poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 287.

Soundtrack do rozdziału:

• Matt Nathanson - Come on Get Higher
• The Fray - Never Say Never
• Imagine Dragons - Demons
• One Direction - Something Great


Tessa's POV:


Za każdym razem, kiedy Sophia wspomina o Nowym Jorku podczas kolacji zaczynam panikować. Jestem tą, która to zapoczątkowała, ale staram się tylko podjąć decyzję, biorąc pod uwagę Liama. Wiedziałam, że był zakłopotany, więc powiedziałam pierwszą rzecz, jaka przyszła mi na myśl, i był to jedyny temat, o którym nie powinnam wspominać przy Harrym. Muszę mu dzisiaj powiedzieć. Jestem niedorzecznym, niedojrzałym tchórzem, trzymając to od niego z daleka. Nigdy nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać, może pójść w każdy kierunek.
Opieram się o framugę w jadalni, stojąc na korytarzu. Karen wyciera wierzch kuchenki mokrą szmatką, a Ken przeniósł się na fotel w salonie i teraz śpi. Liam i Sophia siędzą w ciszy przy stole w jadalni. Liam ukradkiem patrzy na kobietę, a kiedy ona spogląda na niego i przyłapuje jego oczy, pokazuje mu swój piękny uśmiech. Nie jestem pewna, co mam o tym myśleć, o nim w tak świeżej relacji po długotrwałym związku, lecz znowu - kim jestem, aby mieć jakąkolwiek opinię na temat związków innych? Wyraźnie nie mam pojęcia, jak kierować swoim związkiem. Stojąc tutaj w przejściu, które łączy pokój dzienny, jadalnię i kuchnię, mam najdoskonalszy widok na ludzi, którzy znaczą dla mnie najwięcej, w tym najważniejszego, Harry'ego, który siedzi na kanapie w salonie i wpatruje się tępo w ścianę. Uśmiecham się na myśl o nim idącym podczas jego ukończenia studiów w czerwcu. Nie wyobrażam sobie go w czapce i szacie, ale z pewnością jest to coś, czego nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, i wiem, że zgoda Harry'ego znaczyła dużo dla Kena. Mężczyzna wielokrotnie dał do zrozumienia, że nigdy nie oczekiwał od Harry'ego, że ukończy studia, a teraz kiedy prawda z przeszłości wyszła na jaw, jestem pewna, że nigdy nie spodziewał się, że zmieni zdanie i przyjdzie na typowy rytuał zakończenia. Harry Styles wcale nie jest typowy.Zobaczysz go z Nowego Jorku?
Powinnam była wiedzieć, że podświadomość nie będzie ciągle siedzieć w ciszy. Miałam nadzieję, że zjadła za dużo kolacji i wyjdzie przynajmniej na noc. Oczywiście, chciałabym wrócić na zakończenie Harry'ego. Czy zmieni zdanie i odmówi przyjścia, po tym jak mu powiem? Jest dość duże prawdopodobieństwo, że tak zrobi, to jest prawie gwarantowane, naprawdę. Przyciskam palce do czoła w nadziei, że mój mózg zacznie prawidłowo funkcjonować. Jak mam go teraz przygotować do tego?
Co, jeśli zaoferuje, że pojedzie ze mną do Nowego Jorku? Mógłby to zrobić? Jeśli to zaoferuje, czy powinnam się zgodzić? Czuję wzrok na sobie, z salonu, w którym siedzi. Rzeczywiście, kiedy na niego patrzę, on obserwuje mnie ciekawskimi zielonymi oczami, a usta zaciska w miękką linię. Daję mu mój najlepszy 'Wszystko w porządku, po prostu myślę' uśmiech i patrzę, jak jego wargi skręcają się, a brwi zostają złączone. Wstaje i idzie ku mnie, przechodzi przez pokój wielkimi krokami i w ciągu kilku sekund pochyla się nade mną z jedną dłonią dociśnięta do ściany dla wsparcia, podczas kiedy jego ciało unosi się nad moim.
- Co się stało? - pyta. Liam podnosi głowę od Sophii na dźwięk głośnego głosu Harry'ego.
- Muszę z tobą o czymś porozmawiać - po cichu przyznaję. Nie wygląda na zainteresowanego, tak, jak powinien być.
- Dobra, o czym? - pochyla się bliżej, zbyt blisko, staram się odsunąć, ale przypominam sobie, że przyciska mnie do ściany. Harry podnosi drugą rękę, aby całkowicie zablokować mnie, a kiedy moje oczy spotykają jego twarz, widnieje na niej jego oczywisty uśmiech.
- Więc? - chce wyciągnąć ze mnie słowa, kiedy patrzę na niego w milczeniu.Moje usta są teraz suche, w najbardziej niezręcznym momencie, a kiedy otwieram usta, żeby coś powiedzieć, zaczynam kaszleć. To zawsze dzieje się w ten sam sposób, w cichym teatrze, kościele lub gdy zaczynam rozmawiać z kimś ważnym. Zwykle mam kaszel w sytuacjach, kiedy kaszel nie pasuje. Na przykład tak, jak teraz. Mam wewnętrzną rozmowę o kaszlu, podczas kaszlenia i podczas, kiedy Harry gapi się na mnie, gdy umieram przed nim. Odsuwa się i idzie do kuchni z celem. Porusza się wokół Karen i wraca do mnie ze szklanką wody, przez co czuję się tak jak po raz trzydziesty w ciągu dwóch tygodni. Biorę ją i czuję ulgę, kiedy chłodna woda uspokaja moje swędzące gardło. Zdaje się, że nawet moje ciało próbuje wycofać się z powiedzenia Harry'emu tej złej wiadomości i chcę poklepać siebie po plecach i kopnąć swoją brodę w tym samym czasie. Gdybym to zrobiła, zakładam, że Harry byłby trochę smutny z powodu mojego szalonego zachowania i ewentualnie zmieniłby temat.
