego wspieram Tessę, jeśli chodzi o Harry'ego. Wiem, że nie jest perfekcyjny, daleko mu do tego, ale się stara. Naprawdę się stara. Widzę to w jego oczach, słyszę w jego głosie. Nie ma sposobu, by Harry nie był lepszą osobą dla Tessy, ponieważ kiedy ktoś cię kocha i wierzy w ciebie, tak jak ona w niego, to nie ma szans, by ten proces się nie powiódł.

Harry's POV:

Dwie godziny.
To czas, jaki zmarnowałem na spacer po centrum handlowym w celu znalezienia idealnego prezentu dla Tessy z okazji Walentynek. Oczywiście tak się nie stało. Cały budynek był wypełniony dupkami, którzy tak samo jak ja, czekają do ostatniej minuty z prezentem dla swojej dziewczyny. Na dodatek jeszcze nie mogłem znaleźć niczego, co byłoby warte Tessy.
Kupienie dla niej gigantycznego misia, czy wypchanej małpki, wydaję mi się wręcz obraźliwe. Tessa jest za dobra na tandetne, bezsensowne gówna takie jak to i wiem, że woli słone przekąski, niż te słodkie, więc nie widzę sensu w kupowaniu dla niej paczki czekoladek, kiedy wiem, że i tak zjem większość cukierków.
- Poczekam na nią tutaj i powiedz, by się pospieszyła - mówię do Liama, kiedy wjeżdżamy na podjazd mojego ojca.
- Jasne - zgadza się i parę sekund później znika wewnątrz dużego domu.
Gdyby zachowywała się jak te dziewczyny w telewizji, to byłbym przygotowany na to głupie święto. Jeśli zostawiłaby katalog z biżuterią na stoliku od kawy, czyli w miejscu, gdzie na pewno, bym go dostrzegł, to miałbym coś dla niej.
Moje rozczarowanie względem siebie wzrasta, kiedy wychodzi przez drzwi z tym głupim misiem i czekoladkami. Wiem, że są tylko przyjaciółmi, ale nie jestem zadowolony z tego, że dał jej prezent, podczas, gdy ja nic dla niej nie mam. Liam wie, że trzeba dać dziewczynie upominek, czy wysłać kwiaty, więc nie musi mieć nawet tego w nawyku.
- Fajny miś - mamroczę, wiedząc, że brzmię jak pieprzone dziecko, ale mam to w dupie.
- Jest uroczy, co nie? To było słodkie z Liama strony, że mi go podarował, ale poczułam się jak idiotka, bo nie pomyślałam, by mu coś kupić - mówi, podziwiając to głupie zwierzę w swoich dłoniach.
- Nic ci nie kupiłem - mówię, by mieć to z głowy i zanim jeszcze sama to ze mnie wyciągnie.
- Wiem - odpowiada. Patrzę na nią, by odczytać jej wyraz twarzy.
- Próbowałem coś znaleźć w centrum handlowym, ale wszystko było takie absurdalne i nie mogłem nic znaleźć. Wszystko było różowe, czerwone, plisowane, więc nie chciałem...
- Jest okej - uśmiecha się, umieszczając palce na moich ustach, by powstrzymać mnie od tłumaczeń. - Naprawdę, jest w porządku. I tak nie przepadam za Walentynkami - mówi.
- Na pewno? Ponieważ Liam coś ci dał, a ja nie i teraz czuję się jak ostatni osioł - mówię przez palce.
- Tak, jestem pewna. Wiesz, że nie obchodzą mnie kwiaty oraz, że wolę popcorn albo pizzę niż słodycze - uśmiecha się i spogląda w dół na pudełko czekoladek na jej kolanach. - Wszystko jest okej, przysięgam, to urocze, że poszedłeś do centrum handlowego z Liamem, by coś mi poszukać.
- Urocze? Nie jestem uroczy, kochanie - powoli przesuwam kciukiem po jej ustach, myśląc o tych wszystkich niegrzecznych rzeczach, które mógłbym zrobić z jej ustami.
- Owszem, jesteś - przełyka ślinę, wyczuwając intencję wynikająca za moimi słowami i dotykiem - I ja też nic dla ciebie nie mam. Jej głos jest niski, seksowny i uwodzicielski, chociaż w ogóle się nie stara. Przed nią pieprzyłem mnóstwo dziewczyn i robiłem mnóstwo rzeczy, na które brzuch wykręcał mi się z podekscytowania, ale przy niej czuję się jakby każda część mnie miała bezpośrednie połączenie z penisem. Każdy najmniejszy komentarz, dotyk, a nawet rzut oka doprowadza mnie do ciężkiego stanu.
- Coś chodzi mi po głowie - dogryzam jej i zatrzymuje swoje powolne pieszczoty.
- Tobie zawsze coś chodzi - uśmiecha się, ale widzę jak się rumieniu, więc wiem, że myśli o tym samym co ja.
- O obciąganiu mi na podjeździe mojego ojca? Ooo, kochanie, to takie romantyczne - dalej ją drażnię, ponieważ kocham ten sposób w jaki jej chichot wypełnia wnętrze mojego samochodu.
- Chciałbyś - wywraca oczyma. - Jedźmy do domu. Zrobię wcześniejszą kolacje - niecierpliwie trąca moje ramię.
- Potem obciąganie? - uruchamiam pojazd i śmieję się, kiedy uderza mnie ponownie w ramię i nazywa zboczeńcem.

