piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 274.

Soundtrack do rozdziału:

• The Fray - Hundred
• A Great Big World - Say Something
• A Fine Frenzy - Almost Lover

Harry’s POV:

Tessa zamilkła kilka minut temu, jej ciało pochyla się ku mnie i pozwala sobie położyć się na mnie dla wsparcia fizycznego. Jej opuchnięte oczy są zamknięte, a ona śpi mimo głośnego deszczu walącego w cienkie szyby szklarni. Siedzę tutaj i słucham odgłosów pamiętliwej burzy, nic nie poradzę, ale porównuję ją do gównianej burzy, którą zrobiłem ze swojego życia. Jestem dupkiem, największym, najgorszym rodzajem dupka, jaki w ogóle istnieje. Przesuwam się lekko, mając nadzieję, że jej nie obudzę, kiedy kładę jej głowę na moich kolanach. Naprawdę chcę ją zabrać z dala od tego deszczu i błota, ale wiem, co zrobi, kiedy otworzy oczy. Ma zamiar wyrzucić mnie i powiedzieć, że nie chciałem tu przyjeżdżać, a kurwa nie jestem gotowy, aby ponownie usłyszeć te słowa. Zasługuję na nie, na wszystkie z nich, a nawet na kilka więcej, ale to nie zmienia faktu, że jestem cholernym bogiem tchórzostwa i chcę cieszyć się ciszą póki trwa. Tylko tutaj w słodkiej ciszy mogę udawać kogoś innego. Tylko przez chwilę mogę udawać, że jestem Noah. Cóż mniej irytującą wersją niego, ale gdybym był nim wszystko byłoby inne. Wszystko będzie teraz inne. Byłbym w stanie od początku używać słów i uczuć, żeby zdobyć Tessę, a nie wygrać ją w jakieś głupiej grze. Byłbym w stanie wywołać jej śmiech częściej niż krzyk. Zaufałaby mi zupełnie i całkowicie, a ja nie wziąłbym tego i rozsypał w popiół, a następnie był za to na nią wkurzony. Zasmakowałbym jej zaufania i może byłbym go wart. Ale nie jestem Noah, jestem Harry, a bycie Harrym nie oznacza gówna. Gdybym nie miał tak wielu pieprzonych problemów w mojej głowie, sprawiłbym, że byłaby szczęśliwa. Mógłbym pokazać jej światło w jej życiu, tak jak ona pokazała mnie. Zamiast tego siedzi tutaj załamana i kompletnie popieprzona. Na jej skórze są ciemne smugi błota, a brud na jej rękach zaczął wysychać, jej twarz nawet we śnie jest wykrzywiona w bolesny grymas. Jej włosy w niektórych miejscach są mokre, a w innych suche i splątane, zaczynam zastanawiać się czy zmieniła swoje ciuchy więcej niż raz, od kiedy opuściła Londyn. Nigdy nie wysłałbym jej tutaj z powrotem, gdybym wiedział, że znajdzie ciało swojego ojca w moim mieszkaniu. Jeśli chodzi o ojca Tessy czuję zmieszanie, jego śmierć jest przytłaczająca. Instynkt każe mi odświeżyć łazienkę na pierwszym miejscu, ale jego utrata jest dla mnie ciężka. Nie znałem go za długo i ledwo tolerowałem człowieka, ale był całkiem przyzwoity, nigdy się nie przyznam, ale jakby go lubiłem. Był okropny i absolutnie tak jak ja nienawidził kosić pola po polu moich zbóż, ale było w nim coś, co uwielbiałem - sposób, w jaki kochał Tessę, i optymistyczne