- Co się dzieje? Twój umysł porusza się milę na godzinę - patrzy na mnie z góry, trzymając w ręku pustą szklankę. - Przynajmniej z tego, co widać - dodaje, kiedy zaczynam potrząsać głową.
- Czy możemy wyjść na zewnątrz, żeby porozmawiać? - odwracam się w stronę drzwi ogrodowych, próbując wyjaśnić, że nie powinniśmy rozmawiać przed publicznością. Cholera, prawdopodobnie powinniśmy pojechać do Seattle, aby omówić ten bałagan. Albo dalej. Im dalej, tym lepiej.
- Na zewnątrz? Dlaczego?
- Chcę z tobą o czymś porozmawiać - powtarzam. - Na osobności.
- Dobrze, oczywiście.
Robię krok przed nim, aby zachować równowagę. Gdy wyznaczam drogę na zewnątrz, może będę miała większe szanse, aby poprowadzić rozmowę. Jeśli poprowadzę rozmowę, może będę miała szansę, żeby nie pozwolić Hary'emu rozwalić całej sprawy. Tak jakby.
Nie odciągam ręki Harry'ego, kiedy czuję jego palce na moich. Jest tak cicho, słychać tylko cichy dźwięk serialu kryminalnego, podczas którego Ken zasnął, i niskie dudnienie zmywarki w kuchni. Kiedy wchodzimy na parkiet, dźwięki te znikają i jestem sama z dźwiękiem moich chaotycznych myśli i niskim buczeniem Harry'ego. Jestem wdzięczna, obojętnie, co to za piosenka, którą cicho nuci, prawie bezgłośnie, naprawdę, ale to rozpraszające i pomaga mi skupić się na czymś innym poza ciosem, który dotrze do nas w ciągu kilku minut. Jeśli będę miała szczęście, będę miała kilka minut, aby wytłumaczyć siebie i moją decyzję zanim zareaguje.
- Uspokój się - Harry mówi, kiedy ciągnie jedno z ogrodowych krzeseł po drewnianym parkiecie. Przez parę minut daje mi szansę; widać, że nie jest w nastroju na oczekiwanie. Siada i opiera łokcie na stole między nami. Gramolę się, aby usiąść naprzeciwko niego i walczę z decyzją, gdzie umieścić moje ręce, kładę je na blacie stołu, na kolanie, na kolanach i z powrotem na stole, zanim sięga wzdłuż i kładzie dłoń na mojej.- Zrelaksuj się - cicho mówi.
Jego ręka jest ciepła i całkowicie pokrywa moją, dając mi skrawek jasności, nawet jeśli tylko na chwilę.
- Ukrywam coś przed tobą i to doprowadza mnie do szaleństwa. Muszę powiedzieć ci teraz i wiem, że to nie jest odpowiedni czas, ale musisz wiedzieć, zanim znajdziesz inną drogę - podnosi rękę z mojej i opiera się o oparcie krzesła.
- Co zrobiłaś? - słyszę niepokój w jego głosie, podejrzenie w jego kontrolowanym oddechu.
- Nic - szybko zauważam. - Nic z tego, co zakładasz.
- Ty nie... - mruga kilka razy. - Ty nie... z nikim, prawda?
- Nie! - mój głos skrzeczy i kręcę głową, żeby udowodnić swój punkt widzenia. - Nie, nic z tych rzeczy. Właśnie podjęłam decyzję o czymś i trzymałam ją od ciebie z daleka. Nie wiąże mnie z nikim innym.
Nie jestem pewna czy mi ulżyło, czy jestem urażona, że to była jego pierwsza myśl. W pewien sposób ulżyło mi, bo przeprowadzka do Nowego Jorku będzie dla niego tak bolesna, jak ja będąca z innym mężczyzną, ale jestem nieco urażona, bo powinien znać mnie lepiej niż to. Zrobiłam już nieodpowiedzialne rzeczy, raniące go, większości z udziałem Zayna, ale nigdy nie spałabym z innym mężczyzną.
- W porządku - przeczesuje włosy i opiera swoją zakrzywioną dłoń na karku, masując mięśnie. - To nie może być tak złe, jak to.
Biorę głęboki oddech, decydując się wyrzucić wszystko na stół i nie krążyć już wokół tematu. 
- Cóż... - Ściska moją rękę, aby mnie zatrzymać. 
- Czekaj, zanim powiesz mi, co to jest, możesz mi powiedzieć dlaczego.
- Dlaczego co? - pytam, przechylając głowę zmieszana.
- Dlaczego dokonałaś jakiegokolwiek wyboru, naciskając na siebie? - unosi brwi.