***

- Co to jest? - Tessa marszczy nos na różowo-czerwono-czarny koktajl, który stoi przed nią.
- To koktajl mleczny. Walentynkowy koktajl mleczny - odpowiadam. Ten pomysł brzmiał lepiej, kiedy przeczytałem o nim w internecie. Pisało, że wszystko co muszę dodać to czerwony barwnik i nie sądziłem, że dodanie trochę czarnego barwnika, by go przyciemnić zrobi taką straszną różnicę, która wyjdzie mi na złe.
Mieliśmy trochę lodu w zamrażarce, a Tessa ma dwie szafki wypełnione różnorodnymi rzeczami do pieczenia, więc najbardziej nieszkodliwą rzeczą jaką mogłem wykonać były mleczne koktajle. Ubiłem je w mniej niż dziesięć minut, podczas gdy przebierała się w piżamę.
Moja jedyną prośbą było, by spędziła ten dzień w ciasnych, gimnastycznych szortach i jednej z moich koszulek. Zawsze wygaduje bzdury o tym, jak beznadziejnie wygląda w tych szortach, ale ja myślę, że jest cholernie pokręcona, jeśli tak myśli. Wszystko wygląda na niej dobrze, nawet te długie, ohydne spódnice, które są ukryte głęboko w naszej szafie.
- Aha - przygląda się miksturze. - Wygląda dobrze - uprzejmy uśmiech ukazuje się na jej ustach, kiedy podnosi szklankę, by napić się napoju.
- I też dobrze smakuje - chwali. Biorę łyka, spodziewając się najgorszego, ale ma rację, może to wygląda jak gówno, ale smakuje cholernie dobrze. - Dziękuję za walentynkowy koktajl - Tessa uśmiecha się do mnie, a ja siadam przy stole naprzeciwko niej.
- Jak dobry? - pytam ją, chcąc dostać więcej jej słodkich komplementów. Wiem, że jestem przez to żałosny, ale chorobliwie potrzebuję jej pochwały.
Spogląda na mnie podejrzliwie i bierze kolejnego łyka, po czym podchodzi do mnie i klęka na kolana. To jest niespodziewana odpowiedź... cholernie niesamowita, ale niespodziewana.
- Co robisz? - pytam ją, kiedy jej ręce dosięgają do gumki moich szortów.
- Daję ci mój walentynkowy prezent - mówi, jakby to było oczywiste. Przypuszczam, że jest.
Dalej siedzę na krześle, ale unoszę lekko biodra, by mogła ściągnąć moje szorty wraz z bokserkami i rzucić je na podłogę. Jest taka dobra w pokazywaniu swojej niewinności, na przykład kiedy patrzy na mnie spod swoich  długich rzęs oraz jak składa miękki pocałunek na moim fiucie. Drga pod jej ustami, a ona uśmiecha się, po czym bierze go do buzi. Kontrast między jej zimnym językiem, a ciepłym gardłem sprawia, że mogę natychmiast dojść. Powinien cały ten drink... kurwa. Moje umysł całkowicie traci kontrolę, kiedy jęczy i wysyła cały ten dźwięk wzdłuż mojego ciała.
- Jeśli zrobisz to jeszcze raz, dojdę w twoich ustach, więc jeśli chcesz się ze mną pieprzyć, musisz natychmiast przestać - jęczę, utrzymując oczy na jej perfekcyjnej twarzy, która pracuje buzią. Jęczy ponownie, wręcz bardziej dramatycznie, a ja chwytam garść jej włosów i odciągam ją od siebie. Chcę to skończyć wewnątrz niej i po jej rumieńcach mogę stwierdzić, że ona też.
- Wstań - rozkazuję i chwytam ją za rękę, by pomóc jej wstać z podłogi. Wstaje i przeciąga moją koszulkę przez głowę, zadowolona słowami, że jest jedyną kobietą, która kiedykolwiek nosiła moje ubrania. Nie wyglądałyby na nikim tak dobrze jak na niej.
Fakt, że nie założyła biustonosza ułatwia mi rozebranie jej. Umieszczam jej biodra na stole, przewracając przy tym jeden z koktajli. - Harry - cicho narzeka, kiedy napój zaczyna kapać na podłogę.
- Ćśś - zrobiłem to celowo. Zanurzam palce w zimnym koktajlu i rozprowadzam go po jej nagim brzuchu. Drży pod moją ręką, a ja powtarzam tą akcję, tym razem przenoszą się na jej klatkę piersiową. Poświęcam więcej czasu, by wysmarować zimnym płynem jej sutki, jęczy i owijam ramię wokół jej ciała, by nie zsunęła się ze stołu.