spojrzenie na życie, mimo że było ono do dupy. Tak szybko jak w końcu miał coś, kogoś, dla kogo warto żyć, odszedł. Moje oczy palą, aby uwolnić jakieś emocje, może żal. Żal za utratę człowieka, którego ledwo znałem i lubiłem, żal za myśl, że Ken jest moim ojcem, żal za utratę Tessy i odrobinę nadziei, że będzie ona wokół i nie stracę jej na zawsze. Moje egoistyczne łzy mieszają się z kroplami wilgoci spadających z moich włosów, pochylam głowę, walcząc z pragnieniem schowania mojej głowy w zagłębieniu jej szyi dla wygody. Nie zasługuje na jej komfort, nie zasługuje na niczyi komfort. Zasługuję, żeby siedzieć tutaj samotnie i płakać jak żałosny łobuz, cisza i pustka, moi najstarsi i najprawdziwsi przyjaciele.
Żałosne łkanie, które opuszcza moje usta ginie w dźwięku deszczu, jestem wdzięczny, że śpi i nie jest świadkiem mojego upadku i braku kontroli nad sobą. Moje działania są siłą napędową każdej popieprzonej rzeczy, która się teraz dzieje, nawet śmierci Richarda. Gdybym nie zgodził się wziąć Tessy do Anglii, nic z tego gówna by się nie wydarzyło. Byliśmy szczęśliwsi i silniejsi niż kiedykolwiek, tak jak tydzień temu. Kurwa, to było tak dawno? Wydaje się niemożliwe, że kilka dni temu przyszedł i odszedł, jednak wydaje się, że w cholernym życiu odkąd dotknąłem ją, przytuliłem i poczułem jak jej serce bije pod moją dłonią. Moja ręka unosi się tam, nad jej pierś, chcąc ją dotknąć, ale boję się, że ją obudzę. Jeśli mogę ją dotknąć, chociaż raz, po prostu poczuć jej stały rytm serca będzie moją kotwicą i uspokoi mnie. To podniesie mnie z mojego upadku, zatrzyma te obrzydliwe łzy spływające mi po policzkach i zatrzyma gwałtowne zataczanie się w mojej klatce piersiowej.
-Tessa! – głębokie dudnienie Noah brzmi w deszczu, podczas gdy uderza grzmot. Wściekle przecieram twarz, modląc się, żeby znikł w chłodnym wiosennym powietrzu, zanim przyjdzie i rozwali coś tutaj. - Tessa! – krzyczy ponownie, tym razem głośniej, wiem, że jest tuż obok szklarni. Zaciskam zęby i mam nadzieję, że nie krzyknie jej imienia ponownie, bo jeśli ją obudzi to...
- Och, dzięki Bogu! Powinienem był wiedzieć, że tu jest – jego głos jest głośny, a na jego twarzy widać ulgę, kiedy wchodzi do środka.
- Możesz zamknąć mordę? Ona śpi – ostro szepczę i spoglądam w dół na śpiącą Tessę. On jest ostatnią osobą, którą chcę, by zobaczyła moje zaczerwienione oczy, bałagan i dowody mojego upadku, jakim są moje zarumienione policzki. Kurwa, sądzę, że mogę nienawidzić tego skurwysyna, ponieważ gapi się na mnie nie po to, żeby mnie zawstydzić.
- Ona... – Noah rozgląda się po zabłoconej szklarni i wraca z powrotem do Tessy. – Powinienem był wiedzieć, że tutaj będzie. Zawsze tu przychodziła – zaczesuje swoje blond włosy z czoła i robi krok w kierunku drzwi.
- Będę w domu – jego ramiona zwisają i wychodzi cicho, trzaskając drzwiami.