- Dobrze - przytakuję. Przebieram przez moje myśli, kiedy patrzy na mnie cierpliwymi oczami. Od czego powinnam zacząć? To jest znacznie trudniejsze niż po prostu powiedzieć mu, że wyjeżdżam, ale to o wiele lepszy sposób na przekazanie mu tej wiadomości. Teraz, kiedy o tym myślę, nie sądzę żebyśmy kiedykolwiek to zrobili. W każdej chwili dzieje się jakaś wielka, dramatyczna rzecz, zawsze dowiadujemy się z innych źródeł, w ten sam wielki, dramatyczny sposób. Spoglądam na niego po raz ostatni, zanim zaczynam mówić. Chcę pojąć w każdym calu jego twarz, zapamiętać i uczyć się jak jego oczy mogą być takie cierpliwe w chwili takiej jak ta, ale tak ostre w przeszłości. Zauważam sposób, w jaki jego miękkie, różowe wargi wydają się teraz takie zachęcające, ale pamiętam czasy, kiedy były podzielone z jednej strony prosto w dół, a po środku lała się krew z ran. Pamiętam jego piercing i to, jak szybko zarósł. Wewnątrz mojej głowy ponownie przeżywam sposób, w jaki czułam, chłodny metal ocierający się o moją wargę. Skupiam się na powrocie do myślenia o sposobie, w jaki chciał wyciągnąć go z pomiędzy własnych ust, gdy był pogrążony w myślach i to po prostu wyglądało kusząco, zaczęłam naśladować jego działania za każdym razem, gdy się całowaliśmy. Wracam myślami z powrotem do nocy, kiedy wziął mnie na łyżwy w próbie udowodnienia mi, że potrafi być dla mnie 'normalnym' chłopakiem. Był zdenerwowany, zabawny i wyjął swój piercing. Twierdził, że zrobił to, ponieważ chciał, ale ja wciąż do dzisiaj myślę, że wyciągnął go, aby udowodnić coś sobie i mnie. Przez chwilę za tym tęsknię, czasem ciągle to robię, ale gdyby tylko kochał to, co ich brak przedstawia, nieważne jak niezaprzeczalnie seksownie piercing wyglądał na nim.
- Zechciałabyś się podzielić? - dokucza mi, pochyla się i opiera brodę na dłoni jednej ręki.
- Tak - uśmiecham się nerwowo i zaczynam. - Cóż, podjęłam decyzję, ponieważ potrzebujemy czasu osobno i wydaje mi się, że to jedyny sposób, żeby mieć pewność, że tak będzie.
- Czasu osobno, co? - jego oczy spotykają moje, kładą mnie z powrotem w dół.
- Tak, czasu osobno. Wszystko między nami to jeden wielki bałagan, potrzebujemy dystansu, tym razem naprawdę. Wiem, że mówimy tak cały czas, śpiewamy i tańczymy wokół wszystkiego i jeździmy tam i z powrotem z Seattle do Pullman, a teraz jeszcze Londyn, w zasadzie rozprzestrzeniliśmy nasz bałagan po całym świecie - zatrzymuję się i czekam na jego reakcję, aż wreszcie odrywam oczy od niego.
- Czy to naprawdę tak dużo bałaganu? - głos Harry'ego jest miękki.
- Więcej walczymy, niż się dogadujemy.
- To nieprawda - odpowiada szarpiąc kołnierz czarnej koszulki. - Technicznie i dosłownie to nie jest prawda, Tess. Możesz to odczuwać w ten sposób, ale jeśli chcesz wracać do wszystkich bzdur, które razem przeszliśmy, spędziliśmy dużo czasu, śmiejąc się, rozmawiając, dokuczając sobie, i oczywiście w łóżku - mały uśmiech wkrada się na jego usta, a ja czuję jak moje postanowienie słabnie.
- Rozwiązujemy wszystko seksem, a to jest niezdrowe - wciskam mój następny punkt.
- Seks nie jest zdrowy? - szydzi. - Naszym kompromisem jest seks, seks pełen miłości i pełny zaufania, ale również podwójny i niesamowity, oszałamiający, kurwa, seks. Nie zapominaj, dlaczego to robimy. Nie pieprze cię tylko po to, by to robić, robię to, bo cię kocham i uwielbiam, że ufasz mi, kiedy pozwalasz mi się dotykać w taki sposób.
Wszystko, co mówi, ma sens, pomimo faktu, że nie powinno, i czuję, że Nowy Jork oddala się coraz bardziej i bardziej.
- Czy kiedykolwiek spojrzałeś na znaki toksycznego związku? - postanawiam wybuchnąć jak bomba, raczej wcześniej niż później.
- Toksycznego? - brzmi tak, jakby nie potrafił złapać powietrza. - Doszłaś do wniosku, by mnie obrażać? Nigdy nie położyłem na tobie dłoni i nigdy tego nie zrobię - istnieje obronna krawędź jego głosu, gdy patrzę w dół na moje ręce.
- Nie, to nie o to mi chodzi - odpowiadam szczerze. - Miałam na myśli nas oboje, i w jaki sposób celowo ranimy siebie nawzajem. I nie oskarżam cię o bycie fizycznie obraźliwym.
Wzdycha i przeczesuje włosy. 
- Okej, czyli jest to o wiele więcej, niż kilka głupich decyzji o przeprowadzce w całym stanie, czy coś - zaczyna panikować. - Chcę cię o coś zapytać i chcę twojej prawdziwej, szczerej odpowiedzi, nie myśląc o tym po prostu powiedz, co przychodzi ci na myśl, gdy pytam, dobrze? - Harry pyta. 
Kiwam głową. Niepewnie się z tym czuję.
- Jaka jest najgorsza rzecz, jaką ci zrobiłem? Jaka jest najbardziej obrzydliwa, straszna rzecz, jaką ci zrobiłem odkąd się znamy?
Zaczynam myśleć, przypominając sobie ostatnie osiem miesięcy, ale on chrząka, przypominając mi pierwszą rzecz, która przychodzi mi na myśl.
- Zakład - parskam. - Fakt, że mnie nabrałeś, kiedy zakochiwałam się w tobie... - zaczynam wiercić się na krześle, nie chcąc, by otworzył tą kryptę teraz lub w dowolnym momencie w przyszłości. Pojawia się miłe uczycie, które znika chwile później. 