- O mój Boże - jęczy, a ja ssę jej wrażliwą skórę. Koktajl mleczny smakuje o wiele lepiej na jej skórze.
Moje palce wędrują pomiędzy jej nogi i przesuwam na bok jej szorty wraz z majtkami. Kręci swoją głową i łapie mojego fiuta w swoją małą dłoń, mówiąc mi czego chce. Odrywam się od niej, ciesząc się z płaczów protestu, które wypływają z jej ust i wyciągam kondoma z kieszeni spodni, które leżą na podłodze.
- Zdejmij swoje szorty - mówię jej, przesuwając kondom wzdłuż mojego penisa. - Następnie znowu połóż się na stole.
Robi co mówię i krocze między jej nogi, bardziej je rozszerzam i przez chwilę rozkoszuję się tym widokiem. Jej klatka piersiowa i brzuch są wysmarowane kolorowym koktajlem mlecznym i jej ciało, kurwa, jej ciało jest takie krągłe i cholernie seksowne, ale jest też zaufanie, które świeci w jej zamglonych oczach, kiedy czeka, aż ją wezmę. Tessa, ta perfekcyjna kobieta, ufa mi i kocha mnie i nie ma niczego, co mógłbym jej kupić w tym pieprzonym centrum handlowym, co mogłoby odzwierciedlić moją miłość do niej.
- Proszę - błaga, a ja uśmiecham się na tą potrzebę w jej głosie. Czuję tą samą potrzebę, tylko pomnożoną przez liczbę, która nie istnieje, nie da się zmierzyć tego, jak bardzo ją potrzebuję i kocham.
Wchodzę w nią powoli, wypełniając całkowicie ją, ciało, umysł i wszystko co pomiędzy. Moje tempo pozostaje stabilne, uderzając miejsce głęboko w niej, co doprowadza nas obu do kompletnej przyjemności. Rysuje moje plecy paznokciami, a ja mówię jej jak cholernie dobrze się czuje z moim fiutem wewnątrz siebie.
- Spójrz na mnie, spójrz na mnie jak będziesz dochodzić - mówię przez zęby, moja własna przyjemność rozchodzi się w dół mojego kręgosłupa. - Kurwa - mówię w jej szyję, zaciskam ramiona wokół jej pleców i przyciągam ją tak, że teraz siedzi dosłownie przede mną, jej uda zaciskają się na mojej talii, a ja kołysze się z nią.
Patrzy mi prosto w oczy, nasze czoła są do siebie przyciśnięte, kiedy oboje dochodzimy. Trzymam ją w ramionach i czekam aż jej drżący oddech się uspokoi. Odrywam się od niej w momencie, kiedy się uspokaja i rzucam kondom na podłogę, rozlewam się na jej brzuch, kiedy patrzy na mnie rozszerzonymi oczyma.
- Wesołych Walentynek - mówię jej, podziwiając bałagan jaki zrobiłem na jej skórze przez koktajl.
- Jesteś obrzydliwy - marszczy nos i patrzy z niesmakiem na swój wygląd. Wiem, że uwielbia, to co jej zrobiłem, bo zapewniała mnie o tym parę razy. Pochylam się i całuję ją w czoło, otrzymując w zamian pełny, ale sarkastyczny uśmiech od mojej dziewczyny.
- Muszę zacząć robić kolację - mówi, jej oczy są zamknięte.
- Zamówię pizzę, a potem spotkamy się pod prysznicem - mówię jej, a ona się ze mną zgadza.
- Jacy jesteśmy romantyczni - koktajle mleczne, seks i pizza w święto zakochanych. Co by na to powiedziała Austen? - Tessa się śmieje i zeskakuje ze stołu.
- Mówię ci, zachowuję się tak jakbym zamienił się w Darcy'ego - chichoczę, chwytając jej pośladki w swoje dłonie.
- Nie poszłabym z tym stwierdzeniem tak daleko - śmieje się, żartobliwie mnie uderzając.
- Idź pod prysznic, zanim znowu wezmę cię na stole - grożę jej, mając to dokładnie na myśli.
Odchodzi, obejmując swój tyłek obiema rękami. - Masz rację... ten cytat też wziąłeś od Darcy'ego? - pyskuje mi z korytarza. Kręcę głowo, dalej się śmiejąc i biorę telefon z lady, by zamówić pizzę.