Tessa’s POV: 

- Tess, kochanie – Harry jęczy po raz drugi. – Kocham Cię, ale musisz się pospieszyć, bo spóźnimy się na nasze własne przyjęcie – męczy mnie przez ostatnią godzinę, patrząc w lustro i oglądając jak nakładam makijaż, kręcę włosy. Wykorzystuje okazję, jaką dostał.
- Wiem, po prostu chcę wyglądać przyzwoicie. Wszyscy tam będą – daję mu przepraszający uśmiech, wiedząc, że nie będzie długo zdenerwowany, potajemnie kocham jego niemiły wyraz twarzy.
- Przyzwoicie? Będziesz w centrum uwagi – skomli, jest zazdrosny, to oczywiste.
- Jeszcze raz, co to za przyjęcie? – pytam go, przesuwając palcem cienką warstwę błyszczyku na moich ustach. Nie pamiętam, co to za przyjęcie, wiem tylko, że wszyscy są podekscytowani i pewnie się spóźnimy, jeśli się nie pospieszę. Silne ramiona Harry’ego owijają się wokół mnie.
- Pogrzeb twojego ojca – szepcze i upuszczam błyszczyk do zlewu.

***

- Coś jest nie tak? Co się stało? – Harry jest tutaj, tuż obok mnie, a moje nogi owinięte są wokół niego. Siadam i rozplątuję się od niego. Nie powinnam zasnąć, dlaczego miałabym to zrobić? Nawet nie pamiętam jak zasnęłam, ostatnie, co pamiętam to ciepłe dłonie Harry’ego na mnie, zasłaniające moje uszy.
- Nic – rechoczę. Moje gardło płonie, rozglądam się po otoczeniu, kiedy mój mózg zaczyna za mną nadążać. – Potrzebuję wody – pocieram szyję i próbuję stanąć na nogi. Potykając się, spoglądam w dół na Harry’ego. Jego twarz jest napięta, a oczy czerwone.
- Masz sny?
Nicość szybko wkrada się z powrotem we mnie, sunie poniżej mojego mostka i rozbija obóz w najgłębszym i opustoszałym miejscu.
- Usiądź – jego palce palą moją skórę, odciągam je.
- Proszę, nie dotykaj mnie – cicho błagam. Zrzędliwy, uroczy Harry to tylko człowiek z mojego snu. Teraz mam do czynienia z tym Harrym, który uporczywie powraca po odrzuceniu mnie na bok. Wiem, dlaczego to robi, ale to nie znaczy, że jestem teraz na to gotowa.
- Nie wiem, co robić – opuszcza głowę w klęsce i kładzie ręce na ziemi, aby podnieść się do góry. Jego kolano dalej ślizga się w błocie, oddalam wzrok od niego, kiedy łapie się poręczy.
- Nic nie musisz robić – mruczę i próbuję użyć całą moją siłę, zmuszając nogi, aby zabrały mnie stąd w ulewny deszcz. Jestem w połowie drogi przez podwórze, kiedy słyszę go za sobą. Utrzymuję bezpieczną odległość za mną i jestem mu za to wdzięczna. Potrzebuję miejsca bez niego, potrzebuję czasu, aby pomyśleć i odetchnąć, a jego musi tu nie być. Otwieram tylne drzwi i wchodzę do domu. Błoto natychmiast zostawia smugi na dywanie. Zamiast czekać na skargę mojej matki, rozbieram się do biustonosza i majtek, zostawiając moje ubrania w złocistym stosie na ganku i próbuję opłukać moje stopy w deszczu zanim przejdę po czystej podłodze. Moje stopy piszczą przy każdym kroku, cofam się, kiedy tylne drzwi się otwierają i buty Harry’ego ciągną za nim błoto. Martwić się taką głupią rzeczą – błotem, naprawdę? Ze wszystkich rzeczy na mojej głowie, błoto wydaje się tak banalne, tak małe. Brakuje mi czasów, kiedy to bałagan był problemem.
- Tessa? Słyszysz mnie? – głos wyciąga mnie z mojej wewnętrznej dyskusji. Mrugam i patrzę w górę, aby znaleźć Noah stojącego w drzwiach korytarza z mokrymi ubraniami i bez butów. – Przykro mi, nie słuchałam – przyznaję.
- Nie szkodzi. Wszystko w porządku? Potrzebujesz prysznica? – pyta. Kiwam głową, a on wchodzi do łazienki. Nie mam siły odpowiadać. Oczywiście, że nie ma zamiaru pomóc mi wziąć prysznica, dlaczego miałby?
- Przykro mi, ale to się nie wydarzy – Harry przechodzi obok mnie, ciągnąc błoto za sobą. Mój mózg jest odłączony ode mnie albo po prostu tak się czuję, ale śmieję się lekko na bałagan, który zostawił za sobą. Nie tylko w domu mojej matki, ale wszędzie gdzie idzie zostawia za sobą bałagan. W tym mnie, jestem największym bałaganem ze wszystkiego.
- Ona jest pół naga, a ty używasz jej prysznica. Kurwa, nie, nie zostaniesz tu, a ona idzie się kąpać. Nie, nic się, kurwa, nie wydarzy – mówi Harry, a Noah cicho argumentuje.
- Ja tylko próbuję jej pomóc, a ty jesteś przyczyną problemu kiedy...
- Obydwoje możecie wyjść – mój głos jest monotonny, jak u robota, i płaski, kiedy popycham dwóch zamyślonych mężczyzn. - Idźcie się kłócić gdzie indziej – zamykam za sobą drzwi i wciskam blokadę mając nadzieję, że Harry nie doda tych cienkich drzwi od łazienki do swojej listy zniszczeń.
Woda jest gorąca, za gorąca na moich plecach, jestem pokryta brudem. Nienawidzę tego. Nienawidzę sposobu, w jaki błoto utworzyło skorupę pod moimi paznokciami i w moich włosach. Nienawidzę sposobu, w jaki wściekle szoruje moją skórę, ale nadal nie wydaję się być czysta.