- Czy zmieniłabyś ten błąd? Zmieniłabyś mój błąd?
Biorę oddech, by pomyśleć zanim mu odpowiem. Odpowiadałam na to pytanie wiele razy, ale teraz czuję, że jest to ostateczna odpowiedź.
Słońce zachodzi, chowając się za drzewami, a w ogrodzie włączają się automatyczne światła.
- Nie, nie zmieniłabym go - mówię głownie do siebie, a Harry kiwa głową, jakby wiedział, co będzie moją odpowiedzią.
- Okej, więc co jest najgorszą rzeczą, jaką zrobiłem?
- Gdy zniszczyłeś mój pomysł na mieszkanie w Seattle - odpowiadam bez namysłu.
- Naprawdę? - brzmi na zaskoczonego moją odpowiedzią.
- Tak.
- Dlaczego to? Co takiego cię wtedy we mnie tak bardzo wkurzyło?
- Fakt, że całkowicie przejąłeś kontrolę nad decyzjami, które nie były twoje, a moje, i ukrywałeś swoje zamiary przede mną.
- Nie będę próbował usprawiedliwiać tego gówna, bo wiem, że to było popieprzone - wzrusza ramionami.
- Dobra - mam nadzieję, że ma coś więcej do powiedzenia na ten temat. - Wiem, gdzie z tym zmierzasz. Nie powinienem tego robić, powinienem porozmawiać z tobą zamiast próbować wziąć cię do Seattle. Miałem popieprzone myśli w głowie, nadal mam, ale staram się i to coś innego niż wcześniej.
Nie jestem pewna, jak na to zareagować. Zgadzam się, że nie powinien tego robić i zgadzam się, że się stara. Trudno jest mi przypomnieć sobie, o co mi chodziło z tą nietkniętą rozmową.
- Masz ten pomysł w głowie, kochanie, pomysł, który ktoś tam zasadził, albo może widziałaś go w jakimś gównianym programie telewizyjnym, a może w jednej z książek, nie wiem. Ale prawdziwe życie jest cholernie ciężkie. Związki nie są idealne i nikt nigdy nie będzie traktować kobiet dokładnie tak jak powinien. Nie mówię, że to w porządku, okej? - podnosi rękę, aby powstrzymać mnie od przerywania. - Więc, wysłuchaj mnie, ja tylko mówię, że myślałem, że jeśli ty albo kilka innych osób na tym popieprzonym, krytykującym świecie po prostu zwróci większą uwagę na to gówno za kulisami, zobaczysz to inaczej. Nie jesteśmy idealni, Tessa, nie jestem, kurwa, doskonały i kocham cię, ale tobie też daleko do doskonałości - krzywi się, pozwalając przekazać mi, co ma na myśli w najgorszy możliwy sposób. 
- Zrobiłem dużo gówna tobie i, kurwa, mówiłem takie przemówienia tysiące cholernych razy, ale coś się we mnie zmieniło, wiesz, że to prawda.
Kiedy Harry kończy mówić, wpatruję się w ciemność przez kilka sekund zanim odpowiadam. 
- Obawiam się, że jesteśmy za daleko, oboje zrobiliśmy za dużo błędów.
- Stratą byłoby zrezygnować, zamiast ustalić błędy i dobrze to, kurwa, wiesz.
- Strata czego? Czasu? Teraz nie mamy dużo czasu do stracenia - mówię do niego, jak do nieruchomego wraku pociągu.
- Mamy cały czas na świecie, jesteśmy młodzi. Mam zamiar skończyć studia i zamieszkać z tobą w Seattle. Wiem, że jesteś chora na moje gówna, ale samolubnie liczę na twoją miłość do mnie, żebyś przekonała się, że powinienem dostać ostatnią szansę.
- Co ze wszystkimi rzeczami, które zrobiłam ja? Co ze sprawami z Zaynem i wszystkimi wyzwiskami? 
Palce Harry'ego stukają o blat. 
- Po pierwsze, Zayn nie ma tutaj miejsca w tej rozmowie, zrobiłaś głupią bzdurę. Żadne z nas nie miało cholernego pojęcia, jak to jest być w związku. Być może myślałaś, że masz, ponieważ długo byłaś z Noah, ale bądźmy szczerzy - byliście na zasadzie całujących się kuzynów, to gówno nie było prawdziwym związkiem.
Jestem wściekła na Harry'ego, czekając, aż zacznie kontynuować.
- A ile razy ty mnie zwyzywałaś - uśmiecha się i zaczynam zastanawiać się kim w rzeczywistości jest ten mężczyzna siedzący przede mną. - Wszyscy nadają sobie nazwy, przykro mi, nawet twoja mama, żona pastora, nazywała męża dupkiem. Może nie powiedziała mu tego w twarz, ale to takie samo gówno i wolałbym jakbyś nazywała mnie dupkiem twarzą w twarz - wzrusza ramionami.
- Masz wytłumaczenie dla wszystkiego, prawda? - pytam Harry'ego.
- Nie na wszystko. Nie na wiele, naprawdę, ale wiem, że siedzisz naprzeciwko mnie i szukasz wyjścia z tego i mam zamiar zrobić co w mojej cholernej mocy, żeby upewnić się, że wiesz co mówisz.
- Od kiedy komunikujemy się w ten sposób? - nic nie poradzę, ale jestem zdziwiona brakiem krzyku i wrzasków pochodzących od nas. Harry krzyżuje ramiona i bierze postrzępione końce jego gipsu.