***

Tessa się uśmiecha i robi zdjęcie pizzy w kształcie serca swoich starożytnym telefonie. Jej włosy są dalej mokre przez prysznic, jest ubrana tylko w moją koszulkę i majtki oraz siedzi na kanapie ze skrzyżowanymi nogami.
- Zdecydowanie wolę pizzę w kształcie serca i seks na stole niż róże i czekoladki - mówi i bierze kęs naszej ekstrawaganckiej kolacji walentynkowej. Jest bardzo zabawna i urocza, kiedy porusza brwiami, więc nie mogę się powstrzymać przed oderwaniem jej od pizzy i zaniesieniem z powrotem na kuchenny stół, by podarować kolejny walentynkowy prezent.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: Hej, kochani! Mam nadzieję, że wczoraj wszyscy spędzili niesamowite Walentynki. Post spóźniony - wiem, ale lepiej późno niż wcale. Dla tych, którzy pytają: powyższy 'rozdział' jest dodatkiem do serii After.

70 komentarzy:

  1. Pierwsza!! Idę czytać💖💖💖💖

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju cudowny *.* tego się kompletnie nie spodziewałam. Dziękuję, że tłumaczysz <3

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam too:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Walentynki Hessy są takie urocze xjdydjzj

    OdpowiedzUsuń
  5. To nie jest rozdzial z "After"? :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Yey!
    Genialne :D
    Dzieki <33
    /Kathyy

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też chcę takie walentynki ! ! !