Harry’s POV:

- Nic nie poradzę, że była rozebrana. Wszystkie z tych rzeczy się dzieją, a ty jesteś zaniepokojony mną widzącym jej ciało? – wyrok w jego głosie sprawia, że chcę udusić go moją zdrową ręką.
- To nie tak... – biorę głęboki oddech. – Nie o to mi chodzi – za dużo gówna, a ja nie zamierzam mu o tym powiedzieć.
- Nie wiem, co się między wami stało, ale nie możesz mnie winić, że chcę jej pomóc. Znam ją całe moje życie i nigdy nie widziałem jej w takim stanie – mówi Noah.
- Nie mam z tobą o czym dyskutować. Ty i ja nie jesteśmy w tej samej drużynie.
- Nie musimy być rywalami, chcę dla niej jak najlepiej, więc to zależy od ciebie. Nie jestem zagrożeniem dla ciebie, nie jestem na tyle głupi, żeby myśleć, że wybierze mnie. Już mi przeszło, wciąż ją kocham, zawsze będę, ale nie w taki sposób, w jaki ty ją kochasz – jego słowa miałyby znacznie więcej sensu, jeśli nie gardziłbym jego tyłkiem przez ostatnie osiem miesięcy. Pozostaję cicho, moje plecy opierają się o ścianę naprzeciwko łazienki i czekam aż wyłączy prysznic.
- Wasza dwójka znowu zerwała, prawda? – głośno pyta. On naprawdę nie wie, kiedy się zamknąć.
- Oczywiście.
- Nie zamierzam mieszać się w nieswoje sprawy, ale mam nadzieję, że powiesz mi, jak Richard znalazł się w twoim mieszkaniu. Nie rozumiem tego.
- Mieszkał u mnie po tym jak Tessa wyjechała do Seattle. Nie miał dokąd pójść, więc został u mnie, ale gdy wyjechaliśmy do Londynu zgodził się pójść na odwyk, więc wyobraź sobie zaskoczenie, kiedy skończył martwy jak pieprzony trup na podłodze w łazience – wyjaśniam. Drzwi od łazienki otwierają się i Tessa idzie prosto obok nas ubrana tylko w ręcznik. Wiem, że nie powinienem martwić się o gówno takie jak to, ale nic na to nie poradzę. Noah nigdy nie widział jej nago, jak żaden inny mężczyzna i egoistycznie chciałbym to tak zostawić.
- Tak bardzo jak nienawidzę cię za zabranie mi jej, ze względu na nią jestem zadowolony, że to zrobiłeś – mówi i idzie w kierunku salonu. – Będę tutaj i wiem, że jeśli zawoła mnie, pójdę do niej czy będziesz próbował mnie zatrzymać, czy nie.

Tessa’s POV: 