- Od teraz - ponownie wzrusza ramionami. - Nie wiem, ale inne gówna nie wydają się skutkować, więc dlaczego by nie spróbować w ten sposób?
Czuję jak moje usta otwierają się ze zdziwienia po jego nonszalanckiej wypowiedzi. 
- Dlaczego to brzmiało tak łatwo, jeśli to takie łatwe, dlaczego nie zrobiliśmy tego wcześniej?
- Nie, przedtem nie byłem taki sam i nie było ciebie - patrzy na mnie i czeka, aż znowu zacznę mówić.
- To nie może być takie proste. Potrzebuję czasu dla siebie, Harry. Potrzebuję czasu, żeby dowiedzieć się kim jestem i co chcę robić w życiu oraz, jak mam zamiar się tam dostać i muszę to zrobić sama - słowa są kwaśne, kiedy opuszczają moje usta.
- Podjęłaś już decyzję? Nie chcesz mieszkać ze mną w Seattle? Już znalazłaś swoje miejsce czy coś? To dlatego jesteś taka zamknięta i rzeczywiście nie chcesz słuchać tego co mówię?
- Słucham, ale ja już zdecydowałam... Nie mogę jeździć tam i z powrotem. Nie tylko z tobą, ale z samą sobą.
- Gdzie teraz jest twoje miejsce? Która dzielnica w Seattle? - Harry opiera się o poduszki na krześle i kładzie nogi na stole.
- To nie jest w Seattle - staram się wyjaśnić. Mój język jest nagle z ołowiu, a ja nie mogę wydusić słowa.
- Gdzie to? Jakie przedmieście? - kwestionuje.
- To Nowy Jork, Harry. Chcę je...
- Nowy Jork? - zabiera nogi ze stołu i wstaje. - Mówisz o prawdziwym Nowym Jorku czy jest to małe hipsterskie sąsiedztwo w Seattle, którego jeszcze nie spotkałem?
- Prawdziwy Nowy Jork - wyjaśniam, kiedy kroczy przez parkiet. - Wyjeżdżam za tydzień. 
Harry milczy z wyjątkiem jego nóg uderzających o parkiet, kiedy idzie bez słowa.
- Kiedy o tym zdecydowałaś? - w końcu pyta.
- Po powrocie z Londynu i po śmierci ojca.
- Więc przez to, że byłem dupkiem dla ciebie, chcesz spakować swoje gówna i lecieć do Nowego Jorku? Ty nigdy nawet nie opuściłaś stanu Waszyngton, także co sprawia, że myślisz, że mogłabyś mieszkać w Nowym Jorku?
Jego odpowiedź budzi moją obronną stronę. 
- Mogłabym żyć wszędzie, gdzie chcę. Nie próbuj mnie nie doceniać.
- Nie doceniać ciebie? Tessa, we wszystkim jesteś tysiąc razy lepsza niż ja, nie nie doceniam cię. Mam tylko pytanie, co sprawia, że myślisz, że możesz żyć w Nowym Jorku? Chcesz zacząć wszystko na nowo?
- Z Liamem.
- Liamem? - oczy Harry'ego poszerzają się i ponownie się zatrzymuje. To spojrzenie, na które czekałam mając nadzieję, że nie przyjdzie, ale teraz jest tutaj i nie czuję się swobodnie. Harry przyjmował wszystko tak dobrze, był bardziej wyrozumiały, spokojny i ostrożny ze słowami niż kiedykolwiek wcześniej, to było wyrzucanie wszystkiego na mnie. Znam to spojrzenie. To jest Harry próbujący opanować nerwy. - Liam, ty i Liam w drodze do Nowego Jorku - mówi.
- Tak, on tam już będzie, a ja...
- Kogo to jest pomysł? Twój czy jego? - głos Harry'ego jest niski i znacznie mniej zły niż się spodziewałam. Jest w nim coś gorszego niż gniew, to ból. Harry jest zraniony, a ja czuję jak mój brzuch i klatka piersiowa zaciskają się w zaskoczeniu, zdradził strzeżoną przez niego energię. Nie chcę powiedzieć Harry'emu, że Liam poprosił mnie, żebym przeniosła się do Nowego Jorku, ani że on i Ken pomogli mi z listami rekomendacyjnymi, stenogramami, pakietami przyjęć i aplikacjami.
- Mam zamiar wziąć semestr, kiedy się tam dostanę - mówię mu z nadzieją, że odciągnę go od jego pytania. Odwraca się do mnie, jego policzki są czerwone w świetle ogrodu, ma dzikie oczy i dłonie zaciśnięte po obu stronach. 
- To był jego pomysł, prawda? Wiedział o tym cały czas, a trzymał mnie w przekonaniu, że jesteśmy... nie wiem? Znajomymi... nawet braćmi, a działa za moimi plecami.
- Harry, to nie tak. - staram się bronić Liama. Harry i ja byliśmy w najgorszym możliwym miejscu, kiedy Liam zaproponował mi wyjazd z nim do Nowego Jorku.
- Jak, do diabła, to nie tak, jesteście czymś cholernie innym - krzyczy gorączkowo, wymachując rękami. - Ty siedziałaś tutaj i pozwalałaś mi robić z siebie głupca, oferującego ci małżeństwo, przyjęcia i wszelkiego rodzaju inne gówna, i wiedziałaś, kurwa, wiedziałaś, że wyjeżdżasz, tak? - szarpie się za włosy i odwraca się. Idzie w stronę drzwi i teraz staram się go powstrzymać.
- Nie idź tam, proszę. Zostań tutaj ze mną, możemy dokończyć rozmowę na ten temat. Mamy o wiele więcej tematów do rozmów.