    OdpowiedzUsuń
  8. O jej. Haha bardzo romantyczne walentynki :') ale po Harrym właśnie tego można było się spodziewać ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli ten rozdział nie jest kontynułacja poprzedniego rozdziału ? Xd

    OdpowiedzUsuń
  10. super rozdział! dzieki <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Boze... Ten blog jest genialny! Dlaczego komentarze umarły?

    OdpowiedzUsuń
  12. Omg to jest cudowne!! 😍

    OdpowiedzUsuń
  13. Megaa , kiedy kolejny rozdział???

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne! Hessa<3<3

    OdpowiedzUsuń
  15. omg sisbsusbakbsjsbskanapssusgsishsvs *-*

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytacie mi w myślach ! To jest to czego potrzebowałam w Walentynki ! Najlepsze :*;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ochoohoooooo to było..... No!;)
    Idealny xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Spedzilam walentynki prawie jak Hessa! Cudowny rozdzial. xx

    OdpowiedzUsuń
  19. po prostu świetne :) idealne walentynki hahaha ;p

    OdpowiedzUsuń
  20. A mi tylko kwiatów do tego brakowało, i nie widziałam nigdy pizzy w kształcie serca :-( dobrze, że wyjaśniłaś bo właśnie się zastanawiałam czy to rozdział kolejny, czy co <3 uwielbiam, Ola :-);-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Taki sposób spędzenia Walentynek dosłownie do nich pasuję ❤

    OdpowiedzUsuń
  22. Haha, zgadzam się z komem wyżej xD

    OdpowiedzUsuń
  23. Ojej, mój walentynkowy relationship goal walentynkowy XDDD

    OdpowiedzUsuń
  24. O!!! Hessa, czy jakkolwiek ich zwał.

    Czekam na następny rozdział i tradycyjnie już dziekuje tłumaczce.

    OdpowiedzUsuń
  25. Hahah :D Urocza Tessa i słodki Harry ♡

    OdpowiedzUsuń
  26. o jeny, hahahah, świetne walentynki XDD

    OdpowiedzUsuń
  27. walentynki idealne normalnie hahah xD

    OdpowiedzUsuń
  28. NIE POGARDZILABYM TAKIMI WALENTYNKAMI <3 *o*
    Dziękuję za poświęcony czas na tlumaczenie <3!

    OdpowiedzUsuń
  29. Awww ❤ ale romantycznie ❤ Hessa ❤

    OdpowiedzUsuń
  30. Uroczo, szkoda ze to nie nastapilo w Seattle :c

    OdpowiedzUsuń
  31. Woow cudowny prezent; czekam na następny, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mrr slodko <3 kocham takiego Harrego :* :*

    OdpowiedzUsuń
  33. O moj boze xd

    OdpowiedzUsuń
  34. dzięki za tłumaczonko <3

    OdpowiedzUsuń
  35. "kolejny walentynkowy prezent.."
    CZY TO DZIECKO XDDD

    OdpowiedzUsuń
  36. Genialne walentynki;*

    OdpowiedzUsuń
  37. Zajebiste walentynki <3 <3 XD
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ohh, ten rozdział był taki zboczony! xd

    OdpowiedzUsuń
  39. Czy będą następne rozdziały?

    OdpowiedzUsuń
  40. Cudownie!
    @middleofmyworld

    OdpowiedzUsuń
  41. Najlepsze walentynki ever XD

    OdpowiedzUsuń
  42. Cudny <3 + z perspektywy Liama ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Woooo @weronika7

    OdpowiedzUsuń
  44. Cudowne <3 Hessa *o*
    Czyli to nie jest powiązane z poprzednim rozdziałem? :p

    OdpowiedzUsuń
  45. skoro seria jest skonczna a Anne napisała to to znaczy ze na koncu bd ze sb? mam nadizieje ze tak moje wymarzone walentynki ;)/Daria

    OdpowiedzUsuń
  46. hahahah najlepsze walentyki ever - walentynki Hessy *.*
    lece dalej czytac :D

    OdpowiedzUsuń
  47. Jaki cudnyyyyy! <3 dziekujeee! :**

    OdpowiedzUsuń