- Wchodzę – mówi Harry i otwiera drzwi, zanim mogę odpowiedzieć. Ciągnę czystą koszulkę w dół brzucha i siadam na łóżku. – Przyniosłem ci więcej wody – kładzie pełną szklankę na małej nocnej szafce znajdującej się po przeciwnej stronie łóżka.
- Dziękuję – wymyśliłam przemówienie pod prysznicem, ale teraz, gdy jest tu przede mną, nic z niego nie pamiętam. Po prysznicu czuję się nieco mniej intensywnie, a może to przez drzemkę w szklarni, czy ciszę, którą w końcu mi dano. Nie mam pojęcia, ale patrzę na świat z większą przyjemnością i pomaga mi to nie czuć się tak złudnie oraz daje trochę nadziei, że każdy następny dzień przyniesie więcej jasności i spokoju.
- Lepiej się czujesz? – jest ostrożny. Muszę wyglądać na taką kruchą, taką słabą dla niego. Tak się czuję. Powinnam czuć się pokonana, wściekła, smutna, zdezorientowana i zagubiona. Chodzi o to, że wciąż odczuwam pustkę, głęboki puls niczego, ale jestem coraz bardziej do niego przyzwyczajona, z każdą mijającą minutą. Podczas każdej długiej minuty pod prysznicem, kiedy woda zmieniła się na zimną, myślałam o rzeczach z innej perspektywy. Myślałam, o tym, w jaki sposób moje życie zmieniło się w ciemny otwór absolutnej nicości; o tym, jak bardzo nienawidzę czuć się w ten sposób, i wymyśliłam doskonałe rozwiązanie, ale teraz nie mogę złożyć moich pomieszanych słów w odpowiednią karę. To musi być to, co czuję, gdy traci się swój umysł.
- Mam nadzieję, że trochę się poprawiło – mówi. Ma nadzieję, że co się poprawiło? – Że czujesz się lepiej – odpowiada na moje myśli. Nie podoba mi się sposób, w jaki jest ze mną połączony, że wie co czuję i myślę, nawet jeśli tego nie robię.
- Tak jakby – wzruszam ramionami i ponownie skupiam się na ścianie. Łatwiej skupić się na ścianie niż na błyskotliwej zieleni jego oczu, zieleni, której utratą jestem przerażona. Podczas leżenia w łóżku z nim, pamiętam, że miałam nadzieję, że dostanę kolejną godzinę, kolejny tydzień, może nawet kolejny miesiąc z tymi oczami. Modliłam się, że przyjdzie i zostanie ze mną na stałe, pragnęłam go. Chcę siedzieć tutaj z niczym i być zadowolona, i spokojna, że może kiedyś będę mogła stać się kimś, kim myślałam, że będę zanim przeniosłam się do Pullman. Jeśli będę miała szczęście, może przynajmniej dziewczyną, którą byłam, kiedy wyszłam z domu. Ta dziewczyna już dawno odeszła, wzięła bilet prosto do piekła i oto siedzi w palącej ciszy.
- Chcę, żebyś wiedziała, jak bardzo mi przykro za wszystko, powinienem wrócić tu z tobą. Nie powinienem skończyć rzeczy z tobą z powodu moich własnych problemów. Powinienem pozwolić ci być dla mnie, jak ja chcę być dla ciebie. Teraz wiem jak musisz się czuć, ciągle starając się mi pomóc, kiedy odpycham i odpycham cię.
- Harry – szepczę, nie wiedząc co powiedzieć dalej.
- Nie, Tessa, pozwól mi mówić. Obiecuję ci tym razem będzie inaczej. Nie zrobię tego nigdy więcej. Przepraszam, że twój tata musiał umrzeć, żebym zdał sobie sprawę jak bardzo cię potrzebuję, ale nie zrobię tego nigdy więcej, przysięgam – rozpacz w jego głosie jest mi zbyt dobrze znana, słyszałam ten sam ton i te same słowa już wiele razy od niego.
- Nie mogę – spokojnie mu przerywam. – Przykro mi, Harry, ale ja naprawdę nie mogę - porusza się w moją stronę, w panice, i opada na kolana przede mną, niszcząc dywan.
- Nie możesz, czego? Wiem, że to zajmie trochę czasu, ale jestem gotów czekać, aby wyjść z tego... tego stanu smutku, w którym jesteś. Jestem gotów zrobić wszystko.
- Nie możemy, nie powinniśmy – mój głos jest ponownie płaski. Myślę, że robot Tessa się tu zatrzymał. Nie mam wystarczająco dużo energii do pchania żadnych emocji w moim głosie.
- Możemy się pobrać – ciągnie. Wydaje się być zaskoczony swoimi słowami, ale nie cofa ich. Jego długie palce owijają się wokół moich nadgarstków i kontynuuje: –
Tesso, możemy się pobrać. Wyjdę za ciebie jutro, jeśli się zgodzisz. Ubiorę smoking i to wszystko – słowa, które histerycznie chciałam usłyszeć i na które tyle czekałam wreszcie wyszły z jego ust, ale nie mogę ich poczuć. Słyszę je wyraźnie, ale nie mogę ich poczuć. 