- Przestań! Tylko, kurwa, przestań! - strzepuje moją rękę z jego ramienia, kiedy próbuję go dotknąć. Harry szarpie za klamkę i jestem pewna, że słyszę trzask w zawiasach. Pędzę za nim i mam nadzieję, że nie zrobi dokładnie tego, co myślę, że zrobi, dokładnie tego, co robi zawsze, kiedy dzieje się coś złego w jego życiu, naszym życiu.
- Liam! - krzyczy Harry w chwili, gdy wchodzi do kuchni. Wydaje mi się, że Ken i Karen poszli na górę spać i jestem im za to wdzięczna.
- Co? - Liam krzyczy. Idę za Harrym do jadalni, gdzie Liam i Sophia nadal siedzą przy stole, a między nimi leży prawie pusty talerz z deserem. Liam zmienia wyraz twarzy, kiedy Harry wpada do pokoju z zaciśniętą szczęką i pięściami. 
- Co się dzieje? - pyta Liam, patrząc na Harry'ego, zanim ostrożnie patrzy na mnie.
- Nie patrz na nią, spójrz na mnie - Harry pęka. Sophia podskakuje w fotelu, ale szybko skupia swoją uwagę na mnie, gdy stoję za Harrym.
- Harry, on nie zrobił niczego złego. Jest moim najlepszym przyjacielem i tylko stara się mi pomóc - próbuję uspokoić Harry'ego. Wiem, do czego jest zdolny i myśl, że Liam na koniec oberwie, sprawia, że jest mi nie dobrze.
- Trzymaj się z daleka od tego, Tessa - Harry nie odwraca się w moją stronę.
- O czym ty mówisz? - Liam w końcu pyta, choć wiem, że jest w pełni świadomy, dlaczego Harry jest zły. - O Nowym Jorku, prawda? - mówi.
- Kurwa, tak, o Nowym Jorku! - Harry krzyczy na niego, a Liam wstaje. Sophia wysyła Harry'emu mordercze, ostrzegawcze spojrzenie, a ja decyduję, że jestem w porządku z nimi dwoma stojącymi coraz bardziej niż przyjacielscy sąsiedzi.
- Myślałem tylko o jej szczęściu, kiedy zaproponowałem, żeby jechała ze mną! Zerwałeś z nią, a ona została sama i załamana, całkowicie załamana. Nowy Jork będzie dla niej najlepszy - Liam spokojnie wyjaśnia.
- Wiesz jak popieprzony jesteś? Udawałeś mojego przyjaciela, aby wyjechać i wyciągnąć to gówno? - Harry ponownie idzie, tym razem w mniejszym gronie całej pustej przestrzeni jadalni.
- Nie udawałem! Ty znowu zawiodłeś, a ja próbowałem jej pomóc! - Liam znowu krzyczy na Harry'ego. Moje serce wali, gdy Harry przechodzi przez pokój i zaciska pięść wokół koszuli Liama.
- Pomóc jej, zabierając ją ode mnie! - Harry pcha Liama na ścianę.
- Byłeś zbyt naćpany, żeby się przejmować! - Liam krzyczy w twarz Harry'ego. Sophia i ja oglądamy całe przedstawienie, niepewne co powiedzieć lub zrobić. Znam Harry'ego i Liama lepiej niż ona, ale nawet ja nie wiem co powiedzieć czy zrobić. Jest to czysty chaos, dwaj mężczyźni krzyczący sobie w twarz; hałas, kiedy Ken i Karen schodzą po schodach; grzechotanie, łamiące się okulary i talerze na stole, kiedy Harry popycha Liama na przeciwległą ścianę.
- Wiedziałeś, kurwa, co robisz! Zaufałem ci, a jesteś tylko kawałkiem gówna!
- Dajesz! Uderz mnie! - Liam krzyczy w twarz Harry'ego. Harry podnosi pięść, a Liam nawet nie mruga. Krzyczę imię Harry'ego i wydaje mi się, że Ken robi to samo. Kątem oka widzę jak Karen szarpie koszulę Kena, trzymając go z dala intensywności między dwoma mężczyznami.
- Uderz mnie, Harry! Jesteś taki twardy i brutalny, dalej, kurwa, uderz mnie! - Liam zachęca go ponownie.
- Uderzę! Ude... - Harry obniża rękę, ale podnosi pięść z powrotem w kierunku twarzy Liama.
- Nie zrobisz tego - policzki Liama są czerwone ze złości, a jego klatka piersiowa faluje, ale nie wygląda jakby bał się Harry'ego. Wygląda na wkurzonego, ale jednocześnie bardzo skupionego. Czuję się podzielona, czuję się, jakby dwie najważniejsze dla mnie osoby walczyły ze sobą w tej chwili, nie wiem co mogłabym zrobić. Ponownie patrzę na Karen i Kena. Nie wydają się zatroskani o zdrowie Liama. Są teraz zbyt spokojni, kiedy Harry i Liam krzyczą tam i z powrotem.
- Tak, kurwa, uderzę! Kurwa, rozbiję ten głupi opatrunek gip... - Harry urywa. Patrzy na Liama i odwraca się do mnie, po czym znowu koncentruje się na Liamie.
- Pieprz się! - Harry krzyczy. Opuszcza pięść i odwraca się, aby wyjść z pokoju. Liam nadal stoi przy ścianie, patrząc jak może bić się z samym sobą. Sophia jest teraz na nogach, idąc go pocieszyć. Karen i Ken rozmawiają cicho między sobą, idąc w stronę Liama, a ja, cóż, stoję na środku jadalni, starając się zrozumieć, co się stało. Liam zażądał, żeby Harry go uderzył, słyszałam jak krzyczał Harry'emu w twarz. Temperament Harry'ego został postrzelony, poczuł się zdradzony i ponownie wkręcony, a jednak tego nie zrobił. Harry Styles odszedł od przemocy, nawet pod wpływem chwili nie położył ręki na Liamie.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