- Nie możemy – kręcę głową i patrzę, jak staje się coraz bardziej zdesperowany.
-
Mam pieniądze, więcej niż potrzeba, żeby zapłacić za ślub, Tesso, i moglibyśmy go wziąć gdziekolwiek wybierzesz. Możesz kupić najdroższą sukienkę i kwiaty, a ja nie będę narzekał na nic z tego! – jego głos jest coraz głośniejszy, odbijając się po pokoju.
-
To nie o to chodzi, to nie jest dobre – chciałabym móc wyryć jego słowa, sposób, w jaki głos brzmi na tak szalony, nawet podekscytowany i zabrać je ze sobą w przeszłość. Przeszłość, gdzie nie widziałam, jaki nasz związek naprawdę był destrukcyjny, dałabym wszystko, by usłyszeć te słowa od niego.
-
Więc co jest? Wiem, że tego chcesz, Tesso, powiedziałaś mi to wiele razy – widzę bitwę w jego oczach i chciałabym coś zrobić, aby złagodzić jego ból, ale nie mogę.
-
Nic mi już nie zostało, Harry. Nie mam już nic, co bym mogła ci dać. Już zabrałeś to wszystko i przykro mi, ale nic więcej nie zostało – pustka we mnie rośnie, zabierając całe moje bycie z nim, nigdy nie byłam tak wdzięczna za czucie niczego. Jeśli poczuję to, coś z tego, to mnie zabije.
To na pewno mnie zabije, chwile temu postanowiłam, że chcę żyć. Nie jestem dumna z ciemnych myśli, które przyszły mi do głowy, ale jestem dumna, że są krótkie i że pokonałam je na własną rękę, na podłodze pod zimnym prysznicem.
-
Nie chcę niczego ci odbierać. Chcę dać ci to, czego chcesz! – wstrzymuje oddech, jego dźwięk jest tak zmartwiony, że prawie zgadzam się ze wszystkim co mówi, żeby nigdy więcej nie musiała słuchać ponownie tego dźwięku.
-
Wyjdź za mnie, Tess. Proszę, tylko wyjdź za mnie i przysięgam, że nigdy więcej nie zrobię czegokolwiek takiego. Moglibyśmy być razem na zawsze, bylibyśmy mężem i żoną. Wiem, że jesteś dla mnie za dobra i wiem, że zasługujesz na coś lepszego, ale wiem także, że ty i ja nie jesteśmy jak ktokolwiek inny. Nie jesteśmy jak twoi rodzice ani moi rodzice, jesteśmy inni i może nam się to, do cholery, udać, dobrze? Tylko posłuchaj mnie jeszcze jeden raz…
- Spójrz na nas – macham ręką w przestrzeni między nami. – Spójrz na to, kim się stałam. Nie chcę już tego życia. 
- Nie, nie, nie – wstaje i robi kilka kroków. – Właśnie, że chcesz! Pozwól mi to sobie wynagrodzić – błaga, ciągnąc jedną ręką za włosy.
-
Harry, proszę, uspokój się. Przepraszam za wszystko, co ci zrobiłam i przede wszystkim przepraszam, że skomplikowałam twoje życie, i przepraszam za wszystkie kłótnie, i nasze zejścia się i rozłąki, ale musisz wiedzieć,  że to się nie uda. Myślałam... – żałośnie się uśmiecham. - myślałam, że naszym udziałem była miłość z powieści, miłość, która nieważne jak ciężka, szybka i charakterna była. Myślałam, że przetrwamy wszystko i będziemy żyć, aby przekazać dalej tę historię. 
- Ależ możemy, możemy to przetrwać – dławi się. Nie mogę na niego patrzeć, bo wiem co chciałabym zobaczyć.
-
Właśnie tak to jest, Harry. Ja nie chcę być zmuszona przetrwać, ja chcę żyć. 
Moje słowa uderzają w niego, przestaje chodzić i szarpać za włosy. –
Nie mogę po prostu pozwolić ci odejść. Wiesz to. Zawsze do ciebie wracam, musiałaś wiedzieć, że to zrobię. W końcu wróciłbym z Londynu i my…
- Nie mogę spędzić mojego życia oczekując, aż wrócisz do mnie i byłoby to z mojej strony samolubne, abyś ty spędzał swoje, biegając – mówię mu. Jestem zdezorientowana, znowu. Jestem zdezorientowana, ponieważ nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak myślała, wszystkie moje myśli zawsze nastawione były na Harry’ego i na to, co zrobić, żeby było mu lepiej, aby go zatrzymać. Nie wiem skąd te myśli i słowa pochodzą, ale nie mogę ignorować determinacji, którą czuję mówiąc mu to.
-
Nie mogę istnieć bez ciebie – oświadcza. Jest to kolejna deklaracja, którą mówił już dużo razy, robi wszystko, co w jego mocy, aby trzymać mnie, uciszyć mnie.
-
Możesz. Będziesz szczęśliwszy i mniej skłócony ze sobą. Tak będzie łatwiej, sam to powiedziałeś – mówię mu. Będzie szczęśliwy beze mnie, bez naszych stałych rozstań. Skupi się na sobie i swojej złości do swoich ojców, i pewnego dnia będzie szczęśliwy. Kocham go wystarczająco mocno, żeby chcieć jego szczęścia, nawet jeśli już nie jesteśmy razem.
- Nie! – przenosi pięści do czoła i zaciska zęby. Kocham go, zawsze będę go kochać, ale to już koniec. Nie mogę nadal dolewać paliwa do mojego ognia, kiedy on ciągle wraca z wiadrem po wiadrze z wodą, aby go ugasić.
-
Walczyliśmy tak dzielnie, ale myślę, że to czas, by przestać. 
- Nie! Nie! – jego oczy przeszukują pokój, wiem co zamierza zrobić, zanim to robi. Dlatego nie jestem zaskoczona, kiedy mała lampka gaśnie, leci przez pokój i rozbija się o ścianę. Nie ruszam się, nawet nie mrugam. To wszystko jest zbyt dobrze znane, dlatego robię to, co robię. Nie mogę go pocieszyć, nie mogę. Nie mogę nawet pocieszyć siebie, nie ufam sobie na tyle, żeby owinąć moje ręce wokół jego ramion i szeptać mu na ucho obietnice.
-
Tego właśnie chciałeś, pamiętasz? Wróć do tego, Harry. Po prostu przypomnij sobie, dlaczego mnie nie chciałeś. Przypomnij sobie, dlaczego wysłałeś mnie z powrotem do Ameryki samą.
- Nie mogę istnieć bez ciebie, potrzebuję cię w moim życiu – intonuje.
-
Mogę wciąż być w twoim życiu – obiecuję mu. – Po prostu nie w taki sposób. 
- Naprawdę sugerujesz, że możemy być przyjaciółmi? – pluje. Zieleni jego oczu już prawie nie ma, zastąpiona jest czernią, taką jak jego narastający gniew. Zanim odpowiadam, kontynuuje: - Nie możemy cofnąć się do bycia przyjaciółmi po tym wszystkim. Nigdy nie mógłbym być w tym samym pokoju, co ty, a nie być z tobą. Jesteś dla mnie wszystkim, a obelgą są dla mnie sugestie, że moglibyśmy być przyjaciółmi. Nie myślisz o tym naprawdę. Kochasz mnie, Tesso – patrzy mi w oczy. – Musisz. Nie kochasz mnie?
Nie zabieram nic i rozpaczliwie walczę, żeby trzymać się swego. Jeśli to poczuję, pociągnie mnie na dół.
- Kocham – oddycham, a on klęka przede mną ponownie. –
Kocham cię, ale nie możemy ciągle tego robić sobie nawzajem.
Nie chcę z nim walczyć i nie chce go skrzywdzić, ale ciężar jest na moich plecach. Dałabym mu wszystko, do diabła, dałam mu wszystko, ale on nie chciał. Pod koniec dnia, kiedy czas jest trudny, nie kocha mnie wystarczająco, aby walczyć ze swoimi demonami, dla mnie. Poddał się za każdym razem.
- Jak ja bez ciebie przetrwam? – teraz płacze, tuż przed moją twarzą, mrugam, żeby pozbyć się moich łez, i połykam ciężki kawałek winy w gardle. –
Nie potrafię. Nie dam rady. Nie możesz po prostu tego odrzucić, bo przechodzisz przez trochę gówna. Pozwól mi być tu dla ciebie, nie odpychaj mnie. 
Po raz kolejny mój mózg odłącza się od ciała i śmieje się. To nie jest rozbawiony śmiech, to smutny i załamany śmiech, na myśl o jego słowach. Pyta się mnie o to, co ja jego, on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
-
Błagałam o to samo odkąd cię poznałam – cicho mu przypominam. Kocham go i nie chcę go skrzywdzić, ale muszę zakończyć ten cykl raz na zawsze. Jeśli nie, nie będę żyć.
- Wiem – jego głowa opada na moje kolana, a jego ciało trzęsie się naprzeciwko mnie. - Przepraszam – wpada w histerię, nic nie przeciąga się zbyt długo dla mnie, aby go zatrzymać. Nie chcę tego czuć, nie chcę czuć jego łez, po tym jak obiecał i zaoferował rzeczy, na które czekałam wieczność, żeby je usłyszeć.
-
Damy sobie radę. Kiedy wydostaniesz się z tego, między nami będzie w porządku – myślę, że mówi. Nie jestem pewna, a nie mogę go zapytać, aby powtórzył, ponieważ nie mogę usłyszeć jego głosu ponownie. Nienawidzę tego w nas, nienawidzę tego, że bez względu na to, co mi zrobił, znajduję sposób, żeby winić się za jego ból.
Dostrzegam ruch drzwi i kiwam do Noah, dając znak, że nic mi nie jest. Nie jest w porządku, ale w tej chwili w odróżnieniu od wcześniejszej, nie czuję potrzeby, żeby było w porządku. Jego oczy przenoszą się na rozbitą lampę i wygląda na zmartwionego, ale kiwam znowu bezgłośnie błagając go, aby opuścił pokój, żeby dał mi moment. To ostatni moment, aby poczuć ciało Harry’ego na sobie, poczuć jego głowę na kolanach, zapamiętać czarne wiry atramentu na jego ramionach.
-
Przykro mi, że nie mogłam cię naprawić – mówię mu, delikatnie głaszcząc jego wilgotne włosy.
- Mi też – płacze w moje nogi.