55 komentarzy:

  1. jestem z niego dumna
    moje serce nie wytrzyma następnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka dumna z Harry'ego <3

    OdpowiedzUsuń
  3. No to sie porobiło !!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejuu Harry... Jedz z nią do tego Nowego Jorku oswiadcz się jej i weźcie ślub :) Ale jestem dumna z tego że nie uderzył Liam'a :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja nie mogę...
    Harry, ty się na serio zmieniłeś...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mogłam nie czytać tego rozdziału,bo mam teraz cholerną ochotę na następny!!
    To jest takie frustrujące 😭

    OdpowiedzUsuń
  7. Wkońcu Tess powiedziała mu o Nowym Yorku! Jego reakcja szczetze mnie niezdziwiła miał prawo być złym na Liama. Ciesze się też że Harry go nie uderzył może teraz Tess zauważy zmiane Harrego. <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Poprawa +w tym rozdziale nienawidzę tessy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tessa się zmienia na złe, a Harry na dobre... xd :D

      Usuń
  9. Bo mu zależy na Liamie :d dziękuje pięknie za tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń
  10. Chce. Pragnę. Potrzebuje. Następnego. Rozdziału. <3
    Harry, punkt dla ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezusie drogi
    Gdy czytałam końcówkę i myślałam, jak mocno Harry został zraniony przez Tessę to miałam ochotę się rozpłakać. On naprawdę się stara, a ona się zachowała trochę nie w porządku, dając mu te wszystkie nadzieje przed powiedzeniem o Nowym Jorku. Moje zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super
    Jestem dumna z Harrego
    Zmenia się i to na lepsze
    Oby ten incydent nie wplynol na niego źle