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

21 komentarzy:

  1. O MÓJ BOŻE.............
    Płaczę, przysięgam płacze jak nigdy.
    Tak bardzo chcę, żeby oni byli razem

    OdpowiedzUsuń
  2. Popłakałam się, nie wierzę Tessa jest taka inna. Kocham to!

    OdpowiedzUsuń
  3. Siedzę i rycze. To się nie może zdarzy, nie mogą się rozstać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżu te ostatnie słowa ranią mi serce :"c

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale mi serce wali hahah <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba najgorszy rozdział w całym fanficu, łzy mi się w oczach błyszczą, Boże dlaczego :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnie zdanie Tessy i odpowiedź Harry'ego mnie zabiły.
    I znów ryczę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale wzruszajacy rozdzial!:// Moj biedny Haruś i Tess..
    @blanka1499

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu
    Płacze
    Oni nie mogą być osobno
    Harry jest tu tak bardzo szczery
    Ale to za późno
    Tessa teraz musi sobie poradzić ze stratą ojca
    Super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  10. Niech Harry spieprza w cholerę jest egoistycznym dupkiem, który tylko potrzebuje panienki do przeruchania i nic poza tym na miejscu Tessy kopnęła bym Go w dupę i kazała spieprzać, Ola! ❤❤❤❤❤👑💜💛💚💙🌷

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy raz od dłuższego czasu mam lzy w oczach podczas czytanie... //Daria

    OdpowiedzUsuń
  12. Płaczący Harry? Nie dałbym rady, wybaczyłbym mu, głupia jestem xd

    OdpowiedzUsuń
  13. O cholera! Nie wierze! Co tu się wyrabia!

    OdpowiedzUsuń
  14. ja chce Happy End !

    OdpowiedzUsuń
  15. Boże ..
    nie mogę przestać płakać , przez ten rozdział jestem w kompletnie rozdarta ...

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziekuje za tlumaczenie, kocham Cie za to ze nadal tlumaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  17. Popłakałam sie jak nigdy..Niech oni do siebie wrócą,błagam!!

    OdpowiedzUsuń