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezu, on staje dla niej na głowie, a ona nie umie go docenić. Wyrządził jej wielkie szkody, ale zmienił się. Kurde, mega końcówka, aczkolwiek czuję że trochę Tessa się przyczyniła do wybuchu złości Harrego,mogła inaczej to rozegrać, no ale trudno. Mega końcówka ❤️

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze ze nie uderzył Liama
    Prosze dodaj szybko kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mogę już się doczekać następnego rozdziału tak się akcja rozkręciła ❤

    OdpowiedzUsuń
  16. nam dziwne przeczucie że tak jak o tesse staral się harry tak ona po tym jak został przez nią skrzywdzony będzie musiała starać się o niego

    OdpowiedzUsuń
  17. Płaczę ::::) so proud :* dzięki za tłumaczenie misiek :***

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozdział jak zwykle super ale czy ktoś wie co Harry trzyma w szafie?

    OdpowiedzUsuń
  19. O jezu, super rozdział. Podziwiam Harrego że go nie uderzył, mam nadzieje że się to dobrze zakończy. Szkoda mi go. Czekam na next ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. moje serce, tego sie nie da opisac. Nie chce zeby Tessa wyjezdzala, to zla decyzja serio. Szkods mi Harrego, chyba pierwszy raz w ciagu calego opowiadania

    OdpowiedzUsuń
  21. swietny rozdzial, dobrze ze tessa mu wreszcie powiedziala ze wyjezdza
    niech tessa wreszcie zauwazy przemiane harry'ego i mu wybaczy
    czekam na nastepny i dziekuje za tlumaczenie xx

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie uderzył go! Powstrzymał się! Dobrze, dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak widze Harry'ego takiego zranionego to mam swieczki w oczach serio

    OdpowiedzUsuń
  24. końcówka rozdziału to cóż mega nowość. Jestem dumna ;). Czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ale jestem z niego dumna 😊 czekam na nastepny 😉

    OdpowiedzUsuń
  26. Tessa mnie już wkurwia gahhaha

    OdpowiedzUsuń
  27. Taka dumna z Harry'ego .
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kocham to o Jezuuuuuu <3 chce nastepna czesc <3

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy mogę umierać? To jest super omg *_*

    OdpowiedzUsuń
  30. Czemu tess raz chce jedno potem drugie niech się zdecyduje a nie bawi się uczuciami Harry'ego

    OdpowiedzUsuń
  31. Tess zaczyna mnie wkurzac

    OdpowiedzUsuń
  32. Już nie mg się doczekać reszty //Daria

    OdpowiedzUsuń
  33. omg musiałam zakryć sobie usta przy końcówce by nie piszczeć :o

    OdpowiedzUsuń
  34. Harry nie jest dupkiem YaY!
    Troche mi go żal..
    Świetny x

    OdpowiedzUsuń
  35. Tess opanuje się--- czemu? On się tak stara i po co? To jest ta głupia nadzieja XO

    OdpowiedzUsuń
  36. kocham i tak bardzo jest mi szkoda Harrusia, tak się starał ale on wtedy w Londynie super nie postąpił,jezu następny!!!!

    OdpowiedzUsuń
  37. ❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  38. Głupia tessa wszystko jej wina... ona co 3 sekundy zmienia zdanie... widzi miliardy wad w harrym ona nigdy nie starala sie naprawic zwiazku zawsze ucieka.. a hqrry ribi wszystko dla niej i jeszcze ma do niego pretensje... dziwka juz nie mg sluchaj tej jego " zraniles mnie Harry... znowu" ja pierdole ty go ranisz caly czas, 24/7 no sory nwm jak wy ale nawet ten watek z zaynem.. czy ona specjalnie denerwuje harrego zebu mu pozniej tym pierdolnac w ryj jak chlopak nie wytrzyma?! Jaka normalna dziewczyna przyjazni sie z tyloma facetami?!!! Trvor, Liam, jej byly, Zayn, Soto... no kurwa... a ina ma pretensje ze on jest zazdrosny... a gdy on dal koszulke nagiej dziewczynie ONA skonczyla zwiazek!!!!!! Paranoja hahahha

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów!! Dziękuje, żę znajdujesz czas aby tłumaczyć i doceniam <3 :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Chyba pierwszy raz tak bardzo żal mi Harrego.
    :((( do następnego!
    dziękujemy za tak szybko wstawiane rozdziały ♥

    OdpowiedzUsuń
  41. Taka dumna z Harolda!♥♥♡♡
    @blanka1499

    OdpowiedzUsuń
  42. Tessa niby taka twarda chce się oderwać od Harrego ale jak tylko się wkurzony czy coś to już leci za nim 😂*_*

    OdpowiedzUsuń